Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Słova na viêtrovi

8. Jabłyko zhody

Ne bôjsie, neviêstko,

Dobre tobiê bude:

Samy žorna melut,

Sama stupa tovče,

Medviêď chliêba napeče.

(Pudlaśka vesiêlna piêsnia)

Ksenia perepłakała ciêłu nôč. Ne do spania jôj było. Mołodša bratova dočka vertiêłasie pobuč, musit, jôj było dušno, bo nôč była velmi tepła, ale Ksenia odvernułsie od jijiê plečyma, prytisnuła ščoku do poduški i płakała.

– Jak vôn môh mniê sieje zrobiti? – dumała vona, a slozy niby horoch kotilisie po jeji ščokach i spłyvali na podušku. – Utikati mniê z domu čy jak? Preč ne viêdaju, što mniê teper robiti. Naveť nichto ne spytavsie, što ja dumaju…

Usio počałosie para liêt tomu, koli vmer baťko. Ksenia tohdy była šče pudliêtkom. Pojiêchali do žniva, i baťkovi zrobiłosie nedobre, vôn schvativsie za sercie, zapluščyv očy i vže jich ne odpluščyv. Pravda, velmi dušno było, i vôn ostatnim časom pohovoruvav, što sercie jomu vaguje, ale chto ž môh podumati, što tak raptôvno pomre? Jomu ž ono sorok pjať liêt było. Mati, odychodiačy od rozumu, jakoś perezimuvała, ale na vesniê vmerła i vona.

Starêjšy brat Marko, kotory tože žyv u Hrabuvciovi, pujšov u prystupy do Pavłovych i dobre jomu žyłosie z Dusioju, hospodar z joho byv čuť ne na ciêłe sioło. A hospodarku po baťkach pereniav mołodšy, Vołodia. Ne dosyć, što hospodarka była velika, to šče brat i koni hodovav, pro kotory čuli daleko za Biêlśkom. Ksenia žyła v joho na pryčôpku, ale ne zadarmo, bo praciovała jak nevôlnicia: chodiła na pole i do siêna, i korovy dojiła, i diti pilnovała, i jiêsti varyła. Tiažko jôj było, ale vsio dumała, što chutko pôjde na svoje. A taja viêďma Valečka, Vołodina žônka, šče j na jijiê kryvo diviłasie. Ne raz svaryłasie na Kseniu, što zapomału praciuje, što nesłuchniava.

Jak nedavno do mołodšoho brata zahlanuv starêjšy, to Ksenia čuť joho ne poprosiła, kob vziav jijiê do sebe, ale povstydałasie.

A Marko dovho jôj pryhladavsie i nakuneć skazav:

– Ty preč do mamy podôbna, Kseniu. Tak samo choroša. I kosa jasna, i očy sini, i tvaryk mały, i ščupła soboju. Pevno, chłopci vže za toboju očyma strylajut, – vôn zasmijavsie. – Zamuž chutko oddavati budemo našu sestrôńku, – Marko morhnuv u storonu Vołodi.

Ale mołodšy brat ono prymružyv očy i złôsno na jijiê podivivsie. Musit, ne spodobałosie jomu, što takuju roboču siłu pryjdetsie z domu vypustiti. Vôn dobre znav, što vona spotykajetsie z Petrom od Daniłovych. I, pevno, čuv uže od ludi, što Petro zbirajetsie pryjti v divosnuby. Ono čerez dviê nediêli, bo same prypała rokovaja obiêdnia po Petrovum diêdovi.

Ksenia velmi Petra polubiła. Joho baťki tože ničoho protiv ne miêli, kob mołodyje povinčalisie. Kseniu vsiê v seliê chvalili, bo ne dosyć što hoža, to šče j robôtna, i vse do vsiêch miło odnositsie, často vsmichajetsie. Ne prôjde, kob do koho-leń ne zahovoryti. Ale brat z bratovoju čomś jijiê ne lubili. Prynajmi tak odčuvała Ksenia i maryła vže ob tôm, kob jak najchučêj vyjti zamuž.

A disiaka ciêły sviêt zavalivsie. Do Vołodi pryjiêchav znakomy ažno z Knorozôv, z-za Biêlśka, Korniło. Chotiêv kupiti konia, žerebcia. Z Korniłom vony poznakomilisie na rynkovi v Biêlśku i vže tohdy dohovorylisie pro kuplu konia. Teper vony pujšli podivitisie na koni, a Ksenia z bratovoju počali šykovati obiêd. Musit, dohovorylisie dobre, bo Vołodia vujšov u chatu môcno zadovolany. A Korniło, jak ono pobačyv Kseniu, to j ne dumav pro baryš. Vodiv za jeju svojimi zelonymi očyma. Spodobałasie vona jomu, i to šče jak. Kseni vôn zdavsie trochu zastary, musit, z deseť liêt starêjšy za jijiê. Dobre odiahnuty, u połotnianuj rubašci i temnych nahaviciach, na nohach boty zo skôry, z dovhimi cholavami, nibyto v oficera. Vidno było, što vôn ne z biêdnych. Mužyk ničoho sobiê, vysoki, chorošy, ale vona jim naveť ne zainteresovałasie, podajučy na stôł.

– Nu i choroša tvoja sestra, Vołoďka. Ne oddav by ty jijiê zamuž, za mene? – zapytavsie raptom Korniło, uvažno divlačysie na Kseniu.

A v jôj zamerła ciêła duša. Vona šyroko odpluščyła svojiê očy i stała dychati jak ryba, kotoru vytiahnuli z vody, chutko i płytko. I ono krutiła hołovoju, niê, niê.

– U mene hospodarka velika, ja, jak bačyš, čołoviêk nebiêdny, dobre jôj u mene bude. Mniê vže najvyžšy čas ženitisie. Mati vže žyti ne daje: „Oženiś i oženiś!”. Žadna mniê šče tak do sercia ne prypała, jak tvoja sestra. U mene mati i try sestry, byv brat, ale vmer. I ojčym umer. Ciêła hospodarka prypadaje mniê, – tiahnuv daliêj Korniło. – Knorozy velika vjoska, choroša. Zemla v mene dobre rodit, ne toje što v mojoho ojčyma, a ja čołoviêk spokôjny, nebitlivy. Vypivaju ono tohdy, koli treba, i to ne zamnôho. Umiêju čytati i pisati. Nu i što vy na sieje skažete?

Korniło podivivsie na Vołodiu i Valu, potum na Kseniu. A vona, mało dumajučy, utekła na kuchniu i prysiêła na zapikovi.

– O bač, mołodoje to j durnoje, – zasmijavsie Vołodia. – Zavstydałasie. A ty, Korniło, ne žartuješ?

– To ž po durnici ne budu hovoryti. Velmi mniê tvoja sestra spodobałasie. Žadnoji inšoji ne choču. I posahu ne musiš mniê davati. Mniê chvatit odna Ksenia. Ono vesiêle pomožete spraviti.

– A ty dumaješ, što v mene na posah ne bude? – skazav Vołodia. – Ono siête vsio tak raptôvno…

– Ty, Vołodia, zamnôho ne dumaj, – ticho odozvałasie Vala. – Takaja okazija dla tvojeji sestrê može druhi raz ne trapitisie.

Vony vypili šče po kiliškovi, zakusili.

– Kseniu, chodi siudy! – poklikav sestru Vołodia.

Koli Ksenia vchodiła na chatu, pud jeju pudhinalisie nohi, a vona sama była jak očmeniêła, ne mohła povorušyti jazykom.

– Vydamo tebe zamuž, što ty na siête? Podiviś na Korniła i pryvykaj. Po Prečystuj vypravimo vesiêle. A za tyždeń pojedemo do Knorozôv na rozhlady i dohovorymsie, što i jak.

Korniło vstav od stoła, pudyjšov do Kseni, obniav jijiê i pociłovav v obiêdvi ščoki. Vona tôlko teper zavvažyła, što v joho takije samy jasny vołosy, jak u jijiê. Chotiêła štoś skazati, ale jak ono hlanuła na brata, to zatisnuła huby i promovčała. Korniło tym časom stav zbiratisie do odjiêzdu. Poproščavsie z usima, pryvezav kuplanoho žerebcia do voza, nałožyv na hołovu šapku z kozyrkom, hlanuv šče raz na Kseniu i pojiêchav.

A Ksenia počała płakati i narykati na brata.

– Što ja tobiê takoho zrobiła, što ty mene ot tak prodav jakomuś staromu diaďkovi. Ty ž dobre znav, što Petro za tyždeń pryjde v divosnuby. Za što? – zakryčała. – Ne pujdu za joho, ne pujdu, i vsio!

– Pôjdeš, pôjdeš! – Vołodia raptom zazłovav. – I perestań kryčati. Šče mnie podiakuješ koli-leń, što takoho muža tobiê najšov. Podiviś, jaki hospodar, jakoho konia kupiv. Što pry jôm tvôj Petro, sama podumaj…

Ksenia vže ničoho bôlš ne hovoryła, ono stała płakati. Pratała zo stoła i płakała, potum myła posudu i daliêj płakała, dojiła korovy i płakała. I tak do samoho večora. I jak zaplitała nanuč kosu, i jak myłasie, i jak rozdiahałasie, i jak lahała.

A rano lude v seliê vže stali hovoryti, što Ksenia pôjde zamuž za bohatoho hospodara z Knorozôv, što vže za tyždeń v rozhlady pojiêdut. Valečka, vjadomo, usio roznesała. Uvečery pryjšov Marko, braty dohovorylisie, što v rozhlady pojiêdut razom, obhovorat usio, što i jak, vesiele zrobiat jak sliêduje, hrošy i jiêdła dla sestrê škodovati ne budut. Vony ž najbohatšy hospodarê v seliê, i kob lude jich ne obhovoruvali, napojat vsiêch hosti i nakormlat dosyta, muzykanta zhodiat i posah dla Kseni dadut, nechaj sobiê ne dumajut u Knorozach, što Korniło hołodranku bere za žônku. Zatoje ani kuska pola ne treba bude oddavati, ani liêsa, ani łonki. Kob išła za Petra, treba było b baťkuvščynu diliti, a tut obôjdetsie i tak. Braty dohovorylisie, što i korovu dadut, i paročku porosiat dokinut.

Ale Ksenia vsio płakała i płakała.

– Ty ono teper hledi jijiê, – skazav na odychôdne Marko. – Kob jakojiś durnici ne včovpła. Ne vjadomo, što jôj teper do hołovy pryjde.

I Vołodia, pravda, spravivsie. Kudy b Ksenia ne obernułasie, to chtoś vse koło jijiê byv. Jak ne Vala, to plemjannicia, abo Valina mati, kotora dožyvała koło dočki. Kažny miêv dla jijiê  jakiś zaniatok. A Petro ne pojavivsie. Mnôho liêt puzniêj Ksenia doznałasie, što obadva braty pujšli do joho i rozhovorylisie z jim, trochu postrašyli, trochu peretłumačyli, i vôn perestav šukati sposôbnosti, kob jijiê pobačyti.

I tak vsio pomału išło do vesiêla. Pojiêchali v rozhlady.

Dôm Korniła stojav na počatku sioła, na velikum pudvôrkovi. Kurnik z kuryma byv odhorodžany od rešty pruhmenia. Na łonci, daleko za kłunioju, paslisie korovy, a v druhuj zahorodi hahotali husi. Na ciêłum pruhmeni było čysto, vidno było, što hospodar z Korniła poradočny. Za chatoju byv sadok, na derevach same čyrvoniêli jabłyka i dospivali osiênni hrušy. A za sadkom paslisie koni.

I pryniali jich jak sliêduje. Ale Kseni ničoho ne tiêšyło, ani toje, što Korniło ne spuskav z jijiê svojich zelonych očy, ani podarunok od joho, – biêła chustka v drôbny kviêtočki, – ani toje, jak rozchvaluvała jijiê budušča testiova.

– Nu i krasuniu vy nam pryvezli, – Sońka, Korniłova mati, až plasnuła v ruki. – Teper vže znaju, čom Korniło nie perestaje ob tobiê hovoryti, odkôl vernuvsie z Hrabuvcia, – vona zvernułasie do Kseni.

Ale taja ono bliêdneńko vsmichnułasie i spustiła hołovu.

– Ty takaja nesmiêła, čy tobiê môj syn ne podobajetsie? – zapytałasie Korniłova mati.

– Podobajetsie, podobajetsie! – odrazu zakryčali v odin hołos braty. – Ničoho ž jomu ne brakuje, kromi žônki, – braty zasmijalisie.

Ale Sońka teper raz-za-razom stała zakłopočano pohladati v storonu Kseni i tiažko vzychati.

Korniłovy sestry hulkali na jijiê z cikavostieju, ale vidno było, što nic proti Kseni ne majut, što chotiêli b z jeju i pohovoryti, i, možlivo, naveť podružyti. Mani było šysnadceť, Lubi štyrnadčeť, a najmołodšuj Poli dvanadceť.

– Ty, sestrôńko, ne płač, – skazav jôj Marko, koli vže jiêchali dodomu. – U žyci i hôršy rečy byvajut niž starêjšy čołoviêk. Vôn i hospodar dobry, i do ludi stosôvny. Tak mniê kazali knorozuvciê, ja tut zo vsima pohovoryv. A i sioło dosyć velikie, ludi mołodych mnôho. I chata velika, sama bačyš, mati rozumna, ne chitruje, jak jôj što ne podobajetsie, odrazu pravdu v očy rubaje.

Ale Ksenia perepłakała šče para nočy. Ono raz pobačyła svojoho Petra v cerkvi na Prečystu, ale vôn naveť ne divivsie v jeji storonu. Raz ono hlanuv, koli batiuška čytav zapoviď, jakby chotiêv jôj skazati, što to miêła byti zapoviď na jich vesiêle.

Dniê do vinciu biêhli velmi chutko. Baby šykovali posažny sunduk. Obiêdvi bratovy dali Kseni po dva kilimy, po dviê płachty, paru soročok, try sajany – dva na budionny dniê, odin na prazniki – i paru chustok. Ale najchorôščy podarok dostała Ksenia od Marka, vôn kupiv jôj novy čereviki. Ciêły koryčniovy, zo skôry, na neveličkum občasikovi, šnurovany. Prosto čudo!

A potum batiuška jich zvinčav, było hučne vesiêle, połožyli jich spati v komory, a na druhi deń raneńko pojiêchali perezvoju do Knorozôv. Ksenia dovho ohladałasie na dôm, na Hrabuveć, a potum prytuliłasie do svojeji peryny i tak prodrymała ciêłu dorohu.

I počałosie zvyčajne žycie. Ksenia, pryvykšy do tiažkoji roboty v brata, ne miêła nijakich problemuv, kob pomohati testiovuj abo vychoditi v pole. Nebavom počałosie kopanie kartopel, kopciovanie na zimu. Ale z Korniłom Kseni ne žyłosie dobre. Ne lubiła joho i vsio. Ničoho ne pomahało; ani podarunki, ani zahladanie jôj u očy, ani pohovôrki z testiovoju čy z samym Korniłom.

Odnoho dnia zobrała Ksenia trochu manatkuv u torbu i vtekła. Korniło dohoniv jijiê na koniovi vže za Rypnievom. Złôsno schvativ jijiê za pojas, posadiv pered soboju na konia i povjôz nazad. Zdaryłosie tak para razôv, i narešti Korniło ne vyderžav. Połožyv jijiê na koniovi, zader sajana i para razy sperezav svojim paskom žônku po sraci, jak małoje ditia… Dobre, što nichto ne bačyv, ale Ksenia tohdy popopłakała.

– Ty nedobra, – złôsno vyhovoruvaa jôj testiova. – Vôn tebe tak lubit i šanuje, a ty joho tak kryvdiš. Jak tobiê ne stydno?

I Korniłovy sestry stali na jijiê kryvo divitisie, bo velmi svojoho brata považali i lubili.

A Korniło odnoho večerf schvativ jijiê za vołosy, zavołôk na łôžko i skazav:

– Jak šče raz poprobuješ takoje zrobiti, to ja ne vyderžu i šče tebe pokryvdžu. Ne šanuješ mene, diti ne majemo, ono svaryšsie zo mnoju, a otroki na seliê vže smijutsie z mene, što z baboju poradku ne vmiêju zrobiti. Tak daliêj byti ne može. Kuda ty vtikaješ? Dumaješ, što tam u Hrabuvciovi chto-nebuď tebe čekaje? Utečeš i što budeš robiti, jak braty tebe ne pryjmut? Podumaj sobiê! A tvôj Petro pokine svoju žônku i diêti i bude z toboju žyti? Tak dumaješ? Zdavałosie mniê, što ty ne ono hoža, ale i rozumna, ale baču, što v tebe z rozumom ne velmi…

Para dniê byv spokuj, ale posli počynałosie vsio nanovo, ono vtikati Ksenia perestała.

A navesniê vrodivsie jim syn, Demjan, i Korniło narešti miêv z čoho tiêšytisie. A do Mani ažno z Narojok pryjiêchali v divosnuby, i vona zhodiłasie vyjti tudy zamuž. Šykovałosie vesiêle, i Mania pojiêchała do Pasynok, do svojakuv, kob jich zaprositi. A v tych svojakôv akurat hostiovav stary diaďko Chvedur. Vôn byv takim znachorom abo šeptunom, trochu zahovoruvav, pomahav ludiam z raznymi vrokami i porčami. I Mania rozkazała jomu, jak žyvut Korniło z Ksenioju.

– Znajete, mniê škoda mojoho brata, vôn dla jijiê hory perenosiv by, a vona nic, ono vtikaje od joho, abo svarytsie, velmi nezhôdno vony žyvut…

Chvedur podumav, pokrutiv hołovoju, a potum vziav jabłyko, pomolivsie nad jim i prykazav Mani:

– Jak zajiêdeš do brata, to pererêž jabłyko napołovinu i daj jim zjiêsti, kažnomu po kuskovi, ono hledi, kob nichto inšy toho jabłyka naveť ne poprobuvav.

Mania podiakuvała i, koli vernułasie dochaty, zrobiła vsio tak, jak prykazav šeptun.

U nediêlu Ksenia pujšła do sioła podivitisie na vesiêle v Karpovych. Ale dovho ne vyderžała.

– Stoju ja, pryhladajusie mołodym, a mene mahnitom do mojoho Korniła tiahne, – rozkazuvała Ksenia svojôj neviêstci mnôho liêt puzniêj. – Ja ne vyderžała i pujšła do joho. Zusiêm ne viêdała, što zo mnoju diêjetsie. Ja podiviłasie na joho, a vôn mnie prypav taki chorošy, taki dobry, i ja počułasie velmi ščaslivoju, što ja joho žônka. Jak my tojiê nočy lubilisie! Ja dotôl ne znała, što mniê može byti tak dobre. I od toho času vsio pominiałosie, jakby mene chtoś začarovav. Ja polubiła joho tak, jak vôn lubiv mene. My poładilisie odno z odnym i stali dobre žyti. I diti nažyli šestioro, i biêženstvo razom perežyli, i vernulisie znov do Knorozôv, i maju nadiêju, što razom i pomremo.

(protiah bude)

Halina Maksymiuk

Ilustracija: Aleksandr Makovski „Nadojiêła” (1897)

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis