Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Rozkaz

OMELAN

Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna. W bu͡ok hlanuty ne można i zawsze wsio wychodyt tak jak w tu͡oj tetradi zapysali. Jeji anhieły storożat i nykoho czużoho do zapysuw ne dopuskajut, kob borony Boże karandasza ne rozmazaw abo ne dopysaw czoho nebud’. No czasom buwaje szczo biesy abo czortyki nedobry, za sprawoju jakohoś uroku abo proklatia, jeji pomyszajut. Odwernuty toje zło tiażko, prawie nemohczymo. Czasom toże buwaje, że dusza neopredilonaja wernet’sia na zemlu w tie͡ło nowonarożdenoho dytia͡tka i w sud’bu joho wpyszet’sia. Swoju dolu perenese i naznaczyt. I pro toje bude rozkaz.

*

Omelan żywe w newelikuj chatci poseredyny seła Ryhoruwci. Chatka derewianna, najchoru͡oszcza w wiości, rozukraszana. Okiennyci, szczyty i rohi dosoczkamy cwetnymi pokonczany. Żywe odion. Szcze paru l͡iet tomu po pudw͡ourku chodyw stareńki konik. W choziajstwie neprydatny, bo zemli u Omelana nema, ale konika szkoda buło prodaty, to wu͡on c͡ieły ru͡ok, i li͡etom, i zimoju, samopas po pudwu͡orku chodyw, aż so starosti podoch.

Omelanowy 84 li͡et. Rodywsia 20 marta 1938 roku z bat’ku͡͡ow Petra Siemieniuka i Katieryny Jachimczyk Kiryłoweji z Moskuwciuw. Żywe odion, bo żu͡onka Helena umerła deset’ li͡et tomu, a doczki Nadia i Anna zamuż powychodyli, do Bielska wyjiechali i tam żywut so swojimy si͡emiami.

Omelan odion. Ci͡͡ełe życie na koliji prorobyw, bo hospodarka neweliczka i wyżyty z jeji buło ti͡͡ażko. Ciełe życie – deń po dniowi, ru͡͡ok po rokowy, projszow steżeczku sud’by postiepi͡enno i nezmi͡enno. To czołow͡iek prawy, tycheńki, nykomu nykoli w nyczomu newlejaw, pakosti żadnoji ne zrobyw. Nawet chiba z nykim ne poswarywsia na dobre.

Ale tut wopros treba postawyty na poczatku. Bo toj Omelan to bat’ku͡owśki? Bo jak bajania każut, to bat’ki joho w deń chrystienia kupyli i na wospytanie wziali. Ot, takaja historia starijszymi lud’my perekazana jak wioskowa tajna abo plotka. I pro toje toże bude sioj rozkaz. Ale wernemsia do poczatku, czcze do d͡iedu͡ow Omelana.

*

D͡ied Omelana Semen Pawłow pryjszow do Ryhoruwciuw z Czachu͡ow Zabołu͡͡otnych w prystupy. W 1894 rokowi ożenywsia z Annoju Damianowoju Maksimiuk. Di͡ety pohodowali, wospytali. Doczki Chwedora i Zina zamuż powychodyli do Wu͡orli i Suchowu͡olciuw, a syny Petro i Stepan w Ryhoruwciach ostaliś1. Swoji chatki postawyli i tut życie prożyli. Czetwero di͡ety. Ale u Semena i Anny buło szcze troje dietiatok, razom semero, szcze: Maria, Wiera i Wasilij. Ale w ditinstwi powmerali, maleńkimy, hodik do troch im buło. I dwoje, Wasilij i Wiera, odne po druhomu w tu͡om samu͡om 1907 hodowi, deń po dniowiś2. I tut uże buło to jakojeś nesztodionne, urokom abo proklatiem znaczene, ale szcze nykoho to ne wołnowało. Nu sztoż, sud’ba takaja. D͡iety starszy ostaliś i siemija hodowałaś. Popłakali, poszkodowali i dali͡ej żyli jak simja.

Siemju „Czumakami” zwali. Nychto ne pomentaje sku͡ol toje pru͡ozwysko wziałoś, czy to czcze d͡iedowe? Ale jak rozkazy każut, to chiba Petruś, Omelanuw bat’ko, na jije zarobyw i tak ostałoś. Rozkażem toże pro toje…

*

Petro urodywsia 16 listopada 1899 roku. To buw mużczyna rosły, postawny, jak by po-siehonnieszniomu hlanuty – choroszy. Oko zawi͡esity można. Hodowawsia na chwału bat’kam bezzabu͡otno. Zdorowy. Pered welikoju wujnoju okonczyw try klasy cerkownoji szkoły w Ryhoruwciach. Potu͡om siemja w bieżenstwo po͡jiechała. Daleko i dowho putaliś po Rosiji i wernuliś po szesti li͡etach w 1921 rokowi. Chatka spalena, hospodarka maleńka uhorom stałaś i korczamy zarosła. Roboty buło szmat.

U Semena i Anny buło, jak uże my pysali, czetwero d͡iety, wsi͡e szcze doma pry bat’kach hodowaliś. Petro najstari͡ejszy, to i w hospodarci najbu͡olsz potri͡ebny.

Ale spicjalno robu͡otny ne buw. Tancor i szutnik. Pospaty lubyw do południa i jak robyty treba buło, to nebarzo ochwu͡͡otny.

Jak chatu nowu stroili, to Petro do bat’ka Semena każe.

– Pobacz, tato, u mene rubaszka t͡iesna, abo mni͡e mama nedobre poszyła, abo ja za chutko wyrus. Robyty w taku͡oj t͡iesnuj tiażko, to ja może pod hruszkoju w tyńkowy troszki polieżu, oddochnu. Może pud w͡eczur, jak soncie ne bude tak prażyty, to porobym?

– Oj, synok, synok, to oddochny chwilinku.

Semen, jak wsi lude ryhoruwśki, m͡iew toże kusoczok łonki na nurećkich bołotach, daleko za W͡uolkoju. Daleko buło, z szest’ wersty od domu, ale dwa razy w rokowi treba buło tam si͡eno i otawu ubraty, dodomu prywezty.

Rano, jak sienokosy buli, to czasom uże wsie lude na bołoto poj͡echali, a Petro szcze z chaty ne wybrawsia. To koło powdnia pyszkom iszow.

Treba buło czerez W͡oulku perejty. A tam lude stariejszy, uże do roboty nezdatny, pradawnoju prywyczkoju na ławoczkoch prosiedowali.

Ide toj Petro czerez wiosku, i jak z ławoczkoju starykuw poruwniawsia, to każe:

– Zdrastwujtie… Oj, horacz siehodnia. A czy wy ne baczyli, czy Czumak uże prochodyw tutaj? – takoje prywytannie i szutka w odnomu.

– Zdrawstwuj, oj, horacz, horacz, siehodnia robota tiażka bude. A chto to toj Czumak? Bo my ne baczyli nykoho czużoho, – odkazowali staryki.

Potuom, jak uże Petro perejszow, to paru hodyn dumali, rozpytywali odin druhoho pro toho Czumaka. Chto ż to takij? Bo nychto joho ne znaw.

I uże na druhi raz, jak Petro pieszkom na bołoto iszow, to kazali:

– O, pewno znow toj Czumak z Ryhoruwciuw ide.

I tak ostałoś, do siehodniesznioho dnia. Semenowych naszczadkuw Czamakami prozywajut. Nychto ne znaje, chto to „Czumak”ś3 to pewno i tut objasnity treba.

Petro buw tancor i szutnik. Chutko dorostaw, ale do żeniaczki neskory. Jak 25 li͡et jomu społniłoś, to siemia supu͡olnym staraniom wyswatała jomu 20-hodowuju Katierynu Kiryłowu Jachimczuk z Moskuwciuw. Supolnym staraniom, bo stari͡ejsza sestra Katieryny, Chwedora, w 1888 rokowi wyszła za muż do Czachuw za Maksyma Daniłowa Karbowskoho, dwojurodnoho brata Semena, Petrowohao bat’ka. To uże siemji od dawna swojaliś i znakomymy buli.

Swad’bu wystroili w mesnyci, 12 lutoho 1927 hoda.

Z Petra i Katieryny para buła szczaśliwa i wlublena. Bo chutko z pomoszczu siemji derewiannu chatku, neweliczku, postroili i d͡iety stali im rodytyś. Wsie zdorowy, to i zdawałoś szczo żyzń s͡iemiejna jak w skazci bude.

Perszy w krasawiku 1928 roku, szcze w bat’kuwśkuj chaty, rodywsia perworu͡odny Michaił, potum w krasawiku 1929 roku Ryhuor, a w naczale 1931 hoda doczka Anna. Troje dytiatok jak w posłowici „szczo ru͡ok to prorok”.

Ale srazu toże nyszczaścia naczaliś. Szcze jak Katieryna beremenna buła Ryhorom, to 17 stycznia 1929 roku umer 9-miesieczny perworu͡odny syn Michaił. Nychto ne znaw szczo jomu, horaczka pryputałaś, try dni muczyła i umer. Kazali szczo to wospalenie lohkich. Dwa mieseci puzni͡ej urodywsia Ryhour to i chutko żałobu po Michailie okonczyli i noworożdienym dytiatkom radowaliś.

Situacja, toczka w toczku, powernułaś proz ru͡ok. Bo znow, jak Katieryna buła bremienna, to 12 listopada 1930 roku umer 7 miesieczny Ryhour. Tak samo jak brat, try dni mi͡ew horaczku i umer. Ale zaraz na początku 1931 roku urodyłaś Anna.

Bat’ki pylnowali jeji jak oczka w hołowie. Chuchali, dmuchali, pered prostudoju zaszczyszczali, charcz spicjalny hotowyli, kob borony Boże byda jakajaś znow ne  pryputałaś. Ne upylnowali. Jak Anni buło neciełych try hodiki, 23 lipca 1933 roku toże umerła. L͡ieto było, horacz, a wona toże chiba prostudyłaś, try dni chworieła i umerła.

Izwinite, szczo ja pro toje neszczaście tak bez emocji pyszu. Samaja statystyka z czysłami, wyliczanka.

Ale Petro z Katioju barzo pereżywali. Katia po chłopciach szcze neszczastia neswiedoma, po tyżniowy płakała, a puzni͡ej perestawała, bo żyty daliej treba. Petro zasmuczany, jak struty chodyw, w zemlu zadumany dywywsia, hołowy ne pudnosyw. Szutnik i wesioły czołowik z joho, a raptom paszari͡ew, potuch, c͡ieły czas zadumany chodyw. T͡iażko buło…

– Petro, szczo ż to takoje? Sku͡ol nam toje neszczascie pryputałoś? Za szczo nas Bu͡oh tak karaje? – pytaje Katia.

– Oj, Katiu, a szczo ż ja znaty mohu. Wydno, dola i sud’ba nasza takaja, – odkazowaw Petro.

– U moich bat’ku͡ow toże tak buło. Semero nas dyt͡iatok buło, ale troje maleńkimy powmerało. Maryja, Wiera i Wasilij. Wsiem od hodika do troch buło. To może chtoś jakujuś klatwu kinuw. Ale my czetwero szczasliwo pohodowaliś, – każe Petro.

W ku͡onci li͡eta po wiości chodyw slipeńki worożej z Hruzkieji. Paru razu͡ow w rokowi chodyw od chaty do chaty. Poberawsia. Bo chto kusoczok sała, chto chli͡eba, a chto hroszy paru starykowy ne poszkodowaw i dawaw.

Buw poczatok wereśnia. Katia worożeja do chaty pryhłasyła, strawoju poczastowała i prosyt kob poworożyw.

– Ale ja mohu t͡oulki z planety poworożyty. No treba, kob usi͡e domownyki buli doma, – każe staryk.

– Ale nas tu͡olki dwoje, ja i mużyk, – odkazuje Katia. Any słowom ne zhanuła pro d͡iety pomerszy.

Staryk siew pry stołowy, położyw ruku na hołowu Kati, potuom Petra, w okno hlanuw (chotia on slipeć), zadumawsia i każe:

– Wasza chata neszczasliwa, zusiem nyjakieji zaszczyty ne baczu. Tak jakoby domasznioho ducha, kotory siemju choronyt, ne buło. Dawno tut w tuj chatci żywete? – pytaje

– Nu, uże czetwerty hod bude. Spoczatku hod pry moich bat’kach żyli, a teper na swojomu, – odkazuje Petro.

– A może jak chatu stroili to zabuli Domaszniohoś4 pryhłasyty do zaszczyty doma? Uże nekoneczno hołowu piewnia pud uhłom zakopaty, ale prymierno zieleczko sweszczone na kameń pod ruoh chaty położyty zabuli? – każe staryk.

Petro z Katioju hlanuli na sebe, nyc ne skazali, ale oboje podumali.

– O Boże, dejstwitielno tak buło, zabuli…

– Nu i baczu tut jakujuś dolu neszczaśliwu, ale chiba to ne z sieji, ale z druhieji chaty wy jeji pryweli. Tam derewo żytia welikie, ale try neopredielony duszy putajutsia. Dymok ich synieńki, maleńki, jakby d͡iety to buli. No duszy tyji uże dowho tam na derewi sydiat, sered was żywuszczych. Baczu szczo woroczajutsia i znow odchodiat na toje samoje derewo żyzni, a do neba sredi anhiełow probytyś ne możut. Pewno wony nespodi͡ewano powmerali, a może pohibli i ich pospi͡eszno bez liturhii cerkownoji pochowali, za dusziy małowato moliliś i wony tom woroczajutsia. I baczu, szczo uże raz wsi͡e troje wernuliś, ale na korotko i znow na tuom derewi sydiat, – prodowżaje.

– Treba tyji siły neczysty z doma wyhnaty i za duszy dyt͡iatok umerszych pomolityś, żałost’ okonczyty. Boha o ochranu i proszczanie uprosyty. Nedaleko Kruszynian, Nowy Jerusalimś5 strojat, tam prorok Ilia prożywaje. Treba do joho p͡ieszkom pujty, pomolityś i o Boże błahosłowienie uprosyty. Ale doroha tuda neprosta, bo treba wozle każdoho krestika dorożnoho pomolityś. Wsi͡e cerkwi, aż do Kruszynian, posietity. Potuom jak uże błohosławienije proroka Ilii połuczyte i werneteś, to do mene szcze raz pryjdiete. To skażu szczo dal͡ej diełat’, – każe staryk.

– A do toho Nowoho Jerusalima to my oboje dołżny pujty? – pytaje Katia.

– Neobiezatielno, może chwatit jak mama dyt͡iatok pomerszych sama jak piatnik puojde, a otiec w swojuoj prychodśkuj cerkwi, w czas jeji otsutstwija, sztodionno molityś bude. Nu i szcziero postyty treba w toj czas, pryczastije cerkowne pryjmaty.

Weresień buw, Pryczystaś6 nabliżałaś. Wziała Katia paru kusoczkuow chl͡ieba w połotiennu torboczku, butyłku wody i poszła. Boso, bo tufluw szkoda, to ich na sznuroczkowy czerez splieczko perewiesyła. Kazali, szczo do toho Nowoho Jerusalima dalekowato, buolsz jak 75 wiorst. Pryczysta wypadała w czetwer, to Katia w piatnyciu tyżdeń ran͡iej wyszła z Ryhoruwciuw, kob pered dniom prazdnicznym do Wierszalina dojty.

Iszła pomaleńku, nesp͡ieszno, pered każdym kryżykom na kol͡iena padała i moliłaś. Boha prosyła o zaszczytu dla swojeji siemji.

Noczowała w prytworach wioskowych cerkowok, kotoryje po dorozi mynała.

A iszła czerez Wuorlu, Szczyty, Klejniki, Narow, Michałowo i Horodok. Czasom z dorohi schodyła, kob l͡iesnyji krynoczki, m͡ieścia światyji toże ne omynuty.

Do Wierszalina dojszła w seredu posle powdnia.

W czetwer, po liturgii i pryczastiju, do proroka Ilii udałoś ju͡oj dobytyś. Na kolina upała.

– Żenszczino, wiżu szto bolszoje stradanie tiebia prywieło k nam. Niesczastie bolszoje. S daleka ty pryjszła k nam, dorohoju zmuczana. Boh widit wsio eto i twoju żertwu ochwotno prynimajet. Błohosławiu tiebia i twoju siemju ot imieni Jeho, i wmiestie z toboju o otrecanie zła uproszywaju. Wozwraszczjasia domoj s duszoju czystoju. Boh i jeho zaszczyta s toboj.

I tryżdy znakom kresta pobłohosławił Katiu.

Do domu woroczałaś sp͡ieszno, ne oddychała po dorozi. C͡iełu noucz iszła i w piatnyciu posle powdnia do Ryhoruwciuw dojszła. Petro buw doma.

W nedielu razom pojszli do Wuolki w swiatuj liturgii uczastwowali, pomoliliś i pryczastie razom pryniali. Spuolno, jakby symwol wienczania znowa pryjmali. A w poned͡iełok zapruoh Petro kobyłku do wozika i do Hruzkieji pojechali. Slipeńkoho staryka worożeja o swoju sud’bu zapytaty.

– Oj, d͡iety, baczu, szczo wasza żyzniennaja enerhia mnie uże znakoma. Waszy duszy czysty, Bohom błahosłowleny. Ne skuczajtie po d͡ietiach umerszych. Ich dorożka niebiesna uże Bohom poprostowana. No ich małowato tam waszych, kompania nepowna, a złyje siły szcze żertwy ożydajut. U was diewoczka urodytsia, ale zaraz posle roduw umre. Ale pomentajtie, bo kob toje zło otrycati, ne hrebitie jeji na mohiłkach pobacz tych troch, uże raniej pomerszych. Złomu kompanii ne poszyrajtie. Daleko od tych hrobikuw jeji pochoroniete. Złyj dorohu potieraje i ne znajde jeji do was.

Ale ne skuczajtie, to żertwa neobchodima, wsio zło jakoje nazbyrałoś oczystyt. Potuom szcze rebionok wam narodytsia na chwału i radost’ waszu. Zdoroweńki bude i joho wospytywajtie, – każe staryk.

– No szcze wam dorożku pokażu. I jeji peresterehajtie, o ispołnienie moich rad zadbajtie. Rebionka toho ty Katia nie dołżna rodit’ doma. Może w jakuojś druhuj, ale ne waszuj chaty, nychaj toje ispołnitsia. Srazu po rodach oddaj joho ludiom czużym, a potuom posle chreszczenia od tych ludiej joho za dieńgi odkupietie. A do chaty waszeji w żadnum słuczaji czerez poroh i dweri jioho nie nesietie. Nu i zadbajte o pozacerkowny chrestianski nakazy toże sił tajemnych. Rożdienyćś7 ne obiżajte i babku akuszyrku, szczo pry rodach bude, specjalno uhostiete, nechaj kaszuś8 pryhotowyt, – każe died.

– To tuolki mojeji propowiedi. Idite z Bohom, d͡iety, – t͡iażko wozdochnuw slipyj staryk.

Do domu woroczaliś mołczkom. Try hodyny, c͡ieły 20 wiorst, ni odne ne odozwałoś słowom. Dumali i słowa staryka pereżywali.

Deń za dniom, tyżden za tyżniom, miesieć za miesieciom, czas prochodyw. Wospominanie proroczych sł͡ow slipoho staryka z Hruzkieji w pameti jak zadra siedieło i riedko miż suboju, a borony Boże z czużymy lud’mi o tuoj propowiedi ne howoryli. Każdu ned͡ieliu do cerkwi chodyli, moliliś i eucharystiu razom pryjmali.

Dwa liet projszło i propowed’ ne społniajetsia.

Aż raptom cud stawsia. Toczno try li͡et od smerti Anny, od dorohi do Nowoho Jerusalima, kotoru Katia jak połomnycia perejszła i propowiedi staryka z Hruzkieji, Katia zabremieła.

Dyt͡iatko rodyłoś oseniu 1936 roku. D͡iewczynka słabeńka, chuchorko takoje. Akuszyrka Maryja Oboroszkowa pry rodach buła i zrazu poslie rodow dytiatko z wody ochrystyła.

I dobre, bo paru hodyn puzniej dyt͡iatko wmerło. Nawet imia jomu ne opredielili.

Zrobyw Petruś maleńku trunku z dosok, wziaw jeji oburocz i na mohiłki zaniuos. Sam hrobik wykopaw na tak zwanych „nowych mohiłkach”ś9 i bezimiennu di͡ewczynku tam  pochowaw.

Czerez ru͡ok Katia znow zabremieła. Jak szczytali czysło rodow, to wychodyło, że rebionok urodytsia w martowi 1938 roku, zaraz po odynadc͡ietuj hodowini braka. Jak symwol naczała noweji żyzni, i budywszejisia wesny.

Uże na poczatku marta 1938 roku Katia perebrałaś do swoich bat’kuw w Moskuwciach i tam rodow ożydała. Na wsiaki słuczaj Petruś poprosyw swoju sestru Chwedoru i susieda Iwana Jakubowicza, kob czerezwyczajno razom z im żdali na jakujuś powiestku z Moskuwciuw. Bo czas uże pryjszow…

W subotu raneńko umyszleny z Moskuwciuw pryjszow i Petra obudyw:

– Petro, twoja ż͡u͡onka chyba rodyty bude. Akuszyrku oform i pryjeżdżaj najchuczij jak możesz. My żdem, – każe.

Zapruh Petro konika do woza, uziaw umowlenu raniej Oboroszkowu Maryju z soboju i pojiechali. Pod weczur pryjszli toże sestra Chwedora z susiedom Iwanom. Wsie żdali z nypokojom, wsłuchowałyś w tycheńki wzduchi i kryki z boluw położnyci, kotora rodyła w krawati na wankieri bat’kuwskieji chaty.

Rebionok rodywsia w nedielu nad raniom, 20 marta 1938 roku. Na perszy wzhlad zdorowy, weliki ponad mieru i krykliwy. Zaraz, jak akuszyrka pupowinu pereriezała i slaz powyterała, rebionka dała w ruki Chwedory, Petrowuj sestrie. Nawet Kati i Petrowi noworożdiennoho dytiatka ne pokazali.

Zawynuli rebionka w połͮotience i Chwedora z Iwanom poszli pieszkom do wu͡olenskoji cerkwi. Si͡em czasuow ranyci buło, szcze pered nedielnoju liturhijoju cerkownoju.

– Jakoje imia tomu rebionkowi opredielim? – pytaje batiuszka Samojlik.

– Ne znajem, nam jak chryszczonym ne skazalii, może batuszka z kalendara jakojeś światoje imia wybere, – odkazuje Chwedora.

– A wy to Chwedora Semenowa i Omelan Jakubowiczuw z Ryhoruwciuw? – pytaje batiuszka.

– Nie, Omelan to muoj brat, a ja Iwan Jakubowicz, – odkazuje Iwan.

– To może rebionka Omelanom nazwem? – każe batiuszka Samojlik.

I ochrystyli Omelanom. Uże liturhia naczynałaś jak chrest okonczywsia, to Chwedora z Iwanom i rebionkom na rukach w prytwory jeji prostojali. Uczastwowali.

Petruś z położnycioju koło powdnia do Ryhoruwciuw pryjichali i żdali. Katia, obolieła, po rodach w krawati lieżała, a Petro chatu podhotowlaw. Na stołowi postawyw sładosti razny do czastowania hosti: mied i tiesto sołodkie, bułoczki korowajny i pieczenie sołodkie. Try dni toho stoła prataty ne budut, kob jak w tretiu nuocz Rożdenyci prydut sud’bu dytiatkowi opredielity, toże poczastowatyś mohli.

Pered porohom rużny tereni koluczy rozsypaw, kob „Domasznij” – złyj duch, borony Boże, poroha ne perejszow.

Posle powdnia chtoś w okoncie zastukaw. To Iwan i Chwedora z rebionkom na rukach pryjszli. Okoncie maleńkie ne odkrywałoś, to Petro hwozdi kruhom powyjmaw i ciełe okoncie z ramoju wyniaw.

Teatralnoje predstwlenie odohrali.

– A szczo wy choczete od naszoho doma? – pytaje Petruś.

– Dytiatko majem, jak wy ochwotny, to na wospitanie prodaty możem, – odkazuje Iwan.

– A toj rebionok to malczyk, czy diewoczka? – znow pytaje Petro.

– Malczyk, Omelanom joho ochrystyli, – znow każe Iwan.

– A jak dużo hroszy za joho choczete, za toje dytiatko?

– A kulki wam ne szkoda, ale pewno ne mensz jak deset’ złoty treba. Pobaczte, jakij choroszeńki, dorodny toj malczyk.

Petro podaw czerez okno odliczany hroszy i uziaw z ruk sestry Chwedory rebionka. Na wankier wojszuw i żunci położnyci malczyka daw potrymaty. Do hrudiej prytulity.

– Pobacz, Katia, jakoje szczastie do nas samoje pryszło. Jakij rebionok choroszeńki. Dowho my żdali i synoczka na wospitanie kupyli.

Pod weczur susiedki, znakomy i swoji poslidowatielno schodyliś. Położnyciu i nowonarożdienoho rebionka posietiti. Odwiedki.

Razny sołodkosti prynosyli, praniki i mied. Czastowaliś. I wsi͡e jak na noworożdienoho Omelana spohledali, to symwoliczno czerez lewe i prawe spliczko plowali.

– A tfu… tfu… jakij paskudny. Borony Boże, kob dytiatka ne powroczyty.

Akuszyrka Maryja Oboroszkowa cieły powdeń i podweczorok w Petrowuj chaty buła i wsiech mużczyn, kotory prychodyli, kaszoju czastowała.

Wsi krywyliś, plowali, bo takaja nedobra horacz perciom i soloju pekuszcza taja kasza buła. Ny prożowaty, ny kowknuty. Tulki Petro so smakom i usmi͡eszkoju ciełu łożku kowknuw. Jakby to sołodkość najliepsza buła. Weczerom wsie porozchodyliś, a Katia, Petro i ich malenki synok Omelan samy doma ostaliś.

Omelan buw dobrym spokojnym dytiatkom. Płakaw mało, tulki jak j͡esti chotiew zrazu  usmychawsia, jak do Katinych hrudiej prysysawsia. Jak spaw, to usmychawsia, jakby anhieły jomu snyliś i rozwlekali.

A w tretiu nuocz po nedieli jak wsie spali, to podobno try Rożdenyci ticheńko do chaty pryjszli. Sołodkosciami so stoła czastowaliś, netrywożany dowho siedieli, dytiatko bawyli i nit’ żyzni prali. Nit’ dowhu i prostu, szczasliwu. C͡iełu nuocz hulali, i uże jak switanok robywsia, pojszli….

No szcze jak Omelanowi try nedieli okonczyłoś, Katia son m͡ieła. Jakby propowedi prodowżanie. Prysnywsia juoj staryk borodaty, ale to ny toj slipeć z Hruzkieji, i na joho nepochoży. Prysnywsia i każe:

– Rebionok wasz szczasliwy bude. Dowha żyzń jomu pisana. No bieregite jeho i na mohiłki ne wodiete, a uże pobacz hrobikow dytiej waszych umerszych ne prowod’te, bo „złyj” na duszy do kompanii ochotniczaje…

Jewhien Siemieniuk

  1 Dzieci Semena Pawłowa i Anny Damianowej to:

– Chwedora (17.11.1896 – 19.01.1962) – wyszła za mąż do Orli za Andrzeja Nazarewicza.

– Piotr (16.11.1899 – 16.11.1977) – ojciec Omelana, całe życie mieszkał w Gregorowcach. Proszę zwrócić uwagę na daty urodzin i śmierci, bo to też ważne. Wg ludowych przepowiedni ludzie o zbieżnych datach urodzin i śmierci życie mają prostolinijne precyzyjnie w księdze życia rozpisane. W Gregorowcach zwany Petrusiom.

– Zinowia (22.10.1909 – ) wyszła za mąż do Suchowolców. Po mężu Szklaruk

– Stefan (22.01.1910 – 27.06.2001) ożenił się z Anastazja Tomczuk z Gregorowiec ok. roku 1940. Ojciec Mikołaja i Stefana. Zwany Stypankom.

  2 Dzieci Semena i Anny Damianowej to także:

– Maria (01.02.1902 – 9.06.1903) – zmarła jak miała 1 rok i 4 miesiące

– Wasilij (10.03.1906 – 27.11.1907) – 1 rok i 8 miesięcy

–  Wiera (16.03.1904 – 29.11.1907) – 3 lata i 8 miesięcy

  3 Czumak – wędrowny handlarz solą. Czumaki w XVIII-XIX wieku szli piechotą od Morza Czarnego na północ z woreczkami soli na plecach. Docierali aż do naszych okolic, sprzedając po drodze przyniesioną sól. Potem wracali po kolejną porcję towaru.

  4 Domasznij – duch sprowadzający zło na domostwo. Niechrześcijański, siła nieczysta Lucyferowi bliższa, wg wierzeń ludowych jeden z duchów mogących sprowadzić zło na dom i domowników. W odróżnieniu od duchów mogących szkodzić zwierzętom i zasiewom. Wielowiekowa tradycja nakazuje, że aby zapewnić ochronę przed nim należy przed rozpoczęciem budowy domu pod jednym z naroży zakopać głowę koguta albo co najmniej wianuszek poświęconych ziół, a pod zrąb położyć monetę. To zapewni ochronę domownikom, zdrowie i dostatek.

  5 Nowe Jeruzalem zwane tez Wierszalinem – miejscowość niedaleko Grzybowszczyzny. Okolice Krynek, Sokółki, Kruszynian. Budował je i monastyr zakładał charyzmatyczny prorok Ilia – miejscowy chłop, Eliasz Klimowicz.

  6 Pryczysta – Rożdiestwo Preswiatoj Bogorodicy – Narodziny Bogurodzicy – święto, 21 września.

  7 Rożdenyci – wg wierzeń prasłowiańskich trzy boginie odpowiedzialne za los nowo narodzonych dzieci. Jedna robi znak życia na jego czole, druga przędzie nić jego życia, a trzecia ją ucina, określając i los (dolę) i jego skomplikowanie i czas ziemski nowo narodzonemu przypisany.

  8 Kasza – tradycyjna potrawa przygotowywana przez akuszerkę asystującą przy porodzie. Mieszanka kaszy i dużej ilości pieprzu i soli. Łyżką takiej potrawy na uroczystości chrzcin akuszerka częstuje obecnych tam mężczyzn, w pierwszej kolejności ojca nowo narodzonego dziecka.

  9 Część gregorowskiego cmentarza. Rezerwa. Jej zagospodarowanie i pochówki w tej części rozpoczęto dopiero po II wojnie światowej.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў верасні

    770 – 1252 г., першыя летапісныя зьвесткі пра гарады Наваградак (Новогородок), Слонім (Услоним, Вислоним), Ваўкавыск (Волковыеск). 700 – У 1322 г. дружыны Гарадзенскага княства (у склад якога тады ўваходзіла ўсходняя Беласточчына) на чале з князем Давыдам Гарадзенскім разграмілі пад Псковам нямецкіх і дацкіх …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis