Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Cyrylica czy łacinka?

Miałam zaszczyt poznać Wiktora Stachwiuka, autora „Podychu temry”, pierwszej powieści napisanej w języku podlaskim. Spotkanie stało się okazją do przeprowadzenia niezmiernie ciekawej rozmowy, w czasie której Wiktor argumentował, dlaczego do jej napisania wybrał cyrylicę, a nie łacinkę.

Według autora język podlaski jest związany z kulturą wschodniosłowiańską, więc pasuje do cyrylicy w sposób naturalny. Zgadzam się z tym. Co więcej, uważam, że język polski jako język słowiański również bardziej pasuje do cyrylicy. Maria Janion w książce „Niesamowita Słowiańszczyzna” stwierdza, że Polacy zostali „źle ochrzczeni” (mając na myśli obrządek łaciński zamiast bizantyńskiego), co jej zdaniem ma być przyczyną polskich problemów z tożsamością. Dziejowe wiatry wiały jednak po swojemu j i dziś nad Wisłą używa się alfabetu łacińskiego. Po prostu – za daleko to wszystko zaszło, krzywo się zrosło, zbyt wieloma warstwami zostało przysypane.

Mamy na Podlasiu skarb. To pozostałości świata przednowoczesnego, którego okruchy trwają tutaj poupychane w szczelinach rzeczywistości niczym żywe skamieliny. Sposób w jaki funkcjonował świat przed wynalezieniem narodów i języków literackich opisuje Benedict Anderson w książce „Wspólnoty wyobrażone”. Świat przednowoczesny znał dwa rodzaje języków: języki gwarowe (w których rozmawiano) i języki sakralne (martwe). Języki gwarowe oparte były na brzmieniu, nie znały liter i służyły do codziennej komunikacji. Języki sakralne były językami świętych ksiąg i liturgii. W świecie islamu był to koraniczny arabski, w Europie zachodniej łacina, w Indiach sanskryt, w Europie środkowo-wschodniej język staro-cerkiewno-słowiański. Języki te opierały się na niezrozumiałych dla ogółu znakach, gdyż celem ich istnienia nie była komunikacja, lecz emanacja transcendentnej rzeczywistości. Objawiały one prawdę o świecie, prawdę ezoteryczną, duchową, zrozumiałą jedynie dla garstki kapłanów. Dzięki nim małe lokalne społeczności gwarowe łączyły się w jedną wielką społeczność, najczęściej religijną, posługującą się wspólnymi kodami kulturowymi. Wynalezienie nowoczesnego państwa, narodu i języka literackiego zaowocowało homogenizacją, ujednoliceniem i utratą różnorodności gwarowej dawnego świata. Według Andersona to właśnie różnorodność jest naturalna, a jednorodność – sztuczna.

Od czasów transformacji ustrojowej w Polsce znajomość cyrylicy wśród młodych ludzi zanika w tempie geometrycznym i w chwili obecnej oscyluje gdzieś w okolicy zera. Język rosyjski brzmi dla nich równie egzotycznie jak suahili, a bukwy przypominają im raczej chińskie ideogramy. Może trochę przesadzam, ale tylko troszkę. Młodzi znają angielski i mnóstwo innych zachodnich języków, ale znajomość cyrylicy – to rzadkość. Oznacza to, że język podlaski serwowany im w postaci cyrylicy przyda im się mniej więcej tak, jak arabski język koraniczny muzułmanom – można go ewentualnie wyhaftować na kawałku materiału, oprawić w ramki i powiesić na ścianie, by ozdabiał nam pokój. Biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do muzułmanów nie mamy tradycji wieszania świętych tekstów na ścianach, pozostanie nieprzydatny do niczego. Pisanie tekstów w języku podlaskim za pomocą cyrylicy doprowadzi więc do coraz większej jego marginalizacji, zaniku i w końcu – do śmierci w przyczyn naturalnych, mianowicie takich, że osoby posługujące się nim i czytające cyrylicę, w przeważającej większości starsze wiekiem, odejdą z tego świata.

Wiktor Stachwiuk zdecydował się na użycie cyrylicy w swojej powieści z pełną świadomością, że przeczyta ją bardzo ograniczone grono osób. Taki był jego wybór i miał do niego prawo. W jego szacunkach książkę przeczyta jakieś 50 do 100 osób. I to właśnie dla nich ją napisał. A reszta? Reszta nie dowie się o tym, co napisał w grubej, soczystej, napisanej pięknym poetyckim językiem pierwszej podlaskiej powieści. Stało się to z powodów czysto ideologicznych. Szerokość grona odbiorców autor oszacował jako mniej ważną od wierności kulturowej tradycji. Takie podejście do sprawy powoduje, że język podlaski zapisany cyrylicą staje się czymś w rodzaju „języka sakralnego”, dostępnego małemu gronu wtajemniczonych. „Kapłani” będą strzec jego prawowierności, dyskutować o prawidłowej formie zapisu litery „i” oraz dyftongów, a ich dyskusje staną się coraz bardziej oderwane od rzeczywistości i życia całych rzesz potencjalnych czytelników.

Tradycja kontra nowoczesność to konflikt stary jak świat. Lecz czymże jest tradycja? Czy nie jest czymś, co ktoś kiedyś jako pierwszy wynalazł i zastosował? Cofając się w przeszłość odkrywamy, że tradycje wciąż się zmieniały, a snopek żyta stawiany w kącie na święta Bożego Narodzenia zamienił się w choinki niecałe sto lat temu. W której epoce mamy szukać tradycji? Czy jest to świat naszych rodziców, dziadków, czy jeszcze wcześniejszych pokoleń? Szukając w coraz głębszych odmętach przeszłości dotrzemy w końcu do przekonania, że najbardziej autentyczną tradycją jest oddawanie czci świętym drzewom i kamieniom, szycie ubrań z własnoręcznie tkanego lnu i posługiwanie się znakami nacinanymi na korze brzozowej.

Przyszłość języka podlaskiego, nawet zapisywanego łacinką, rysuje się ponuro, a jeśli uprzemy się, by zapisywać go cyrylicą – oznacza samobójstwo na własne życzenie. Język to narzędzie. Jego funkcją jest komunikacja. No chyba że chcemy, by język podlaski stał się martwym językiem „świętych ksiąg” – wtedy jest to droga jak najbardziej słuszna. Myślę jednak, że wszystkim nam zależy, by nasze wyjątkowe dziedzictwo przetrwało. Język jest tworem żywym, a to oznacza, że będzie się zmieniał wraz ze zmieniającym się wokół światem. O przetrwaniu zadecyduje jego elastyczność i zdolność przystosowania się. Jeśli nie podejmiemy próby przekazania go młodym ludziom w formie dla nich przyswajalnej, będziemy ostatnim pokoleniem, jakie się nim cieszy. Cyrylica tego zadania nie spełni. Dyskusję nad formą zapisu – czy mają to być czeskie daszki, litery polskie czy jakieś formy mieszane, przypomina mi średniowieczne dyskusje teologów, ile diabłów mieści się na główce od szpilki – całkowicie niedorzeczne w czasie, gdy pacjent umiera, a tętno jest ledwo wyczuwalne. Piszmy, jak umiemy, piszmy z daszkami lub bez, ostatecznie celem jest wzajemne rozumienie się. Gdy stan pacjenta ulegnie ustabilizowaniu, będziemy mogli sublimować się w koronkowych dyskusjach nad elegancją tej czy innej formy.

W końcu zaś przyszłość może nas zupełnie zaskoczyć. Jacek Dukaj w książce „Po piśmie” kreśli świat przyszłości, który odejdzie od słowa pisanego. Zdaniem myśliciela jeszcze tylko dwa, góra trzy pokolenia będą czytać papierowe książki, a nawet w ogóle czytać! Czytanie zostanie zastąpione przez cyfrowe technologie „bezpośredniego transferu przeżyć”. Czy jest to coś nowego? Nie sądzę. Już dziś zamiast czytać książki, wolimy oglądać seriale na Netflixie, a zamiast plotkować ze znajomymi komentujemy vlogerów na YouTube. Słowo pisane jest nośnikiem naszych przeżyć, pośrednikiem, za pomocą którego przekazujemy własne myśli i emocje. Świat przed epoką pisma radził sobie z tym doskonale bez pomocy liter. Wędrowni opowiadacze historii czy nasze światyje weczurki podczas których nasze babcie opowiadały sobie świat – czymże innym było niż „bezpośrednim transferem przeżyć?”. I czy pismo jest niezbędnym ich nośnikiem? Paradoksalnie nowoczesne technologie mogą przyjść z pomocą językowi podlaskiemu, a dyskusje „cyrylica czy łacinka” w obliczu nowych możliwości stracą sens. Dlaczego by zatem „Podychu temry” nie wypuścić w cybernetyczną przestrzeń w formie audiobooka? Znikają ograniczenia materii i przestrzeni, młodzi ludzie niezależnie od szerokości geograficznej będą mogli ściągać na swoje smartfony nieograniczoną liczbę kopii powieści i słuchać jej w słuchawkach idąc na uczelnię, jadąc samochodem czy spacerując po mieście. Dodatkowym bonusem jest obcowanie z żywym słowem, akcentem i melodyką języka, który przyswajał by się najbardziej naturalną drogą, czyli za pomocą słuchu. Tak oto historia dziejów zatacza kolejny krąg, powracając do najbardziej tradycyjnych metod skutecznych od czasu, gdy ludzkość wypowiedziała pierwsze słowo.

Ewa Zwierzyńska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў верасні

    770 – 1252 г., першыя летапісныя зьвесткі пра гарады Наваградак (Новогородок), Слонім (Услоним, Вислоним), Ваўкавыск (Волковыеск). 700 – У 1322 г. дружыны Гарадзенскага княства (у склад якога тады ўваходзіла ўсходняя Беласточчына) на чале з князем Давыдам Гарадзенскім разграмілі пад Псковам нямецкіх і дацкіх …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis