Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

My ich ochrystyły, my ich i otpiwajem

Profesor Mychajło

Od początku wojny w Ukrainie kontaktuję się z profesorem Mychajło Selivaczowem z Kijowa. Na początku żartował – twierdził, że znajduje się w bezpiecznym miejscu, w swoim domu, w miasteczku odległym 70 km od Kijowa, gdzie jest nawet studnia, co pozwala być niezależnym w warunkach wojny. Do profesora przyjechała z Kijowa, po nocy spędzonej w schronie, córka z mężem i z ośmioletnią wnuczką. „Jesteśmy na szczęście razem” – pocieszał się profesor.

Takie billboardy pojawiły się w Ukrainie od razu po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Fot. z komunikatora Telegram
Takie billboardy pojawiły się w Ukrainie od razu po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji
Fot. z komunikatora Telegram

Po tygodniu już nie było żartów. Na moje „dobry wieczór” profesor odpowiedział, że oni już nie mówią ani „dzień dobry”, ani „dobry wieczór”. Gdy rozmawialiśmy, córka z wnuczką akurat przemieszczała się w zatłoczonym pociągu z Kijowa do Truskawca, by przez Słowację wyjechać do Wiednia, gdzie „ugrzęzła” starsza jej córka z mężem, wracając do Kijowa. Ale tam jest rodzina jej ojca, więc jest gdzie się zatrzymać. Zięć profesora wyjechał do Kijowa..

Jeszcze w czwartek 24 lutego, kiedy wybuchła wojna, profesor miał wykłady na Uniwersytecie w Kijowie, ale już w piątek nie. „Rozłożyliśmy deski w piwnicy, ale śpimy w domu” – informował.

W kolejnych dniach mówił o ewakuacji syna – artysty malarza – z rodziną z Charkowa do Kosowa w Zachodniej Ukrainie. Zapraszałam profesora z żoną do Polski, ale twierdził, że w gościach to dobrze być trzy dni, nie dłużej. Obiecał mnie odwiedzić jak wojna się skończy. Rozmawialiśmy o paradoksach historii. Jego dziadek Aleksy Seliwaczow – Rosjanin, z zawodu nauczyciel, w obliczu I wojny światowej udał się z Wilna w „bieżeństwo” do Charkowa, gdzie zdążył ożenić się z ukraińską nauczycielką Katarzyną Szulik i umarł tam w 1918 r. Jego babcia Anna Solanko – Białorusinka, zmarła jeszcze w Wilnie w 1915 r. i została pochowana na Rossie. Ich malutkimi dziećmi zajęła się siostra babci – Maria Solanko, która w latach I wojny światowej znalazła się na Połtawszczyźnie. Nikt nie wie, jaki ją los spotkał. Ojca profesora – Romana, wychowywała druga żona Aleksego, która po jego śmierci wyszła za mąż za architekta Gieorgija Ikonnikowa. Siostra Romana – Helena zmarła w dziecięcym wieku w Chorole na Połtawszczyźnie. Rodzina profesora przez ponad sto lat na dobre zadomowiła się w Ukrainie. A teraz on musi uciekać przed wojną…

Stas i Jana

8 marca wyjeżdżam z Białegostoku do Gdańska przez Warszawę. Jeszcze nie wiem, że spotkam uchodźców z Ukrainy. W przedziale pociągu „Dąbrowska” relacji Białystok-Wrocław spotykam dwójkę pasażerów. Rozmawiają po rosyjsku – o wojnie w Ukrainie. Są bardzo przejęci. Jadą do Wrocławia, bo tam pracuje ich kuzyn, który ich przygarnie do siebie. Bagaży właściwie nie mają. Pytam, skąd są, skoro rozmawiają po rosyjsku. Okazuje się, że jadą z Kijowa – 58-letni ojciec Stas z córką Janą, około 30 lat. Stas jest przedsiębiorcą, w Kijowie mieszka na czternastym piętrze. Jak powiedział, od początku wojny nocował w domu, nie schodził do schronu, bo tam pełno starych i dzieci. Modlił się każdego wieczora przed snem. Mieszka w dzielnicy na peryferiach Kijowa, którą ostrzeliwano od początku wojny. Jest muzułmaninem, obywatelem Azerbejdżanu. Na początku lat 90. świadomie wyprowadził się do Kijowa, gdzie poznał swoją żonę Ukrainkę. Przez cały czas rozmawiał po rosyjsku, nie nauczył się ukraińskiego, ale jak stwierdził, nikt mu nigdy nie zwrócił na to uwagi, poza starszą panią, która na pytanie o „ostanowkę” w autobusie, odpowiedziała mu: „po naszemu – „zupynka”. Nie odebrał tego jako przytyku, ale raczej jako uświadomienie, jak po ukraińsku nazywa się przystanek. „Za te trzydzieści lat nie spotkałem żadnego „banderowca”, ani „nacjonalisty” – jak o Ukraińcach mówi Putin. Dobrze mi się żyło w Ukrainie. Ja naprawdę nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Proponowano mi Niemcy, Holandię, Stany Zjednoczone… A ja chcę być u siebie na czternastym piętrze. Ja naprawdę nie mam potrzeby widzieć Bidena, Obamy i ich wszystkich razem wziętych. Jadę tylko dlatego, że Janie kazał wyjeżdżać jej mąż. Nie chciałem jej samej puszczać w nieznane”. Jana jest notariuszem. Miała dobrą pracę w Kijowie. Jak zaczęła się wojna, wyjechała z mężem na wieś, by czuć się bezpiecznie. A tam przeżyła prawdziwy horror – znalazła się w samym epicentrum walki. Po dwóch stronach damby (grobli) toczyły się zacięte boje i bomby spadały na ich wieś. Postanowili w sobotę wyjechać, a w niedzielę ich dom został zburzony, sąsiedzi – zabici. W nocy z niedzieli na poniedziałek z ojcem dotarła na granicę. Na szczęście przekroczyli ją w ciągu czterech godzin. Po polskiej stronie busem dotarli do Narewki, gdzie przyjęli ich baptyści w swoim ośrodku. Było ciasno, ale czysto i można było się wyspać po nieprzespanej nocy. Rano poczęstowano ich ciepłym śniadaniem – kaszą z parówką. Stas jako muzułmanin poprosił o samą kaszę. Następnie odwieziono ich do Białegostoku na dworzec kolejowy, skąd udali się do Wrocławia. Wdzięczni baptystom za gościnność, na drogę otrzymali suchy prowiant. Stas opowiada, jak w stresie nie zabrał ze sobą prawie nic: „Przecież ja mam z szesnaście par porządnych dżinsów, a jadę w sztruksach”.

Zbudowana w 1862 r. cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny we wsi Wiazywka koło Żytomierza przed i po bombardowaniu 7 marca 2022 r. Fot. z komunikatora Telegram
Zbudowana w 1862 r. cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny we wsi Wiazywka koło Żytomierza przed i po bombardowaniu 7 marca 2022 r.
Fot. z komunikatora Telegram

Chcę im jakoś pomóc, ale nie chcą żadnej pomocy – mają walutę, karty bankomatowe, ale by kupić herbatę w „Warsie”, należy mieć gotówkę. Przydałam się im ze swoimi drobnymi, choć widzę, jak ich ta cała sytuacja krępuje. Zostawiam na wszelki wypadek kontakty do moich wrocławskich znajomych oraz „wciskam” im drobne, by mieli jakąkolwiek polską gotówkę w kieszeni. Jadą w nieznane, nie wiedzą, gdzie się zatrzymają, ani kiedy wrócą z powrotem. Stas mówi, że nie wie, czy postawi pomnik na grobie swej zmarłej pół roku temu żony, która miała zaledwie 51 lat.

Warszawa Wschodnia

Czekając na pociąg do Gdańska na dworcu Warszawa Wschodnia, poczułam się jakbym była w jakimś koszmarnym filmie. Nie widziałam jeszcze takich tłumów ludzi – dzieci płakały, wszyscy stłoczeni jak śledzie w beczce. Trudno było przejść. Pod rozkładem jazdy na bagażu siedziała może siedmioletnia dziewczynka, ściskając pluszowego misia i tuląc się do niego. Obok stała zagubiona mama. Czekały na pociąg do Krakowa. By nie oglądać zafrasowanych i zmartwionych twarzy matek, poszłam na peron. Tam również pełno ludzi, głównie ukraińskich kobiet. Wśród nich krążyli wolontariusze w zielonych kamizelkach. Przyprowadzili do mnie kobiety, abym pomogła im wsiąść do pociągu do Gdańska.

Luda, Natasza, Iryna, Ania, Alina i Lera

Czekając na przyjazd pociągu zapytałam, czy ktoś na nie będzie czekał w Gdańsku. Okazało się, że nikt. Na moje pytanie, dokąd się mają udać, odpowiedziały, że będą nocować na dworcu. „To będzie problem, bo dworzec w Gdańsku jest w remoncie” – powiedziałam. „To gdziekolwiek” – usłyszałam w odpowiedzi. Pociąg przyjeżdżał o godzinie 22.00, więc nie bardzo wyobrażałam, gdzie mogą się udać. Zaproponowałam nocleg w swoim mieszkaniu. „Nam byle kawałek podłogi, bo my już dwie noce nie spałyśmy”. Pierwszej nocy o drugiej nad ranem zerwało ich ze snu bombardowanie Żytomierza. Ubrały się, wynajęły busa i dojechały do granicy z Polską, na której spędziły dziesięć godzin. Drugą noc przeczekały w jakimś schronie pod Warszawą – jak powiedziały: „my ze schronu jednego trafiłyśmy do drugiego”. Dlatego chciały jechać byle gdzie, byle do miasta.

Na dworcu w kasie dano im bilet do Gdańska – byle jechać, byle nie siedzieć na dworcu, gdziekolwiek. Mama, jej dwie córki i trzy wnuczki – 13, 17 i 18 lat. Bez bagaży. Na szczęście sąsiadka wzięła trzy panie do siebie. Sąsiad zaprowadził Ukrainki do punktu informacyjnego w Domu Harcerza. Oczekiwanie na rejestrację zajęło siedem godzin. Oprócz rejestracji nic im nie zaproponowano – ani mieszkania, ani pracy. Proponowano jechać dalej na zachód, może np. do Słupska. W ciągu dwóch dni dzięki dobrym ludziom udało się zorganizować miejsce zamieszkania. Zaangażowali się w pomoc Aleksandra i Mieczysław Moskwowie, Elwira Dębska, Jakub Zejer ze Stowarzyszenia Kibiców Lechii Gdańsk „Lwy Północy”, które ogłosiło wsparcie i pomoc dla Ukraińców. W swoim ośrodku  „Ostrzycki Las” nad Jeziorem Ostrzyckim na Kaszubach ulokował je mecenas Marcin Jadwiszczok. Doktor Beata Słobodzian zaopatrzyła panie w walizkę, wypełnioną środkami higienicznymi i kosmetycznymi. Panie myślą o jak najszybszym powrocie do domu. Tam pozostali ich mężowie i ojcowie.

Anna i Maksim, Sasza

W przedziale siedzieli matka z synem. Mimo ciepła nie zdejmowali kurtek. Tak zmarzli poprzedniej nocy, że nie mogli się nagrzać. Anna – to anglistka z gimnazjum w Charkowie. Bardzo lubi młodzież, ale szkoła już nie działa. Charków został zbombardowany, szkoła też. Anna do ostatniej chwili zwlekała z wyjazdem z Charkowa. Maksim ma 12 lat i w daleką podróż wybrał się z lekturą. Przez tydzień będą w Gdańsku, a potem lecą do Szwecji do przyjaciółki Anny z dzieciństwa. Widać było, jak przeżywają podróż w nieznane. Tym niemniej Anna powiedziała: „My ich ochrystyły, my ich i odpiwajem”.

Charków, 7 marca 2022 r. Ewakuacja 1,5-milionowego miasta Fot. z komunikatora Telegram
Charków, 7 marca 2022 r. Ewakuacja 1,5-milionowego miasta
Fot. z komunikatora Telegram

Sasza z Winnicy siedziała cicho, ze słuchawkami na uszach. Trudno w milczeniu rozpoznać w niej Ukrainkę. Jedynie jej smutne oczy wskazywały na to, że przeżywa bardzo wyjazd w nieznane. Dzień wcześniej bombardowano jej rodzinne miasto.

Oksana

Przyjechała z czternastoletnią córką spod Kijowa do Gdańska 2 marca. Dzień wcześniej przyjechała jej synowa z ponad roczną córeczką. Wjeżdżały przez Słowację. Zatrzymały się przy zborze baptystów w Gdańsku – synowa należy do tej wspólnoty religijnej. Oksana pracowała jako dyspozytor lotów na lotnisku w Kijowie, a tu chciałaby robić cokolwiek, by zarabiać na utrzymanie. „Umiem szyć, gotować, mogę pakować, rozstawiać towar”. Szczęśliwie wynajęto im dwupokojowe mieszkanie za czynsz i opłaty. Wprowadziły się do niego w sobotę 12 marca. „Płakałam ze szczęścia” – opowiada Oksana. Na razie mają jedzenie, ubrania i pampersy dla najmłodszej z nich. Oksana ma jeszcze dwóch synów w Ukrainie – 24 i 25 lat. Jeden jest na wojnie, a drugi po odbyciu służby wojskowej aktualnie „odpoczywa”.

***

Wszyscy moi bohaterowie mają nadzieję na rychły powrót do domu – może za dwa tygodnie…

***

Od rana w niedzielę próbuję się skontaktować z profesorem Mychajło Selivaczowem. Wreszcie za trzecim razem odezwała się na krótko jego żona: „My w ewakuacji”. Rano ogłoszono ewakuację miasteczka Berezań. Seliwaczowowie udali się przez Kaniów do Kosowa…

Helena Głogowska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis