Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Niemi świadkowie naszej historii

Wspominanie zmarłych 1 listopada w katolickim dniu Wszystkich Świętych na dobre przyjęło się już także wśród naszej społeczności, przeważnie przecież prawosławnej. W tym roku ze względu na pandemię koronawirusa ten stosunkowo nowy obyczaj będzie mieć szczególny charakter. Na groby bliskich udamy się już nie tak licznie, niekoniecznie w sam dzień święta, w maseczkach, dystansując się od innych. Mimo to prawosławne cmentarze, tak jak katolickie, co roku o tej porze rozświetlą łuny od zniczy na ukwieconych grobach. Nie tylko w miastach, jak kiedyś, ale i w wyludnionych parafiach wiejskich. Duchowni odprawią panichidy i będą święcić groby, choć oddawanie tego dnia czci zmarłym do tradycji Cerkwi nie należy.

Kiedy na groby

Ten powszechny dziś obyczaj jest stosunkowo świeżej daty. Jeszcze dwadzieścia-trzydzieści lat temu na Wszystkich Świętych prawosławne cmentarze, zwłaszcza wiejskie, były niemal puste, a widok kogoś niosącego na groby chryzantemy i znicze, był niezrozumiały. Całe wieki bowiem prawosławna ludność białoruska duchowo łączyła się z przodkami przede wszystkim w okresie paschalnym, w aurze budzącej się do życia przyrody. Według kanonów cerkiewnych modlić się za zmarłych i święcić groby należy szczególnie na Prowady, czyli Radaunicę – w drugi wtorek po Wielkanocy. Ponieważ duchowni nie zawsze byli (i są) w stanie obsłużyć jednego dnia wszystkie cmentarze w parafii, poszczególne wsie często mają osobne terminy takich świąt. Groby święci się tam w dni poprzedzające Radaunicę, zwykle w niedzielę, albo w sobotę lub poniedziałek. Upowszechnił się też zwyczaj, również stosunkowo niedawno, święcenia mogił w święta patronów cmentarnych cerkwi. Tak jest na przykład w Gródku na Pakrowu, gdzie 14 października wciąż jest bardziej uroczyście niż 1 listopada.

Wizualizacja pomnika w. Marii Pawluczuk, pochowanej na cmentarzu prawosіawnym w Maleszach Proj. prof. Jerzy Uњcinowicz
Wizualizacja pomnika w. Marii Pawluczuk, pochowanej na cmentarzu prawosіawnym w Maleszach
Proj. prof. Jerzy Uњcinowicz

Jest też kilka innych dat w różnych porach roku, kiedy prawosławni szczególnie powinni modlić się za zmarłych. Są to Radzicielskija suboty, jak Dzmitrauskaja na początku listopada, poprzedzająca dzień św. Dymitra. Właśnie ten okres – czas jesienny, kiedy zamiera przyroda – szczególnie skłania do wspominania przodków i odwiedzania grobów. Tak było zresztą już w dawnych pogańskich czasach. Świadczy o tym zapomniany starodawny obrzęd Dziadów, sprawowany na przełomie października i listopada przez naszych odległych przodków. Rozgłos nadał mu wieszcz Adam Mickiewicz w dramacie pod takim tytułem, w którym liczne elementy zaczerpnął właśnie z folkloru białoruskiego.

Na zapomnianym cmentarzu

Kult przodków, wspominanie zmarłych, groby, cmentarze to niezwykle ważne świadectwo naszego dziedzictwa kulturowego i religijnego. Z niepokojem obserwuję jak ono zanika, bądź ewoluuje, przybierając obce naszej tradycji formy i znaczenie.

Martwi mnie też ginąca bezpowrotnie pamięć o dawnych cmentarzach. A przecież przed wiekami każda u nas osada miała swoje mohiłki, po których często nie ma już śladu. Dawno opuszczone zarosły trawą i zielskiem, na prochach i kościach naszych przodków albo szumi las, albo jeżdżą ciężkie maszyny rolnicze. Niekiedy mkną nad nimi auta, stoją bloki mieszkalne, domy, nieraz całe osiedla, także markety i zakłady przemysłowe. Dowiadujemy się o tym, gdy podczas prac ziemnych łyżka koparki odsłoni naraz ludzkie szczątki. Tych dawnych cmentarzy przeważnie nie ma bowiem w żadnych ewidencjach. Ani geodezyjnych, ani – co martwi mnie szczególnie – zabytków. Nie interesują one też archeologów, chyba że z racji obligatoryjnych badań ratunkowych podczas inwestycji, najczęściej robót drogowych.

Od dawna intrygują mnie dawne cmentarzyska w mych stronach rodzinnych – koło Krynek, Sokółki i Gródka. Identyczny wygląd nielicznych już na nich mogił, które przetrwały do naszych czasów, wskazuje, iż są pozostałością tej samej kultury, obecnej przed wiekami na tych terenach. Zagadką pozostaje jednak w miarę precyzyjne umiejscowienie ich w czasie. Archeolodzy określają je lakonicznie jako średniowieczne cmentarzyska ze stelami, czyli wystającymi z mogił pionowymi dużymi kamieniami polnymi. Ale dokładnych badań nikt do tej pory nie przeprowadził.

Takie cmentarzysko znajduje się tuż przy moim Ostrowiu, na pagórku, jakieś dwieście metrów od wsi. Wśród mieszkańców pamięć o tym miejscu urwała się bardzo dawno. Dziś nikt nie wie co to był za cmentarz. Wiele lat temu rozpytywałem o to najstarszych mieszkańców i też nie wiedzieli. Przetrwała tylko starodawna nazwa tego miejsca – mohlicy. Zetknąłem się z twierdzeniem, że były to unickija mahiłkie. Podobno jeszcze przed wojną tak je nazywano. Rzeczywiście wszystko wskazuje na to, iż w XVII i XVIII wieku chowano tam unickich ostrowian. Bo na początku XIX wieku cmentarz był zlokalizowany przy ostrowskiej cerkwi, o czym wzmiankuje jej wizytacja z 1802 r. Niedługo po kasacji unii, w połowie XIX w., cmentarz – już prawosławny – założono w nowym miejscu, przy obecnej szosie z Białegostoku do Krynek.

Wyciosany z kamienia pomnik z pocz. XX w. na cmentarzu prawosіawnym w Ostrowiu przy zbudowanej w 1907 roku cerkwi њw. Wіodzimierza
Wyciosany z kamienia pomnik z pocz. XX w. na cmentarzu prawosіawnym w Ostrowiu przy zbudowanej w 1907 roku cerkwi њw. Wіodzimierza

Wiadomo, iż w czasie unii na grobach stawiano nie tak kamienie, jak charakterystyczne drewniane krzyże, po których dawno nie ma żadnego śladu. Niektóre stele na mohlicach w Ostrowiu mogą pochodzić zatem z okresu wcześniejszego. Być może jeszcze z czasów pogańskich, ale niekiedy był na nich wyryty znak krzyża, co świadczy o pochówku chrześcijańskim. Przed wprowadzeniem unii w Ostrowiu z pewnością mieszkała ludność prawosławna. Zachował się spis z czasów pomiary włócznej z drugiej połowy XVI w., mówiący o tym, że w obrubie Wielkiego Ostrowa dwie włóki ziemi posiadał „Wasil, pop ruski”, co sugeruje, że we wsi była już cerkiew.

Tej wiosny podczas wyciszenia pandemicznego postanowiłem mohlicam w Ostrowiu przyjrzeć się bliżej. Steli prawie tam już nie ma. Rozwłóczyli je gospodarze na budulec do swych wiejskich zabudowań. Ktoś podobno wykorzystał je do ścian kamiennego sklepu-piwnicy. Wiele z nich wywieziono podczas wojny, kiedy z polecenia władz niemieckich wybrukowano za Talkowszczyzną odcinek szosy do Białegostoku. Teraz pokrywa je warstwa asfaltu, pod którą znajdują się także żydowskie macewy z kryńskiego kirkutu. Przemierzając ten odcinek samochodem często o tym ze smutkiem rozmyślam. Pewnie tylko ja jeden, bo i nikt inny o tym raczej już nie wie…

Przechadzając się wiosną po zarosłych trawą ostrowskich mohlicach w pewnym miejscu, tuż przy przecinającej je żwirówce do Krynek, dostrzegłem wystający z ziemi wierzchołek spiczastego kamienia. Gdy odsłoniłem blisko półmetrowej grubości murawę , moim oczom ukazał się niezwykły widok. Z przodu steli cała mogiła była wyłożona kamieniami.

Ekspedycja ratunkowa

Tak się złożyło, że kilka miesięcy później dawne cmentarze w mojej okolicy stały się obiektem zainteresowań ekspedycji, kierowanej przez biskupa supraskiego Andrzeja. Władyka wspólnie z prof. Antonim Mironowiczem z Uniwersytetu w Białymstoku i pracownikiem podlaskiego konserwatora zabytków objechali gminy Szudziałowo, Krynki, Gródek i Michałowo. Przy pomocy proboszczów parafii prawosławnych, a zwłaszcza leśników, dotarli do kilkudziesięciu dawnych miejsc pochówków tutejszej ludności, porosłych dziś samosiejem i chaszczami. Nanieśli je na mapę, obfotografowali i opisali ślady mogił. Rozpytywali też okolicznych mieszkańców, ale ci o tych zapomnieliskach niewiele mogli już powiedzieć.

W mojej okolicy po bliższe informacje odsyłano niekiedy do mnie, jako że znany jestem jako wyjątkowo dociekliwy pasjonat historii tutejszych terenów. Tak się jednak złożyło, że podczas objazdów rozmijaliśmy się. Zatelefonowałem zatem do naszego przyjaciela Antosia Mironowicza, by cokolwiek powiedział o wynikach ekspedycji i podzielił się swoją historyczną wiedzą. Rozmawialiśmy długo. Dowiedziałem się, iż te objazdy to wstępny etap projektu, mającego na celu zbadanie, oznakowanie i uporządkowanie tych opuszczonych cmentarzy. Z inicjatywy władyki Andrzeja czynione są starania, aby pozyskać na ten cel fundusze. Antoś rozpytywał mnie o cmentarzyska w Ostrowiu i najbliższej okolicy. Przekazałem nieco nieznanych mu szczegółów. Zaproponował, abym dołączył do ekspedycji. Umówiliśmy się na kolejny objazd.

Przeszłość nagrobkami zapisana

Cmentarze są ważną cząstką naszego dziedzictwa, świadectwem odwiecznej obecności Białorusinów na Podlasiu, ich wiary, wreszcie istotnym wyróżnikiem wielokulturowego krajobrazu regionu. Groby to także niezwykle cenne źródło informacji o przeszłości, chociażby przy tworzeniu drzewa genealogicznego rodziny. W naszych realiach cmentarze, choć niewątpliwie przyczyniają się do zachowania białoruskiej tożsamości, są też odbiciem procesów asymilacyjnych, pokazują gwałtowne tempo polonizacji.

Jeszcze pół wieku temu wiejskie prawosławne cmentarze na Podlasiu wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Dobrze pamiętam las smukłych sosnowych krzyży na mogiłach uformowanych tylko z ziemi, porosłych trawą i kwiatowymi bylinami kopczykach. Nad grobami chyliły się wysokie drzewa, przeważnie sosny i brzozy. Drewniane krzyże na mogiłach stały najwyżej jedno-dwa pokolenia. Wkopywane coraz niżej, w końcu rozpadały się ze starości. Razem z nimi znikło bardzo wiele grobów. Tylko niektórych spoczywających w nich zmarłych dopisano na późniejszych pomnikach betonowych czy też z popularnego w czasach PRL lastriko, a obecnie z marmuru, granitu i piaskowca, choć najczęściej z imitujących je sztucznych konglomeratów. W pień wycięto też cmentarne drzewa, nieraz wiekowe, z uwagi na ich zagrożenie dla obecnych nagrobków.

Zagadkowa tabliczka we wsi Trzciano Stare w gminie Szudziaіowo. Nie ta estetyka i nie nasza tradycja Fot. Jerzy Chmielewski
Zagadkowa tabliczka we wsi Trzciano Stare w gminie Szudziaіowo. Nie ta estetyka i nie nasza tradycja
Fot. Jerzy Chmielewski

W mojej rodzinnej kwaterze na cmentarzu w Ostrowiu najstarszy zachowany pomnik pochodzi z 1910 r. Przetrwał, bo został wykonany z kamienia. Nadal czytelna jest wyryta w nim cyrylicą informacja o zmarłym pradziadku Klemensie. Takie nagrobki, zwieńczone niewielkim kutym żelaznym krzyżem, do pierwszej wojny światowej były u nas dość popularne. Teraz zobaczyć je można przeważnie tylko na opuszczonych mogiłach, najczęściej na starych częściach cmentarzy, na nowych zostały zakopane podczas stawiania nowych pomników albo po prostu gdzieś wyrzucone.

Cmentarze pokazują też polonizację naszej mniejszości, bowiem nagrobne napisy są już przeważnie w języku polskim. To niewątpliwie wielka utrata duchowości tych miejsc. W niedalekiej jeszcze przeszłości imiona i nazwiska zmarłych oraz poświęcone im epitafia pisane cyrylicą – po słowiańsku bądź rosyjsku – stwarzały niepowtarzalny podniosły nastrój. Co ciekawe, w odróżnieniu od innych obszarów informacyjnych na nagrobkach nie było dotąd prób pisania niepolskich treści łacinką. Nieliczne nagrobne napisy w języku białoruskim także są u nas w cyrylicy. A na jednym z wiejskich prawosławnych cmentarzy pod Bielskiem kilka lat temu pojawił się nawet napis w języku… angielskim. Zmarli Piotr i Maria na pomniku widnieją jako Peter i Mary. Źródłem tak niezwykłego pomysłu podobno była chęć ułatwienia anglojęzycznym wnukom, mieszkającym z rodzicami za granicą, duchowej więzi z dziadkami. Cóż, znak czasu. Mało prawdopodobne, aby takie rozwiązanie znalazło na Podlasiu naśladowców.

Nie muszą być brzydkie

Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale nie trzeba być wielkim artystą, by zauważyć, jak wiele jest teraz kiczu na cmentarzach jeśli chodzi o wygląd współczesnych „łóżkowych” nagrobków. W porównaniu z katalogową masówką o sto i więcej lat wcześniejsze kamienne monumenty z kutymi krzyżami są o niebo ładniejsze. Oczywiście, jak w każdej dziedzinie życia, i na tym polu zmiany są nieuniknione. W przemyśle pomnikarskim brakuje jednak odpowiednich wzorców, zwłaszcza artystycznych.

Przykładem na to, że cmentarne groby nie muszą być szablonowe i jakże często po prostu brzydkie, jest projekt pomnika autorstwa prof. Jerzego Uścinowicza z wydziału architektury Politechniki Białostockiej. Ma on stanąć na cmentarzu prawosławnym w Maleszach w bielskim powiecie na grobie św. Marii Pietruczuk, kanonizowanej w tym roku przez Cerkiew ofiary zbrodni „Burego” z lutego 1946 r. Zaliczona została w poczet Świętych Męczenników Chełmskich i Podlaskich. Ta niespełna dwudziestoletnia dziewczyna, nie dając się zgwałcić bandytom, została przez nich postrzelona i w wyniku ran kilka dni później zmarła w szpitalu w Bielsku Podlaskim. W 2018 r. na jej opuszczony i zrujnowany nagrobek na cmentarzu w Maleszach natrafiła ekspedycja inicjatywy społecznej „Nasza Pamięć” Białoruskiego Towarzystwa Historycznego. Postanowiono postawić nowy pomnik. O jego zaprojektowanie poproszono prof. Uścinowicza, który do tematu podszedł po mistrzowsku. Jego projekt jest dość odważny w formie, a stylistyką nieco nawiązuje do spuścizny prof. Jerzego Nowosielskiego. Ideę budowy pomnika pobłogosławił metropolita Sawa. Eminencja napisał: Szlachetne dzieło. Pochwalam. Projekt pomnika zatwierdzam.

Inicjatorzy ogłosili zbiórkę pieniężną, gdyż budowa pomnika będzie dość kosztowna. Ale kiedy stanie, być może będzie też jakąś inspiracją dla tych, którzy odczuwają potrzebę innych niż oferowane dziś przez zakłady kamieniarskie rozwiązań dla zwykłych nagrobków.

Trzeba to robić w zgodzie z naszą tradycją

Niech tak pieczołowite podejście do upamiętnienia naszej bolesnej przeszłości da też do myślenia tym, którzy z własnej inicjatywy, przeważnie nieformalnie, stawiają krzyże i tablice dla oznaczenia zapomnianych miejsc i zdarzeń historycznych. Bo jakże często, ponosząc takie same koszty albo i mniejsze, można to zrobić po prostu lepiej, a przede wszystkim w zgodzie z tradycją i w naszym, a nie zapożyczonym, obcym klimacie.

Mam znajomego rodem z sąsiedniej gminy Szudziałowo, który podobnie jak ja mocno przeżywa ginącą pamięć o tutejszej nie polsko-katolickiej przeszłości. Na własną rękę stara się upamiętniać dawne ruskie miejsca i zdarzenia. Przed laty upomniał się o zaśmiecony dawny cmentarz prawosławny w Szudziałowie. Na władzach gminnych i cerkiewnych wymógł powstrzymanie dalszej dewastacji i profanacji tego świętego miejsca. Odnalazł tam też jeden z ocalałych krzyży z szudziałowskiej cerkwi, zbudowanej na początku XX w. Stała krótko, bo już w sierpniu 1915 r. wycofujące się wojska rosyjskie podłożyły pod nią ładunek wybuchowy, gdyż dla wroga byłaby militarnym punktem obserwacyjnym. Potem w latach 30. cegły z rozbiórki posłużyły za budulec obecnego szudziałowskiego kościoła. Te trzy daty z informacjami – o budowie, zburzeniu i rozebraniu cerkwi – znajomy umieścił na tabliczce, którą przymocował do odnalezionego krzyża i postawił pośrodku swojej wsi (należącej wówczas do szudziałowskiej parafii) obok betonowego krzyża za żytielej dierewni, tuż przy ruchliwej szosie z Krynek do Białegostoku

Wszystko byłoby dobrze i znajomego za tak szczytne działania należałoby tylko chwalić. Tyle że takie upamiętnienie historii nie w pełni oddaje charakter miejsc i zdarzeń, a dla potomnych nie będzie do końca zrozumiałe, mimo napisów w języku polskim. Właśnie dlatego, że tylko po polsku. Wystarczyłoby dodać jedno czy dwa słowa, a najlepiej równolegle całość jako oryginał w rodzimym języku, ewentualnie po słowiańsku. Bez tego takie krzyże i pomniki nie mają w sobie naszej duchowości, nie skłaniają wystarczająco do zadumy i refleksji, bo są obce kulturowo.

Starodawna mogiіa ze stel№ i wyrytym na nim znakiem krzyїa na cmentarzysku w Ostrowiu. Tajemniczy њlad z przeszіoњci Fot. Jerzy Chmielewski
Starodawna mogiіa ze stel№ i wyrytym na nim znakiem krzyїa na cmentarzysku w Ostrowiu. Tajemniczy њlad z przeszіoњci
Fot. Jerzy Chmielewski

Jaskrawym tego przykładem jest ostatnia inicjatywa mego znajomego. Niedawno, mijając jego wieś, zauważyłem jaskrawą planszę, przytwierdzoną do rozłożystego, wiekowego jesionu, rosnącego obok metalowego ogrodzenia z krzyżami. Tekst, jaki na niej przeczytałem, niewiele mi mówił. Domyśliłem się, że ma on związek z napaścią Niemiec na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r., gdyż na górze widniała taka data. Na dole zaś – 22 czerwca 2021. Pomiędzy datami umieszczono cytat z jakiejś książkowej poezji. O co tu chodzi, pomyślałem. Przecież jeszcze mamy rok 2020. Domyśliłem się, że to dzieło mego znajomego i zaraz do niego zatelefonowałem. Okazało się, że w ten sposób postanowił upamiętnić zdarzenie z 22 czerwca 1941 r., kiedy niemiecki samolot dokładnie w tym miejscu ostrzelał sowiecki pojazd z amunicją. Od wybuchu zapaliła się wieś, część zabudowań przed ogniem uchronił tenże jesion, który rozszczepił się wskutek wybuchu. Znajomy wyjaśnił, że na drzewie umieścił tablicę już teraz, bo do osiemdziesiątej rocznicy w przyszłym roku nie wiadomo czy praz karanawirusa dażywie…

Na moją uwagę, że mało kto skojarzy treść napisu z tym zdarzeniem, znajomy uszczypliwie odpowiedział, iż heta dla ludziej intelihentnych… Powiedziałem, że dla nadania większej powagi i autentyzmu tej tablicy i krzyżom, które postawił, powinien do polskojęzycznych treści choć symbolicznie dodać słowa z mowy przodków lub tradycji cerkiewnej. Odpowiedział, że pa rusku nichto uże nie praczytaje. Nie dało się już z nim dalej rozmawiać.

Upamiętnianie historii i kultywowanie pamięci o przodkach nie jest prostą sztuką. Muszą to być działania starannie przemyślane, najlepiej oparte na odpowiednich wzorcach, fachowych konsultacjach i koniecznie z poszanowaniem tradycji.

Jerzy Chmielewski

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў лістападзе

    450 – 12.11.1572 г. у Заблудаве памёр Рыгор Хадкевіч, гетман Вялікага Княства Літоўскага, выдатны беларускі дзеяч, апякун супрасльскай лаўры, заснавальнік у Заблудаве першай на Падляшшы друкарні, а таксама манастыра, школы ды шпіталя. 305 – 20.11.1717 нар. Георгій (пам. 13.02.1795 г.), праваслаўны архіепіскап …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis