Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

CZASOPIS 9/2020

Wyjątkowe lato

Tegoroczne lato białoruskie doprawdy było wyjątkowe. W regionie bez hucznych imprez plenerowych – śpiewaczo-tanecznych biesiad, festiwali i zabaw na festynach ludowych, tudzież dorocznych dni gminnych miasteczek, na których zawsze królowały nasze zespoły. O Białorusi zrobiło się za to głośno jak nigdy dotąd.

Sierpniowy zryw wolności za wschodnią granicą, wspaniały i dramatyczny zarazem, wzbudził podziw całego świata. Chociaż wciąż nie wiadomo, czym to się skończy, już nastąpił historyczny moment, w którym w proch rozsypały się stereotypy o białoruskim narodzie jako spolegliwym i bezwolnym. Rozmiary, jakich nabrały protesty po sfałszowanych wyborach prezydenckich, zaskoczyły nawet samych Białorusinów.

Co się stało w Białorusi?

Aleksandr Łukaszenko, jak się okazało, również nie spodziewał się przeciwko sobie aż tak wielkiego zrywu społecznego. Co prawda liczył się z wybuchem protestów po wyborach prezydenckich, ale zdawał się to lekceważyć. – Z pewnością jakaś draka w Mińsku będzie – w swoim stylu oznajmił w jednym z codziennych wystąpień w okresie kampanii wyborczej. Uwadze mediów i opinii publicznej umknęła jednak inna, bardzo zagadkowa, wypowiedź białoruskiego dyktatora. Podczas którejś z „wizyt gospodarskich” w jednej z fabryk powiedział, iż w kraju niebawem nastąpią przełomowe wydarzenia dziejowe. – Odtąd będzie się mówiło o historii Białorusi do tego momentu i po nim – tajemniczo oznajmił, dodając że wszystkiego powiedzieć nie może. Czy miał na myśli falę powyborczych protestów i to, co po niej nastąpi?

Łukaszenko jak każdy autorytarny przywódca z pewnością musiał mieć opracowane wraz z doradcami różne scenariusze działań, gdy ludzie wyjdą na ulice. Jak się szybko okazało, decyzje podejmował jednak spontanicznie w zależności od rozwoju wypadków, zachowując się często bardzo nerwowo. Dlatego nie były one racjonalne – w szczególności, gdy na początku nakazał brutalną pacyfikację demonstrantów.

9 sierpnia, czyli głównego dnia wyborów prezydenckich, milicja wraz z oddziałami specnazu były w pełnej gotowości bojowej. Wieczorem i kolejnego dnia na ulicach Mińska i innych miast białoruskich rozegrały się dramatyczne sceny. Podczas tłumienia demonstracji spokojnych ludzi zganiano do więźniarek, bito i torturowano aresztowanych. Niestety, polała się krew.

Марш „За свабоду”. Мінск, 16 жніўня 2020
Фота: commons.wikimedia.org (homoatrox – уласны твор, ССС BY-SA 3.0)

65-letni Łukaszenko, dwudziesty szósty rok piastujący urząd prezydenta, dał jasno do zrozumienia, że władzy oddać nie zamierza. – Po moim trupie! – powiedział do strajkujących robotników.

Jednak odgrywany przez niego nieustannie od ćwierćwiecza teatr jednego aktora najwyraźniej znużył społeczeństwo, które w końcu gremialnie zażądało przemian w państwie. Ludzie zobaczyli, iż pod obecnymi rządami coraz ciężej im pokonywać trudy codziennego dnia, a perspektyw na lepsze życie nie widać. Argumentacja, iż to przez koronawirusa, nikogo nie przekonała. Przecież Białoruś nie wprowadziła u siebie, wzorem innych państw, surowego reżimu sanitarnego, jaki siłą rzeczy mocno uderza w gospodarkę. Przyczyny są inne – brak reform i coraz bardziej beznadziejne relacje z Rosją.

Ale to właśnie z powodu koronawirusa zaczęli odwracać się od Łukaszenki nawet jego zagorzali dotąd zwolennicy. Oszukał bowiem naród, zapewniając że pandemia w Białorusi jest niegroźna i potrwa najwyżej do prawosławnej Paschy. Tymczasem liczba zachorowań na koronawirusa jeszcze w czerwcu utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie. Kilka miesięcy lekarze pracowali w stanie najwyższej gotowości, w skafandrach ratując życie i zdrowie ludzi. Lekceważący stosunek Łukaszenki do koronawirusa wywołał ich wielki gniew i oburzenie. Zwykli obywatele zrozumieli, że ich życie i zdrowie dla głowy państwa nie jest najważniejsze.

Fala niezadowolenia z powodu wciąż pogarszającej się sytuacji w kraju narastała od lat. Przełom nastąpił wiosną i latem tego roku. Pokazały to tłumy na wiecach poparcia dla Swiatłany Cichanoŭskiej, głównej rywalki Łukaszenki w sierpniowych wyborach.

To był jednak bardziej plebiscyt niż wybory, bo głosowano albo na Łukaszenkę, albo przeciwko niemu. Jego elektorat skurczył się do nomenklatury, aparatu urzędniczego i emerytów. Ci wyborcy już tylko niejako z musu oddali swój głos przed strachu ze zmianami, nie widząc dla siebie alternatywy. Wielu urzędników, jak się okazało, także odwróciło się od Łukaszenki.

Co ciekawe, ani urzędujący prezydent, ani Cichanoŭska, ani nikt z pozostałych kandydatów nie sformułowali nawet zarysów wyrazistych programów wyborczych. Zresztą nie miały one żadnego znaczenia. Nawet obietnice Łukaszenki o dwukrotnym wzroście wynagrodzeń, bo obiecywał to już wiele razy.

Represje wobec naszego kolegi z Mińska

Ile kto naprawdę zdobył głosów, najpewniej nikt się już nie dowie. Oficjalne wyniki, podane najpierw jako exit poll, a potem niemal identyczne, wypowiedziane surowym głosem przez Lidię Jarmoszyną, przewodniczącą Centralnej Komisji Wyborczej, natychmiast wzbudziły powszechne niedowierzenie i zdumienie, które od razu przerodziło się w wielkie oburzenie. Białorusini wylegli na ulice miast, aby zdecydowanie zaprotestować przeciwko jawnie sfałszowanym wynikom wyborów.

Ягор Віняцкі Фота Пятра Маркелава
Ягор Віняцкі
Фота Пятра Маркелава

Łukaszenka przy pomocy swego aparatu mógł ukryć prawdziwe liczby i jak gdyby nigdy nic przypisać sobie druzgocące, osiemdziesięcioprocentowe, zwycięstwo, gdyż wybory w Białorusi nie są transparentne. Protokołów z poszczególnych komisji prawdopodobnie nikt nawet nie zlicza. Tym razem niezależnych obserwatorów ochrona nie tylko wypychała jak najdalej od miejsc głosowania, ale niektórych kilka dni wcześniej po prostu aresztowano pod byle pretekstem i osadzono w więzieniach. Niestety, tak stało się także z naszym współpracownikiem z Mińska, Jahorem Winiackim. Tuż przed zatrzymaniem zdążył jeszcze przez wizjer w drzwiach sfilmować telefonem komórkowym i wrzucić do Facebooka nagranie, na którym widać, jak tajniacy okrążają dom. W trybie doraźnym sąd skazał Jahora na dwa tygodnie pozbawienia wolności (zarzut – chuligaństwo). Został przewieziony do więzienia w Żodzinie pod Mińskiem. Na wolność wyszedł wcześniej, po tygodniu, gdy Łukszenka, wystraszony masowymi protestami ulicznymi, ugiął się pod naciskiem opinii międzynarodowej i kazał wypuścić z przepełnionych cel większość skazanych.

Długo nie mieliśmy z Jahorem żadnego kontaktu. W końcu odpisał na nasz niepokojący e-mail, informując że jest cały i zdrowy, a o tym co przeżył napisze jeszcze do Czasopisu.

Rzeczywiste słupki poparcia

Większość tych, którzy w wyborczą noc wylegli na ulice, jeszcze kilka godzin wcześniej stała w ogromnych kolejkach przed lokalami wyborczymi, by oddać swój głos na Swietłanę Cichanoŭską. Niezależni obserwatorzy, mimo utrudnień, do wyborów przygotowali się jak nigdy dotąd, organizując nawet równoległe liczenie głosów przy użyciu najnowocześniejszych technologii informatycznych. Zebrane w ten sposób wyniki miały się nijak do danych, które na konferencji prasowej przekazała Lidia Jarmoszyna. Z komisji wyborczych wyciekło też bardzo wiele protokołów, potwierdzających masowe poparcie dla Cichanoŭskiej.

Dlatego masy ludzi zerwały się z okrzykami, iż ukradzione zostały ich głosy, domagając się ustąpienia uzurpatora Łukaszenki, skandując pod jego adresem gromkie „Uchadi!” (odejdź). Od początku było wiadomo, że protesty szybko się nie skończą. Brutalne użycie siły wobec pokojowych demonstrantów jeszcze bardziej wzmogły falę społecznego niezadowolenia. Świat natychmiast obiegły zdjęcia brutalnie pobitych uczestników manifestacji, z tortur w aresztach, w końcu tragiczne informacje o ofiarach śmiertelnych. Dopiero trzeciego dnia Łukaszenko zakazał używania siły wobec demonstrantów. Pod naciskiem opinii międzynarodowej zdecydowano się na inny scenariusz, licząc że naród się wyszumi i uspokoi. To było jednak złudzenie. Pękła bowiem ściana osób, wydawałoby się stojących murem za Łukaszenką. Na antyreżimową stronę zaczęli przechodzić intelektualiści, dziennikarze mediów państwowych, urzędnicy, artyści, niektórzy dyplomaci.

Бел-чырвона-белыя сцягі на будынку Нацыянальнага акадэмічнага тэатру імя Янкі Купалы ў Мінску Фота: Наша Ніва
Бел-чырвона-белыя сцягі на будынку Нацыянальнага акадэмічнага тэатру імя Янкі Купалы ў Мінску
Фота: Наша Ніва

Z bezpośredniego otoczenia Łukaszenki póki co nikt jednak się nie wyłamał, co ostudziło głowy tych, którzy liczyli na przewrót pałacowy. Najwyższym jak dotąd urzędnikiem państwowym, który zdecydował się na taki krok, okazał się były minister kultury Paweł Łatuszka, dobrze znany Białorusinom na Białostocczyźnie. Swego czasu był białoruskim konsulem generalnym w Białymstoku, następnie ambasadorem w Warszawie, we Francji, w Hiszpanii i Portugalii. Teraz jako dyrektor Narodowego Teatru Akademickiego im. Janki Kupały w Mińsku dołączył do protestujących, wchodząc w skład reprezentującej ich Rady Koordynacyjnej, przez co został odwołany z lukratywnej posady państwowej.

To, że wyniki wyborów zostały zafałszowane, stało się widoczne jak na dłoni po liczbie protestujących mas narodu. Proporcje między zwolennikami i przeciwnikami Łukaszenki pokazały zwłaszcza dwie manifestacje, jakie odbyły się w Mińsku tydzień po wyborach. Najpierw prorządowa organizacja „Biełaja Ruś” zorganizowała wiec poparcia dla „rukowoditiela strany” i jego autokratycznego kursu państwa. Wzorem czasów sowieckich rzekomych zwolenników władzy z różnych regionów zwieziono do stolicy specjalnymi autobusami i pociągami. Byli to głównie aparatczycy, a także „traktorzyści i przedstawiciele różnych zawodów” – z reguły starsi ludzie z postsowieckimi zielono-czerwonymi flagami w ręku. Podobno za udział obiecywano im bezpłatny trzydniowy wypoczynek w Mińsku z zakwaterowaniem i wyżywieniem, a do tego sto rubli w gotówce (ok. 150 zł).

„Micinh” ten, choć spędzono nań blisko dziesięć tysięcy osób, okazał się porażką władzy. Wielu z placu chyłkiem uciekło. By ratować sytuację, w ich miejsce błyskawicznie zwieziono ubranych po cywilnemu milicjantów i słuchaczy akademii wojskowych, którzy udawali tłum.

Jak tylko ten żenujący spektakl się zakończył, na centralne ulice Mińska wyległo kilkadziesiąt, a według niektórych szacunków nawet dwieście tysięcy ludzi, by wziąć udział w „Marszu Wolności”. Jego uczestnicy, w tym rzesze młodzieży, nieśli morze biało-czerwono-białych flag, na czele pochodu nad głowami trzymano rozciągniętą olbrzymiej długości wstęgę w historycznych barwach Białorusi. Skandowano „Żywie Biełaruś!” i „Uchadi!”. W tym samym czasie podobne wielotysięczne marsze odbyły się w wielu innych miastach białoruskich.

Właśnie liczba uczestników niemalże kameralnych wieców prorządowych z jednej strony i masowych protestów z drugiej to w rzeczy samej prawdziwe słupki poparcia, jakie mieli w wyborach Łukaszenka i Cichanoŭska. – Przecież nas tu znacznie więcej niż 10 proc.! – oburzała się jedna z uczestniczek opozycyjnych manifestacji.

Łukaszenka zresztą doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo nie kwapi się do fetowania zwycięstwa, choć od wyborów wkrótce minie już miesiąc.

Wreszcie możemy być dumni

Nam, Białorusinom z Podlasia i z Polski, szczególnie zależy na tym, aby Białoruś stała się wreszcie w pełni demokratycznym państwem, odwołującym się do swych autentycznych historycznych tradycji narodowych. Dlatego obecne wydarzenia obudziły i nasze nadzieje, iż w państwie białoruskim runie wreszcie skostniały i anachroniczny autorytarny ustrój postsowiecki, zaś naród białoruski zacznie kształtować swoją państwowość jako nowoczesne społeczeństwo obywatelskie. Mając za plecami taką duchową ojczyznę nam również byłoby łatwiej zachować białoruską tożsamość. Dlatego mocno solidaryzujemy się z narodem białoruskim w jego pokojowych dążeniach do przemian w państwie.

Środowisko białoruskie na Białostocczyźnie jest zgodne jak nigdy dotąd w ocenie wydarzeń za wschodnią granicą. Organizacje i inicjatywy zrzeszone w Związku Białoruskim w RP, w tym kręgi Czasopisu i Niwy od 26 lat, od kiedy doszedł do władzy Łukaszenko, nieprzerwanie opowiadają się zdecydowanie przeciwko niedemokratycznym rządom w Republice Białoruś, potępiając przypadki łamania praw człowieka, wyrażając niepokój i smutek wobec postępującej rusyfikacji społeczeństwa i samoizolacji państwa na arenie międzynarodowej. Dlatego obecnie nawet nie musimy formułować specjalnych odezw i stanowisk, gdyż wiadomo, że moralnie jesteśmy razem z narodem białoruskim, który pokojowo, dumnie i pięknie walczy o prawdę i wolność.

Nasza najstarsza organizacja, Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, dotąd w ocenach politycznych wydarzeń w Białorusi była dość powściągliwa. Ale oto teraz i BTSK na Facebooku zamieściło swe stanowisko, wyrażając „głębokie zaniepokojenie losem Narodu Białoruskiego, przeżywającego obecnie bolesne i tragiczne chwile”. W podobnym tonie do sierpniowych wydarzeń za wschodnią granicą ustosunkował się także Eugeniusz Czykwin, poseł i redaktor naczelny Przeglądu Prawosławnego. Przedtem unikał głębokiej krytyki „prawosławnego ateisty” Łukaszenki, teraz zaś na Facebooku opublikował wpis, w którym wyraził solidarność z protestującymi. Do wydarzeń w Białorusi ustosunkowała się także Fundacja Villa Sokrates. Na swojej fejsbukowej stronie zamieściła wpis potępiający użycie siły wobec uczestników sierpniowych manifestacji w miastach białoruskich, solidaryzując się z narodem białoruskim w jego walce o wolność i sprawiedliwość.

Cichy sezon imprezowy

Letnie wydarzenia w Białorusi niewątpliwie przysłoniły białoruskość w naszym regionie, której oznaką podczas wakacji zawsze były liczne imprezy białoruskie. W tym roku ich sezon był mniej niż skromny ze względu na ograniczenia związane z koronawirusem.

Dopiero pod koniec lipca BTSK zainicjowało cykl festynów białoruskich. Zgodnie z wymogami sanitarnymi na widowni mogło zasiąść do dwustu osób, obowiązkowo w maseczkach. Z reguły jednak publiczność liczyła góra kilkadziesiąt osób. To duży dyskomfort dla występujących na scenie. Ze względu na koronawirusa nie było gości z Białorusi, prezentowały się wyłącznie białoruskie zespoły śpiewacze i estradowe z regionu.

Нетыповая „Прымацкая бяседа” ў Міхалове – канцэрты на сцэне дому культуры, без жывой публікі Фота: Радыё Рацыя
Нетыповая „Прымацкая бяседа” ў Міхалове – канцэрты на сцэне дому культуры, без жывой публікі
Фота: Радыё Рацыя

Duże imprezy, jak Siabroŭskaja Biasieda w Gródku, zostały w tym roku odwołane bądź znacznie ograniczone. Na ciekawy eksperyment zdobyli się organizatorzy Prymackiej Biasiedy w Michałowie, organizując koncerty online. Występy zespołów na scenie domu kultury, bez publiczności, były transmitowane na żywo w Internecie. Zorganizowano tzw. strefy widza w Michałowie, na plaży w Rudni nad Zalewem Siemianówka, przy zajeździe w Waliłach Stacji k. Gródka, a także w Orli i nawet w centrum Wołkowyska. Wszędzie tam mogło przyjść i przy telebimie bawić się i biesiadować nawet 150 osób. Eksperyment jednak się nie udał, bo strefy widza świeciły pustkami, choć podobno (tak  poinformowali potem organizatorzy) na kanale You Tube impreza cieszyła się sporym zainteresowaniem. Z pewnością jednka dużo większe audytorium miał w tym dniu, jak co sobotę zresztą, „Padlaski kancert pażadaniaŭ” w Radiu Racja.

Jerzy Chmielewski

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis