Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    21. Samaabarona i śmierć Żyda Berszki (1)

    Vielkija Aziarania, szto ŭ hminie Krynki, za Niemcami vielmi ciarpieli ad partyzantaŭ, usiakaj maści bandytaŭ i zładziejaŭ. Dajszło da taho, sztu ludzi zarhanizawali tut samaabaronu...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    7. Moja klasa

    Časom lepi vtečy z lekciji v školi i poveselitisie z kolegami, bo teper, koli ja ohladajusie nazad, moju vsmiêsku vyklikajut ne škôlny ociênki, a vspominki. P. J. Abdul Kalam) U 1970-ch liêtach u Liceji nr 9 u Hajnuvci byli štyry rumnobiêžny klasy po pryblizno 30…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Kręte ścieżki tożsamości

Drugie płuco historycznego Górnego Śląska lubię odwiedzać zimą. Wtedy jego płaskie jak stół i nierównomiernie zasiedlone równiny przypominają niziny na Podlasiu. Brakuje jednak naturalnych barier przed wiatrem i przenikającym zimnem, jakimi są podlaskie lasy i puszcze. Dlatego odwiedzając Opolszczyznę od 2022 roku, zwykle na początku stycznia, ubieram się odpowiednio. Bowiem w samotnego pieszego wędrującego na przełaj po rozrzuconych wsiach wiatr uderza niemiłosiernie. Niczym niezmącone powietrze pozwala zaś dostrzec cel wędrówki na długo przed jego osiągnięciem. Najczęściej kościół, albo pałac majaczący niczym drogowskaz na pustkowiu.

Opolszczyzna ma też swoją „śląską” Częstochowę, czyli Górę Św. Anny (Annaberg). Obok Biskupiej Kopy to najwyższe wzniesienie w województwie. Ze zboczy widać elektrociepłownię w Zdzieszowicach. Stąd łatwo o wspomnienie aglomeracji górnośląskiej i jej okolic. Zwałów węgla, czerwonej cegły, spalenizny w powietrzu koło Radlina i Rybnika. Tu mimo dymów unoszących się nad zakładem powietrze zdaje się być czyste i dodatkowo odświeżone lekką zimową zawieją.

Elektrociepłownia w Zdzieszowicach, widok z Góry Św. Anny Fot. Mateusz Styrczula
Elektrociepłownia w Zdzieszowicach, widok z Góry Św. Anny
Fot. Mateusz Styrczula

Góra Św. Anny zaś na swoje miano świętej, czy raczej uświęconej krwią nekropolii zasłużyła już sto lat temu. To wtedy, w 1921 r., przez pięć dni zacięte boje o strategiczne wzgórze toczyli powstańcy śląscy z armią niemiecką. Zaciętość tych zmagań była tak wielka, że na wyniki plebiscytów mało kto wtedy zwracał uwagę. O ile głosy za Niemcami przeważały w miastach, a za Polską najczęściej we wsiach, to w niektórych miejscach takiej prawidłowości nie było. W Zdzieszowicach minimalnie wygrała opcja, by pozostać przy Berlinie (533 do 479 głosów). Obie strony korzystały jednak z usług ochotników, jacy ze Śląskiem i jego tożsamością mieli niewiele wspólnego, bo przyjeżdżali albo z Polski właściwej, albo odległych zakątków Niemiec. Ponieważ wojna trwała z przerwami już trzeci rok, a dla walczących liczyło się, by po prostu wyprzeć przeciwną stronę z jak największego terenu, najbardziej przegranymi stali się śląscy autochtoni. Poza faktycznie zaangażowanymi było morze takich, co dostrzegali bezsens strzelania do swoich sąsiadów. 

Atmosferę walk o Świętą Annę przenosi w realia współczesnego ciężkiego metalu industrialnego zespół „Oberschlesien” w utworze „Annaberg”. Ta grupa z Piekar Śląskich zawsze najlepiej czuje się w swym mateczniku, stąd uczestnicy koncertu w Tychach, w jakim uczestniczyłem pod koniec zeszłego roku, śpiewali razem z wokalistą Dawidem Nagietem:

Płakały matki

Płakały fatry

Płakały szwestry

Płakały starki

Płakały braty

Tych z łobu stron

Płakoł nom Ślonsk

Łod wszystkich dom

 

Darymny bol

Darymno śmierć

Darymny bol

Płytki grob

Matki herc

Annaberg

 

Leżom kajś w dole

Matki ich szukały

Choć sie opytały

Między ludźmi wsandy

Żodnej już podpory

Dyć niy bydom miały

Choćby swoje łoczy

Cołkiem wypłakały

(…)

 

Choćby z matek łez

Drugo Odra była

Jesce by tych synków

Im niy łożywiła

Ej, ćwierkejcie łonym

Wy ptosecki boże

Kiedy żodno matka

Znoleźć wos niy może

 

Kaj żeś jest?

Wołam cię

Kaj żeś jest?

Matki herc

Kaj żeś jest?

Annaberg!

Wołom cię

Annaberg!

Matki herc

Annaberg!

Koncert zespołu „Oberschlesien” w Tychach Fot. Mateusz Styrczula
Koncert zespołu „Oberschlesien” w Tychach
Fot. Mateusz Styrczula

Dziś na Anabergu – Górze Świyntoj Anny, jak mówi się po śląsku – modlą się Polacy z całego kraju, a raz do roku w równie podniosłej atmosferze opolscy Niemcy. Obok Białorusinów na Podlasiu i Ślązaków to trzecia tak stygmatyzowana obcą agenturalnością mniejszość w Polsce. Zresztą sami Ślązacy mają z tym Opolem pewną zagwozdkę. Moja przyjaciółka Ślązaczka, z którą mam kontakt jeszcze ze studiów, wyjaśniała mi:

W Katowicach, Zabrzu czy Chorzowie nigdy nie mów, że Opolszczyzna to Śląsk.

– Dlaczego? Przecież to Opole było kiedyś stolicą „Oberschlesien”?

Niby tak, ale nawet ja jako młoda dziewczyna wzruszałam na to ramionami z pogardą. To może nie do końca tak jak nazwać Zagłębie Śląskiem, ale coś w ten deseń. Lepiej nie, jeśli nie szuka się problemów na jakichś familokach np.

– Ale w drugą stronę to działa? Ze strony Opolszczyzny?

– W drugą już tak, ale niezbyt często, mam wrażenie.

Sytuacja Niemców opolskich jak i kadłubowego tworu, jakim jest najmniejsze województwo w kraju, była niezwykle zagmatwana już od samych początków. Stąd podobieństwa do problemów mniejszości białoruskiej na Podlasiu narzucają się same. O ile podlaskie BTSK i niemieckie NTSK mogły działać w ograniczonym zakresie już po odwilży 1956 roku, to największą organizację mniejszości niemieckiej w kraju – Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim – założono dopiero w 1990 roku. I to teoretycznie na germanofońskiej pustyni. W województwie, jakie jak przystało na modelowe Ziemie Odzyskane zamieszkuje wyłącznie „szczep piastowski”, z upadkiem socjalizmu coś się zmieniło. Nagle okazało się, że to tam, a nie w województwie wrocławskim, czy na Mazurach, jak grzyby po deszczu powstawały lokalne oddziały organizacji polskich Niemców. 

Działające na zasadzie klubów dyskusyjnych koła DFK (Niemieckie Koła Przyjaźni) w 1991 widać były już w prawie każdej gminie zachodniej Opolszczyzny. W tym samym czasie, gdy na Podlasiu skrzydła rozwijał BAS, a na Suwalszczyźnie podnosili głowy równie ośmieleni zmianą systemu Litwini, Opolszczyzną wstrząsnęło przebudzenie, jakiego większość etnicznych Polaków się nie spodziewało, ale poza skrajną prawicą akceptowało w związku z otwarciem się na sojusz z RFN. Tu rodzi się pytanie, na jakie szukałem odpowiedzi podczas wycieczek do gmin, w których Niemcy opolscy stanowili przynajmniej 20 proc. mieszkańców. Biała (Zulz), Głogówek (Oberglogau), czy teraz Kamień Opolski (Gross Stein), Pruszków (Pruskau) – na ile tam Niemcy są Niemcami, a na ile zgermanizowanymi Ślązakami?

W Pruszkowie zagadnąłem sprzedawczynię piekarni, rozczarowany że na ulicach nie dość, że nie słyszę niemieckiego, to rzadko słyszę nawet śląski. Uśmiechnięta pani za ladą odrzekła, że… jest Ukrainką i, że ona nic nie wie. Wysoki jegomość koło sześćdziesiątki o świdrująco niebieskich oczach, który do mego wejścia toczył z tą panią pogawędkę, okazał się być miejscowy. Poniekąd.

– Ja urodziłem się w Kazimierzy Wielkiej. Wie pan gdzie to?

–Małopolska?

– Dzisiaj to Świętokrzyskie, no ale tak – Małopolska. Stamtąd przyjechałem tutaj do pracy. Tu był przemysł, robota. Mieszkałem w Złotnikach, tu pod Prószkowem. A potem pojechałem jak większość do „rajchu”. I wie pan co – ja lepiej mówiłem po niemiecku niż ci Niemcy farbowani. Bo oni używali jakiegoś miksu, mieszali słowa…Ni to śląski, ni to polski, ani niemiecki. Oni myśleli, że pojadą tam na jakieś lepsze stanowiska. A kładli bruk, fugi, wykończeniówka, czasem po prostu noszenie na budowie czego się da.

– No dobrze, ale jak pan tłumaczy to, że są tutaj deklaracje niemieckie. W kolejnych spisach powszechnych, za każdym razem jest tu pełno takich głosów. Na miejskim ratuszu obok polskich wiszą tabliczki po niemiecku.

Tablice dwujęzyczne w Prószkowie Fot. Mateusz Styrczula
Tablice dwujęzyczne w Prószkowie
Fot. Mateusz Styrczula

– Powiem panu tak. Przecież ci, którzy faktycznie byli Niemcami, to w 1945 roku wyjechali stąd, albo ich przepędzono. Kto deklarował się jako Niemiec, uciekał na zachód aż się kurzyło. Oni wiedzieli co ich czeka jak przyjdzie Armia Czerwona –  że ich zaszlachtują jak wieprze za przeproszeniem. Mam znajomego szewca i powiem panu, że Ślązakiem jest, stąd, ale taki zakapior że hej… (tu mój rozmówca machnął ręką lekko się odsuwając). On mówi, że sam by te tablice pozamazywał. Bo tu ludzie za Polskę na Świętej Annie krew przelewali.

– Dlaczego? Każda gmina, w jakiej jest 20 proc. jakiejkolwiek mniejszości, ma prawo na dwujęzyczność.

– Bo to tylko przez pieniądze było. Nagle jak komuna upadła to miejscowi zaczęli wyciągać jakieś papiery, po dziadku, po ojcu. Byle była tylko jakaś krew niemiecka. To się opłacało. Te ich organizacje zaczęły dostawać pieniądze, a oni myśleli, że złapali Pana Boga za nogi, że jako Niemcy to zostaną potem w „rajchu” prezesami. No, ale to żadni Niemcy nie byli, dopóki się to nie zaczęło opłacać. Te tablice to już szkoda gadać. Mi ten szewc właśnie opowiadał, że większość tych nazw nie ma żadnego sensu. Językowo. Dlatego taki cięty na to jest.

– I on taki Ślązak, mówi pan?

– Jeszcze jaki! No, ale za Polską – jak trzeba.

Nadmieniłem już, że zgodnie z informacjami od moich kolegów ze śląskimi korzeniami, na Górnym Śląsku poza wielbicielami historii, czy działaczami śląskich organizacji mało kto wiąże swój region z jego historycznym centrum i ze śląskością. Przynajmniej tak było do niedawna. 

Nie da się ukryć, że tę inność widać gołym okiem. I choć w samym Opolu razi oczy ślad komunistycznej betonowej zabudowy z koszmarnym amfiteatrem w centrum miasta, to w wianuszku sąsiednich gmin urzeka niebywała prowincjonalność i ład. Kontrastuje z tym czasem budynek gminy, remiza, czy nowoczesny potworek w rodzaju sali weselnej, ale to margines. Bielone budynki z obowiązkową kapliczką na strychu są spojrzeniem w przeszłość Śląska. Jeszcze sprzed potężnej industrializacji przełomu XIX i XX wieku. Może dlatego Ślązak z GOP czuje się tu inaczej. Prószków jest właśnie takim miejscem. Spokojnym miasteczkiem z okazałym pałacem dawnych właścicieli Prószkowskich, starymi kamienicami na rynku, nietkniętym, XVIII-wiecznym układem ulic, bielejącym kościołem na wzniesieniu i typową dla Opolszczyzny pamiątką historii tej ziemi – tablicą pamięci poległych.

Stara zabudowa w Prószkowie Fot. Mateusz Styrczula
Stara zabudowa w Prószkowie
Fot. Mateusz Styrczula

Tablice te, raz wzbogacone o figurę Chrystusa, czasami tylko krucyfiks, a dość często o rażący wielu Polaków krzyż żelazny, upamiętniają cywilne i wojskowe ofiary. Co gmina to inne rozwiązanie. W gminie Prószków zdecydowano się na enigmatyczne Poległym/Gefalennen. Nie wiadomo kto poległ, jak, kiedy i czy napis po niemiecku ma także związek z narodowością tychże poległych, czy jest wyłącznie świadectwem dwujęzyczności gminy. W Tarnowie Opolskim (Tarnau) wybrano nieco absurdalne Spoczywajcie w pokoju w obcej ziemi. Sztuczne o tyle, że już wypisane poniżej nazwiska świadczą, że to najpewniej lokalna ludność, najwyżej na poły zgermanizowana przed I wojną światową, o czym świadczą imiona, ale już w żadnym wypadku nazwiska. Lichy, Kempa, Fornol, Wyrwow, Sobotta zapewne nie pochodzili ani z Nadrenii, ani nawet Saksonii. Czasami ci zabici to ofiary jednej, a najczęściej dwóch wojen światowych. Takimi pomnikami Śląsk Opolski stoi. Od północnych gmin powiatu prudnickiego po granicę z województwem śląskim. 

Panorama Prószkowa o zimowym zachodzie słońca Fot. Mateusz Styrczula
Panorama Prószkowa o zimowym zachodzie słońca
Fot. Mateusz Styrczula

I choć nikt do zdejmowania czarnych krzyży z pomników się nie śpieszy, to dla Suwerennej Polski – partii Zbigniewa Ziobry i Patryka Jakiego – Niemcy Opolscy są wrogami już od lat. To głównie mniejszość niemiecka straciła w 2006 roku na poszerzeniu granic Opola (a stamtąd pochodzi Jaki). Wchłonięto wtedy kilka etnicznie niemieckich ziem i dzięki temu obniżono liczebność gmin sąsiednich, co wpływa na przeliczanie głosów w wyborach. Posłowie partii Ziobry wielokrotnie pomstowali na wszystko, co przeczyło ich wizji homogenicznej Polski na podobieństwo polskich ultrapatriotów z województwa podlaskiego. Każdy znajdzie swojego „Białorusina”. Cdn

Mateusz Styrczula

Fot. auto

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • у лютым

    185 – 12 (24).02.1839 г. быў скліканы сабор вуніяцкай царквы, які прыняў рашэньне пра яе далучэньне да праваслаўнай царквы. Каля 1,5 мільёна вернікаў (на беларускіх землях) было далучана да праваслаўя, частка з вуніятаў стала рыма-католікамі. Вунія на землях Каралеўства Польскага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (408) – 28.02.1616 г. у Несьвіжы  памёр Мікалай Кшыштоф Радзівіл (Сіротка) – нар. 12.07.1549 г. у Цьмеляве, дзяржаўны дзеяч Вялікага Княства Літоўскага, перайшоў з пратэстанцтва ў каталіцызм, падарожнічаў па Блізкім Усходзе (1583 – 1584) і вёў дзёньнік, у Несьвіж запрасіў італьянскага архітэктара Я. М. Бэрнардоні, пабудаваў у
  • (256) – 28.02.1768 г. утварэньне Барскай канфэдэрацыі.
  • (173) – 28.02.(12.03.)1851 г. у Чуднаве на Валыні памёр Ян Баршчэўскі (нар. Y 1781(?) г.  у Мурагах на Полаччыне) – паэт і празаік, вучыўся ў Полацкай езуіцкай калегіі, выдаваў у Пецярбургу альманах «Niezabudka» (1840 – 1844), аўтар зборніка прозы «Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach» (Petersburg 1840). У красавіку 2019 г. у Чуднаве недалёка касьцёла была знойдзена надмагільная пліта з надпісам:  JAN BARSZCZEWSKI MIŁOŚNIK BOGA NATURY I LUDZI PISARZ NATCHNIEŃ  I CZUCIA. ŻYŁ CNOTLIWIE LAT 70. UMARŁ 28. LUTEGO 1851 ROKU. 12.09.2020 г. у Чуднаве устаноўлены помнік Я. Баршчэўскаму.
  • (122) – 28.02.1902 г. нар. Павал Гаўрыленка (пам. 2.02.1961 г.), жывапісец, заснавальнік Саюзу Беларускіх Мастакоў.
  • (97) – 28.02.1927 г. у Вільні выйшаў з друку апошні нумар грамадаўскай газэты „Наш Голас”.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2024 Czasopis