Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Dziennikarskie śledztwo

Zаgadkowa śmierć batiuszki (1)

W czerwcu minęła 36. rocznica tajemniczej śmierci prawosławnego proboszcza Narwi Piotra Popławskiego. Od 13 grudnia 2007 r. śmierć ta była jednym z elementów wielowątkowego śledztwa Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN dotyczącego istnienia związku przestępczego w MSW w latach 1956-1989. W 2014 roku to postępowanie zostało ostatecznie umorzone. W latach 2007-2008 prowadziłem własne, równoległe do tego prokuratorskiego z IPN, dziennikarskie śledztwo. Jego pokłosiem była obszerna publikacja z 2009 roku. Poniżej jej wersja uaktualniona, oczyszczona ze zbędnych z perspektywy czasu i kompozycji tekstu elementów faktograficznych oraz wypowiedzi osób, które nic istotnego w tej sprawie nie powiedziały. Część moich ówczesnych rozmówców już nie żyje, kilku, w tym duchowni, uparcie milczy, choć z racji bliskiej znajomości z Popławskim mieliby sporo w tym kontekście do powiedzenia…

Arkadiusz Panasiuk

15 czerwca 1985 roku

Piotr Popławski z Narwi nie był święty. Ten nieświęty, ale bardzo lubiany duchowny wyrusza rankiem 15 czerwca 1985 r. ze swojego domu samochodem marki „Polonez” w podróż, z której nigdy nie powróci. Siedem dni później grupka grzybiarzy znajduje go powieszonego w lesie niedaleko wsi Koźliki. Śledztwo przejmuje Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych w Białymstoku. Na miejsce zdarzenia udaje się grupa operacyjno-dochodzeniowa. Niedługo potem sam komendant, pułkownik MO Józef Cyndler, osobiście nadzoruje pracę swoich ludzi.

Tabliczka na metalowym krzyżu przy drzewie, na którym rzekomo powiesił się o. Piotr Popławski. Napis przeczy oficjalnym ustaleniom śledztwa
Tabliczka na metalowym krzyżu przy drzewie, na którym rzekomo powiesił się o. Piotr Popławski. Napis przeczy oficjalnym ustaleniom śledztwa

Sprawa jest, jak to się mówi, delikatnej natury, bo kapłan był osobą znaną, a jako dziekan narewski stał wysoko w hierarchii cerkiewnej. Na domiar złego Białostocczyzna była ciągle pod wrażeniem procesu toruńskiego, na którym skazano morderców księdza Jerzego Popiełuszki, co dla tzw. dobra śledztwa tworzyło kłopotliwy kontekst. Bo jak prawosławni nadinterpretują sobie to zdarzenie? A jeśli oczywisty wydawałoby się fakt targnięcia się na własne życie potraktują jako mord dokonany przez tzw. nieznanych sprawców?

Umorzyć śledztwo

Tragedia rodziny Popławskich nie mieściła się w głowie, bo wiele małżeństw, w tym małżeństwa kapłanów przeżywa kryzysy. Alkohol? To tajemnica Poliszynela. Duchowni wszystkich wyznań miewają z nim kłopoty. Mówi się, że Piotr Popławski był na życiowym zakręcie… Może. Za dużo tu jednak znaków zapytania, żeby zbyt łatwo ulec pokusie trzymania się tylko wersji oficjalnej – „samobójstwo”. „Nie zgodzę się z tym nigdy…” – pisała w dramatycznych listach do wszystkich możliwych urzędów żona duchownego, Irena. Czy kobiece serce może się mylić?

Płk Józef Cyndler: – 80 procent funkcjonariuszy SB WUSW w Białymstoku to byli prawosławni. Proszę z nimi rozmawiać… (Najwyższe decyzyjne kierownictwo bezpieki na Białostocczyźnie w ciągu swojej historii stanowili ludzie spoza społeczności prawosławnej/białoruskiej. Członkowie mniejszości dochodzili co najwyżej do funkcji szefa wydziału. Co oczywiście nie podważa faktu ich sporej liczby wśród zwykłych funkcjonariuszy. Wyjątek stanowi osoba płk Bazylego Grygoruka, II zastępcy komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w latach 1969-1975 – dop. autora).

Mjr Józef Cudowski, w tym czasie zastępca ds. SB RUSW w Białymstoku, formalny podwładny Cyndlera: –  Słyszałem o przypadku tego księdza. Ale nic więcej nie powiem, bo nawet emerytowanego oficera służb specjalnych obowiązuje tajemnica służbowa. Żadnych nazwisk, żadnych pseudonimów.

Ksiądz B.D., znajomy Popławskiego: – Pojechałem do Cyndlera i w oczy mu powiedziałem, że za śmiercią Piotra stoi MO. „Nie ma na to dowodów”, upierał się. Mnie nie przekonał. Znam się z Cyndlerem jeszcze z Białowieży, byliśmy tam kolegami.

Tadeusz Misarko, znany białostocki adwokat, milczy pytany o tamto śledztwo. 25 września 1985 r. jako zastępca prokuratora rejonowego umorzył postępowanie pisząc w uzasadnieniu co następuje: „W dniu 21 czerwca 1985 r. o godz. 10.20 mieszkaniec wsi Koźliki gm. Zabłudów Anatoliusz Dzikiewicz powiadomił Post. MO w Zabłudowie o znalezieniu w lesie w pobliżu tej wsi zwłok nieznanego mężczyzny wiszących na drzewie świerkowym (…). W toku przeprowadzonego postępowania nie ustalono osób, z którymi kontaktował się bądź w których towarzystwie przebywał Piotr Popławski od chwili opuszczenia domu w dniu 15 czerwca 1985 r. do czasu zgonu. Nie wiadomo też gdzie i z kim mógł spożywać alkohol, którego obecność w organizmie stwierdzono podczas sekcji. Oględziny samochodu „Polonez” stanowiącego jego własność jak i miejsce zdarzenia nie wykazały, by zostało zabrane jakieś mienie. Według zeznań Ireny Popławskiej ksiądz wyjeżdżając w dniu 15.06.1985 r. nie zabierał zegarka, a w domu pozostały użytkowe wyroby ze złota – obrączka, pierścionek i łańcuszek. Odnalezione w samochodzie pieniądze w kwocie 9.700 zł pozwalały na przyjęcie, że Piotr Popławski z kwoty 10.000 zł pobranej z domu mógł wydać w nieustalonym miejscu około 270 zł., gdyż w bilonie przy nim znaleziono 30 zł. W sprawie nie ustalono jakichkolwiek faktów świadczących o tym, by osoby drugie drogą przestępczego działania przez namowę lub udzielenie pomocy bądź też przez inne działanie w sposób bezpośredni lub pośredni mogły przyczynić się do zgonu księdza. Całość zebranego w sprawie materiału dowodowego pozwala na przyjęcie jednoznacznie, że Piotr Popławski popełnił samobójstwo przez powieszenie się. Motywy targnięcia się księdza na własne życie nie są znane. Żadne okoliczności w przedmiotowej sprawie nie świadczą, by zostało popełnione przestępstwo. Z powyższych względów postanawiam jak na wstępie”.

Kilka lat później nastąpił w Polsce ustrojowy przełom, więc do sprawy można było wrócić.

W 1991 r. przygotowano tzw. Raport Rokity (druk sejmowy nr 1104 z dnia 26.09.1991 r. wraz załącznikami – dop. autora), plon pracy komisji sejmowej do zbadania działalności MSW w latach 1981-1989. Podstawą pracy komisji była lista ponad stu przypadków gwałtownej śmierci. Rodziny zmarłych w przeważającej części działaczy oraz sympatyków „Solidarności” podejrzewały o to funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych PRL. W raporcie znalazły się również nazwiska duchownych, w tym Piotra Popławskiego.

Opinia prawna z raportu dotycząca śmierci proboszcza Narwi jest druzgocąca dla ex-prokuratora Misarko.

Ówczesny poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Edmund Krasowski, który się pod nią podpisał, były wiceszef IPN w Gdańsku zapewnia, że dziś zrobiłby to samo. – Esbecy oraz ludzie im powolni nie puszczą pary z ust. A formuła o tajemnicy służbowej to bezczelna próba unikania odpowiedzi. Śledztwo w sprawie tego księdza przy dobrej woli uznać można za przykład zwykłej partaniny. Jednak ja przy swojej wiedzy w takie przypadki po prostu nie wierzę. To był system naczyń połączonych: resorty siłowe – sądy – prokuratury. Nikomu z różnych powodów nie zależało na zbliżeniu się do prawdy.

Ze sprawozdania Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej

do Zbadania Działalności MSW

„(…) Uwagi dotyczące postępowania przygotowawczego w sprawie śmierci Piotra Popławskiego. 1/ śledztwo prowadzone bez właściwej w takich wypadkach dociekliwości koncentrujące się głównie na przesłuchiwaniu świadków z kręgu rodziny denata. Świadkowie ci tak z kręgu rodziny jak i znajomych nic szczególnego do sprawy nie wnoszą. Jedynie syn Andrzej Popławski /k-21 verte/ stwierdza, że ojciec był widziany przez niejakiego Józefa Paszkiewicza /ok. godz. 9.00/ w miejscowości Narew. Osoba ta miała mieszkać w Rochoczach (błąd, powinno być „Rohozach” – dop. autora). Syna nie przesłuchano dodatkowo szczegółowo na te okoliczności, a na k-44 notatka urzędowa stwierdza, że Piotr Popławski kupował gotowe deski od Mirosława Paszkiewicza zam. w Białymstoku, a posiadającym zabudowania w Iwankach-Rochoczach (błąd, powinno być „Rohozach-Iwankach” – dop. autora). Notatka zawiera stwierdzenie, że adresu wymienionej osoby nie ustalono i na tym badanie tegoż jakże istotnego śladu skończyło się. W obu postanowieniach o umorzeniu tak Prokuratury Rejonowej jak i Wojewódzkiej nie wspomina się o tymże jakże istotnym braku postępowania. Co więcej Prokuratura Generalna również nie usterkuje wspomnianej płytkości śledztwa. 2/ samochód denata znaleziono w dziwnych okolicznościach ze złamanym kluczykiem w stacyjce /k-28/ z opadniętą szybą. Nikt nie ustalał w drodze czynności operacyjnych czy Piotr Popławski /osoba znana/ był widziany w dniu 15 czerwca 1985 w okolicy pozostawienia samochodu. Żona Irena Popławska przesłuchana na k-28 verte zeznała, że prawosławny ksiądz z Zabłudowic (błąd, powinno byćZabłudowa” – dop. autora) relacjonował jej, iż otrzymał anonimowy telefon po zaginięciu jej męża. Z telefonu tego wg. relacji żony Piotra Popławskiego miało wynikać „iż są zwłoki”. Prowadzący przesłuchanie nie zadał pytania Irenie Popławskiej o nazwisko tegoż prawosławnego księdza i wskutek tego nie dokonano jego przesłuchania. 3/ postępowanie przygotowawcze zdaje się nadmierną wagę przypisywać zeznaniom dwojga dzieci /k-85-k87/ w wieku 10 i 8 lat, które poznały na zdjęciu Piotra Popławskiego. Co prawda dzieci zostały przesłuchane w obecności matek, ale osób dorosłych nie przesłuchano odrębnie na okoliczności czy i co ich dzieci relacjonowały odnośnie zaobserwowanego zdarzenia. Nie przesłuchano zaś dzieci przy udziale psychologa i nie sporządzono opinii, co do prawdomówności małoletnich świadków. Wobec tego, że ten fragment śledztwa jest niezwykle ważny to wymieniony brak jest niezmiernie istotny. 4/ Przez całe śledztwo nie zastanawiano się w ogóle nad pochodzeniem kabla, na którym wisiał Piotr Popławski. Dopiero po piśmie Prokuratury Generalnej z dnia 1986 – 04 – 15 na k-108 znajdzie się lakoniczne pismo RUSW w Białymstoku z dnia 1986 – 05 – 13 stwierdzające, że na kablu nie ma śladów linii papilarnych /nie ma ekspertyzy w tym zakresie/, a następnie przesłuchano Irenę Popławską, która stwierdziła, że jej mąż nie miał przewodu elektrycznego. Jednocześnie sprawę kończy enigmatyczna notatka urzędowa podpisana przez młodszego chorążego /k-111/, stwierdzająca, że nie dało ustalić się osób, z którymi kontaktował się Piotr Popławski po wyjściu z domu. Jeszcze raz na podkreślenie zasługuje fakt, że Prokuratura Generalna badająca akta w trybie nadzoru nie dopatrzyła się zasadniczych uchybień w prowadzonym śledztwie. 5/ Nie wyciągnięto chyba właściwych wniosków z dokumentacji fotograficznej /k-37 zdjęcie nr 3/ przedstawiającej zbliżenie miejsca powieszenia się. Piotr Popławski znajduje się twarzą do drzewa w jego bezpośredniej bliskości. Jest to niezwykle rzadki sposób powieszenia. Przyjmując bowiem wersję samobójstwa to istniała już po zarzuceniu sobie pętli bardzo skuteczna metoda uratowania się poprzez oparcie się rękoma o korę drzewa. Instynkt samozachowawczy w ostatniej chwili /gdy zaciska się pętla/ dyktuje takie zachowanie się. Piotr Popławski jak wynika z zeznań wielu świadków był osobą pogodną i daleką od myśli samobójczych. Jeśli nawet przyjąć, że w chwili śmierci był pod działaniem alkoholu to nie jest to czynnik na tyle silny, by unicestwić naturalne w takich wypadkach odruchy samoobronne. Dlatego też zasadniczą wadą śledztwa jest nie przywiązywanie wagi do stwierdzeń prof. Byrdy w protokole sekcji, gdy ta wraz z drugim lekarzem w pkt 4 opisuje otarcia naskórka na ramieniu i przedramieniu /również pkt f/. Nie można zasadnie przyjąć, że obrażenia te mogły powstać np. w czasie przechodzenia przez gęste zarośla. /k-40/. Nie da się natomiast wytłumaczyć skąd znalazły się podbiegnięcia krwawe na podudziach, które powstały wg opinii od urazów zadanych tępym narzędziem /k-40 opinii/. Opinia wyraźnie stwierdza, że powyższe obrażenia nie pozostają w bezpośrednim związku przyczynowym z zejściem śmiertelnym denata. W śledztwie do tego chyba najistotniejszego stwierdzenia nie przywiązano żadnej wagi. Nie przesłuchano autorów opinii na te okoliczności. Nie dopuszczono z urzędu drugiej opinii. Wreszcie nie skorzystano ewentualnie z opinii instytutu naukowego. Należało sięgnąć po proponowane środki dowodowe, ponieważ napotykano trudności ze znalezieniem świadków w towarzystwie których Piotr Popławski przebywał w dniu zgonu. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że tak poważnych mankamentów śledztwa nie dostrzegła Prokuratura Wojewódzka w Białymstoku, a w szczególności Prokuratura Generalna. W związku z powyższym wnoszę, zgodnie z art. 293 par. 3 o uzupełnienie śledztwa w wskazanym kierunku”.

Dzieci i mężczyzna wysokiego wzrostu

Dzieci bawiące się 15 czerwca 1985 r. w pobliżu lasu, w którym znaleziono zwłoki, po okazaniu zdjęć czterech mężczyzn wskazały wyraźnie na księdza Popławskiego. Starszy sierżant Milicji Obywatelskiej Sadowski notuje zeznanie Ewy Kenigsman: „Był to mężczyzna wysokiego wzrostu i średniego wieku. Posiadał brodę i wąsy. Również miał okulary ze szkłami ciemnymi. Był w koszuli koloru ciemnożółtego i w spodniach koloru ciemnego. Ten mężczyzna podszedł do nas i coś do nas mówił, lecz my go nie mogliśmy zrozumieć, to pokazywał puste pudełko po zapałkach i pokazywał trzy palce, co zrozumieliśmy, że mu chodzi o zapałki. Odpowiedzieliśmy, że zapałek nie mamy. Następnie ten mężczyzna wyłamał kawał kija i z tym zwracał się do nas przykucając na kolano jakby do nas strzelał, a my chowaliśmy się za krzaki. Będąc przy nas na głos nie rozmawiał. Potem poszedł drogą w las i zaraz udaliśmy się, gdzie poszedł, lecz na drodze leśnej już go nie było i musiał on gdzieś pójść w las. Innych osób z nim nie było i nikogo więcej nie widzieliśmy”.

Jeśli dzieci poza Popławskim nikogo w lesie nie spotkały, to przecież nie oznacza, że tam jeszcze kogoś z nim nie było. Także gest „trzech palców” nie musiał oznaczać prośby o trzy zapałki (dlaczego trzy, a nie jedną, albo dwie?). Niepotwierdzona informacja mówiła o uprowadzeniu księdza przez dwóch mężczyzn. A „strzelanie” za pomocą gałęzi, to mogła być próba dania do zrozumienia, że mu grożono, albo, że on na takie groźby jest przygotowany

Wizja lokalna przeprowadzona w 1992 r. na użytek podjętego ponownie postępowania nic nowego nie wniosła do tej relacji. Prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Białymstoku Janusz Kossakowski: „Nie zdołano w sposób jednoznaczny ustalić, gdzie Piotr Popławski przebywał w dniu 15.06.1985 r. po wyjeździe z domu do czasu spotkania w lesie w pobliżu Koźlik dzieci: Ewy i Marianny Kenigsman oraz Ireneusza Kowalewicza, a zwłaszcza, gdzie w tym czasie spożywał alkohol (i zabraną przez siebie konserwę mięsną). Wszystkie okoliczności sugerują, iż przebywał wówczas u którejś z osób zamieszkałych na terenie Zabłudowa w pobliżu miejsca, gdzie pozostawił swój samochód marki Polonez. Pojazd ten znaleziono w centrum miasteczka – obok placu, przy którym znajdują się wszystkie najważniejsze obiekty i instytucje Zabłudowa”.

Co z charakterystycznym milczeniem Popławskiego? Alkohol zwykle rozwiązuje języki, ludzie takiego usposobienia jak on z miejsca nawiązują słowny kontakt. A tu nic. Jak w pantomimie. Być może środek, który mu zaaplikowano spowodował takie skutki. To tylko spekulacja, ale już wiemy, że w tym czasie aktywnie działały specjalne odziały MSW zwane „grupami do zadań specjalnych dezintegracyjnych”, które „polowały” na duchownych. Używały metod kryminalnych (pobicia, podtruwanie, szkalowanie w anonimach), działały bez pisemnych rozkazów. Mówiono, że Popławski przypadkowo trafił na ślad zorganizowanego handlu darami, jakie otrzymywały Kościoły zza granicy w ramach akcji charytatywnych. Sugeruje to jego siostra w liście do kancelarii Sejmu PRL. Powszechnie wiadomo, że takie transporty były pod czujnym okiem policji politycznej. Pokusa, żeby sobie dorobić do pensji była dość duża. Zamknięto usta niewygodnemu świadkowi?: „(…) Zainteresowany kontrwywiad tuszowaniem sprawy wywiera wpływ na organa prokuratorskie (…). Piotr Popławski wielokrotnie przebywał poza granicami Polski. Należał do charytatywnej komisji darów zagranicznych”.

W IPN brak akt paszportowych księdza.

Księża milczą

Popławski według relacji świadków wyjechał z Narwi przed dziewiątą. Jeden ze znajomych księży minął go jadąc w przeciwnym kierunku. – Pomachałem mu na powitanie, ale zupełnie nie zareagował. Nie mógł mnie nie poznać. Musiał być zamyślony. Jechał w stronę Zabłudowa.

Plebania rzymskokatolicka w Zabłudowie co najmniej od lat 70. była miejscem, gdzie grano w karty, również hazardowo. Uczestnik tych gier, prawosławny ksiądz Aleksander Chilimoniuk, zeznał w 1992 r. w prokuraturze: „W grach tych brali udział: ks. Skarżyński, ks. Stanisław Kozłowski, ks. Rogowski i ksiądz Popławski”. (Chilimoniuk to człowiek, który odnosi rodzinie teczkę, jaka została odnaleziona przy zwłokach. Ten ewidentny dowód w sprawie nie został w ogóle zabezpieczony. Milicjanci po prostu ją mu oddali!).

Przesłuchany na tę okoliczność, wieloletni proboszcz w Zabłudowie, ks. Jan Skarżyński: „Nie znałem go i nigdy mnie nie odwiedzał”.

Ksiądz Stanisław Kozłowski, również posługujący swego czasu w Zabłudowie: – Nie znałem go, nie grałem z nim w karty, nie widziałem go w czerwcu osiemdziesiąt pięć! Te insynuacje nie są w duchu ekumenizmu..! Kozłowski rozłącza się. Ponowna próba telefonicznego połączenia nie przynosi rezultatu.

W 1981 r. do parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem świętych apostołów Piotra i Pawła przychodzą nowi duchowni, księża Józef Krysiewicz i Józef Hakało. Pierwszy zostaje proboszczem, drugi wikariuszem. (Pracownik Urzędu ds. Wyznań w Białymstoku w notatce służbowej z dnia 26.03.1983 r. pisze, że proboszcz prowadzi świecki tryb życia, pali papierosy i nosi cywilne ubrania. I że jedyne, co go interesuje to rozdział darów). Krysiewicz to duży, dobrze zbudowany ksiądz-emeryt. Patrzy prosto w oczy. Odpowiada pewnie. Próbuje zdominować rozmówcę: – Nie znałem Popławskiego. Nasi księża też go nie znali. Przesłuchiwali mnie w prokuraturze i też powiedziałem to samo. Do widzenia!

Niestety, nie mówi prawdy. Ani w 1985, ani w 1992 roku nie został przesłuchany. Podobnie, jak jego wikariusz, ksiądz Hakało, który w rozmowie telefonicznej również zaprzeczył jakoby kiedykolwiek widział i znał Popławskiego.

Z nieznanych powodów prokuratura pominęła tych potencjalnie ważnych świadków, tym bardziej, że wszystkie okoliczności wskazują na to, iż karciany proceder nie ustał na plebanii wraz z przejściem księdza Kozłowskiego z parafii Zabłudów do parafii w Sokolanach.

Według zachowanych w IPN w Białymstoku zapisów ewidencyjnych ks. Krysiewicz to tajny współpracownik „Mieczysław” („wyeliminowany z powodu niechęci” – 13.09.1989 r.). Ksiądz Hakało jest tam określony jako TW „Zygmunt” (data zdjęcia z ewidencji i przekazania do archiwum – 2.02.1990). Z tzw. zabezpieczenia od 25.01.1961 r. ks. Kozłowskiego zrezygnowano 3.01.1990 (TW „Bartek”). W przypadku księdza Chilimoniuka brak jakichkolwiek zapisów świadczących o możliwości agenturalnej współpracy. Podobnie jak w przypadku księdza Skarżyńskiego.

–  Znam takie przypadki, że ktoś według ewidencji był TW wydziału IV przez wiele lat, a potem okazywało się, że był rozpracowywany. Księża nie musieli podpisywać pisemnych zobowiązań do współpracy z bezpieką. Pseudonim nadawał zwykle oficer. I jeśli był np. zapalonym wędkarzem, to swoją agenturę oznaczał terminologią akwarystyczną – mówi Wojciech Fedorowicz z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Jak wielu innych pracowników tej instytucji przestrzega przed zbyt pochopnym wyciąganiem jednoznacznych wniosków. – Zapisy ewidencyjne świadczą na pewno o tym, że dana osoba była w polu zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Ale jaki charakter miało to zainteresowanie, wymaga dalszych badań. Trzeba być bardzo ostrożnym, tym bardziej, że jeśli chodzi o wydziały kościelne większość materiałów została zniszczona.

Ksiądz Eugeniusz Rogowski

Zmarły 11 sierpnia 1992 r. proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Narwi wydaje się jedną z kluczowych postaci w sprawie Popławskiego. Znali się od 1968 r., kiedy to obaj zostali proboszczami.

Ksiądz prawosławny Andrzej Popławski, syn Piotra Popławskiego mówi, że Rogowski był zaprzyjaźniony z ich rodziną. – Tata chodził z nim na ryby. Ksiądz Eugeniusz często nas odwiedzał, ojciec bywał u niego na plebanii. Po śmierci mówił nam, że w samobójstwo nie wierzy.

Ksiądz prawosławny B.N.: – To był porządny człowiek. Śmierć Piotra bardzo przeżył. Opowiadał mi, że zaraz po tragedii, będąc samochodem w tamtej okolicy zobaczył nagle zjawę przypominającą nieboszczyka: „Zacząłem do niego wołać, ale on zniknął w lesie. A ja jakbym na chwilę stracił przytomność”.

W prokuraturze Rogowski nie potwierdza jednak zażyłej znajomości z Popławskim. Kilka miesięcy przed swoją śmiercią zeznaje: „Odwiedzaliśmy się rzadko, np. z okazji świąt. Cele naszych spotkań były głównie religijne. Nasze spotkania, odwiedziny miały miejsce na plebanii u mnie lub też u ks. Popławskiego”.

Skąd ta powściągliwość? Czego się bał? O czym wiedział? Jego błyskawiczne przejście na parafię w Winnej Poświętnej z dniem 5 sierpnia 1985 r. nie było, jak twierdził nieżyjący dyrektor archiwum diecezjalnego w Drohiczynie ks. dr Eugeniusz Borowski, podyktowane tylko chęcią pomocy schorowanemu księdzu Urbanowi Filipiakowi. Fakty temu przeczą. Sekwencja wydarzeń, jaka poprzedziła wyjazd do Winnej, jest bowiem znamienna.

Z datą „27 czerwca 1985 r.”, czyli zaledwie 3 dni po pogrzebie Popławskiego do Urzędu Wojewódzkiego w Łomży (wydział ds. wyznań) trafia pismo biskupa Władysława Jędruszuka z pytaniem, czy urząd nie ma nic przeciwko nowej nominacji. To normalna wówczas procedura. Ordynariusz upewniał się, czy nowy ksiądz nie wzbudzi kontrowersji. Ale jest też pewne, że jakichś powodów ks. Rogowski nie chciał już przebywać w Narwi i na pewno o tym powiedział swojemu zwierzchnikowi. Ten zaś bardzo szybko podjął decyzję po jego myśli. O czym rozmawiali? Tego się nie dowiemy. Biskup Jędruszuk też już nie żyje.

Ksiądz Rogowski po 1985 r. został zarejestrowany przez SB jako kandydat na tajnego współpracownika. Do tego czasu był pod stałą obserwacją. Wielokrotnie swoimi poglądami narażał się władzy ludowej.

Ksiądz Andrzej Popławski: – W czwartek, dzień przed odnalezieniem zwłok taty podszedł do mnie ksiądz Eugeniusz. Stałem z wiernymi przy cerkwi. „- Jak to, gdzie był w sobotę piętnastego? – zdziwił się – Przecież był na herbacie”. „Herbatą” w Narwi wtajemniczeni określali spotkania przy kartach w Zabłudowie. Według księdza Andrzeja, ksiądz Rogowski potem kilkakrotnie zaprzeczał, że kiedykolwiek to powiedział.

Stanisław Choroszewski vel „Papik” alias „Kos

Właściciel fermy hodowlanej zmarły w listopadzie 1989 r. Przewodniczący koła rolniczej „Solidarności” w Narwi zarejestrowany przez IV wydział SB KWMO/WUSW w Białymstoku (Rozpracowywanie Kościołów i związków wyznaniowych, w pewnym okresie także inwigilacja rolników – dop. autora) jako tajny współpracownik „Kos”. Jego teczka w IPN to praktycznie puste okładki. Ktoś usunął całą zawartość.

Choroszewskiemu, zwanemu w Narwi „Papikiem” jedna z wieloletnich plotek przypisuje śmierć Popławskiego. (W prokuraturze żona Choroszewskiego określiła te oskarżenia jako absurdalne). Motywem zabójstwa lub współudziału w zbrodni miała być niechęć księdza wobec próby organizowania na tych terenach niezależnych, rolniczych związków. W tle jest jednak wątek osobisty.

Jeden z mieszkańców sąsiedniej Makówki opowiada prokuratorowi o tajemniczej liście „ponad 10 osób z Narwi i okolicznych wsi, które mają być zamordowane przez „Solidarność”. Jako pierwszy na niej, według tej osoby, miał być właśnie Piotr Popławski, a Choroszewski miał być rzekomo za listę odpowiedzialny.

Tę historię potwierdził również przyjaciel księdza Aleksander Wysocki, wieloletni prawosławny proboszcz z Klejnik, obecny wikariusz na Grabarce. – Piotr mówił mi o swoich obawach. W prokuraturze Wysocki zeznał: „W tym czasie ksiądz Popławski przeżegnał się w stronę ikony i powiedział, że otrzymał list, w którym grożą mu śmiercią”.

Zakładając, że taka lista rzeczywiście istniała, nie trudno zgadnąć, kto mógł być jej autorem. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych PRL monitorowało na bieżąco nastroje, jakie panowały w maleńkiej Narwi. Białostocka SB regularnie dostarczała informacji, m.in. o tamtejszej „Solidarności” (Echa tamtych wydarzeń łatwo znajdziemy w notatkach służbowych znajdujących się w aktach Sprawy Obiektowej „Bizancjum” prowadzonej przeciwko Kościołowi prawosławnemu w Polsce). Opisywana przez funkcjonariuszy niechęć prawosławnych wobec rolniczego związku mogła być operacyjnie stymulowana. W ten sposób poprzez anonimy, tajemnicze listy osób, rozpuszczane plotki budowano rzekome zagrożenie ze strony „Solidarności”.

Czy śmierć duchownego mogła być konsekwencją wymknięcia działań operacyjnych spod kontroli? To tylko przypuszczenia. Wiadomo tylko, że Popławski aż do końca czegoś się obawiał. W dokumentach prokuratorskich jest nawet wzmianka o tym, że chciał pożyczać broń myśliwską.

„Przegląd Wiadomości Agencyjnych”, nr 25/1985 (notka podana za „Tygodnikiem Mazowsze” nr 136/1985): „Ujawniono szczegóły tajemniczej śmierci księdza prawosławnego Piotra Popławskiego. Miano go znaleźć w lipcu (błąd, powinno być „w czerwcu” – dop. autora) w lesie nad Narwią powieszonego. Przed zniknięciem ksiądz ostrzegał „Solidarność” w swej cerkwi przed infiltracją ze strony służby bezpieczeństwa. Mimo zawiadomienia o zniknięciu księdza, milicja przez tydzień nie wszczęła poszukiwań i zajęła się tą sprawą dopiero wtedy, gdy „anonimowy telefon” powiadomił ją, gdzie znajdują się zwłoki. Lekarz prowadzący sekcję zwłok odmówił podpisania protokołu, mówiącego o samobójczej śmierci przez powieszenie, ponieważ w ustach zmarłego znaleziono ziemię zaś na ciele były wyraźne ślady bicia i tortur. Protokół podpisała niezawodna – jak w przypadku ks. Popiełuszki – prof. Byrdy. Ponieważ mimo wszystko wersja o śmierci samobójczej jest nie do utrzymania, władze insynuują, że księdza mógł zabić jakiś fanatyczny katolik. Hierarchia prawosławna nie zabiera w tej sprawie głosu, ale fakt że księdza pogrzebano w poświęconej ziemi w asyście bpa Białegostoku Sawy, dowodzi że nie zgadzają się one z wersją oficjalną.”

Kryptonim lub pseudonim „Cygan”

Przed zniknięciem ksiądz ostrzegał „Solidarność”… przed infiltracją ze strony służby bezpieczeństwa… Czy Popławski ostrzegał rolników przed „Kosem”? Mógł to robić. Czerpiąc być może wiedzę od znajomych funkcjonariuszy SB. Dziś już wiadomo, że takie kontakty na pewno były.

Piotr Popławski, syn Adama, urodzony 12 lipca 1941 r. figuruje w pomocach ewidencyjnych do materiałów archiwalnych byłego wydziału „C” KWMO/WUSW w Białymstoku. Jednostką zdającą akta do archiwum był wydział IV WUSW Białystok.

(Cdn)

Arkadiusz Panasiuk

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў лістападзе

    450 – 12.11.1572 г. у Заблудаве памёр Рыгор Хадкевіч, гетман Вялікага Княства Літоўскага, выдатны беларускі дзеяч, апякун супрасльскай лаўры, заснавальнік у Заблудаве першай на Падляшшы друкарні, а таксама манастыра, школы ды шпіталя. 305 – 20.11.1717 нар. Георгій (пам. 13.02.1795 г.), праваслаўны архіепіскап …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis