Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Miłość i fetysz w czasach dyktatury

Pod koniec ubiegłego roku nakładem Wydawnictwa „Pogranicze” w Sejnach ukazała się powieść Alhierda Bacharewicza „Sroka na szubienicy”, przetłumaczona z języka białoruskiego przeze mnie i mojego syna, Igora Maksymiuka. Tłumaczenia literackie z języka białoruskiego na polski, szczególnie powieści, wciąż należą do  rzadkości, postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom „Czasopisu” zarówno ten godny uwagi utwór jak i samego pisarza.

Kiedy w roku 2008 Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu przygotowywało do druku opowiadania wybrane Alhierda Bacharewicza, wydawca poprosił mnie o krótką prezentację autora, wówczas kompletnie nieznanego polskiemu czytelnikowi. Świeżo po lekturze maszynopisu  „Sroki na szubienicy”, we wstępie do owego wrocławskiego wydania napisałem bez wahania, że Bacharewicz jest wschodzącą gwiazdą literatury białoruskiej, chociaż wtedy nie wydawało się to oczywiste nawet jej zagorzałym miłośnikom.   Dzisiaj z satysfakcją odnotowuję, że czternaście lat temu miałem rację. Obecnie zarówno większość krytyków jak i zwyczajnych czytelników z pewnością przyzna, że 47-letni Alhierd Bacharewicz należy do najwybitniejszych współczesnych pisarzy białoruskich i w swoim kraju nie potrzebuje już specjalnych laudacji czy rekomendacji. Tu i ówdzie za granicą także zwrócono na niego uwagę. Tłumaczenia jego utworów ukazały się już w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji, przygotowywane jest wydanie jednej z jego powieści w Stanach Zjednoczonych.

Alhierd Bacharewicz i okładki jego książki w oryginale i przekładzie na język polski
Alhierd Bacharewicz i okładki jego książki w oryginale i przekładzie na język polski

Obawiam się jednak, że od czasu publikacji pierwszej książki Alhierda Bacharewicza w naszym kraju rozeznanie czytelnika polskiego w literaturze białoruskiej zmieniło się na lepsze tylko nieznacznie. Podejrzewam też, że jeśli współczesna literatura białoruska kojarzy się w Polsce szerzej z jakimś konkretnym imieniem, to najpewniej ze Swietłaną Aleksijewicz, laureatką literackiej Nagrody Nobla z roku 2015. Ale Aleksijewicz jest pisarką z pokolenia ojców takich autorów jak Bacharewicz, którzy dzisiaj decydują o obliczu literatury białoruskiej. Większość Białorusinów postrzega Aleksijewicz jako pisarkę czasu minionego, a nie teraźniejszego. Na dodatek jest ona autorką rosyjskojęzyczną i jej obywatelstwo w literaturze białoruskiej nie wszyscy w Białorusi uznają za bezdyskusyjne, Alhierd Bacharewicz zaś pisze po białorusku, w języku wciąż balansującym na krawędzi unicestwienia.

Alhierd Bacharewicz urodził się w roku 1975 w Szabanach,  na robotniczym przedmieściu Mińska. Jak niemal wszyscy pisarze z jego pokolenia urodzeni w stolicy Białorusi, wychowywał się w środowisku rosyjskojęzycznym i języka białoruskiego nauczył się w szkole. Po ukończeniu studiów jakiś czas pracował jako nauczyciel i dziennikarz. W latach 1990. związał się z awangardową i skandalizującą grupą literacką „Bum-Bam-Lit”, w  przez jakiś czas występował w zespole punkrockowym.

Alhierd Bacharewicz jest pisarzem bardzo płodnym. Pierwszą książkę, pod prowokacyjnym tytułem „Praktyczny poradnik rujnowania miast”, wydał w roku 2002. Przed opublikowaniem powieści „Sroka na szubienicy” (2009) zdążył wydać trzy tomy prozy: „Barwy naturalne” (2003), „Żadnej litości dla Walentyny H.” (2006) i „Przeklęci goście stolicy” (2008). Po „Sroce na szubienicy” ukazały się jego książki: „Szabany. Opowieść o znikaniu” (2012), „Dzieci Alindarki” (2014), „Biała mucha, zabójczyni mężczyzn” (2015), „W kolorze bzu i czerni. Paryż przez okulary kultury białoruskiej” (2016), „Psy Europy” (2017), „Moje lata dziewięćdziesiąte” (2018), „Ostatnia książka pana A.” (2020) oraz „Teatr szczęśliwych dzieci” i „Plac Zwycięstwa” (dwie ostatnie tylko w wydaniu elektronicznym; 2021). We współpracy z Radiem Swoboda w Pradze pisarz opublikował trzy zbiory prozy eseistycznej: „Mały leksykon medyczny Bacharewicza” (2011), „Hamburski rachunek Bacharewicza” (2012) i „Kalendarz Bacharewicza” (2014).

Jeśli chodzi o przekłady na polski, to w roku 2008 we Wrocławiu ukazał się wspomniany już zbiór opowiadań pod tytułem „Talent do jąkania się” (tłumaczenia Katarzyny Bortnowskiej, Katarzyny Kwiatkowskiej i Marii Łucewicz-Napałkow wraz z białoruskimi oryginałami), a w roku 2017 w Lublinie zbiór esejów „Mały leksykon medyczny” w tłumaczeniu Miry Łukszy.

„Srokę na szubienicy” Bacharewicz napisał na emigracji w Niemczech. W latach 2007-2013 pisarz mieszkał w Hamburgu, co znalazło istotne odzwierciedlenie w powieści. Narrator jest emigrantem białoruskim mieszkającym w tym właśnie mieście. Wątek niemiecki „Sroki na szubienicy” jest bez wątpienia ważny dla konstrukcji i zamysłu całego utworu, jednak środek ciężkości swojej powieści Bacharewicz umieścił w wątku białoruskim, związanym z Weroniką, tytułową „sroką” oraz obiektem erotycznej fascynacji i psychologicznej dociekliwości narratora.

Białoruś w „Sroce na szubienicy” to kraj mocno podobny do rzeczywistego państwa białoruskiego, jednak niezupełnie taki, jakim to państwo było w czasie, gdy Bacharewicz pisał swoją powieść. To kraj rządzony autorytarną czy wręcz dyktatorską ręką, choć piramida władzy politycznej w powieściowej Białorusi nie jest personalizowana. Ale to także kraj mający pewne osobliwości przypisane mu przez Bacharewicza – wrogowie władzy i polityczni dysydenci, piętnowani przez oficjalną propagandę jako „faszyści”, przebywają w specjalnych miejscach odosobnienia zwanych wirtualnymi obozami koncentracyjnymi – WOKami. (Tłumacze bardzo żałują, że w tym przypadku nie udało im się oddać zamierzonego sarkazmu pisarza, bowiem w oryginale ten skrótowiec brzmi WKL (wirtualny kancentracyjny lahier) i u czytelnika białoruskiego automatycznie budzi skojarzenie z Wielkim Księstwem Litewskim, tzn. z tworem politycznym, w którym oponenci białoruskiego dyktatora upatrują niemal idealny wzór państwowości białoruskiej niezależnej od Moskwy).

Rzeczywistość polityczna Białorusi przedstawiona w powieści w konwencji mrocznej antyutopii (dystopii) została więc celowo zdeformowana przez autora. Rzeczywistość ta wygląda trochę jak szubienica na znanym obrazie Pietera Bruegla z 1568 roku, od którego powieść wywodzi swój tytuł. Bowiem szubienica na tym enigmatycznym obrazie słynnego niderlandzkiego malarza sprawia wrażenie (być może z powodu wyboru punktu widzenia i perspektywy przez Bruegla), jakby była nienaturalnie „wykręcona”. Z poprzeczną belką szubienicy, na której siedzi sroka, wszystko w porządku, natomiast słupy pionowe są dziwnie rozsunięte i przekręcone. Analogicznie dziwną dyslokację Bacharewicz stosuje w swojej powieści. Przypuszczalnie po to, by jego antyutopii nie odbierano wyłącznie jako opowieści o Białorusi, ale widziano w niej także ogólniejszy obraz kraju pod dyktaturą.

Powieściowy pomysł Bacharewicza z obozami koncentracyjnymi dla dysydentów – zdawałoby się, koszmar czy groteska rodem z Kafki lub Nabokova – nieoczekiwanie zmaterializował się w Białorusi (przeszedł z przestrzeni wirtualnej do realnej) latem 2020, gdy dziesiątki tysięcy Białorusinów wyszły na ulice, protestując przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Wówczas władze białoruskie wybudowały naprędce w lesie koło Słucka obóz masowego internowania z barakami, ogrodzeniem z drutu kolczastego i wieżyczkami strażniczymi i nawet zdążyły umieścić w tym obozie pierwsze partie więźniów, ponieważ w zwyczajnych aresztach i więzieniach brakowało już miejsc dla coraz większej liczby zatrzymywanych demonstrantów. Reżim wycofał się z tego przedsięwzięcia parę dni po tym, jak sprawa obozu została nagłośniona przez niezależne media. Można by rzec, że w tym wypadku Bacharewicz okazał się kimś w rodzaju politycznego jasnowidza. Jednak „Sroka na szubienicy” nie jest powieścią sensu stricto polityczną czy, ujmując to ostrożniej, wyłącznie powieścią polityczną.

A czym jest? Jest wszystkim po trochu – powieścią-hybrydą, łączącą w sobie różne konwencje i gatunki literackie. Mamy w niej zagadkę kryminalną i elementy dreszczowca. O tym, że główna bohaterka poniesie gwałtowną śmierć, dowiadujemy się na samym początku, ale autor trzyma czytelnika aż do ostatnich stron w niepewności, jak to się stanie i kto okaże się zabójcą. Mamy w niej swoistą odmianę Bildungsroman ukazującą dojrzewanie i wchodzenie w dorosłość zwyczajnej dziewczyny w społeczeństwie postsowieckim, która nie zdaje sobie sprawy (jak sroka na obrazie Bruegla), w jak złowrogim miejscu się znajduje i jaką rolę odgrywa jako urzędniczka w zarządzie obozów koncentracyjnych. Mamy w powieści Bacharewicza wyraźne fragmenty prozy eseistycznej, gdy narrator rozważa takie tematy, jak rozpad ludzkiego ciała po śmierci, emigrację z Europy do Ameryki w XIX wieku, sztukę przygotowywania woskowych kopii ciała ludzkiego we Włoszech, naturę Rosji, niemieckie pociągi Intercity lub gdy wygłasza złośliwą filipikę przeciwko typowi pisarstwa uprawianego przez Paulo Coelho (notabene, autora powieści pod tytułem „Weronika postanawia umrzeć”), czy parodiuje styl reklamy wyrobów kosmetycznych.

Mamy też w „Sroce na szubienicy” historię miłosną opowiedzianą bardzo sugestywnie i z psychologiczną głębią, historię będącą zarazem zapisem erotycznej obsesji posuniętej do fetyszyzmu. Temat fascynacji kobiecym ciałem, fetyszem kobiecego ciała, sugeruje motto powieści zaczerpnięte z „groteskowej arabeski” Edgara Allana Poe „Berenice” (zbieżność imion bohaterek Poe i Bacharewicza jest oczywiście nieprzypadkowa). W opowiadaniu Poe bohater, zafascynowany bielą zębów ukochanej, po jej rzekomej śmierci wyrywa je wszystkie na pamiątkę. W powieści Bacharewicza każdy z dwunastu rozdziałów koncentruje się na jednym wybranym „fetyszu” ciała Weroniki: włosach, nogach, uszach, języku, nosie, brzuchu, pochwie, zębach, wargach, piersiach, dłoniach, rzęsach.

„Dwanaście rozdziałów tej powieści to dwanaście wędrówek po kobiecym ciele” – w taki metaforyczny sposób określił kiedyś strukturę formalną „Sroki na szubienicy” sam autor. Przypomina to nieco pomysł Jamesa Joyce’a, by każdemu z osiemnastu epizodów „Ulissesa” przypisać, oprócz innych symboli, także konkretny organ ludzkiego ciała. Przywołanie w kontekście prozy Alhierda Bacharewicza imienia Joyce’a, jak poprzednio Kafki i Nabokova, nie jest z mojej strony próbą szukania naciąganych paranteli literackich. Akurat tych trzech pisarzy Bacharewicz uważa za swoich mistrzów, od których – jak przyznaje – wiele się nauczył. Dodam od siebie, że ślady i efekty tej nauki czytelnik z pewnością zauważy w „Sroce na szubienicy”.

Co jeszcze warto powiedzieć polskiemu czytelnikowi, który weźmie do ręki tę książkę? „Sroka na szubienicy” być może nie jest najwybitniejszą powieścią Alhierda Bacharewicza. W roku 2017 ukazała się jego 900-stronicowa powieść „Psy Europy”, kunsztownie skonstruowana z sześciu różnych historii, połączonych misterną siecią aluzji, motywów i odniesień. „Psy Europy” uznane zostały w Białorusi za wydarzenie literacki i niewątpliwy opus magnum autora. A w roku 2020 wyszła „Ostatnia książka pana A.”, dzieło o podobnie pokaźnej objętości i nie mniej ambitne intelektualnie niż „Psy Europy”. Niewykluczone, że właśnie te dwie powieści, napisane przez autora już w pełni świadomego mocnych i słabych stron swego talentu i w związku z tym bardziej wyrafinowanego i wyrachowanego warsztatowo, zostaną w ostatecznym rozrachunku ocenione wyżej niż „Sroka na szubienicy”. Ale „Sroka” moim zdaniem ma jedną niebagatelną przewagę nad „Psami” i „Ostatnią książką” – została napisana przez stosunkowo młodego pisarza, który poczuł, że w literaturze może osiągnąć nie mniej niż jego mistrzowie i nauczyciele i spróbował udowodnić to sobie i innym, kierując się przede wszystkim twórczym entuzjazmem i intuicją, a nie technicznym wyrachowaniem. W tym sensie można powiedzieć, że „Sroka na szubienicy” jest powieścią bardziej szczerą, bezpośrednią i spontaniczną niż „Psy Europy” i „Ostatnia książka pana A.”. A szczerość i spontaniczność są dzisiaj wyjątkowo rzadkie w literaturze, nie tylko białoruskiej.

Jan Maksymiuk

(Rozmowa z Alhierdem Bacharewiczem za miesiąc)

 

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў верасні

    770 – 1252 г., першыя летапісныя зьвесткі пра гарады Наваградак (Новогородок), Слонім (Услоним, Вислоним), Ваўкавыск (Волковыеск). 700 – У 1322 г. дружыны Гарадзенскага княства (у склад якога тады ўваходзіла ўсходняя Беласточчына) на чале з князем Давыдам Гарадзенскім разграмілі пад Псковам нямецкіх і дацкіх …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis