Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Zapiski

2022. Dni i myśli

Dilthey: „Sztuka i filozofia najmniej łączą jednostki ze sobą, funkcja bowiem, która pełni artysta czy filozof, nie jest obciążona żadną życiową zależnością”. Tak, to jest wolność i waga światowa. Dilthey zarazem zauważył wiele lat temu, i tak samo Kartezjusz, że dyskusję, namysł, istotną rozmowę zaczyna zastępować jednostronne szkalowanie. A tak, to jednostronne szkalowanie właśnie nam się rozpędza w każdej dziedzinie. Taki „rozwój cywilizujący”? Takiego nie chcę. Zewsząd tylko szkalowanie.

Czytam filozofów, bo lubię zwiedzać drogi, po których wędrowała ludzka myśl, a z tych dróg widzieć pejzaże szersze. Radosne uczucie. Pewna droga. Bez filozofii Jolanty Brach-Czainy nie ma dziś filozofii. Na TVP Kultura nawet jej nie wspomną. Nadal siedzą w samych facetach. Nadal jednopłciowe „filozofowanie”. To i wojny będą, panowie, a niektórych mogłoby nie być, gdyby pojawił się filozoficzny głoś żeński – nie że tylko wspomniany, ale tu i teraz, żywy. To głos u podstaw czy też samej podstawy. Filozoficzna refleksja to podstawa czy też esencja. O mojej „Nielegalnej zajęczycy, męczącej Heideggera i innych filozofów” też nawet nie wspomną. Tolo: Chcesz za dużo? Ja: Chcę widzieć siebie. I nie jest chcenie wygórowane.

Medytacja, nie bez sensu, jakaś teologiczno-filozoficzna: Gdyby Bóg nie zajmował całej przestrzeni – całej – można by go zastrzelić, a przedtem namierzyć. „Boga nikt nigdy nie widział, Bóg jest w nas” (NT). Zabijasz człowieka – zabijasz Boga. Nieodwracalnie jest go coraz mniej. I tak nie w każdym człowieku był. Zabijasz go na wojnach. Pada masowo wraz z ludnością cywilną.

Śnieżące kosy – kwitną drzewa. Pomiędzy kosami podkowa śnieży – włosy starej kobiety. Dostrzegam to pod niebem, huczącym – nad Olsztynem ciągle latają bombowce, nad tym pięknym majowym śniegiem. Chce mi się zawołać: O, moje zbędne poetyckie spostrzeżenie!

Ad.: Huczą bombowce, bo NATO się rozsiadło na byłych poligonach po Sajuzie u was i…

Ad. był zawsze bardzo krytyczny wobec Putinowa, jakie Rosjanom zbudował (zgotował) Putin, a tymczasem to wiele mówiące „i” na końcu zdania niedokończonego zdumiewa mnie….

Głos z Anglii: Polska nie powinna być w NATO.

Glos z Anglii: Wojna. Płaczę.

To ten głos. Inny rodzaj głosów to czarno-biała racja polityków. Bełkot, bełkot. Ja też płaczę. Tyle mogę.

Jak to mówi Kartezjusz w „Medytacjach 2” (za Eklezjastą) : „Człowiek nie ma więcej, niż bydlę, ale tylko z ciała”. Ano. Kto robi wojny? Człowiek, który jest jak bydlę? Zaspokaja instynkty , popędy? Tylko tyle? A gdzie ten, który jest bydlęciem tylko z ciała, gdzie ten z głową? Kto robi globalizację, czyli wiochę globu? Człowiek z głową, czy tylko bydlę-ciało?

Mówiąc Kartezjuszem: wolny człowiek wie, że może poznać to, czego jeszcze nie wie. Mówiąc Heideggerem: jesteśmy rozciągli jedynie w czasie, dziś-wczoraj-jutro. Tu się rozciągamy, a przestrzeń musi być poręczna, żeby żyć. Albo ktoś nam ten proces przerwie, likwidując naszą rozciągłość, i likwidując poręczność. Pisałam o tym w „Nielegalnej zajęczycy”. Wojna (wojna penisów) niszczy poręczność życia (wszystko poprzestawiane, nic nie leży na miejscu, żeby można było żyć). A co poznamy jutro z ogłupiających mediów? Nic. Nic nowego budującego, poręcznego dla umysłu. Rozciągłość dla umysłu oznacza: dowiem się tego, czego nie wiem. W mediach manipulacja na kształt kolejnej zadymy. Nic więcej. Nie dają wiedzy. Pobudzają bydlęce emocje – bydląt, nieznanych przyrodzie. Bo nieznanych. Odruch, popęd zastępuje medialna emocja. Kto to jest?!!!

Bydlęcę ciało, srające i szczające bombami? Sranie i szczanie fejkami? Kto to jest?

Gdzie podział się człowiek?

Głos w sklepie: Całą wojnę na Ukrainie zrobili tamtejsi Żydzi, Kołomojski to Żyd, i wielu innych oligarchów. Azow to prywatne wojsko Kołomojskiego. Zelenski to człowiek Kołomojskiego. Gdzie się podziali Żydzi humaniści?

To bardzo dobre pytanie, życzliwie wzywające.

Uśmiecham się tylko, bo nie wiem, co powiedzieć. Powinnam jakoś zareagować? Odechciało mi się wszelkich reakcji w obliczu wstrętnej, obrzydliwej wojny, o której nie wiem nic. Wiem tyle, że każda wojna jest bezprawiem i zabija. Napuchnięty Putin, a jego twarz nie przypomina dawnej. Zapuchnięta jakby to była część słupa z waty. Jak Lenin koloru szarego mydła w mauzoleum. Jestem zła na siebie o to, że się uśmiecham. Ale też bym zawołała: Gdzie się podziali Żydzi humaniści? Jeśli za Ewą powiem, że to wojna penisów, to przywracam sobie równowagę. No to co, że egoistycznie? Bardzo mi miło to powtarzać. Jak komuś niemiło z powodów miłych dla mnie, to trudno. Ryzyko zawodowe, zapiskowe i moja prawda. Michalina: A jest choć jedna baba, która nawołuje do wojny? Toż to faktycznie same penisy. Chyba Ewa ma rację.

Viol.: Bo my nie mamy bladego pojęcia o kulisach tej wojny, o knowaniach, machinacjach.

Ale było coś obrzydliwego oficjalnego: gapowato uśmiechnięty Biden jawnie przecież zezwolił Putinowi na „małą wojnę” i powtórzył to nieskładnie kilka razy, on w ogóle mówi nieskładnie. I chodzi „nieskładnie”, biega drobiąc starczymi kończynami. Facety się dogadały w sprawie „małego podziału terytorium”? Inaczej nie do pojęcia fakt, że przywódcy (penisy) rozmawiają z „mordercą Putunem”, coś potajemnie ustalają.

Notuję głosy. A nie powinnam? A dlaczego nie?

Viol.: Ty znowu nie łyknęłaś propagandy? Wiem, że nie łykasz.

Nie łyknęłam.

Dilthey: „Sztuka i filozofia to wolność i pewność spraw, dla nich widocznych”.

Dilthey mówi, że jest coś takiego, jak „życiowe usposobienie narodów”. Chyba jest. Białoruskość to pokojowość autorytatywna. Czaho tudy biażysz, bicca zachaciełaso? Ni biaży jak durny, dzie durnyja biahuć, chuczej, czym padumajuć. To jest trzon życiowości. Nie da się tego zrelatywizować, pokonać, bo trzon to trzon. I złe to nie jest. Nie? Heta naszyja mamki tak ni dawali synam biehczy bicca, dzie druhija bjucca. A jak napaduć, ta ni adbiwacca? Rabi tak, kab nichto na cibie ni napadaǔ. A jak usio taki napaduć? Ni było razmowy. Maci najwyżaj jaszcze szmataju zajechała pa wuchu. Rabi tak, kab nichto ni napadaǔ! Aliż Hitler napadaǔ. Bo rabili tak, szto napaǔ, i doǔho heta ciahnuli, spryjańnie napadaǔszym. Takaja razmowa. Mnie zdajecca, szto ważnaja, bo baba maja hołas, i z samaj siaredziny żyćcia. I heta ni źwiaryny hołas. Czaławieczy. Susieda drażnisz, czeraz płot barmyczasz jamu, szto jaho nienawidzisz. Abnosiszsa z ninawiśćju. I choczasz, kab na cibie ni napadaǔ? Jon dwa razy bolszy ad cibie i drużkoǔ takich maja. A jeśli i roǔny tabie, ty ǔ heta ni leź! Razmaǔlaj! Czujesz, szto każu? Michalina: Wstaw moje podtrzymanie Ewy, że to wojna penisów. Ja: Wstawiłam już. To nasz babski cios.

Poległe na wojnie ciało nie nacieszy się sławą. Naszyja mamki mieli druhuju racju. Ja jaje trymajusa.

Rai., nasz Narajczyk, zamilkł i boi się wojny (napisał to, że się boi, i zamilkł). Boi się, że będzie siedział w piwnicy albo schronie. Mnie ǔsio adno. Nikudy ni uciakaju z majej kwatery. Najwyżaj zhinu z czużoj ruki ǔ swajich ścienach. Tut żywu, tut pamru. Jak chtoś załamocza ǔ maji dźwiery, stralać budu? Jak ukraincy da rasiejcaǔ? Ni maju czym stralać. Wojska ni maju swaho. Nu i żony mironosicy ni stralajuć. Zaǔsza hinuli biez słowa. Ali stralać ǔ takoj sytuacji zachoczacca, choć z talerki.

(…) A po kiego mi amerykanizacja, jeśli ja mam problemy białoruskie! Jakiś palant na FB oskarżył mnie o obrazę uczuć narodu amerykańskiego (sic!), kiedy coś napisałam o mojej niechęci do amerykanizacji. O, masz mocarstwowy „umysł”. Naród mu obrażam. Heideggera nie czytał.

Putin wyśmiewał się z Clintonowej, kiedy ta kandydowała na prezydentkę, bo staruszka. I Sołowjow wyśmiewał, bo staruszka, i jeszcze się jej czegoś chce, politycznego stanowiska. To wyśmiewanie „staruszki” bolało mnie osobiście. Obecnie wiele bab na wysokich urzędach USA i w Europie, ale to też facety. Bardziej faceci w straszności niż facet.

Wszystkie trzy z Agnieszką pod knajpą zgadzamy się (przyjemnie): jednak wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Te młodsze ode mnie właśnie odkrywają dla siebie najmocniejszy dziś prąd umysłowy: feminizm. Ja już to przerabiałam.

Nie wyobrażam sobie życia bez mężczyzny, ale też nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną przemocy, damskiego boksera, z nieopanowanymi przyrodniczymi popędami, no i wielbiciela wojen jako najważniejszego sposobu rozwiązywania problemów. To jest mój feminizm i wszystkich rozumnych kobiet.

Drażni mnie i boli, kiedy same kobiety uważają feminizm za zbiór ideologicznych haseł. To patriarchalizm sprowadza feminizm do tego zwyrodniałego, prostackiego rozumienia go. Jak coś dobrego, budującego utłuc? Sprowadzić do haseł, i zignorować, bo to same hasła? Łatwizna.

Znowu przemoc, znowu morderstwa, jak w latach dziewięćdziesiątych! W Olsztynie na Lubelskiej „ktoś” strzałami w głowę zabił dwóch facetów w sile wieku (sprawcy niewykryci). Gdzie indziej w Olsztynie syn poderżnął gardło ojcu (tego mordercę złapano – morderstwo pospolite). Na Nowym Świecie w Warszawie w biały dzień jakieś typy zamordowały mężczyznę (znowu gadające po rosyjsku; znowu obywatele Ukrainy jak w latach dziewięćdziesiątych zarezali?)

Czytam wyłącznie książki filozoficzne, bo to są moje pokrewieństwa (nie krewni), ale unikające mnie, kobiety – biorę udział w wątku rozumnym – to tylko takie pokrewieństwo – nie w sensie systemu. Systemy ujednolicają mi się – właśnie przez jednostronny żeński brak. Jeśli sprowadzić walki systemów (filozoficznych) do tego braku, to one niemal jednakowe, widziane żeńskim okiem, z boku i od wewnątrz. Ale czytam ich, facetów klasycznej filozofii, żeby wybrać najistotniejsze myśli, pasujące do mojej człowieczej żeńskiej egzystencji, i (zatem) w ogóle do człowieka; myśli, które pozostają paląca aktualne. Chcę te myśli zachować, niemal wykrzyczeć.

Ani kroku bez filozofów, ludzie! Ani kroku bez myślicielstwa! Cóż to za przyjemna droga, wątek rozumny pośród ciał bydląt; i w ciele bydlęcia nie bydlęca myśl.

Ponownie zaczynam czytać Arystotelesa „O duszy”. Jestestwo nie trwa numerycznie, ale gatunkowo – twierdzi, to znaczy roślina tworzy roślinę, a zwierzę – zwierzę, żeby mieć udział w wieczności. Czyli: wieczność czy też nieśmiertelność u człowieka to dzieci.

Ale człowiek wcale nie myśli, że jego nieśmiertelność, że udział w wieczności zawiera się w dzieciach. Ludzie nie widzą w dzieciach udziału w wieczności, ani swej nieśmiertelności – chcą mieć własną nieśmiertelność, osobistą, nie przez dzieci, własny udział w wieczności. Chyba to sprawiło chrześcijaństwo, takie indywidualne poczucie, albo – jest ten stan starszy – najstarszy, wpisany w umysł i nie da się inaczej żyć. Życie traci sens bez poczucia, że się nie ma indywidualnej nieśmiertelności, czyli indywidualnego wejścia w wieczność. Taka gatunkowa osobliwość.

Czytam starych filozofów i sądzę, że niewiele nam się zmieniło w sprawie myślenia. Wciąż tkwimy w starożytnej Grecji. Nawet słowo „kwantytatywny”, „kwant” mamy stamtąd. Nie odbiegliśmy daleko i wciąż rozcieńczamy tamtą esencję, czepiając się jakiejś cząstki. Tylko kobiety powycinano wtedy skrzętnie. Jedynym „sprawcą życia” u Arystotelesa jest facet. Nie miał pojęcia, czym jest miesiączka. Nie chciał wiedzieć nic o żeńskim jajeczku.

Arystoteles stawia dziecinną konstatację, że człowiek tworzy człowieka, a roślina roślinę. Miałam może ze cztery lata, a może trzy i pół, kiedy w kuchni zapytałam: A adkul biarucca ludzi? Ojciec: Ludzi biarucca z busłoǔ. Ja: Busły z busłoǔ, a ludzi z ludziej. Rodzice zaczęli się śmiać, i śmiali się do wieczora, a ja byłam oburzona takim żartem o busłach, bo na własne oczy widziałam w bocianim gnieździe małe bocianki, a nie ludzkie dzieci. Wiedziałam, że ojciec żartuje. Mówiłam Arystotelesem, nie wiedząc o tym.

Tamara Bołdak-Janowska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў верасні

    770 – 1252 г., першыя летапісныя зьвесткі пра гарады Наваградак (Новогородок), Слонім (Услоним, Вислоним), Ваўкавыск (Волковыеск). 700 – У 1322 г. дружыны Гарадзенскага княства (у склад якога тады ўваходзіла ўсходняя Беласточчына) на чале з князем Давыдам Гарадзенскім разграмілі пад Псковам нямецкіх і дацкіх …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis