Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Prawda i mity

„Prorok” Ilja. Historia prawdziwa (cz. 3)

Wszystko zaczęło się na początku XX w. Wtedy Iljaszowi przyśniła się Matka Boża, oznajmiając że na jego polu koło Grzybowszczyzny stanie kiedyś cerkiew. Pobożny chłop mocno się przejął, niezwykłe widzenie potraktował jako przykazanie – zrealizować samemu to święte dzieło.

Przez sen

Alaksiej Karpiuk opisuje w swej książce, iż nie był to sen, tylko przywidzenie. Iljasz tej nocy miał wypasać konie, gdy raptem nieziemskim światłem rozjaśniało niebo i ukazała się na nim Bogurodzica, przekazując mu polecenie od Boga, by na wzgórzu, gdzie w żniwa urodziła go matka, pobudował cerkiew. Oznajmiła, że to miejsce będzie święte, a on stanie się prorokiem – cudotwórcą. Gdy zrobiło się widno, Iljasz ujrzał na drzewie obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. Przestraszony szybko zakopał go w ziemi, ale nazajutrz ponownie wisiał na tej samej gałęzi.

To oczywiście literackie ubarwienie widzenia, które przyszły „prorok” rzeczywiście miał we śnie, bo rozpowiadał o nim ludziom. Zachował się nawet przekonujący ślad pisany. W swoich zbiorach posiadam maszynopis książki „Widzenia we śnie”, spisanej najpewniej przez jednego z późniejszych „apostołów” w Wierszalinie. Trafiła w moje ręce w latach dziewięćdziesiątych, przetłumaczona z rosyjskiego przez Mikołaja Gasperczyka. To mój nauczyciel, który pochodził z sąsiedniego Ostrowia Północnego. Kiedy poszedłem do podstawówki, uczył mnie śpiewu. Pamiętam do dziś, jak śpiewaliśmy z nim wesołą piosenkę „Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą…”. Uczył też innych przedmiotów, bodajże fizyki w starszych klasach. Potem pracował w Ostrówku, a na koniec w Szudziałowie, gdzie mieszkał z rodziną w nauczycielskim bloku. Jego żona pochodziła z jednej z nadnarwiańskich wsi za Zabłudowem, gdzie przed wojną Iljasz miał wielu „wyznawców”. W jej rodzinnym domu zachowało się trochę pamiątek z tamtych czasów – fotografie z Wierszalina, ikony, modlitewniki i literatura religijna, w tym spisane sny „proroka”. Mikołaj Gasperczyk, gdy przeszedł na emeryturę, wnikliwie tym się zainteresował, o czym dowiedział się dramaturg Tadeusz Słobodzianek. Nawiązał z nim współpracę, wypożyczył też jego archiwum na potrzeby swojej sztuki „Prorok Ilja”, którą w 1994 r. zrealizował w Teatrze Telewizji. Żadne przedmioty jednak już do właściciela nie wróciły.

Przełożone przez mego nauczyciela „Widzenia we śnie” przeczytałem uważnie. Nie sądzę, by w całości były dyktowane przez Iljasza, tym niemniej wiele fragmentów pokrywa się z powszechnie znanymi faktami z życia „proroka”. Jest tam też wzmianka o śnie, w którym Matka Boża uczyniła go budowniczym cerkwi. Ten motyw jest zatem raczej pewny, choć niektórzy twierdzą, że powziął taki zamiar, by okoliczna ludność miała bliżej do Boga.

Ale przecież z Grzybowszczyzny do parafialnej cerkwi w Ostrowiu nie było hen daleko, a i do Krynek stąd blisko.

Rozmowy z Bogiem

Nie od dziś wiadomo, że sny religijne ludzie miewają. Z dziejów chrześcijaństwa znamy wiele przykładów, gdy uruchomiały one ciąg zdarzeń, które sprawiły że potem ogłaszano ich nawet świętymi.

Całkiem niedawno jeden z mieszkańców Ostrowia zwierzył mi się, iż czasem we śnie rozmawia z Bogiem. Stwórca miał mu powiedzieć, że będzie żył dokładnie 124 lata. Jest już po osiemdziesiątce i nie czuje się najlepiej, ale może właśnie ten sen trzyma go przy życiu. Kiedy opowiadał mi o tym, podkreślił że Bóg rozmawia z nim po rusku, nigdy po polsku. Przyznam, że zaimponował mi trochę takim przywiązaniem do tradycji…

Pamiętam jak z redakcyjną koleżanką Dorotą Sulżyk w 1994 roku pojechaliśmy do Pawła Wołoszyna, mieszkającego na chutorze przylegającym do Wierszalina. Sympatyczny staruszek, wiejski filozof i konstruktor traktora, zmontowanego z części porozrzucanych po przejściu frontu latem 1944 r., przybył tu w latach trzydziestych z Harkawicz. Z tej wsi pochodził inny Paweł Wołoszyn, przedwojenny poseł białoruski, jak też znany działacz Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi Sergiusz Prytycki. W odróżnieniu od nich sąsiad Iljasza był człowiekiem głęboko religijnym, choć na swój sposób. Do końca życia budowniczego Wierszalina, z którym był w bliskich kontaktach, bardzo poważał i szanował. Mówił o nim dziedko (dziadek) i wierzył, że jeszcze tu powróci.

Dorota wkrótce napisała do Czasopisu piękny reportaż. Jako jeden z nielicznych wiarygodnych przekazów – nagranych na dyktafon w mojej obecności – jest niezwykle pomocny w odtworzeniu prawdziwej historii „proroka”. Wołoszyn wtedy także zdradził nam jeden ze swoich snów. Miał się z niego dowiedzieć, że będzie żył sto lat i był co do tego szczerze przekonany. Sen jednak się nie spełnił, staruszek po kilku latach zmarł, ale zdążył przekroczyć dziewięćdziesiątkę. Spoczął na cmentarzu przy Iljaszowej cerkwi w Grzybowszczyźnie.

Z kolei gdy pracowałem w urzędzie miejskim w Michałowie, pewnego razu przyszedł do mnie niezwykły interesant. Był to rolnik z okolicznej wsi, który wprawił mnie w osłupienie, oznajmiając że rozmawia z… Bogiem. We śnie i na jawie. Kilka takich spisanych rozmów przyniósł ze sobą. W jednej z nich prosił Boga, by przysłał do jego obory gołębie „na znak miłości”. „Ja wiem, Ty je wcześniej przysłałeś – żałował i przejawiał skruchę – ale ja byłem nieświadomy, podtruty i wystrzelałem je z wiatrówki”.

Pamiętam, że kiedyś w Niwie była rubryka „Sonnik”. Wśród czytelników cieszyła się sporą popularnością. Do redakcji przysyłali oni opisy swych snów, które rozszyfrowywał autor, podpisujący się „Astron”. Były one odzwierciedleniem rozmyślań i przeżyć przeważnie ludzi ze wsi. Treści religijnych nie zawierały, bo Niwa, jak cała ówczesna prasa, miała przecież nastawienie ateistyczne.

Swoją drogą ciekawe, jak „Astron” zinterpretowałby tamten sen Iljasza, bo on sam potraktował go dosłownie. Z pewnością długo o tym rozmyślał. Było to dla niego wielkie wyzwanie. Nie miał przecież na ten cel pieniędzy, musiał też wystarać się o zezwolenie archireja w Grodnie, a następnie dopełnić formalności urzędowych.

Pod nadzorem

Panuje przekonanie, że mogło to być coś w rodzaju samowoli budowlanej. Owszem, gdyby Klimowicz chciał w swej zagrodzie postawić nową chałupę czy inny budynek gospodarski, nie musiałby mieć na to specjalnego pozwolenia. Co innego cerkiew i w dodatku na uprawnym polu. Na pewno nie uszłoby to uwadze starosty ostrowskiej wołosti (odpowiednika gminy) i natychmiast powstrzymałby taką budowę, zgłaszając samowolę do odpowiedniego urzędu w Grodnie. Klimowicz srodze by za to zostałby ukarany, najpewniej trafiłby do wiezienia.

W czasach carskich również obowiązywało przecież prawo budowlane. W gubernialnym Grodnie zajmowała się tym odrębna komisja. W tamtejszym państwowym archiwum historycznym, badając dzieje Ostrowia, odnalazłem dokument z 1846 r., świadczący że już wtedy działał nadzór budowlany. Przeprowadzona rok wcześniej w guberni grodzieńskiej lustracja dóbr kazionnych (skarbowych, rządowych) wykazała konieczność podziału naszej wsi, długiej wówczas na cztery kilometry, ze względów ekonomicznych i praktycznych. Chodziło to, by chłopi, którzy wszyscy należeli do dworu Świdziałówka, mieli bliżej do pól majątkowych. Dotychczas bywało na przykład tak, że owce na wypas należało gnać nieraz kilka kilometrów – spod Szudziałowa na Hramadzkaŭszczynu, czyli wspólne pastwisko, aż pod Grzybowszczyznę.

Chłopom ze środkowej części wsi nakazano zatem przesiedlenie się kilometr dalej i w ten sposób powstał Ostrów Nowy, potocznie Nowa Wioska. Kiedy przystąpili oni do rozbiórki oraz przewozu swych domów i zabudowań gospodarczych, zaczęli je stawiać każdy na swój sposób, nie trzymając się nawet linii zabudowy wzdłuż wytyczonej ulicy. Urzędnik, który przybył z Sokółki, natychmiast zgłosił samowolę do grodzieńskiej Izby Dóbr Państwowych, prosząc o oddelegowanie inżyniera, który by dopilnował prawidłowej zabudowy chociażby jednej siedziby na wzór dla pozostałych chłopów i dokładnie im wskazał gdzie i jak mają się budować.

Ten dokument przeczy też utrwalonej wśród mieszkańców legendzie, iż Ostrów Nowy założyli pogorzelcy ze środkowego Ostrowia, którą to część wsi miał kiedyś strawić wielki pożar.

Na początku XIX w. wznoszenie cerkwi i kościołów (po ukazie tolerancyjnym) było nadzorowane przez władze carskie, które często wydzielały na ten cel środki ze specjalnego funduszu w budżecie państwa. Starania tak jak dziś podejmowali przeważnie duchowni, którzy koordynowali takie przedsięwzięcia, organizując fundusze poczynając od kwesty wśród wiernych. Głównymi fundatorami świątyń czasem byli właściciele okolicznych majątków, dygnitarze czy inne zamożne osoby.

Ale żeby prosty niemajętny chłop z zapadłej wioski porwał się na takie przedsięwzięcie, było nie do pomyślenia. Sen Iliasza o budowie cerkwi musiał jednak z czegoś wynikać. Jego podłożem mogła być panująca wówczas atmosfera. W czasie kiedy Klimowicz powziął takie dzieło, w okolicy panował istny boom na budowy cerkwi.

Inni też budują cerkwie

Staraniem właściciela majątku Słójka, Aleksandra Annieńkowa i jego żony Olgi, w większości z ich środków, na początku XX w. zbudowano nową murowaną cerkiew w Szudziałowie. Okazała świątynia wraz z dzwonnicą została wyświęcona w 1907 r. Osiem lat później została zburzona przez wycofujące sie wojska rosyjskie. W okresie międzywojennym ruiny zostały rozebrane, a cegła z nich posłużyła za budulec obecnego kościoła.

Z kolei w zbudowanej w połowie XIX w. cerkwi ostrowskiej wówczas prowadzono zakrojone na szeroką skalę prace remontowe. Równocześnie na cmentarzu parafialnym trwała budowa dużej murowanej kaplicy o podobnych rozmiarach jak późniejsze dzieło Klimowicza. Ufundowało ją bezdzietne małżeństwo z Ostrowia Północnego, a została wyświęcona także w 1907 r.

Na początku XX w. starania o budowę nowej murowanej świątyni rozpoczęli także katolicy w Krynkach. Pierwszy projekt nie uzyskał jednak akceptacji władz carskich. Pozwolenie na budowę wydano dopiero w 1906 r. W ciągu pięciu lat zbudowano okazały neogotycki kościół, a wszystkie prace organizował proboszcz.

Spokojnie tu nie było

Nastroje wzniosłości religijnej i poszukiwania duchowego wsparcia jak pokazuje życie nasilają się szczególnie w czasach trudnych i niepewnych. Nieprzypadkowo powiada się, że jak trwoga to do Boga. Pierwsza dekada dwudziestego stulecia na tych terenach spokojna nie była. Tu także, jak w całej Rosji, zaczął pączkować ruch rewolucyjny. Buntowały się również Krynki. W lutym 1905 r. miasteczko opanowali robotnicy, żądając poprawy warunków materialnych i skrócenia dnia pracy. Wybuchły zamieszki – grabiono sklepy, niszczono urzędy i posterunek żandarmerii. By stłumić bunt, gubernator z Grodna skierował do Krynek wojsko. Doszło do starć ulicznych, byli zabici i wielu rannych. Te krwawe wydarzenia, kiedy to na kilka dni obwieszczono „republikę kryńską”, zakończyły się masowymi aresztowaniami i siały strach wśród okolicznej ludności.

Na tej fali – masowego wznoszenia świątyń w niepewnym i niespokojnym czasie – pod wpływem widzenia we śnie wybudować cerkiew postanowił także Iljasz Klimowicz. W którym dokładnie roku mógł powziąć taki zamiar?

Kiedy się wszystko zaczęło?

Według Wikipedii Klimowicz rozpoczął budowę cerkwi w roku 1904 po dwuletniej kweście. Inne źródła podają, że było to w 1906 r. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, iż wszystko zaczęło się w roku, w którym wyświęcono cerkwie w Szudziałowie i na cmentarzu w Ostrowiu. Czyli w 1907.

Iljasz mógł wówczas uczestniczyć w tych podniosłych nabożeństwach. Ostrowską cerkiew cmentarną wyświęcono pod wezwaniem św. Włodzimierza Wielkiego – 28 lipca według dzisiejszego kalendarza. Być może Klimowiczowi po powrocie do domu przyśniła się Matka Boża, objawiając mu podobną misje, jak w przypadku fundatorów z Ostrowia Północnego.

Takie datowanie zgadzałoby się też z chronologią snów „proroka”, przetłumaczonych przez mego nauczyciela z dzieciństwa. Zaczynają się one właśnie od 1907 r. Pierwszy sen opowiada o staruszku, wskazującym Klimowiczowi miejsce, na którym każe mu zacząć budować cerkiew. W jednym z kolejnych mowa jest już o Bogurodzicy.

Cdn

Jerzy Chmielewski

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis