Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

To język Wielkiego Księstwa Litewskiego

Mijają właśnie dwa lata, odkąd w Czasopisie uruchomiłem stałą rubrykę w języku prostym. Od dawna swoje szkice na tej swojskiej mowie na naszych łamach publikuje też (z mojej namowy) pochodząca spod Gródka olsztyńska pisarka Tamara Bołdak-Janowska. Z kolei zamieszkały w Pradze białoruski dziennikarz i publicysta Jan Maksymiuk od kilkunastu lat systematycznie nadsyła nam artykuły i felietony, pisane „po svojemu”, w rodzinnym języku podlaskim. Jego żona Halina w tym zapisie natomiast publikuje wspomnienia i opowieści obyczajowe.

Teksty w nieliterackich odmianach języka białoruskiego oraz w dialektach – w różnych zapisach alfabetycznych – niewątpliwie wzbogacają i uatrakcyjniają nasz miesięcznik, przez co rośnie zainteresowanie tak czytelników jak i co raz to nowych autorów, nadsyłających artykuły i opowiadania napisane „po svojemu”.

To niezwykłe językowe zjawisko zostało zauważone nawet przez naukowców. Prof. Oleg Łatyszonek z Uniwersytetu w Białymstoku, znany w środowisku białoruskim aktywista, dwa lata temu poddał wnikliwej analizie znaczenie popularyzowanych w naszym miesięczniku – jak to określił – mikrojęzyków wschodniej Białostocczyzny. W uniwersyteckim wydawnictwie „Pogranicze. Studia Społeczne” opublikował obszerne rozważania na ten temat. Główną tezę zawarł w tytule publikacji – „Dlaczego nie „po swojemu”, zdecydowanie sceptycznie odnosząc się do prób upowszechniania pisania w nieliterackich odmianach języka białoruskiego.

Obszerną polemikę z Łatyszonkiem w ubiegłym roku w letnim numerze Czasopisu zamieścił Jan Maksymiuk. Odniósł się, co zrozumiałe, tylko do kwestii promowanego przez siebie języka podlaskiego. Drugi aspekt pozostał właściwie bez echa. Rozważaniom na temat języka prostego Łatyszonek poświęcił zresztą stosunkowo niewiele miejsca. Podkreślił, iż jest to zupełnie inny problem badawczy niż „swoja mowa”, ale wywody zakończył równie sceptycznie.

Język prosty jest mi bardzo bliski, bo to moja mowa matczyna, cały czas we mnie żyje. Na Białostocczyźnie tak silnie zakorzeniona, ma wspaniałą wielowiekową tradycję i historyczne znaczenie. Bez niej nie byłoby języka białoruskiego i Białorusi. Dlatego zabolało mnie lekceważące, bez jakiejkolwiek troski, podejście Łatyszonka do tematu. Aby odnieść się do jego rozważań, potrzebowałem jednak czasu. W ubiegłym roku w rubryce „Pa prostu” co miesiąc pisałem o swoich ustaleniach i odczuciach na temat języka prostego. To była też swego rodzaju polemika z rozważaniami Łatyszonka. Ponieważ pisałem o tym nie inaczej, tylko po prostu, teraz najważniejsze kwestie i wnioski dla szerszego ich zrozumienia sformułuję po polsku.

Dla mnie język prosty jest niejako drugim językiem białoruskim, nieliterackim. To z pozoru sprzeczne stwierdzenie jest jak najbardziej uprawnione. Bowiem to język prosty legł u podstaw literackiego języka białoruskiego, był jego pierwowzorem. Dlatego nieprecyzyjne i niesprawiedliwe jest klasyfikowanie go jako gwary, dialektu czy mikrojęzyka. Te mają przecież wszędzie stosunkowo niewielki zasięg, tymczasem językiem prostym posługiwało się niegdyś kilka milionów ludzi – od rzeki Narwi na południu, opłotków Białegostoku i rzeki Biebrza – a nawet Goniądza, Wizny i Ełku – na zachodzie po Wileńszczyznę na północy, Grodzieńszczyznę i Ziemię Mińską na wschodzie. Nietrudno zauważyć, iż obszar ten w dużym stopniu pokrywa się z granicami Wielkiego Księstwa Litewskiego. Stąd oczywisty wniosek, iż język prosty to język dawnej Litwy, do której wiele wieków należała Białostocczyzna. Jest zatem u nas zakorzeniony od zamierzchłych czasów. To wcale nie język pogranicza, ale państwa współtworzącego sławetną Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ową potęgę Wielkopolan i Wielkolitwinów.

Trochę historii

Język prosty zaczął formować się w średniowieczu w wyniku procesów osadniczych jako krzyżówka jaćwiesko-słowiańska. W pierwszych wiekach drugiego tysiąclecia ziemie nad Narwią, Bugiem, Świsłoczą i Niemnem zamieszkiwali głównie Bałtowie. Dość liczne były już też skupiska plemion słowiańskich, zwłaszcza po tym jak uciekały tu, gdy od Kijowa zaczęto je chrzcić ogniem i mieczem. W podobny krwiożerczy sposób wiarę w Jedynego Boga Jaćwingom narzucali Krzyżacy. Lud ten po ostatecznym pogromie pod koniec XIV wieku rozproszył się po bagnach i lasach między innymi naszej Sudowii w rozlewiskach Supraśli, Biebrzy i Narwi. W ten oto sposób los połączył jednych i drugich pogan, którzy często czcili w dodatku podobnych bogów. Dlatego ze sobą raczej nie walczyli, a odwrotnie – rody z czasem się łączyły, choć potem górę wzięła Słowiańszczyzna, asymilując do cna Jaćwingów. Bez wątpienia towarzyszyło temu wymieszanie się mowy jednych i drugich. W ten sposób zrodził się właśnie język prosty, nadal ewaluując oczywiście w kolejnych stuleciach. Jego rozkwit nastąpił w czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego, zwłaszcza w XVII i XVIII wiekach, kiedy stał się na tych terenach powszechny. W ciągu następnych dwóch stuleci opierał się, długo skutecznie, ekspansji języka rosyjskiego, a następnie polskiego.

Należy tu jeszcze wspomnieć o języku staroruskim, czy też starobiałoruskim, jako urzędowym w WKL do końca XVII w., kiedy ostatecznie z oficjalnych dokumentów wyparła go polszczyzna. Niewątpliwie był on podobny do języka prostego, a raczej staroprostego. W spisanych w języku ruskim dokumentach z szesnastowiecznych Metryk Litewskich a także Statutach Litewskich można znaleźć wiele archaicznych słów podobnych do wyrazów z języka prostego, przetrwałych nawet do naszych czasów. Trzeba jednak pamiętać, iż język kancelaryjny, urzędowy, różnił się od języka ludu. Tak było, jest i będzie. Przecież i dzisiaj mowa potoczna jest inna niż urzędowa.

Dlaczego prosty

Podobno określenie „prosty” jako nazwa języka wzięło się stąd, iż dawniej posługiwał się nim prosty lud. Mowa panów, dworów, urzędów, także duchownych była inna, przyniesiona z ośrodków władzy, które te tereny kolonizowały, podbijały bądź zawłaszczały w inny sposób. Ci panowie, szlachta i „pamieszczyki”, jednak językiem prostym całkiem swobodnie władali, przede wszystkim w kontaktach ze służbą i dominującą wokół ciżbą chłopską, które innej mowy nie znały. Co więcej, pańskiej polszczyzny (śpiewnej) albo „wielikorusskogo języka” używali przede wszystkim w kontaktach urzędowych i na salonach. W zaciszu domowym bardzo często rozmawiali właśnie po prostu. Bo chcąc nie chcąc asymilowali się niejako z masami pospólstwa autochtonów. Nie wspominając o nowych osadnikach, sprowadzanych na te tereny przez owe ośrodki władzy. Nigdy nie było ich znowu tak wielu, aby mogli zdominować autochtonów. Językowo asymilowali się zatem błyskawicznie. Nawet Tatarzy, którzy bardzo szybko przeszli na język prosty właśnie. Asymilacja zawsze dotyka mniejszość, nigdy odwrotnie, choćby ta mniejszość była z wyższych sfer. To tak jak z prawami fizyki.

Wyprowadzanie etymologii nazwy języka prostego tylko od „prostego ludu” jest błędne, jako że w średniowieczu językiem staroprostym posługiwali się też kniaziowie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Król Władysław Jagiełło objął tron w Krakowie, ale polska mowa była mu obca. Na spotkaniu z wielkim księciem litewskim Zygmuntem Kiejstutowiczem zimą 1434 r. w Krynkach rozmawiał z pewnością w mowie historycznej Litwy, czyli w języku staroprostym.

Był to język prosty, bo oczywisty, swój. Inne, np. polszczyzna, były… zagmatwane. Dotyczy to nie tylko tych terenów. Tubylcy pojęcia prosty w odniesieniu do własnego języka używali przed wiekami także na innych pograniczach słowiańskich. Musi to być pojęcie bardzo stare, a współcześnie trudne do końca do zrozumienia.

– Chaj riecze prosto (po prostu), ibo nie razumieti nam! – tak mogło brzmieć w średniowieczu przywołanie wypowiadane przez lud tutejszy w kontaktach z obcymi.

Wydaje mi się, iż taka banalna w gruncie rzeczy nazwa „prosty” utarła się dlatego, że w powszechnym odczuciu ludu, który tym językiem się posługiwał, był on właśnie prosty i naturalny. W odróżnieniu od „pańskiej” polszczyzny czy mowy carów, nie mówiąc o łacinie. Język cerkiewno-słowiański to zresztą także twór sztuczny.

Jedną z przyczyn zamierania języka prostego jest to, że przypisywany był głównie do ludzi ze wsi, a więc niewykształconych, zacofanych, uważanych za gorszych. Tymczasem po prostu wieki całe rozmawiano też w miastach i miasteczkach. Szeleszczący gwar tej swojskiej mowy jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było usłyszeć na ulicach Białegostoku, Grodna, Wilna, w Gródku, Krynkach, Sokółce, Lidzie… I nie tylko z ust chłopów zjeżdżających z okolicy na targ. Język prosty dominował we wszystkich wsiach wokół Białegostoku, które obecnie są jego dzielnicami – w Pieczurkach, Dojlidach, Bagnówce, Pietraszach, Starosielcach.

Po prostu rozmawiali nie sami wszak chłopi, ale też mieszczanie i szlachta. W dawnych wiekach była to mowa bojarów litewskich, dopóki się nie spolonizowali. Ten język dobrze znał Adam Mickiewicz, a w Mińsku (Litewskim) przemawiał w nim Józef Piłsudski.

Wygląda na to, że językiem prostym na obszarze WKL całe wieki posługiwało się nawet do 80 proc. ludności. Na mojej Sokólszczyźnie jeszcze sto lat temu tak rozmawiali niemal wszyscy rodzimi mieszkańcy. Nie licząc Żydów w miasteczkach, choć i oni doskonale znali ten język (bo przecież nie wychwalali towarów w swych kramach w jidysz). A nasi Tatarzy, gdy przybyli w XVII wieku w te strony, szybko asymilowali się właśnie w języku prostym, polskiego tu wówczas prawie nie było. Nikt jakoś nie mówi, że ta ludność w Bohonikach, Drahlach i Kruszynianach jeszcze do niedawna rozmawiała po prostu. Specjały Dżennety Bogdanowicz mają nazwy właśnie w tym języku, np. słynny pierakaczewnik lub bezdusznik.

To nie mikrojęzyk, ani gwara lub dialekt

Jeszcze raz podkreślam, że język prosty to samodzielny historyczny język WKL. Oczywiście nie wszędzie był on identyczny, co jest zjawiskiem naturalnym. Przecież jeszcze dziś nawet typowo polskie wsie gdzieś w głębi kraju mają własne słownictwo, inne niż sąsiedzi. Tymczasem język prosty był (i jeszcze poniekąd jest) w miarę jednolity na rozległym obszarze. Rodzimy język sokólski jest bardzo, ale to bardzo zbliżony do rodzimego aż prawie pod Mińskiem. Co ciekawe ten język wszędzie – także na Wileńszczyźnie – zwą właśnie „prostym”, a sam się przekonałem, że wszędzie brzmi prawie identycznie.

Gwary i dialekty mają to do siebie, że występują na stosunkowo niewielkich obszarach, charakteryzując się dużą różnorodnością, nierzadko nawet między sąsiednimi miejscowościami. Ale język prosty nie jest aż tak zróżnicowany jak język podlaski z okolic Bielska i Hajnówki, gdzie często mieszkańcy sąsiadujących ze sobą wsi rozmawiali i jeszcze rozmawiają podobnie, ale jednak nieco inaczej. Precyzyjnie już dawno zarejestrowali to naukowo badacze na czele z profesorami Elżbietą Smułkową i Michałem Kondratiukiem, sporządzając mapy językowe, odzwierciedlające zróżnicowane słownictwo i różną wymowę charakterystycznych wyrazów. Wielokrotnie sam się o tym przekonałem, bywając w różnych zakątkach naszego regionu. Podobnie jak podczas częstych podróży po Białorusi uświadomiłem sobie niezwykłe, niemal stuprocentowe, podobieństwo języka prostego tam i u nas.

Prosta mowa pod Mińskiem

Często przypominam sobie obrazek z początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy małym fiatem odbyłem podróż do swych dalekich kuzynów pod Mińskiem, którzy w 1945 r. opuścili rodzinną Nietupę pod Krynkami, poganiani przez polskie podziemie zbrojne. Miałem ich adres, jako że nasze rodziny utrzymywały ze sobą kontakt listowny. Najpierw zajechałem do Mińska, aby załatwić sprawy służbowe. Poprosiłem kolegę z zaprzyjaźnionej redakcji ukazującej się wówczas niezależnej gazety Swaboda, aby pomógł mi zabrać się do wsi Ściepużyce w kleckim rejonie. Taki adres widniał na noworocznej pocztówce, którą miałem ze sobą. Tej miejscowości kolega nie mógł jednak znaleźć w atlasie samochodowym. Na szczęście posiadał jeszcze wojskową przedwojenną mapę sztabową. Tam Ściepużycze były zaznaczone. Z trudem dotarliśmy jednak do celu, gdyż drogi na mapie nie pokrywały się ze współczesnymi. Poza tym okazało się, iż Ściepużycze i pobliskie wsie administracyjnie zostały połączone w osiedle kołchozowe o nowej nazwie. W końcu zapytaliśmy napotkanych mieszkańców o mych kuzynów. Kiedy podjechaliśmy pod ich dom, już zmierzchało. Domownicy szykowali się właśnie do snu. Do dziś pamiętam ich radość i łzy w oczach na mój widok.

Gospodyni naprędce przygotowała smakowitą kolację, stawiając na stół kwartę samogonu zaczerpniętą z bańki stojącej w sieniach. Biesiadowaliśmy do późnej nocy. Kuzyn z początku był nieco zdziwiony, iż nie rozmawiam po polsku. Wytłumaczyłem, że pod Krynkami wciąż rozmawiamy po prostu. Niemal identycznie jak oni pod Kleckiem, co od razu zauważyłem. Tylko towarzyszący mi kolega rozmawiał czysto po białorusku, co pamiętam trochę kontrastowało. Kuzyn opowiedział mi o swoim życiu i losach rodziny, a mnie rozpytywał o Nietupę, Ostrów, Krynki… Zapytałem, czy chciałby jeszcze odwiedzić strony rodzinne. Odpowiedział, że jak rankiem wyjdzie przed dom, to wydaje mu się, że tuż za lasem jest jego Nietupa. Wszystko tu podobne, nawet ten sam język prosty…

Nazajutrz przybiegł do nas wnuczek gospodarzy, który u dziadków był akurat na wakacjach. Jakież było moje zdziwienie, gdy i on odezwał się czysto na naszej śpiewnej prostej mowie.

Swojska Wileńszczyzna

Jakiś czas temu na kanale Youtube natrafiłem na nakręcony po rosyjsku dokument „Język, którego nie ma”. Opowiada on o mowie autochtonów zamieszkujących Wileńszczyznę. Pytane co to za język osoby w filmie określają go tak jak u nas – prosty („prostaja mowa” albo „prosty jazyk”). Wnikliwie wsłuchując się w zapis rozmów smakowałem swojskie słowa z ich miękką wymową. „…A tut starejszyja takija i czuć maładziejszyja wieczaram źbiarucca u niadzielu… pieśni śpiawali, a teraz nichto” – tak przed kamerą wspomina swą młodość babula ze wsi Świrany. Gdybym nie wiedział skąd ona, mógłbym pomyśleć, że z mego Ostrowia. Gdzie Wilno, a gdzie Sokółka! Niech ktoś wskaże takie miejsce 300 km od obojętnie jakiej wsi w powiecie bielskim czy hajnowskim, gdzie rozmawiano by w tym samym języku podlaskim. Wliczając nawet pewną unifikację-ujednolicenie dokonane przez Jana Maksymiuka. Co prawda na białoruskim Polesiu można usłyszeć jeszcze podobny do podlaskiego język, ale nie taki sam. Tymczasem język prosty wszędzie jest niemal jednakowy.

Prof. Oleg Łatyszonek słusznie zauważył, iż oba te języki stwarzają inny problem badawczy. Różnica jest też taka, że językiem prostym posługują się tak prawosławni jak i katolicy, zaś podlaskim wyłącznie prawosławni.

Na Wileńszczyźnie po prostu rozmawiają przeważnie miejscowi katolicy, nazywający siebie Polakami. O tym w Polsce za bardzo się nie mówi. Dla językoznawców jest pewnym kłopotem przyznanie, że rodzimy język większości Polaków na Litwie to nie polski, ale prosty, czyli ruski. To da się wytłumaczyć. Wystarczy pojechać za Sokółkę, w stronę Janowa, Korycina i Dąbrowy Białostockiej, aby zaobserwować identyczne zjawisko.

Na Wileńszczyźnie język prosty niegdyś dominował. Jeśli nawet w jakimś majątku właściciele rozmawiali po polsku, to okoliczną mowę doskonale rozumieli, żyjąc przecież w jej morzu. Tak jak Jurewiczowie w Juryszkach z serialu „Boża Podszewka”. Po emisji pierwszych odcinków pod koniec 1997 roku oburzeni kresowiacy zarzucili reżyserce Izabelli Cywińskiej, iż pokazała nieprawdziwy i wyjątkowo niepochlebny obraz życia mieszkańców Wileńszczyzny. Nie jest to słuszna ocena, gdyż serial jest ekranizacją wspomnień pochodzącej stamtąd autorki. Trudno posądzać ją o to, że w książce opisała coś, co nie miało miejsca. Twórcy serialu nie zadbali jednak należycie o autentyzm wielu scen i dialogów. Brakuje w nim przede wszystkim języka prostego. Aktorzy, którzy wcielili się w role chłopów, wprawdzie wypowiadają czasem kwestie jakoby w miejscowym języku, ale nie wiedzieć czemu po… ukraińsku.

„Mużyckaja praŭda” i fanpejdże

Prekursorem pisania w języku prostym był przywódca powstania styczniowego na Litwie Konstanty Klinowski. Na mowie swego ludu wydawał gazetę „Mużyckaja praŭda”. Osadzony w więzieniu w Wilnie pisał po prostu „Listy z-pad szybienicy”. Wtedy nawet do głowy mu nie przyszło, że masy rozmawiające w tym języku z czasem przejdą na Wileńszczyźnie na litewski, na terenie dzisiejszej Białorusi na rosyjski, a na Białostocczyźnie na polski.

W druku język prosty prawie nie zaistniał. Ale w literaturze, także tej wielkiej, jakże często można natrafić na jego ślady. Tym oryginalnym słownictwem w swej genialnej twórczości posiłkował się już wieszcz Adam Mickiewicz. Szkoda, iż polscy apologeci „czystej” polszczyzny skutecznie wyczyścili oryginalny język jego poezji, w którym było np. e pochyłe i z pewnością wymawiał on tylnojęzykowe ł, miał wschodni melodyjny akcent.

Z mowy prostej najwięcej słów przeszło oczywiście do literackiego języka białoruskiego, nieco także do polskiego. Literacka białoruszczyzna zrodziła się zaledwie nieco ponad sto lat temu wśród pisarzy i poetów oraz w gabinetach uczonych, dla których bazą wyjściową był właśnie język prosty. Współczesny literacki język białoruski jednak znacznie się już różni od swego pierwowzoru. Zresztą i język polski jest dziś inny, znacznie uboższy. Słownictwo zawęziło się najbardziej za sprawą radia i telewizji, a ostatnio Internetu, narzucających własne suche komunikacyjne wzorce i trendy językowe.

Niektórzy zreflektowali się zatem, że za ich życia zamiera jakże piękna i naturalna mowa prosta. Choć przyczyny są oczywiste i w dużej mierze obiektywne, to żal jednak pozostaje. Szczególnie, gdy uświadomi się sobie, że wymiera oto ostatnie pokolenie, całe życie rozmawiające po prostu. Tak jak ojcowie, dziadowie, pradziadowie… Z tego powodu w ostatniej niemal chwili pojawiły się rozpaczliwe próby wyciągania języka prostego z zaciszy domowych na światło dzienne, do Internetu. Już wiele lat temu na fejsbuku ktoś założył fanpejdż „Razmaulaj pa prostu” z zabawnymi memami. Mniej więcej w tym samym czasie w Internecie pojawiła się strona Padlaska Cyberwioska. Jeszcze wcześniej, bo pod koniec lat dziewięćdziesiątych, po prostu zaczęło nadawać satyryczne internetowe Radio Chlew. Co ciekawe, te inicjatywy były dziełem internautów spod Sokółki i Dąbrowy Białostockiej, przeważnie katolików. Kiedy w 2011 roku powstał popularny w powiecie portal iSokolka.eu, niemal od razu zainicjowany tam został blog (wspomnieniowy) „Pa prostu”. Z kolei w Dąbrowie Białostockiej zorganizowano nawet konferencję naukową i zrealizowano pokaźny projekt poświęcony językowi prostemu. W ubiegłym roku ukazał się tom, będący owocem tych działań. Wszystko to za sprawą przede wszystkim Jerzego Białomyzego, dyrektora dąbrowskiej szkoły, a obecnie wicestarosty sokólskiego. Wspomnieć też należy o „Słowniczku gwary gminy Suchowola”, zebranym przez uczniów tamtejszego liceum.

Jak pisać po prostu?

W końcu język prosty na dobre zagościł i w Czasopisie. Długo dylematem była dla mnie forma zapisu. Początkowo stosowałem klasyczną łacinkę białoruską z „haczykami”, wprowadzoną na początku XX w. przez prekursorów białoruskiej państwowości. Odwołałem się zatem do historycznej tradycji, uświadamiając sobie, że taki zapis ma w sobie też nadzwyczajną urodę. Akurat wtedy w moje ręce trafił dowód osobisty (paszport) mego przodka, wydany w 1917 r. przez administrację niemiecką w Sokółce. Wszystkie rubryki były w nim dwujęzyczne – po niemiecku i obok po białorusku łacinką. Pomyślałem, że skoro tak sporządzano ważne dokumenty dawniej, to należy się na tym wzorować i obecnie. Nie uwzględniłem jednak aspektu praktycznego, wynikającego ze współczesnych przyzwyczajeń i nawyków czytelników. Jeden z nich powiedział mi, że takie teksty wygodniej byłoby mu czytać w alfabecie polskim, czyli z cz, sz, ż zamiast liter z „haczykami”. Podobną radę dał mi też znajomy z Mińska, który napisał w mejlu, że powinniśmy pisać – tak po prostu, jak i po białorusku – z użyciem polskich, a nie czeskich liter.

Po jakimś czasie przeszedłem zatem na polską łacinkę z jednym wszak wyjątkiem. Zostawiłem samogłoskę u „krótkie”, która w języku polskim przeszła w ł lub w. Tymczasem po naszemu słów w rodzaju Australia nie da się zapisać zgodnie z wymową, nie używając litery ŭ. Bez niej należałoby być może pisać „Ałstralja”, a to przecież dziwoląg.

Z liternictwem sobie zatem poradziłem. Gorzej ze słownictwem i gramatyką. Starając się pisać po prostu tak autentycznie jak tylko mogłem, nie uniknąłem niestety polonizmów i białorutenizmów. Czytelnicy to zauważyli, wskazując niekiedy moje pomyłki językowe w rodzaju „tylko” zamiast „tolko”. Cóż, naleciałości polskie i białoruskie (z radia i sceny) przeniknęły do języka prostego na tyle silnie, że dziś trudno je nawet niekiedy zauważyć.

Drugim problemem okazał się ograniczony zasób słów. W żywej formie język prosty praktycznie już nie występuje. Prostą mowę można wprawdzie jeszcze gdzieniegdzie usłyszeć, chociażby na poniedziałkowym rynku w Sokółce, ale większość oryginalnych i w pełni autentycznych słów tego języka wyszła z użycia. Najwięcej z dziedzin życia dziś nie występujących – tradycyjnych zajęć chłopskich i rzemiosła. Z kolei nowe wyrazy, które weszły i ciągle wchodzą do codziennego użytku wraz z postępem cywilizacyjnym, nie mają odpowiedników w języku prostym. Siłą rzeczy trzeba po nie sięgać do polskiego bądź białoruskiego.

Ten były język Wielkiego Księstwa Litewskiego nigdy nie doczekał się choć namiastki własnej gramatyki. Dlatego i tu jedynym wyjściem jest posiłkowanie się wzorcami polskimi lub białoruskimi.

Język prosty jak wyznacznik tożsamości

Pisanie w języku prostym jest zatem ogromnym wyzwaniem, ale mimo tych przeszkód ma wielki sens. Żeby pokazać jego bogactwo i specyfikę, już od ponad dwudziestu lat skrupulatnie spisuję minisłownik w oparciu o rdzenną mowę prostą mego rodzinnego Ostrowia i ziemi kryńskiej. Rejestruję przede wszystkim nie występujące już charakterystyczne wyrazy, nigdzie przedtem nie zapisane, których nie ma ani w białoruskim, ani w polskim słowniku bądź mają inne brzmienie i wymowę. Szczególnie cenne są dla mnie słowa pochodzenia jaćwieskiego, jakich niemało przeniknęło do mego ojczystego języka prostego. Udało mi się – i to w ostatniej chwili – zapisać kilkaset oryginalnych słów, przeważnie od dawna już przez nikogo nie używanych. Wyłuskałem je ze swej pamięci, jak i z rozmów „pa prostu” z rodzicami, gdy jeszcze żyli.

Jak widać moje amatorskie dociekania przywiodły mnie do zgoła innych wniosków niż w popularno-naukowych rozważaniach Olega Łatyszonka, który całkiem zmarginalizował historyczne znaczenie języka prostego i błędnie zinterpretował motywy jakże szczytnych prób ocalenia go od zapomnienia. Moja fascynacja tą mową to żadna tam – jak stwierdził kolega profesor – „afirmacja wiejskości i bunt wobec miejskiej wysokiej kultury, posługującej się literacką polszczyzną”. To bowiem przede wszystkim dług moralny wobec przodków i historii, by oddać cześć i podkreślić rangę języka prostego jako ważnego składnika tutejszego polsko-białoruskiego dziedzictwa i wyznacznika naszej tożsamości. To bowiem nie lokalny folklorystyczny dialekt, ale osobny język. Język Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Jerzy Chmielewski

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis