Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    23. Zabytaja tragedia kala Krynak (1)

    U viosaczcy Trejgli niedaloka Krynak za sanacji żyli bahatyja haspadare Jurczeni, jakija mieli 23 ha ziamli. „Bahatyroŭ” u czerwcu 1941 r. enkavudzisty vyvieźli na Sibir (viarnulisa ŭ 1946 r.). Z hetaj pryczyny pośle pajszła ŭ vioscy i vakolicy nizhoda. Syn „kułakoŭ” Edzik za sanacji byŭ…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    11. Jabłyka i pomarančy

    Knižki i filmy podôbny do jabłyk i pomarančuv. Odny i druhi naležat do ovocuv, ale smakujut preč po-raznomu. (Steven King) To było tohdy, jak ja brontavsie hołodny po Krystijaniji, siêtum divovidnum miêsti, kotoroho čołoviêk ne pokine, poka vono ne nakłade na joho svojoji pôznaki… Siêty… ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Strzałka

Janusz Korbel na Trialogu Białoruskim w Łapiczach k. Krynek. Koniec lipca 2010 r. Fot. Jerzy Chmielewski
Janusz Korbel na Trialogu Białoruskim w Łapiczach k. Krynek. Koniec lipca 2010 r.
Fot. Jerzy Chmielewski

7 sierpnia minęło siedem lat, odkąd Janusza Korbela nie ma już z nami. Janusz przez wiele lat był współpracownikiem Czasopisu. Pisał głównie felietony. W obiegowych opiniach mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie zgadzam się z tym. Janusz Korbel okazał się człowiekiem nie do zastąpienia. Trudno znaleźć kogoś kto dorównywałby mu wiedzą, erudycją, intelektem i zaangażowaniem w sprawy, którym był oddany.

Każdy numer Czasopisu zaczynałam właśnie od felietonu Janusza. Z niecierpliwością sprawdzałam, czy coś napisał – jest! Wiedziałam, że za chwilę czeka mnie intelektualna przygoda, pożywka dla moich refleksji i kolejny klocek układanki do budowy światopoglądu, który nieustannie, również pod wpływem Janusza – ewoluował. Jego felietony były dla mnie odkrywaniem nowych lądów, nieoczywistych skojarzeń, inspiracją do przemyśleń. Niejednokrotnie nie wszystko w nich rozumiałam. Czasem czytałam je powtórnie, by uchwycić myśl autora. Jego teksty wymagały od czytelnika pewnej dozy wiedzy już na wstępie. Jego światopogląd to była misterna konstrukcja lektur, przemyśleń i doświadczeń, które zbierał przez wiele lat. Tak, jego czytelnik musiał być już w jakiś sposób ukształtowany, żeby w pełni uchwycić myśl, którą on usiłował przekazać. Jego przekaz był tak różny od tego, co serwowały nam mainstreamowe media, tak inny od obiegowych opinii krążących w społeczeństwie, że zetknięcie się z oryginalnością myśli dla wielu, w tym i dla mnie, były często kulturowym szokiem.

Sprawę komplikował fakt, że Janusz zamiast dawać gotowe odpowiedzi – zadawał pytania. Nie sądzę, aby był to jedynie retoryczny chwyt, by zmusić czytelnika do myślenia. On sam tych odpowiedzi szukał. Dostrzegał skomplikowanie świata i miał świadomość, że odpowiedzi na złożone problemy nie mogą być łatwe i oczywiste. Jego umysł był wciąż otwarty na nowe, wciąż kluczył po meandrach rzeczywistości i zmagał się z jej trudną materią. Jak zachowywać lokalną kulturę a jednocześnie nie być zaściankowym? Jak pielęgnować tożsamość małych społeczności, nie stając się jednocześnie ksenofobem? Jak kontynuować tradycję, a jednocześnie być otwartym na wciąż zmieniający się świat? Ten znak zapytania wisiał nad autorem i czytelnikami, drażnił, intrygował, prowokował do myślenia. Żłobił w mózgu nowe ścieżki, którymi dalej musieliśmy kroczyć samodzielnie.

Pisał najczęściej o ochronie krajobrazu – tego przyrodniczego i kulturowego. Jako architekt był wyczulony na kwestie zabudowy naszych miast i wsi. W jednym z felietonów napisał, że w przyszłości najważniejszym konfliktem do rozwiązania będzie konflikt pomiędzy myśleniem tradycyjnym a naukowym, pomiędzy myśleniem lokalnym a globalnym. Powołał się przy tym na książkę Edwarda O. Wilsona „Socjobiologia” (dziś jest na mojej półce), w której autor badał rozwój zwierzęcych i ludzkich społeczeństw na podstawie uwarunkowań biologii ewolucyjnej. Nasz naturalny trend do lokalności, plemienności i myślenia kategoriami swój-obcy jest uwarunkowany biologicznie, może być zrównoważony jedynie przez kulturę i wysiłek umysłowy, by widzieć rzeczywistość nie tylko na podstawie subiektywnych odczuć, ale obiektywnych przesłanek nauki. Często nie jest to łatwe. Przecież wyraźnie widzimy, że to słońce krąży wokół ziemi, wschodząc na wschodzie i znikając za horyzontem na zachodzie. Dla naszych naturalnie patrzących oczu jest to oczywiste.

W jednym z felietonów Janusz zastanawiał się, jak bardzo podobne, a wręcz te same prawa rządzą światem kultury i natury. Podział na kulturę i naturę uważał w istocie za złudny. W naturze poszukiwał wzorów dla procesów społecznych i kulturowych, traktując kulturę jako kontinnum natury. Jest to bliskie mi podejście. W końcu kultura stanowi wytwór naszych ludzkich umysłów ukształtowanych przez biologiczne procesy ewolucji, powstałych w celu przetrwania naszego gatunku. A jednak spektakularny rozwój cywilizacyjny dokonywał się kosztem oddzielania się od natury, coraz wyraźniejszego uniezależniania się od kaprysów jej żywiołów. Więc jak to jest z tą naturą i kulturą?

Pamiętam pewną rozmowę, którą odbyłam z Januszem przed wielu laty. Dyskusja dotyczyła różnorodności biologicznej jako naturalnego kierunku rozwoju w przyrodzie – natura pozostawiona samej sobie ma tendencję do coraz większego różnicowania i tworzenia niezliczonej ilości gatunków i odmian. Obserwujemy to m. in. w lasach naturalnych, które składają się nie z wielkich połaci monokultur, lecz stanowią skomplikowaną mozaikę różnorodnych gatunków roślin i zwierząt. Janusz odpowiedział, że tak rzeczywiście było, ale najnowsze badania naukowe zdają się sugerować, że strzałka rozwoju w kierunku bioróżnorodności zatrzymała się, a nawet zaczęła się odwracać w kierunku odwrotnym – ku ujednolicaniu. Zdziwiło mnie to. Rozmowa jednak potoczyła się innym torem i nie zapytałam go, co konkretnie miał na myśli: czy zmiany w środowisku spowodowane przez człowieka, który wskutek migracji spowodował globalizację nie tylko w świecie ludzi, ale też świecie przyrody, wymieranie gatunków na skutek ocieplenia klimatu, czy może całkowicie naturalny trend ewolucji, która osiągnąwszy jakiś punkt kulminacyjny postanowiła nagle odwrócić kierunek rozwoju? W jakiej książce to przeczytał? W jakim naukowym artykule? Na te pytania do dzisiaj nie znalazłam odpowiedzi, a znak zapytania który zawisł nad strzałką rozwoju, nie daje mi spokoju do dziś.

Ewa Zwierzyńska

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    710 – перамога дружын Давыда Гарадзенскага у 1314 г. над войскамі крыжакоў пад Наваградкам. 625 – 12 жніўня 1399 г. паражэньне войск Вялікага Княства Літоўскага на чале з князем Вітаўтам у бітве супраць войскаў Залатой Арды на рацэ Ворскла. 510 …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (111) – 14.07.1913 г. у Вільні было заснавана Беларускае Выдавецкае Таварыства, яго ўзначальвалі Б. Даніловіч, І. Луцкевіч, К. Шпакоўскі. Надрукавала 15 кніг агульным тыражом 50 тысяч асобнікаў – зборнікі вершаў, падручнікі па беларускай мове, п’есы для самадзейнікаў.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2024 Czasopis