Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Felieton

Freski hodyszewskie

Kościół w Hodyszewie, który dawniej był cerkwią, był zawsze bliski memu sercu. W niedalekiej wsi Ściony mieszkali moi dziadkowie, u których byłam u nich częstym gościem. Moja rodzina była jedną z czterech ostatnich rodzin prawosławnych w tej niewielkiej wsi. Dzisiaj Ściony są zamieszkałe wyłącznie przez katolików. Relacje mojej rodziny z sąsiadami układały się bardzo dobrze. Ludzie szanowali się wzajemnie, a wyznanie nie było przeszkodą, by się przyjaźnili i służyli innym pomocą.

Babcia czuła się głęboko prawosławna, ale co roku przyjmowała księdza po kolędzie, kupowała opłatek, którym potem dzieliliśmy się obok prosfory na juliańskiej wigilii. Co roku też cała rodzina jechała do Hodyszewa na najważniejszy w parafii odpust, na Zielone Świątki. Babcia zabierała swój stołeczek, na którym siadała w kościele i słuchała mszy. Myślę, że był to jej wyraz szacunku do sąsiadów, z którymi spędzała życie. Razem z nią staliśmy i my. Potem szliśmy na stragany po błyskotki, pistolety na kapiszony, lizaki i watę cukrową. Ciepło wspominam tamte wydarzenia, i zawsze lubiłam kościół w Hodyszewie. Po ostatniej wizycie polubiłam go jeszcze bardziej.

Otóż w jego wnętrzu pojawiły się nowe freski. Oprócz tego, że są kolorowe i przyjemne dla oka, zawierają dodatkowe walory. Ich autor zatroszczył się o wierność historyczną w każdym szczególe. Na przykład scena ukrzyżowania. Widać, że artysta nie projektował ot tak sobie, czerpiąc natchnienie z własnej wyobraźni, ale przeczytał kilka książek na temat historii, ówczesnej Jerozolimy i kultury starożytnego Rzymu. Nie ma tu strzelistych kilkunastometrowych krzyży na ogromnej górze, z patrzącymi spod chmur skazańcami. Krzyże na których wieszano przestępców wyglądały właśnie tak, jak je przedstawiono: niewysokie, najwyżej 160 cm wysokości, raczej w kształcie litery T, z przybitymi tabliczkami nad głową na których pisano przewinę, a skazańcy wisieli tuż nad ziemią patrząc właściwie prosto w twarz tym nielicznym osobom, którym pozwolono zbliżyć się do miejsca kaźni. Golgota to nie wielka góra, ale zwykłe skaliste wzniesienie, jakich wiele w otoczeniu miasta. Nie mam wątpliwości, że autor w Jerozolimie był i skały naocznie widział, bo dokładnie takie skały do dziś znajdują się wokół Jerozolimy.

Patrząc na ten fresk możemy mniej więcej wyobrazić sobie jak to było i czym było – Jerozolima to mała zapyziała mieścina, a mistyczna Golgota to miejsce zakurzone i zwyczajne do bólu zębów. Kruk na krzyżu, taki mały szczególik, a świadczy że artysta wiedział co robi, bowiem w ówczesnym zwyczaju było pozostawianie ciał na krzyżu na wiele dni po śmierci. Wydane na pastwę żywiołów i ptaków, które licznie zlatywały na upiorne uczty. Jezus został zdjęty z krzyża jedynie dlatego, że był Żydem, i zbliżał się szabat, co regulowała umowa zawarta pomiędzy Rzymem a mieszkającymi w nim Żydami. Reszta wisiała dopóki ich ciała same nie odpadły z krzyża, i tak dogorywały. Następnie wrzucano je do zbiorowej mogiły, a raczej wykopanego dołu, nie zasypując nawet ziemią.

Śmierć na krzyżu była śmiercią haniebną, dlatego zmarły nie miał prawa do pogrzebu. W pobliżu tego miejsca zawsze stali żołnierze pilnujący, by rodziny przypadkiem nie wykradły zwłok, by je pochować. Jedyne do czego mogę się przyczepić to przepaski na biodrach skazańców. Żadnych przepasek nie było, bowiem przestępcy byli krzyżowani nago – hańba musiała być absolutna i nie było od tego wyjątków. Podejrzewam jednak, że na obecnym etapie rozwoju kulturowej i społecznej świadomości ukazanie trzech wiszących mężczyzn w negliżu mogłoby się okazać zbyt wielkim szokiem dla odwiedzających kościół, więc powiedzmy, że tę niezgodność dobrodusznie wybaczam. Tym bardziej, że na freskach ukazani są nie tylko starożytni Rzymianie i Żydzi, ale też lokalni mieszkańcy Hodyszewa i okolic.

Oto bowiem Trzech Magów stoi na tkanym, całkiem podlaskim dywanie. Widywałam takie dywany w podlaskich chatach. A pastuszek jest najwyraźniej tutejszym Rusinem odzianym w lnianą koszulę z tradycyjnym, czerwonym haftem. Bardzo miły ukłon w stronę przeszłości, gdy te ziemie zamieszkiwała w większości ludność wschodniosłowiańska wyznania prawosławnego, a następnie unickiego, a obecny kościół był jeszcze cerkwią. Nawiązań do historii jest więcej. Na freskach odnajdziemy wieśniaczki ubrane w wiernie odtworzone ludowe stroje, gliniane naczynia, drewniane ławy i podlaskie kapy.

Ukazano też całkiem współczesne czasy, jak uroczystość koronacji obrazu z 1980 r., w których uczestniczy rodzina odziana całkiem współcześnie: dziewczynka ubrana w różowe legginsy i trampki, mama w garsonce, a tata w garniturze. Doprawdy, dlaczego na obrazach i freskach mielibyśmy oglądać średniowiecznych bądź renesansowych jegomościów? Wszak w każdej epoce artyści starali się przybliżyć wiernym niebiańskich świętych chociażby przez przyodzianie ich w odzież, którą oni sami nosili. W oddali widać stary budynek cerkwi zbudowanej jeszcze za czasów carskich, a z góry zstępuje świetlista wizja obecnego kościoła nawiązującego nota bene swoją formą do wschodniosłowiańskich bazylik poprzez obecność wielkiej kopuły.

Ode mnie wyrazy uznania, tym bardziej należne za postawę wyjątkową w czasach, gdy niewygodne, czy niepoprawne politycznie dziedzictwo jest raczej usuwane i zapominane. Bardzo jest to miłe, bardzo, i wzruszające. Poza tym w Hodyszewie zmieniło się niewiele. Nadal jest tu spokojnie, pięknie i po ludzku, a wokół wsi i kościoła wciąż unosi się jak dawniej zapach krów i świeżego mleka.

Ewa Zwierzyńska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў лістападзе

    450 – 12.11.1572 г. у Заблудаве памёр Рыгор Хадкевіч, гетман Вялікага Княства Літоўскага, выдатны беларускі дзеяч, апякун супрасльскай лаўры, заснавальнік у Заблудаве першай на Падляшшы друкарні, а таксама манастыра, школы ды шпіталя. 305 – 20.11.1717 нар. Георгій (пам. 13.02.1795 г.), праваслаўны архіепіскап …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis