Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

„Rządzity i miety hroszy”

Równy miesiąc przed wyborami do Parlamentu Europejskiego miałem okazje porozmawiać z pewnym starszym panem ze wsi Istok (gm. Dubicze Cerkiewne). Był to bardziej monolog niż rozmowa, ale wysłuchałem go cierpliwie. Jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że ten głos – choć być może nie wyraża opinii większości mieszkańców gminy – jak papierek lakmusowy spełnił funkcję jednoosobowej sondy mającej później odzwierciedlenie w faktach.

Do Uniji treba kob iszli dobry lude. Tyji szczo rząd i tyji szczo Polszczu budut choronyty, ny obsyraty. Bo koliś obsyrali. Takije Róża ne Róża – znajete o koho chodit. Berki – szmerki. Toj szczo buł premierom to treba kob uże w więzieniu sidiew, bo jak wuon buł premierom to byli samy afery. A wuon puszow bacz na jakoje stanowisko! A sioj pokazuje szto można rządzity i miety hroszy! Jeżeli w Warszawi ne maje poradku, to wsiem serunam dobre, a jeżeli tam porządek to treba pilnowatysia, bo mohut poperednioho, mohut zwolnity. I prawdu każu, nie?

Potem zaś przyszedł 26.05.2019. Na naszych oczach dzieje się historia – oto jedna z moich pierwszych reakcji na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego i zwycięstwa PIS w prawosławnym jądrze wschodniej Polski – Dubiczach Cerkiewnych i Kleszczelach. Po raz pierwszy w historii III RP partia prawicowo-narodowa wygrała w tradycyjnie opozycyjnych wobec tej opcji, w większości prawosławnych rejonach wschodniego Podlasia. Co prawda w zaledwie dwóch gminach z około 10-12 stanowiących jądro żywiołu białoruskiego na Podlasiu, nieznacznie, ale mimo wszystko fakt ten zasługuje na uwagę i analizę.

Podziały wyborcze na wschodnim pograniczu województwa nie są oczywiście dziełem przypadku. Prawosławni chłopi uzyskawszy przed wojną prawa wyborcze z oczywistych przyczyn popierali partie mniejszościowe czy socjalistyczne. Błędnym jest założenie że wynikało to z wiary w jakąś konkretną ideologię. Świadomość wyborcza bazowała i w dużej mierze wciąż bazuje na emocjach, afiliacji religijnej i regionalnych subtelnościach niż na akademickich dyskursach nad programami partyjnymi. Jeżeli przed 1939 Narodowa Demokracja pod hasłami Wielkiej Polski Katolickiej zakładała asymilacje tak polskich Żydów, Ukraińców jak i Białorusinów w unitarnej Rzeczpospolitej z wyśnionej przez Dmowskiego przyszłości toteż nie może dziwić, że mniejszości nie podejmowały samobójczych wyborów politycznych. Byłoby to zwyczajnie niezgodne z jakąkolwiek logiką. Rozczarowanie Sanacją jaka zaczęła wprowadzać w życie bardzo podobny plan zwłaszcza pod koniec lat 30-tych zepchnęło wszystkich Rusinów od Łemków do Białorusów do narożnika, a często wręcz wypchnęło poza granice prawa. Korzystała na tym lewica (chłopska, czy robotnicza) oraz białoruska Hramada. W pierwszym wypadku głosowałeś na tego, który akcentował biedę i ciężki los „mużyka”, a w drugim po prostu na „naszoho”. Totalna odmiana nadeszła w 1945 roku.

Krzyї w Istoku, gm. Dubicze Cerkiewne (Fot. Mateusz Styrczula)
Krzyї w Istoku, gm. Dubicze Cerkiewne
(Fot. Mateusz Styrczula)

W latach PRL nowa ludowa władza bazując na pryncypiach równościowych dała dołom społeczny awans, a ganiła „panów” i „kułaków”. To dało Białorusinom pierwsza realną szansę na współdecydowanie o swoich małych ojczyznach bez względu na pochodzenie. W myśl zasady dziel i rządź komuniści umiejętnie rozgrywali i podgrzewali fakt wielu dziesięcioleci marginalizacji ruskiego chłopa i pozycji katolickiego szlachcica zza miedzy. Fakt ten miał ogromne konsekwencje również co do wyborczych preferencji Białorusinów w III RP tradycyjnie wspierających lewicę i centrum. Po pierwsze trudno jest oduczyć się pewnych wyborczych nawyków od tak, nie odtrąca się ręki jaka nie bije (a wręcz karmi), a po drugie w społecznościach wiejskich z reguły nieznane i nowe stoi w opozycji do sprawdzonego.

Aby poważnie rozmawiać o preferencjach wyborczych wśród mniejszości jako takich, nie można jednak nie zauważyć pewnych analogii i prawideł niezależnych od naszej, polskiej rzeczywistości. Mniejszości wyznaniowe czy religijne zazwyczaj głosują w sposób, który moglibyśmy nazwać obronnym/zachowawczym dla własnej tradycji i kultury. Tym samym w opozycji do partii reprezentujących tradycje i kulturę żywiołu dominującego. Stąd Polacy na Wileńszczyźnie konsekwentnie głosują na Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, katolicy w Indiach przenigdy nie zagłosują na nacjonalistyczną, hinduistyczną BJP obecnego premiera Modiego, a Koptowie w Egipcie będą popierać swoich współwyznawców, a nie np. Bractwo Muzułmańskie. Z prostej przyczyny – bliższa koszula ciału. Tak jak imigranci z zasady starają się trzymać razem, uczyć dzieci języka ojczystego i wychowywać na ile to możliwie w związku z kulturą przodków, tak też zagrożone zniknięciem i asymilacją grupy będą chciały w jakiś sposób proces ten zatrzymać i głosować na partie o otwartym charakterze członkowskim, inkluzywne i akcentujące choćby w sferze deklaracji interesy każdego obywatela bez względu na pochodzenie, czy wyznanie.

Nie jest zatem tak, że przez Polaków na Wileńszczyźnie, czy Białorusinów w Polsce przemawia jakaś złośliwość, chęć osłabienia państwa w jakim żyją, moralny relatywizm (bo lewica), czy cała masa zarzutów z jakimi często niesłusznie spotykają się tak jedni jak i drudzy. Są to raczej naturalne ciągoty do przetrwania w świecie gdzie asymilacja następuję daleko szybciej niż np. 70 lat temu. Szkolnictwo, media, urzędy, kultura masowa – wszędzie tu dominuje język, religia czy kultura większości. Każda mniejszość będzie zatem odruchowo starała się zachować chociaż kawałeczek własnej przestrzeni tam gdzie ma na to wpływ i tam gdzie zezwala na to państwo. Będzie to zatem własna prasa, imprezy cykliczne, pielgrzymki do świętych miejsc (dla podlaskich Białorusinów np. na Grabarkę), czy wolne wybory gdzie można zagłosować na sąsiada.

O ile zatem wschodnie Podlasie nie posiada własnej reprezentacji partyjnej od nieudanej próby podjętej na początku transformacji przez Białoruski Komitet Wyborczy, to przecież posiadało i posiada znane sobie postaci takie jak np. Eugeniusz Czykwin czy Igor Łukaszuk. Trudno było tu więc zdobyć poparcie katolickim partiom bo też od czasów KPN-u, czy ZChN-u począwszy kładzenie akcentu na jedno wyznaniowy charakter państwa przez polską prawicę odstrasza potencjalnych wyborców prawosławnych w powiecie hajnowskim, czy bielskim. A przynajmniej odstraszało do wczoraj i dla młodszych generacji znaczy już coraz mniej.

To wschód. Zachodnia część dzisiejszego województwa podlaskiego to zaś zupełnie inne realia. Pomijając wątpliwy sens mylenia ziemi łomżyńskiej i właściwego Podlasia to patrząc na graniczne położenie tamtejszych katolików względem żywiołu prawosławnego nie dziwi jednomyślność i stałość wyborów politycznych gmin między Łomżą a Białymstokiem. Począwszy od rozbiorów, okres wojen światowych czy komunizmu polscy chłopi oraz zubożała szlachta Piekutów, Kiersnowa, Dołubowa, Kiermusów i dziesiątek innych wsi i miasteczek katolickich nie odnajdywała na gruncie politycznym ani religijnym nic wspólnego ani z caratem, ani ogólnie z „ruskimi”. Bliskimi za miedzą, czy dalszymi – w Moskwie. Niestety dla wielu to jedno i to samo. Pomijając nieliczne jednostki pamięć o wspólnocie niedoli wszystkich mieszkańców dawnego rozczłonkowanego państwa, a wiec WKL i Korony wygasła bardzo szybko bo już przed wybuchem Powstania Styczniowego. Trójdzielne godło rewolucjonistów (Orzeł, Pogoń i Archanioł Michał) mające podkreślać moc wskrzeszonego sojuszu stanowiło ówcześnie już wyłącznie pusty symbol. Powstańcy liczyli niemal wyłącznie na łacinników a i tu srodze się zawiedli nierzadko będąc przyjmowani chłodno nawet na katolickim terenie.

Prześladowanie religijne i narodowe ze strony caratu stało się zarzewiem antagonizmu, patrzenia na sąsiadów zza miedzy jak na piątą kolumnę i generalnie zbudowało obserwowany nawet 100 lat później podział. Receptą na przetrwanie i sposobem na odreagowanie porażek stała się katolicka gorliwość i wyraźnie antysocjalistyczna orientacja polityczna. To w dużej mierze tłumaczy mocną pozycję skrajnych nawet jak na Polskę przedwojenną organizacji jak Obóz Wielkiej Polski czy generalnie Endecji jakie charakteryzowały zwłaszcza ziemie Łomżyńską po odzyskaniu niepodległości. O ile jednak masowość poparcia dla prawicy wśród ludności pochodzenia mazowieckiego-polskiego wydaje się być naturalna, to już dla proto-białoruskiej Grodzieńszczyzny (w tym pozostałej przy Polsce jej sokólskiej części) niekoniecznie. Mniej więcej na przełomie XIX i XX wieku dołączyła ona jednak do polskiej wspólnoty narodowej na gruncie religijnym, a wraz z następnymi pokoleniami ugruntowała się tam postawa albo neutralna, albo wręcz korespondująca z ideą narodowego państwa polskiego. Mimo wciąż istniejącego języka białoruskiego i mimo pewnej elastyczności co do samookreślenia.

Wszystko to zaowocowało zauważalną dychotomią w poparciu konkretnych opcji politycznych w granicach województwa podlaskiego. Portale czy profile internetowe zajmujące się analizą map wyborczych są pełne komentarzy zdziwionych mieszkańców z innych części Polski. „Komorowski wygrał na prawicowym Podlasiu? Jak to możliwe?”, „Dlaczego w Hajnówce tak czerwono?”, „O co chodzi na tym Podlasiu?” (polecam śledzenie facebookowego profilu Kartografia Ekstremalna czy wyborynamapie.pl). Podział województwa na prawicowo-katolicki zachód i lewicowo-liberalno-prawosławny wschód wyłania się właściwie w każdych wyborach parlamentarnych, ale na potrzeby tego tekstu przyjrzymy się tym wyborom, gdzie zaznaczył się on najostrzej w historii III RP. O ile w ogólnopolskich wyborach do Sejmu i Senatu w 1993 roku najwięcej głosów zdobyło PSL to w ówczesnym województwie białostockim starły się niemal wyłącznie lewica i prawica. Dlaczego? Przede wszystkim poprzez umiarkowany charakter tej partii. PSL – bezpośredni spadkobierca komunistycznego ZSL, ale nawiązujące symbolicznie do spuścizny Wincentego Witosa nie pasuje ani do świata katolickiej prawicy narodowej, ani do świata mniejszości prawosławnej/białoruskiej. Stąd też o ile na równie „letniej” jak sam PSL Sokólszczyźnie ludowcy odnieśli zwycięstwo na podobieństwo Lubelszczyzny, Mazowsza, czy Świętokrzyskiego to już gminy zasiedlone parę wieków temu z zachodu, a położone między Łomżą a Białymstokiem jednoznacznie wsparły postsolidarnościową prawicę dystansując partię Pawlaka o postkomunistach z SLD nie wspominając. Białorusini/prawosławni ze wschodu Białostocczyzny zagłosowali zaś oczywiście obronnie na lewicę i to w stopniu tak potężnym, że ciąg gmin przy granicy z Białorusią stał się jednym z nielicznych miejsc w Polsce gdzie SLD wygrało w ogóle, a z taką przewagą niemal nigdzie indziej. Taki stan rzeczy trwał ponad 20 lat.

Co zatem stało się w roku 2019? Można by powiedzieć, że na zachodzie bez zmian – PIS zdobył tradycyjnie ponad 60-80% głosów w gminach powiatu wysokomazowieckiego czy monieckiego. Południowo-wschodnie Podlasie ulega zaś dezintegracji w stopniu jeszcze większym niż ten jaki można było zauważyć już w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Wtedy to bardzo niepewna pozycja słabnącego SLD skłoniła wyborców okolic Hajnówki do szukania alternatyw. Tą swoistą dezorientację związaną z brakiem dotychczasowego oparcia w lewicy widać jak na dłoni w niemal każdej z „post-SLD-owskich” gmin. W Kleszczelach i Białowieży wygrało PO, w Czyżach i Dubiczach Cerkiewnych PSL, a twardo przy SLD zostały tylko Orla i Czeremcha. Z pewnością do ich dodatkowego osłabienia przyczynił się też dobry wynik Razem. Tak czy inaczej wyniki te prognozowały, że wobec rozczłonkowania pasu gmin przygranicznych, postępującej asymilacji, zaistnienia środowisk takich jak Narodowa Hajnówka najpewniej możemy spodziewać się kolejnych niespodzianek.

Nie przeceniając znaczenia wyborów do PE niewątpliwie mamy do czynienia z rzeczą dawniej nie do pomyślenia. W gminie która wedle spisu powszechnego z roku 2002 była zamieszkana w 81% przez Białorusinów wygrało prawicowe i katolickie Prawo i Sprawiedliwość. Odpowiedzi na ten wynik nie należy jednak szukać wyłącznie w znikaniu białoruskiej świadomości narodowej, znikaniu języka, nie tak wysokiej jak w miastach frekwencji czy roli przypadku. Wyznanie czy kulturowa odrębność to jedno, ale wymierna korzyść działa wyjątkowo mocno. Wyborcza kiełbasa jaką w wymiecionych z młodzieży gminach okazała się być wypłata dodatkowej emerytury nazywanej potocznie „trzynastką” zadziałał. Ba, nie tylko na Podlasiu, ale też w wielu gminach wiejskich zachodniej Polski tradycyjnie głosujących na liberałów. Czy zatem należy się dziwić, że na co dzień zamieszkana głównie przez staruszków gmina odczuwając we własnej kieszeni polepszenie sytuacji wybrała tych którzy realnie dają, a nie tylko obiecują?

Przykład Kleszczel i Dubicz Cerkiewnych jest zatem dowodem na to, iż sprawny PR, bardzo sprawnie prowadzona kampania wyborcza, brak wyraźnego programu opozycji a do tego więcej pieniędzy w portfelu tuż przed wyborami złożyło się na tak udaną mieszankę czynników, że w prawosławnej gminie przy granicy z Białorusią i ultrakatolickim terenie wsi dwojga imion (jak Niemyje-Ząbki, Kosianka-Boruty, czy Kruszewo-Wypychy) zwycięzca wyborów jest ten sam. Być może ten wynik byłby inny gdyby nie wejście PSL do Koalicji Europejskiej, być może obrazki parad LGBT pokazywanych w TVP jako straszak zarówno na konserwatywnych wyborców katolickich jak i prawosławnych zadziałał podobnie, ale nie należy lekceważyć faktu, że najprostsze schematy uprawiania polityki bywają najskuteczniejsze. Otwartym pytaniem pozostaje czy do Kleszczel i Dubicz dołączą pozostałe gminy wschodniego Podlasia. A odpowiedź poznamy już za kilka miesięcy.

Mateusz Styrczula

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis