Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Reportaż

Łemkowyna. Granice nie do przejścia (cz. 1)

Drewniany niski dom, uporządkowany ogród pełen kwiatów, dorodne słoneczniki. Przed chyżą (chatą) siedzi staruszka w chuście. Zagaduję łamanym ukraińsko-łemkowskim. Pani uśmiecha się, ale odpowiada mi po polsku, zupełnie bez związku z pytaniem. Chyba źle trafiłem, ale wchodzę. Kiedy otwieram bramę wita, mnie brązowo-czarny kundel. Spokojny, a nawet nieco zbyt wycofany. Nie daje się pogłaskać. Zdejmuję plecak i pozwalam sobie usiąść obok pani na ławce. Padają na nas popołudniowe promienie wrześniowego słońca. Staram się mówić głośniej i przechodzę dla pewności na polski:

Człowiek, który miał szczęście

– Czy pani jest stąd? Z Nowicy?

– Aaaa. Ja nie zrozumiałam pana –  śmieje się. Ja Polka. Ale tutaj w Nowicy mieszkam już kilkadziesiąt lat. Czyli jakby stąd. A pan kto?

– Turysta. Chciałbym porozmawiać z kimś po łemkowsku i o Łemkach. Trudno mi dziś znaleźć dobrego rozmówcę, stąd chodzę tak od domu do domu.

Zamierzałem zamienić parę kurtuazyjnych zdań i wycofać się.

– Ja jestem żoną Łemka. Może pan wejść do środka. Pewnie leży na łóżku. On jest już trochę słabowaty, ma zawroty głowy, no ale proszę spróbować, może nie śpi.

Chata (chyża) w Nowicy
Chata (chyża) w Nowicy

We wnętrzu wszystko jak ze znanych mi wsi prawosławnych na Podlasiu czy katolickich na wschodniej Lubelszczyźnie. Potężne kołdry i poduchy. Piec kaflowy. Zasłonki z materiału między sektorami izby. Przez okno widać kawałek grekokatolickiej cerkwi św. Paraskiewy, Wszystko jakby zatrzymane w czasie. Jak z lat 40. ubiegłego wieku. Wchodzę do pokoju. Wiszą w nim stare ikony. Chrystus Pantokrator pośrodku. Na łóżku leży elegancko ubrany mężczyzna.

Chrystus Pankrator - kapliczka w Nowicy
Chrystus Pankrator – kapliczka w Nowicy

– Dobry deń!

– Dobry deń –  odpowiada nieco zaskoczony staruszek. Od razu wstaje, w pośpiechu zakładając pantofle. Wysoki, z przerzedzoną już mocno siwizną,  o jasnobłękitnych oczach i mglistym spojrzeniu zmęczonego życiem człowieka. Ściska słabo moją dłoń i patrzy pytająco. Tłumaczę pokrótce przyczyny niezapowiedzianej wizyty. Z początku pan jest nieco zdezorientowany, ale po moich wyjaśnieniach widzę, jak schylając lekko głowę przywołuje do niej myśli.

– O Łemkach chce pan rozmawiać. Ano, ja jestem Łemkiem. W Nowicy się urodziłem i wychowałem a…mam już te 87 lat. Swoje widziałem.

Wskazał ręką na krzesło. Usiedliśmy przy drewnianym stole.

– Gdzie biegła ta dawna granica między osadnictwem polskim, a łemkowskim? O której z wsi się mówiło, że to już polska, katolicka a o której że wasza?

Nowica – dwujęzyczna tablica
Nowica – dwujęzyczna tablica

– Tu nie było nigdy takiej bardzo ostrej granicy. Niektóre wsie to wiadomo, że takie greko-katolickie bardziej, no łemkowskie, jakby to powiedzieć. Ale już pod Grybowem, skąd pochodzi moja żona, to same Polaki. Był handel między nami, a nimi. Były tak jak moje, nawet i mieszane małżeństwa. Żadnych sporów. No ale niech pan pamięta, że Łemkowszczyzna to było 120 wsi. Od Limanowej po Przemyśl. Olbrzymi teren. Ja znam głównie swoją wieś i okolice.

– I jaka była ta Łemkowyna przed wojną, w czasie wojny?

– Oj to stare dzieje. Pamiętam tylko, że przede wszystkim było bardzo biednie. Moja rodzina to byli wojskowi, to lepiej żyli, ale przeważnie to w Nowicy nie jadło się mięsa. Cała wieś na każdy możliwy sposób wykorzystywała przede wszystkim mąkę, kapustę, ziemniaki, jajka. Zupę gotowało się na kościach – dla smaku. Rano, na kaca, jak ktoś za dużo palinki wypił, to najlepsza była kyselycia – kwaśna zupa na serwatce i z ziemniakami. Po lasach pełno grzybów, to i rydzy się jadało bardzo dużo. Teraz to rarytas, a wtedy to z biedy tak jedliśmy. A wojna? W czasie wojny to ja Niemców nie widziałem, ale wojaków sowieckich to już tak. Wtedy już miałem te 10-11 lat. Wielu naszych wtedy zaczęło wyjeżdżać.

– Ale kiedy? Mówi pan o Akcji „Wisła” w 1947?

– Nie. To był jeszcze 1945. Przychodzili do wsi łemkowskich i obiecywali nam złote góry, ci Rosjanie. Mówili: po co wy tu macie zostawać? Tu bieda. Brak nowoczesnej edukacji. Ucisk. Namawiali, żebyśmy wybrali Sowiety, bo tam każdy ma mieszkanie, pieniądze, państwo pomaga. Złote góry obiecywali. No i wielu naszych wyjechało. Trafili nawet do Kazachstanu – część mojej rodziny też. A potem jak zobaczyli co to za bardak – przepraszam za słowo – to jak najdalej na zachód, byle bliżej Polski. No i mieszkają do dziś na Ukrainie. Dalej ich już nie Sowieci po prostu nie puścili.

– A czy podczas Akcji „Wisła” pan był też jednym z wysiedlonych? Tych co powrócili, gdy już było można?

– Nie. Nie wyjechaliśmy, ponieważ mój ojciec i dziadek to byli wojskowi. My byliśmy, jakby to powiedzieć – nie do ruszenia. Najpierw służyli w armii carskiej, a potem w wojsku polskim. No więc jestem tym, który miał szczęście. Tylko…ja panu powiem, że to nie tak jak mówili czerwoni. Że Akcja „Wisła” to tylko w odpowiedzi na UPA – którego tu nie było i zabójstwo tego tam, generała…te podchody i szukanie pretekstu to było tak jak mówiłem – już od 1945. Chciano się nas po prostu pozbyć stąd.

Akcja „Wisła” była rzeczywiście ogromną zorganizowaną akcją koordynowaną przez PRL. Formalnie spowodowała ją śmierć pułkownika Armii Czerwonej i generała Ludowego Wojska Polskiego – Karola Świerczewskiego, przeprowadzona przez Ukraińską Armię Powstańczą w Jabłonkach, w województwie podkarpackim. Jak się jednak rychło okazało, chodziło też o rozbicie, a tym samym spowodowanie szybszej asymilacji ludności ukraińskiej i łemkowskiej, deportując ją w jak najodleglejsze rejony Polski. Byle dalej od małych ojczyzn. Polegała na zastosowaniu odpowiedzialności zbiorowej. Jakiekolwiek granice etniczne. jakie istniały i bywały bolączką II RP, starano się w Polsce Ludowej zniwelować albo zamilczaniem rzeczywistości, komunistycznym nacjonalizmem w propagandzie, albo tak jak tu – poprzez masową deportację blisko 140 000 osób od południowego Podlasia, po wioski leżące w dzisiejszym woj. małopolskim przy granicy ze Słowacją.

O ile deportacja Ukraińców, z których pewna część wspierała działania UPA po wojnie (głównie w okolicach Przemyśla), a częściowo była po prostu ich zakładnikami. miała choć cień logiki, to już wysiedlanie Łemków żadnej. Bazowano na podobieństwach obu języków i sąsiedztwie Łemków, Bojków, Hucułów, zdeklarowanych Ukraińców. Kto by się bawił w badania etnograficzne? Stąd akcja przybrała wymiar dramatyczny, radykalny i nad wyraz toporny. Ostatnie wysiedlenia trwały, aż do 1950 roku. Gdzie trafili Łemkowie? W największej swej części na poniemiecki Dolny Śląsk, ale nie tylko.

Za późno na powrót

Na drodze z Małastowa, już koło południa, natrafiłem na dwóch panów w średnim wieku na rowerach jacy fotografowali łemkowskie chaty.

– My tu przyjechaliśmy, aż z Trójmiasta. I to w sumie nie tak zupełnie przypadkiem. Widziałem już wcześniej zdjęcia znajomych z Gorlic, okolic Nowego Sącza i z tych wsi tu przy słowackiej granicy, ale chyba najbardziej to zmotywował mnie mój sąsiad. Był Łemkiem i pamiętam, że pytałem go czy zamierza wrócić jeszcze w swoje rodzinne strony. On tylko rozkładał ręce i pamiętam jak mówił mi – teraz to już nie ma sensu. Minęło już pół wieku. Ożeniłem się tutaj. Mam dwójkę dzieci jakie wrosły w Trójmiasto, jego inny rytm. Znalazłem tu i dom i pracę i teraz mam to rzucić i wracać? Nie… już po prostu jest na to za późno.

Widok z Magury Małastowskiej
Widok z Magury Małastowskiej

Pozwolenia na powrót dano Ukraińcom i Łemkom na fali gomułkowskiej odwilży w 1956 roku. Skorzystało jednak niewielu. Co zadecydowało? Pytałem o to również staruszka z Nowicy.

– Nie wiem bo sam tego nie przechodziłem. My zostaliśmy. A wysiedleni nie wracali pewne z różnych powodów. A to ze strachu. A to dlatego, że nie wierzyli komunistom. A co jeśli znowu im się coś odwidzi? Wierzę, że części faktycznie było lepiej tam w Niemcach (na Ziemiach Odzyskanych). Ale tu też przecież przychodzili nowi. Polacy. Stąd nie zawsze było do czego wracać. I tak w naszej wsi nie było jeszcze tak tragicznie. Stopniowo ale jednak niektóre rodziny próbowały sprawdzać, co zastaną. No, ale o odbudowie dawnego nie mogło być mowy. Póki rządzili komuniści, to wszystko było niepewne. Prawdziwy koniec strachu to  dopiero upadek komuny. Potem Unia. Dziś mnóstwo się tu buduje nowych domów. Ale to już nie nasi budują. To z Rzeszowa, ze Śląska, z Krakowa. Kto ma pieniądze, ten inwestuje w ziemie i przeprowadza się.

– Czy teraz żadnej granicy fizycznej już w ogóle nie ma. Takich czystych etnicznych wsi łemkowskich?

– Ona może istnieje w pamięci takich starszych jak ja. Wiadomo było, gdzie nasze cerkwie, gdzie nasz ksiądz, gdzie nasza sarepta, mowa. Teraz nic.

– Co to takiego „sarepta”?

– Trudno mi to wytłumaczyć. To miejsce gdzie mogli się spotkać, pomodlić, poznać nasi. Młodzież. No wie pan – naszej wiary. Łemkowie.

Wnętrze cerkwii w Rychwałdzie (Owczarach)
Wnętrze cerkwii w Rychwałdzie (Owczarach)

–Dziś mamy tu dwujęzyczne tablice. Czy pan uważa, że one mogą w jakiś sposób przywracać granicę w symboliczny sposób? Większość Polaków nie widzi różnicy między cyrylicą rosyjską, a łemkowską. Komuś się może skojarzyć z Rosjanami, komunizmem, albo że wracacie po swoje. Teraz nastroje nacjonalistyczne są mocne.

Tu mój rozmówca zamyślił się dłuższą chwilę i mówił bardzo powoli, dobierając słowa.

– Ja w tych tablicach nie widzę nic złego. To nie jest tak, że ma pan napis tylko po naszemu. Kto umie czytać po łemkowsku, ten przeczyta sobie po łemkowsku. Kto to polsku, ten po polsku. One są obok siebie. Nie ma oddzielnych tablic łemkowskich. Raz znalazł się jeden taki, to zamazał napis cyrylicą w Biliance. No to…no co ja mam na ten temat powiedzieć?

– Myśli pan, że to był ktoś przyjezdny?

– Nie wiem, ale uważam, że one nie powinny nikomu tu przeszkadzać.

Dwujęzyczne tablice znajdują się w sumie w dziewięciu wsiach. Tylko i aż, zważywszy na fakt, że decyzje na ten temat podejmowali też około dziesięciu lat temu Polacy we wspólnym z łemkowską mniejszością głosowaniu. W Biliance, w której stanęły jako pierwsze, można powiedzieć niemal o remisie. 32 mieszkańców było za, 31 przeciwko.

W Małastowie, rozmawiałem i o tym. Z Polakiem – moim gospodarzem. Jechaliśmy samochodem z Gorlic.

Zakmnięte muzeum w Bielance
Zakmnięte muzeum w Bielance

– Ja kiedyś czytałem dużo kryminałów. Lubiłem wartką akcję, ale od pewnego czasu przerzuciłem się na książki historyczne, reportaże. Prawda okazuje się być ciekawsza niż fikcja, stąd orientuję się, jak to było w 1947, jak później zezwalano na powroty Łemków, ale wracali nieliczni. Jak zmieniono Bieszczady. Tam rzeczywiście działali ci z UPA. Łemkom wydarzyła się po prostu niesprawiedliwość, bo wyrzucono ich stąd bez żadnej winy. Jak ktoś chce sobie budować mury w głowie, to niech to robi. My tu żyjemy zgodnie. I to też nie jest tak, że w Małastowie Łemków nie ma. Proszę zaraz zwrócić uwagę na dom po lewej stronie.

Niedaleko wjazdu do Małastowa, na skraju prywatnej posesji mignęła mi muśnięta światłem samochodu tablica z ozdobnym cyrylicznym napisem: „Małastiw” (Małastów). Wyglądała niemal identycznie jak oficjalna tablica rządowa. Zielona z białym napisem. Pierwsza myśl – czy na Podlasiu byłoby to możliwe?

Łemkowie, Rusini a Ukraińcy

Prócz Łemków mieszkających po polskiej stronie Karpat identyczny język, wyznanie i kultura to też szeroki pas ziemi u naszych południowych sąsiadów. Mniej więcej od Lubowli, przez Bardejów po granicę słowacko-ukraińską. Ich losy były podobne jak i polskich, acz pokutowało przekonanie, że po polskiej stronie Rusini żyją bardziej „po pańsku” niż ich ubożsi krewni z drugiej strony gór. Rusini – bo, taką też nazwą noszą w oficjalnych spisach powszechnych przeprowadzanych na Słowacji są tam uznaną mniejszością narodową. W ostatnim z 2011 r. okazało sie ich mieszkać tam prawie 33 500 osób. Przy czym liczba tych deklaracji zwiększa się począwszy od spisów z 1991 r. przede wszystkim kosztem mniejszości ukraińskiej. Dla porównania Łemkowie w Polsce, jacy mieszkają bądź wrócili na ojcowiznę w południowej Małopolsce to zaledwie dwa tysiące osób.

Etnogeneza jak i sam status Łemków i Rusinów-Rusnaków ze Słowacji to nieprzerwany przedmiot sporu badaczy. Jasny wydaje się być tylko fakt, że Łemkowszczyzna nie była zamieszkana jeszcze w wieku XIII, a dopiero lokalizacja nowych wsi na prawie wołoskim i romańsko-ruskie masy ciągnące do pracy i życia w nowo powstających osadach to pierwszy zalążek samej grupy etnicznej (a taki status mają w Polsce). Krystalizacja Łemków – grekokatolików, używających języka noszącego cechy charakterystyczne dla języka ukraińskiego, słowackiego i po trosze polskiego oraz rozpuszczenie się w tym żywiole Wołochów to wiek XVI-XVII. Bitwa o to kim są, toczyła i toczy się w największym stopniu między samymi działaczami rusińskimi/łemkowskimi, a Ukraińcami. Czym dalej na wschód od Nowego Sącza i Lubowli na Słowacji tym większy odsetek Ukraińców (czego przykładem jest być gmina Komańcza po polskiej stronie) i tym większy odsetek wiernych nie tylko grekokatolickiego, ale i  ukraińskiego Kościoła prawosławnego.

By oddać po trosze naturę tego sporu, można wspomnieć poetę z Nowicy – Bohdana Ihora Antonycza. Tablica pamiątkowa w języku ukraińskim stoi dokładnie po środku tej łemkowskiej wioski. Był synem parocha Wasylego Kota, związanego ze swą małą ojczyzną i parochią (parafią) pod Sanokiem. Rodzice zmienili nazwisko tuż przed jego narodzinami w 1909. Syn całe życie pisał po ukraińsku, a mając lat 19 zaczął studia we Lwowie gdzie zmarł ostatecznie w 1937 r. Kim zatem był? Ukraińcy twierdzą, że wystarczy już sam fakt, że pisał w tym, a nie innym języku. Łemkowie zaś mówią o presji kulturowej, jaką od XIX wieku wywierano na wszystkich nie-Polaków po obu stronach Karpat, co nie zmienia faktu, że Bohdan urodził się na Łemkowszczyźnie  i Łemkowie mają do niego co najmniej równe, jeśli nawet nie większe, prawo. Aż ciśnie się na usta spór o to „czyj” był Adam Mickiewicz.

Obelisk poświęcony Bohdanowi Ihorowi Antonyczowi
Obelisk poświęcony Bohdanowi Ihorowi Antonyczowi

Granica państwowa rozdzielała Łemków już od czasów I Rzeczypospolitej i zniknęła podczas rozbiorów, aczkolwiek wedle historyków zawsze była bardzo dziurawa i trudna do upilnowania. Drugi raz pojawiła się po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Zapytałem o nią mojego rozmówcę z Nowicy:

– Granica ze Słowacją za całego mojego życia była bardzo strzeżona. Także, jeśli pan pyta o nasze wzajemne kontakty, to były one żadne. Oczywiście, że mieliśmy świadomość kto mieszka po jej drugiej stronie, ale to nie było tak proste jak teraz.

– A teraz jak jest?

– No Schengen. Można jeździć w obie strony bez kontroli. Oczywiście wiele rzeczy znowu idzie na gorsze, a to ten wirus, co był dopiero, a to drożyzna. Materiały budowlane są raz tańsze u nich, raz u nas. No, ale jak są jakieś festiwale, no wie pan – jakaś kulturalna aktywność, to na polską stronę przyjeżdżają ich zespoły, nasze do nich.

– A pan był na Słowacji po faktycznym zniesieniu granic?

– Oczywiście. Tu zaraz za Koneczną jest granica. No to ile to jest. Może 15 km i już Słowacja. I potem pierwsza wioska – Becherov (Becheriw). Byłem, ot, żeby spotkać się. A to usiąść przy piwie. Teraz to już nie mam siły, ale dziesięć lat temu to oczywiście.

Dokończenie nastąpi

Mateusz Styrczula

Fot. Autor

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis