Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Słova na viêtrovi

12. Paraska vmiraje

Lude i holi łamajutsie;

Chvali žytie, poka chodiš i pročynaješsie;

Vone tôlko pozyčane.

(David Campbell)

U dvery zastukała Ninka, susiêdka Paraski, bo jakoś ne bačyła jijiê vže druhi deń.

– Parasko, Parasko! – poklikała. – Ty doma?

Vona zahlanuła na chatu i ažno zumiêłasie. Paraska sidiêła na versalci v novum płatijovi, novuj chustci, na nohi natiahnuła pančochi i nałožyła čorny prazničny tufli. Na stoliê stojała sviêčka i ležali zapałki.

– A što ty tak vystrojiłasie, kudyś vybiraješsie? – trochu zdivlano zapytałasie Ninka.

– Umirati budu, – spokôjno odkazała Paraska, podivivšysie na susiêdku vycviłymi očyma. – Uže našykovałasie, pomyłasie, odiahnułasie i čekaju.

– A čoho čekaješ? – złapałasie za sercie Ninka.

– Nu, jak čoho? Smerti. Disiaka umru.

– A skôl ty možeš znati? – Ninka prysiêła na krêsło i perežegnałasie. Pud joju zatreslisie nohi, a po chrebetovi probiêhli muraščki.

– Skôl-skôl! – Paraska machnuła rukoju. – Znaju, i vsio.

Vona z tuhoju v očach podiviłasie čerez okno.

– Mniê vže 92 roki. Kôlko ž možna žyti? Ja vže stomiłasie, nadojiêło. I tôlko liêt ja sama odna… – vona tiažko vzdychnuła i popraviła svoju chustku.

I stała vspominati, ni to dla Ninki, ni to dla sviêtu za oknom…

*

Ono podumati… Ja vyjšła za svoho Sirožku, koli mniê było vsioho simnadceť liêt. Mołodeńka była, ale doma nas było troje, ja i šče dviê sestrê, posahu velikoho baťki dati ne mohli, i jak ono pryjšli v divosnuby, to našy dovho ne rozdumuvali i zhodilisie. Mojeji zhody ne pytalisie. Dali mniê kusok pola v posah, neveliki, ale dali, zrobili vesiêle, i vsio. Ja była najstarêjša, tomu mniê dovełosie vychoditi zamuž peršuj…

Ja šče tohdy, po pravdi kažučy, pro kavaliêruv i ne dumała. Strylali za mnoju očyma, začeplali, bo choroša z mene diêvčyna była, tak prynajmi vsiê hovoryli, ale kob ja kotoroho sobiê vpodobała, to niê. Sirožci tohdy vže było dvadceť liêt, i baťki bojalisie, što joho mohut vziati do vôjśka. Vôn byv nevysoki, ale spravny, ščupły, na vid chorošy, vesioły, velmi lubiv žartovati. Tohdy, jak pryjšli v tyje divosnuby, to vôn para razy morhnuv u moju storonu, ale ja velmi vstydałasie i ono čyrvoniêła…

Lude stali hovoryti, obsuždati, cikavitisie, jak to na seliê, a odnoho večera, pered samym vesiêlom, prybiêhła do mene Luda Prokopovych, moja najliêpša podruha i starša družka, i stała rozkazuvati, buďto Sirožka zmajstrovav Mani Vikientijovuj ditia, baťki ne schotiêli jijiê za neviêstku, bo vona posahu ne maje, a Mania skazała, što nas prokline i što šče pobačymo. Ja naveť ne viêdała, što na takoje odkazati…

Mati tohdy, pomniu, pohładiła mene po hołoviê:

– Ne sumuj, Parasko, lude i ne takoje vydumajut. A žytie to ne kazka, treba za svoje čêplatisie pazurami i zubami. Usio bude dobre, ditiatko…

Ale vnocê ja ne mohła dovho zasnuti, a jak zasnuła, to prysnivsie mniê divny son. Chodiła ja v tôm snovi po liêsi i zbirała hryby. Znajšła jich ažno deveť, usiê takije chorošutki, rumneńki, ale koli ja jich prynesła dochaty i chotiêła pokazati Sirožci, to v košykovi ležali suchije, povykručuvany betki, ono odin zdorovy hrybok ostavsie…

U deń vesiêla, z samoho rania, moja mama znajšła poviêšany na brônci jakijeś zvezany łatki, ale tohdy mniê ničoho ne skazała, ono vkinuła jich do plity v ohoń.

Trochi smutne było naše vesiêle, bo jakoś ciêły čas mniê dumałosie pro Maniu. Ale ja ničomu vinovata ne była, ja ž Sirožki v jijiê ne zabrała. Pevno, kob tohdy chtoś inšy pryjšov u divosnuby, to baťki oddali b mene i jomu. A Sirožka prysiahav mniê, što vôn z Manioju ničoho ne miêv, vona prosto za jim use łaziła, musit, ulubiłasie, ale vôn jijiê ne chotiêv, ne toje, što baťki. I ja jomu poviêryła, zreštoju, za ciêłe žytie vôn mene nikoli ne pudmanuv…

Žyti my počali z Sirožčynymi baťkami. A na tôm samum pudvôrkovi, ono v druhuj chati, žyv brat mojoho čołoviêka, Kola, zo svojeju žônkoju i ditima. Dusia była velmi krykliva i lubiła svarytisie, jak ne posvaryłasie, to deń dla jijiê byv nevažny. A braty byli posvarany vže davno, ono ja ne znała pryčyny…

Môj Sirožka byv dobry dla mene. Nikoli ne svaryvsie, u hostini ne vypivav zamnôho, use chvaliv, što smačno jiêsti varu, chliêb dobry peku, jak kudy-leń jiêchav, to vse pryvoziv mniê podarok: a to novu chustku, a to płatok čy krestik, a to choť kusok piroha. Ne dam skazati nedobroho słova na joho. I miž soboju my nikoli ne svarylisie, ja zajmałasie svojimi diłami, vôn svojimi, a večerami my často razom planovali robotu na druhi deń. U chati ja deržała poradok, dohladała jichnieji baby, kotora vže dva roki ležała i nikudy ne chodiła. Treba było jijiê myti, kormiti, bo testiova skinuła sieju robotu na mene. Ja lubiła babu, vona ne raz rozkazuvała mniê cikavy rečy, učyła spicijalnych molitvôv, a to na lohki rody, a to kob u horodi vsio dobre rosło, kob susiêdy ne vjiêli. My štonediêli chodili z Sirožkoju do cerkvy i ja tam ščêro moliłasie i vse stavlała sviêčku za babu…

Nedovho posli vesiêla v nas urodiłosie perše ditiatko, chłopčyk, Dorofiêjom my joho nazvali, ale dovho vôn ne požyv, zaraz po chrystinach začav kašlati, dostav velikoji horački i vmer. Ja velmi perežyvała, płakała, po nočach ne spała. Sirožka hładiv mene po hołoviê i hovoryv:

– Ne płač, Parasko. Bôh dav, Bôh uziav. My mołodyje, šče budemo tiêšytisie ditima, pobačyš.

Joho baba i moja mati, i testiê, tože tak hovoryli. Ja pomału dojšła do sebe, ale žal ostavsie, obsiêv hłuboko v serci i čas od času napominav pro sebe. Ja znov zagrubiêła. Siêtym razom vrodiłasie dočka…

– Parasko, Parasko! – poklikała mene odnoho razu do sebe baba. – Pokažy mniê tvoju dočušku.

Ja położyła ditiatko koło baby, a vona pohładiła joho po hołôvci, pomoliłasie i smutno podiviłasie na mene.

– Parasko, ty pojiêď do jakoji-leń baby, na vas chtoś kinuv velmi nedobry zahovôr.

Ja podiviłasie na jijiê vyračanymi očyma.

– Nu što vy, babo?!

– Oj, ditiatko, – polapała mene baba po ruciê. – Mnôho hora pered toboju.

Moja mati, koli ja jôj siête rozkazała, prypomniła sobiê pro tyje povezany łatki na płoti i pro Maniu.

– Nu bač, jakaja, – skazała mati. – To napevno vona.

Ale Mani vže davno v seliê ne było. Lude hovoryli, što vona vrodiła ditia i zadušyła joho…

 

*

– Pomniš sieje, Ninko? – Paraska povernuła hołovu od okna v storonu susiêdki. – Tohdy v seliê ažno hučało od rozhovoruv.

– Pomniu, Parasko, pomniu. Okazałosie, što baťkom toho ditiatka byv ne tvôj Sirožka, ono Valik Vakumovych, – pochitała hołovoju Ninka. – Ale Mania vlubiłasie v Sirožku i siły na jijiê ne było. Vredna jakaja. I što, ty jiêzdiła do jakoji-leń baby? – pocikaviłasie Ninka.

– Nu, jiêzdili my do dvoch, a može i troch, i vsiê vony kazali, što štoś było zroblane, i staralisie odrobiti, ale mało z toho odroblania popanovało, – ticho odkazała Paraska. – Našu Nadiečku, koli jôj było dva roki, kôń zabiv. Ja tohdy same zagrubiêła, ale z toho žalu stratiła svoje tretie ditiatko.

Ninka pokrutiła hołovoju i zo spuvčutiom hlanuła na Parasku, ale taja diviłasie v okno i vspominała daliêj…

 

*

Odnoho razu my pojiêchali do Biêlśka, na Prečystu, do našych svojakôv. Ja tam velmi dovho moliłasie pered ikonoju Božoji Matery. Usiê lude vže vyjšli z cerkvy, a ja ciêły čas stojała na kolinach, płakała i moliłasie. Ažno pudyjšov do mene jakiś monach, z borodoju, ciêły v čornum, vysoki. Hlanuv mniê hłuboko v očy, chvilinu pomolivsie, a potum skazav:

– Ty ne płač, pokryvdili tebe, ale tvoje pjate ditia perežyve, a toj, chto na tebe takoje proklatije navjôv, velmi pered smertieju stradati bude.

I bačyš, Ninko, môj Vołodik perežyv, i vnukami nas potiêšyv, a posli joho ja šče štyry razy zagrubiêła, ale tych ditiatok vže ne donosiła. I tak spovnivsie môj son, z tych deveti hrybočkuv ono odin ostavsie…

 

*

– Šče štyry razy? – znov pokrutiła hołovoju Ninka. – Nichto v seliê i ne viêdav…

– A toj monach pravdu skazav, – skazała Paraska. – Pomniš, jak mučyłasie Mania, musit z deseť liêt pereležała v posteli, jak upała z voza z siênom i nohi połamała. I ni dochtorê jôj ne pomohli, ni žadny šeptuchi.

– Bo j pravda, mučyłasie vona strašenno. I neviêstka jijiê biła, i syn kułakôv ne škodovav, i ne kormili jijiê po para dion. Narykali, što ono pud sebe robit, što treba jijiê myti, i na dokładku vona do vsioho mišajetsie.

– A koli vona vernułasie do sioła? Bo ja jakoś ne pometaju? – spytałasie Ninka.

– Po dvoch liêtach, musit. De vona była i što robiła, ne vjadomo, ale pryvezła z soboju toho Viťku, vony raz-dva zvinčalisie, bo vona vže gruba była. Znaješ, Ninko, ja odnoho razu jijiê odviêdała, musit zo dva roki pered smertieju.

– Nu što ty!? I što vona tobiê skazała? – nastaviła ušy Ninka.

– Ja stojała koło poroha i tôlko diviłasie na jijiê. A vona najperuč zakopyliła huby i hlanuła na mene tverdo. A ja movču, ničoho ne hovoru, ono divlusie jôj prosto v očy. Vona spustiła hołov i stała palcima skubsti svoje odijało. Skubła, skubła i raz-po-raz na mene hulkała. A ja ničoho ne robiła, ono stojała i diviłasie na jijiê.

– Zohryšyła ja, durnaja była, – pryznałasie Mania po jakômś časi.

– I za toje Bôh tebe tak pokarav, – skazała ja jôj i vyjšła z chaty. Vona chotiêła skazati štoś šče, ale ja ne čekała i ne słuchała. I skažu tobiê, što mniê jijiê preč ne było škoda. Za tyje moje vylity slozy, za toj môj žal, to i tak za mało. Ale ž Bôh znaje lepi od nas vsiêch, jak koho nahraditi i pokarati.

– Bač ty, jak to v žyci byvaje, – pochitała hołovoju Ninka.

Vony obiêdvi pomovčali.

– Škoda ono, što môj Sirožka tak rano vmer. Usioho siêmdesiat jomu było, – znov odozvałasie Paraska. – Mniê vže nadojiêło odnôj žyti, tôlko liêt udovicieju. A potum i Vołodik vmer, – zadumałasie znov Paraska. – Vôn i šêsťdesiatki ne dožyv, troch miseciôv ne chvatiło.

– A jak tvojiê vnuki? – pocikaviłasie Ninka.

– Zavtra pryjiêdut, kob mene pochovati, to pobačyš, – skazała Paraska.

Ninka hlanuła na jijiê z perelakom i znov perežegnałasie. Ale ničoho ne pospiêła skazati, bo Paraska znov zahovoryła:

– Lena žyve v Biłostoci, bliźko maje, muž u jijiê dobry, diti dvoje, mieškanie v blokovi dostali. A Petro až na Slonsku, tam oženivsie i teper vže mało koli pryjizdžaje. Dobre jomu tam. Pošychovało, i žonka dobra, choť i katolička, i robotu dobru maje, i diti vže troje. Łoni vsiê pryjizdžali, vesioło tut było, musit, zo dviê nediêli, – usmichnułasie Paraska.

– Parasko, a ty nakuneć doznałasie, čom Sirožka z Kolom byli posvarany? – zapytałasie Ninka.

Paraska znov usmichnułasie.

– Čerez diêvčynu. Obadva vlubilisie v Lidiu Koliskovu i obadva stali do jijiê choditi, a vona nijak ne mohła vybrati, čy choče odnoho, čy druhoho. Vony, durniê, posvarylisie nasmerť, šče j pobilisie, a vona vyjšła zamuž za tretioho, z Tinevič čy može z Klenik? Ne pomniu, – machnuła rukoju. – A vony v durniach ostalisie, i to šče posvarany.

– Ale, musit, posli pohodilisie? – spytała Ninka.

– Nu, pohodilisie. Jak umer u Koli syn na Velikdeń, to von projšov ciêłe sioło, kob jomu chto-leń trunu zrobiv, ale nichto ne chotiêv, bo sviato. I vôn tohdy pryjšov do nas. Ja pomniu, my same siêli za stôł, kob posnedati, a tut na porozi Kola. Vôn mjav šapku v rukach, rukoju obtirav slozy. „Kola, što stałosie?” – pytajetsie Sirožka. „Môj synok Marko vmer, pomožy mniê zbiti trunu. Ja znaju, što sviato, ale…” Kola šče ne skônčyv hovoryti, a môj Sirožka zorvavsie i pobiêh do prybudôvki po svojiê stolarśki statki. Vony znajšli doski i na večur truna była vže hotova, a braty pohodilisie.

– A kôlko tomu ditiati było?

– Odinadceť liêt, vôn u jich byv najmołodšy, Słavikom nazyvali. I ne znali, z čoho vôn umer, ot, prosto ne probudivsie z rania. Ne chvorêv. Musit, sercie słaboje było.

Vony chvilinu pomovčali.

– Nam tut kiepśko ne było. Ono smutno, što diti bôlš u nas ne vrodiłosie, – tiažko vzdychnuła Paraska. – Dobre, što miêli choť odnoho. Ale sama bačyš, umer môj Sirožka, a potum i Vołodik. I ja ostałasie odna. Uže tôlko liêt… Nadojiêło mniê odnôj, naveť ne znaješ, Ninko, jak môcno…

*

Večerom u Paraski svitiłosie v oknie, Ninka bačyła, koli vony z Makarom upravlalisie. Rano vona postanoviła znov zahlanuti do susiêdki. Dvery ne byli zamknuty na zasuvku. Ninka vujšła do siêni, zastukała do chaty, ale nichto ne odozvavsie. Vona pujšła daliêj. U onkiêry na łôžku sidiêła Paraska z kružkoju vody v ruciê.

– Parasko, Parasko! – poklikała perelakana Ninka.

Ale Paraska ne povorušyłasie. Sidiêła spokôjno, z zapluščanymi očyma. I Ninka poniała. Prynesła z velikoji chaty pryšykovanu Paraskoju sviêčku, zapaliła jijiê, perežegnałasie i stała molitisie. A na pudvôrku zabručav samochod. Musit, same vnuk zo Slonska pryjiêchav.

(protiah bude)

Halina Maksymiuk

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis