Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    21. Samaabarona i śmierć Żyda Berszki (2)

    Savieckaje vojsko i pahraniczniki spaczatku ŭsich ludziej z hetych troch viosak vyvieźli za Śvisłacz na zborny punkt u Nieparożnicach. Zahadali im usio z saboju zabrać, szto tolko mahli ŭziać na furmanku. Pośle saviety mieli ich parassyłać dalej u Biełaruś. Raptam pryjszoŭ zahad, szto kali chto…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    8. Kuneć sielanki

    Nocami z pod ramion krzyżów na rozdrogach sypie się gwiazd błękitne próchno chmurki siedzą przed progiem w murawie to kule białego puchu dmuchawiec Księżyc idzie srebrne chusty prać świerszczyki świergocą w stogach czegóż się bać (Józef Czechowicz, „Na wsi”, 1927) Jak mniê diś dumajetsie, dekada… ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Niech żyją Lezgini!

Dom Ihtibara stał na skraju wzgórza, które z wysokości balkonu w wynajętym przeze mnie pokoju łagodnie opadało ku szerokiej dolinie. U jego stóp po roztopieniu się śniegów Kaukazu ma płynąć szeroko rozlewająca się rzeka. Przynajmniej wedle map, bo czasem pytani przeze mnie kierowcy mówili, że nawet latem ledwie tam coś cieknie, a szerokie koryto to tylko cień dawnej potęgi rzeki, noszącej takie samo imię jak sąsiadujące z nią miasto – Qusar. – Globalne ocieplenie dotarło i do nas – skwitował jeden z obojętnością, wioząc mnie z pełnego busików – „marszrutek” dworca autobusowego niemal na drugi skraj miasta.

Trwająca trzy i pół godziny podróż z Baku minęła w ścisku, ale warto było ją przebyć i znaleźć się na samym pograniczu z Rosją, zaczynającą się jakieś trzydzieści kilometrów stąd. 

Do wielopokojowego domu i motelu Ihtibara i jego rodziny wchodzi się jak do enklawy ludzi wierzących. Praktykujących, pobożnych muzułmanów wśród ateizowanych przez lata obywateli Związku Radzieckiego nie jest wielu i czasem nawet posądza się ich o ekstremizm. 

Na wstępie dowiedziałem się, że alkohol w motelu jest „haram” (arab. zabroniony). Kobiety są ubrane w hidżab. Wśród nich brodaty ojciec z synkiem na rękach. Jak dowiedziałem się potem, to chluba rodziny. Bo studiował w Medynie i zna arabski. Jako gospodarz serdecznie mnie powitał. 

Kim są Lezgini

Przyjrzałem mu się bliżej, a wtedy pierwsze pytanie, jakie chciałem mu zadać, stało się zbyteczne. Miało dotyczyć narodowości. Ale po jego jasnobrązowych oczach, pociągłej twarzy i jasnej karnacji od razu poznałem, że jest Lezginem, a nie Azerem, jak większość mieszkańców Azerbejdżanu. Od charakterystycznej dla tej szyickiej ludności gładkiej twarzy, z co najwyżej trzydniowym zarostem, różniła go długa, siwiejąca broda. 

Ledwie się poznaliśmy, od razu okazało się, że nadajemy na tych samych falach. On tylko czekał, by zacząć opowieści o dumnym narodzie, do którego należy, a ja na tym najdalszym skrawku Wysokiego Kaukazu takich informacji właśnie szukałem. Lezgijar, Lezgistan, Sara Lezgijar! (Niech żyją Lezgini!) – te słowa podczas mego ponadtygodniowego pobytu w Qusar słyszałem od niego wielokrotnie. 

Kim zatem są Lezgini? Przede wszystkim kojarzy się ich z rytmicznym i wymagającym tężyzny fizycznej widowiskowym tańcem, który pielęgnuje się jak Kaukaz długi i szeroki. W odróżnieniu od tureckich Azerów są narodem z grupy dagestańskiej, a więc nacji kaukaskich, zamieszkujących swoje górskie siedziby dużo dłużej niż synowie stepów centralnej Azji. Więcej łączy ich z Inguszami, Czeczenami, czy Dargijczykami niż sąsiadami z południa. Bywają szatynami, miewają włosy rude lub kasztanowe. Często są niebiesko czy zielonoocy. 

Przecięci granicą

Tak jak w przypadku wielu innych granic w ZSRR do 1991 roku nie stanowiło problemu, że połowa z około 600 tys. Lezginów mieszka w Rosyjskiej Federacyjnej SRR, a połowa w Azerbejdżańskiej SRR. Był to jeden kraj, który nigdy nie miał się podzielić. Gdy jednak sowieckie państwo rozpadło się jak domek z kart, Azerbejdżan na wzór pozostałych republik ogłosił niepodległość, oddzielając się od Rosji. Luźna i niewidoczna dotąd granica z nią stała się państwową, na dobre rozdzielając Lezginów.

Azerskie sny o potędze

W Azerbejdżanie, jak w całej centralnej Azji, w miejsce dawnych mrzonek o komunistycznym raju wyrosła dyktatura. Powstała, bazując na podrasowanych współcześnie teoriach o wielkości i potędze dawnego kraju z pantureckimi wątkami eposu o mitycznym bohaterze Köroğlu. Z „ojcem narodu” w roli głównej, czyli czuwającym nad bezpieczeństwem i dobrobytem państwa Hejdarem Alijewem. Wraz z jego dojściem do władzy w 1993 roku opozycja miała coraz mniej do powiedzenia, by zostać ostatecznie spacyfikowana podczas trwającej do chwili obecnej prezydentury jego syna Ilhama, która zaczęła się tuż po śmierci ojca w 2003 roku.

Pomnik głównego bohatera eposu o Köroğlu w centrum Qusar
Pomnik głównego bohatera eposu o Köroğlu w centrum Qusar

Gdzie w tym wszystkim są Lezgini? Z pomocą w rozumieniu tego przychodził mi Ihtibar: 

– Jesteśmy niestety na uboczu. Tak terytorialnie, jak i w obszarze inwestycji. Wszystko pompuje się w Baku, albo w prywatne przedsięwzięcia i projekty Ilhama. Na przykład na terenie niedalekich kompleksów górskich dla bogatych Arabów czy Turków. 

Tu wszyscy mówią po lezgińsku

– Co prawda dopiero przyjechałem, ale nigdzie nie widzę śladów tej waszej lezgińskości – powiedziałem.

– Bo to jest nie na rękę w państwie policyjnym. Wyobraź sobie, że ktoś chciałby na swojej prywatnej posesji napisać cokolwiek po lezgińsku. Powiedzmy ogłoszenie. Nie mające związku z polityką. Albo nawet napis dwujęzyczny – wszystko jedno. Na drugi dzień do takiego kogoś zapuka policja z prośbą, aby to zdjął bo tu jest Azerbejdżan i mamy jeden język urzędowy.

– Ale to nielogiczne. Przecież tutaj stanowicie absolutną większość. 

– 97 proc. mieszkańców rejonu Qusar – po lezgińsku Kcla – to Lezgini. Pochodź po ulicach to sam zobaczysz, jak ciężko usłyszeć azerski. Ale to nie jest istotne dla władz.

– A dzieci mówią po lezgińsku? 

– Mówią. 

Postanowiłem to sprawdzić. W Białorusi i na Podlasiu młode pokolenie językiem przodków na co dzień praktycznie już się nie posługuje. Tak mogło być i tu, uwzględniając prymat azerskiego we wszystkich środkach masowego przekazu i przestrzeni publicznej. 

Takiego nagromadzenia flag państwowych nie widziałem dotąd w żadnym kraju. Sam mały, bo ledwie osiemnastotysięczny, acz rozległy, Qusar jest cały oblepiony cytatami i plakatami byłego i obecnego prezydenta. Główna ulica miasta nosi oczywiście imię Hejdara Alijewa, a zdjęcia poległych w dwóch wojnach z Armenią znaczą wiele budynków. 

Propagandowa grafika z obecnym prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem
Propagandowa grafika z obecnym prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem

Kibicując w duchu bitnemu małemu narodowi kaukaskiemu, przechodząc koło szkoły podstawowej odczułem ulgę. Słyszałem wyłącznie trzeszcząco-szeleszczący lezgiński, a nie gardłowy azerski. Tak było wszędzie w miasteczku oraz leżącej nieopodal wiosce Avaran, którą kilka dni później odwiedziłem.

Chciałem jeszcze sprawdzić, czy ludzi trzeba tutaj pytać, kim są. Czy to pytanie kłopotliwe jak na Podlasiu, czy wręcz przeciwnie? Okazało się, że w tym względzie postawy ludzi są tu radykalnie inne, świadomość narodowa Lezginów jest jednoznaczna i o niebo wyższa niż wśród mniejszości białoruskiej w Polsce. A przecież nie dobierałem jakoś osób, które o to pytałem. Nie byli ani działaczami, ani członkami jakichś elit. Ot, wchodziłem sobie do sklepu czy zagadywałem taksówkarzy. Najczęściej w pobliżu mojego motelu, gdzie w sklepikach masowo wykupowałem wyborne kompoty dereniowe, wiśniowe czy pigwowe. Sprzedawca w średnim wieku o czarnych włosach, ale niebieskich oczach, dowiadując się, że jestem z Polski i że wracam ze wsi Urva, sam mnie zagadnął: 

– Jestem Lezginem. Urodziłem się w Urva, ale tutaj pracuję. Zresztą i tam, i tutaj wszyscy to Lezgini. 

– A ilu was jest w Azerbejdżanie? 

– Na pewno z pół miliona, jeśli nie więcej. Władze celowo nas podzieliły i zaniżają dane. 

– Jakie władze? Sowieckie? 

– To wcześniej. Żyjemy po obu stronach granicy. Ale ja tu mówię o Azerach. Oni tak podzielili administracyjnie kraj, żeby nas rozbić. My jesteśmy też w innych okręgach, a nie tylko tu w Qusar. Także na południe i nawet na zachód od szczytu Szahdag. 

– Co oznacza dla was ta góra? 

Mój rozmówca w międzyczasie podliczał kolejnych klientów, ale rozmowa z kimś, kto nie dociera tu często, mocno go zaabsorbowała.

– Szahdag to nasz symbol. Tak jak Ararat dla Ormian, albo dla Greków Olimp.

Sklepikarz poradził mi, bym obowiązkowo dostał się do Lazy. 

– To jest piękna wioska, otoczona już wyłącznie szczytami. Jak coś to tu zaraz jest postój i każdy taksówkarz tam zawiezie. Z mojej rodzinnej wsi też wspaniale widać Szahdag. 

Zapakowałem swoje kompoty i pozdrowiłem uprzejmego sklepikarza niedawno nauczonym „Sara Lezgijar”. 

Następnego dnia błękitne niebo nad Urvą pięknie kontrastowało z pokrytym po obfitych opadach śniegiem górskim masywem. Wszystko wokół topiło się, kapało i ciekło.

Wiejski meczet w Urvie
Wiejski meczet w Urvie

Urva to najwyżej położona wioska koło Qusar. Poniżej budynku administracji znajduje się lokalny wioskowy meczet. Ceglany i z dwoma minaretami, ale wśród gdaczących kur, w śniegu i ze swymi niewielkimi gabarytami przypomniał mi dużo bardziej te z Kruszynian czy Bohoników, a nie te widziane na Bałkanach, w Azji czy w Afryce. 

Jak w Koranie

Gdy wieczorami wracałem z wędrówek do motelu u Ihtibara, ten już czekał na mnie z ciepłym napojem, gotowy do kolejnej pogawędki. Siadaliśmy w czymś w stylu minikawiarni, połączonej z innymi pomieszczeniami, ale z oddzielnym wejściem. Nie przychodził tu byle kto, a wyłącznie brodaci mężczyźni i z niemal zupełnie zgolonymi wąsami. Dlaczego? Ihtibar wyjaśnił mi, że wszystko jest jak w Koranie:

– Allah nakazał nosić żonatym mężczyznom brodę, ale wąsów już nie. Również ze względów estetycznych i praktycznych. No wyobraź sobie, że jesteś z kobietą i że zostały ci resztki jakiejś zupy przyklejone do nich.

W kawiarni mężczyźni pozdrawiali się obowiązkowym „Assalam Alejkum”. Także ze mną. Niestety znajomość rosyjskiego, którym się porozumiewałem, w dzisiejszym Azerbejdżanie jest rzadkością, tak jak innych języków oprócz azerskiego czy lezgijskiego. Zatem głównym źródłem informacji był dla mnie gospodarz motelu.

Dzięki niemu dla wierzących Lezginów byłem od tej pory jak swój. Moja broda i wąsy, a także jasny kolor oczu wyraźnie wskazywały, że nie jestem Azerem, stąd pozdrawiali mnie przypadkowy przechodnie czy kierowcy trąbieniem ciężarówek. 

Pytania o religię i ogólnie rozmowy na temat islamu zajmowały Ihtibara równie mocno jak sprawa lezgińska. Pytał mnie o rolę czyśćca w katolicyzmie, czy o mniejszości narodowe nad Wisłą. Wspomniałem o prawosławnych w Polsce i ich problemach. 

Ihtibar opowiadał mi o okolicznych miejscowościach. Z jego wymownych machnięć ręką na temat jakiejś wsi czy ludzi stamtąd rozumiałem, że szerzy się tam alkoholizm, materializm czy też jak mówił – „o, tam to mieszkają porządni muzułmanie”. 

Oczywiście nie zabrakło najbardziej aktualnego tematu na świecie:

– Ja popieram was w sprawie wojny w Ukrainie. Rosjanie deportowali i zabijali Tatarów z Krymu. Poza tym są ewidentnym agresorem w tej wojnie. Napadli niezależny kraj. Kadyrow mieni się obrońcą islamu na Kaukazie i w Rosji, a ośmiesza go i skłóca ze światem muzułmańskim, z ummą. 

– Sto dwadzieścia sześć państw wojuje z Rosją – zagadywał mnie na oko sześćdziesięcioletni taksówkarz. – Rosja ma broń jądrową. Po co to komu? Czy naprawdę Zachód chce zacząć wojnę z wykorzystaniem bomby atomowej? Zbroili tę Ukrainę, zbroili i teraz dziwią się reakcji.

Za taksówkarzem siedziały dwie kobiety i rozmowy toczyły się wyłącznie po lezgińsku w wyjątkiem wtrętów po rosyjsku do mnie. Jechaliśmy do nadgranicznej Hazry, około trzydziestu kilometrów od Qusar.

Nad granicę

– Pan z Polski i przecież jak padnie Ukraina, to wy będziecie następni. Cała broń amerykańska jest u was. I kiedy ja nauczę pana mówić po lezgińsku, co? A wiesz pan, jakie ja mam książki w domu? W dwa miesiące by pan umiał po naszemu, a teraz może my pana obgadujemy, a pan nawet nie wie o tym, ha?

Tu wszyscy się roześmiali. 

– A po co panu ta Hazra? 

– Chciałem zobaczyć Lezginów z drugiej strony. 

– No to niech pan do nich pomacha. Może zobaczą. Moja rodzinna wieś to Hil, ale matka spoczywa w Horel, właśnie zaraz za rzeką. 

– Są problemy z przekraczaniem granicy?

– Od wybuchu wojny to przetrząsają po parę razy. Rosjanie boją się zamachowców. Wie pan – wahabitów. Trochę jest u nas takich cudaków. A Azerom wcale nie jest na rękę, żebyśmy trzymali się razem. I tak rozchodzi się to pomału. Zresztą przejście graniczne jest dopiero w samym mieście Samur. To jeszcze kawałek drogi.

Sam pobyt w Hazrze faktycznie okazał się nie być usłany różami. Tuż obok niewielkiego meczetu, po drugiej stronie drogi, dostrzegłem wieżę telegraficzną. Wspaniały punkt obserwacyjny. Bez wahania wszedłem na górę, gdzie korzystając z roztopów czekały już na mnie owce i barany, chcące podgryźć nieco trawy. Roztaczała się stamtąd piękna perspektywa na rzekę Samur. Po jednej stronie ostatnie zabudowania azerskie, a na wzgórzach na drugim brzegu już rosyjski Dagestan. Brak przejścia granicznego potęgował świadomość continuum. Sprawiał, że ten rozdzielony już ponad trzydzieści lat Lezgistan żyje tak jak żył. Jak nad Świsłoczą w Ozieranach, Rudakach, czy Chomontowcach. Po obu stronach ta sama kuchnia, język, krajobraz. Z roku na rok Azerbejdżan odpływa jednak w stronę Turcji. Mocny sojusz z braćmi krwi jest teraz ważniejszy niż dawna zależność kolonialna.

Owce w Hazrze. W tle rzeka Samur i pierwsze lezgińskie zabudowania w Rosji

Nie trzeba było długo czekać na uzyskanie dowodów, że nie można sobie od tak fotografować granicy. Gdy chodziłem ze wzgórzach podjechał po mnie czarny Land Rover. Byłem przekonany, że to uprzejmy kierowca chce mnie podrzucić z powrotem do Qusar. Okazał się być policjantem. Na nic zdały się próby porozumienia. Ja ani w ząb po lezgińsku, on nic a nic po rosyjsku. Podjechaliśmy do przyglądających się wszystkiemu starszych panów. Policjant poprosił jednego, by tłumaczył. Po co tu jestem? Który taksówkarz mnie tu przywiózł? Jak się nazywał? Jak nazywa się właściciel mojego motelu i czy mam jego telefon? Dlaczego mam lekko ubłocone buty? Co wiozę w plecaku? Jak dostałem się do Azerbejdżanu? Najpierw policjanci, a potem pogranicznicy, jacy podjechali w przeciągu piętnastu, minut, zaczęli przeglądać też wszystkie moje zdjęcia od przylotu do Baku. Po ok. 45 minutach puścili. Gdy wieczorem wracałem do Qusar autostopem, płacąc za fatygę jakieś symboliczne pieniądze mężczyźnie o imieniu Islam, odetchnąłem dopiero w moim motelu.

Ihtibar, wysłuchawszy historii z zatrzymaniem, uśmiechnął się szeroko i powiedział :

– Mówiłem ci, państwo policyjne!

Mateusz Styrczula

Fot. Autor

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў красавіку

    980 – у 1044 г. пачаў княжаньне ў Полацку Усяслаў Брачыслававіч, званы Чарадзеем. Яго славутая дзейнасьць была апісана ў паэме „Слова аб паходзе Ігаравым”. 920 – у 1104 г. адбыўся вялікі паход кааліцыі князёў Кіеўскай Русі, арганізаваны Уладзімірам Манамахам на …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (622) – 1402 г. – крыжацкі наезд на Гарадзеншчыну (таксама на частку Беласточчыны), аблога Гарадзенскага замку.
  • (70) – 22.04.1954 г. у Латвіі памёр Сяргей Сахараў (нар. 29.09.1880 г. у Полацку), беларускі фальклярыст і пэдагог, закончыў унівэрсытэт у Тарту (1911), узначальваў Беларускі аддзел Міністэрства асьветы Латвіі (1921-1925), у 1925-1932 гг. дырэктар Дзьвінскай Беларускай Гімназіі.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2024 Czasopis