Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Wspomnienie

Zygmunt Kostowski (1933-2022)

„Co tam u Zygmunta?” – pytała mnie córka, ilekroć Zygmunt Kostowski, „opiekun miejsc pamięci narodowej”, telefonował z objętej „stanem wyjątkowym” Czeremchy. Robił to w ostatnim czasie bardzo często, gdyż poza tym, że walczył, o czym pisaliśmy na łamach „Czasopisu”, o wyrwanie z anonimowości białoruskich ofiar zbrodni hitlerowskiej z początku lat 40. ubiegłego wieku, szykował mu się proces o rzekome świadome zniszczenie służbowego auta wójta gminy Czeremcha Jerzego Wasiluka.

Sprawa była „skręcona”, co Kostowski zamierzał udowodnić przed sądem. Mam dokumentację tej sprawy, gdyż mieszkaniec Czeremchy bardzo chciał, żebym o tym napisał. Obiecałem mu zresztą, że będę na rozprawie i powiadomię inne media o tej ewidentnej na mój nos próbie nękania starszego człowieka.

Zygmunt Kostowski
Zygmunt Kostowski

Teraz to już historia. Policja razem z urzędem gminy mają dużo szczęścia: Zygmunt Kostowski nie żyje, sąd umorzył sprawę, obejdzie się więc bez kompromitacji na cały kraj.

Ja nie mogę umrzeć

Zygmunt nie był łatwym człowiekiem. Toczył wojny ze wszystkimi – kurią drohiczyńską, urzędem gminy, Instytutem Pamięci Narodowej. Czasami przesadzał, szarżował z opiniami, które były krzywdzące dla innych, ale mam nieodparte wrażenie, że stała za tym wyłącznie dobra wola, chęć poznania prawdy, tak jak to było w przypadku tej jego ostatniej idee fixe.

– Panie redaktorze, ja nie mogę umrzeć zanim nie pochowam tych swoich Białorusinów w ich ojczyźnie – powtarzał mi wielokrotnie, nawet wtedy, kiedy leżał już pod tlenem w szpitalu w Bielsku Podlaskim.

12 maja ubiegłego roku na cmentarzu w Kuzawie pochowano siedem anonimowych ofiar. Według IPN pięć osób miało być Białorusinami, jedna Polakiem, a narodowość ostatniej była nieznana. Kostowski, który wskazał Instytutowi miejsce zbrodni, nigdy się z tym nie zgodził. I tak się poznaliśmy.

To fragment mojego tekstu z ubiegłorocznego, czerwcowego numeru „Czasopisu”:

„»Kostowski to trudny człowiek«, »To człowiek specyficzny, że się tak wyrażę«, słychać zewsząd w czasie poszukiwania jego posesji w Czeremsze. Wąska uliczka. Błękitna brama z drucianą pętelką, którą należy zdjąć z żeliwnej ozdoby, żeby się dostać na podwórko. Maszt z biało-czerwoną. Przysypiający pies w budzie. Drzwi otwiera niski, pewny siebie staruszek. Zaprasza do środka. Na kuchennym stole papiery – dokumenty, zdjęcia. Historia nie opuszcza tego domu nawet na chwilę. Lat prawie dziewięćdziesiąt, umysł wciąż ostry jak brzytwa. Kostowski bez zbędnych wstępów zaczyna snuć opowieść z pacholęcych czasów.

– Tu, gdzie jest obecnie kościół, stał murowany budynek, w którym Niemcy mieli koszary. Stacjonowała tam brygada, która czyściła te tereny z komunistów. Obok tego budynku wybudowali piwnicę, w której trzymali pojmane osoby. Z tej piwnicy wyprowadzali je na rozstrzelanie. – wspomina Kostowski. – Ja byłem wtedy taki dziesięcioletni łebek, który miał kontakt z radziecką partyzantką, byłem łącznikiem u nich i miałem takie polecenie, żeby tych Niemców obserwować. Pamiętam ten dzień jak dziś. Byłem z kolegą w tej okolicy, kiedy w otaczającym ten budynek, wysokim, ponad dwumetrowym płocie nagle otworzyły się wrota. Wyszło z niego czterech Niemców prowadzących pod bronią siedmiu mężczyzn. Po trzy „dwójki” związane ze sobą drutem i ten siódmy z łopatą na plecach. Ruszyli w stronę wsi Czeremcha, a my w niewielkiej odległości za nimi. Ten z łopatą, co jakiś czas oglądał się za siebie i wtedy nasze oczy się spotkały. Ja sobie w sercu tak pomyślałem: „Ja ciebie człowieku, póki tylko będę żył, nigdy nie zapomnę”. Kwiaty kwitły, było ciepło, lipiec, czy sierpień… Kiedy skręcili w las i zniknęli nam z oczu, nastała taka wymowna cisza, a potem rozległy się strzały i my wtedy „chodu!”. Od razu zawiadomiliśmy dorosłych – sąsiadów i rodziców. Ale zaraz też wróciliśmy w to samo miejsce. Czwórka hitlerowców jak raz wracała z egzekucji i minęła nas nie zwracając na łebków kompletnie uwagi. Pobiegliśmy do tego lasku i zobaczyliśmy świeżo wyrównaną ziemię. Poszliśmy potem w to samo miejsce już z dorosłymi – dwiema kobietami i mężczyzną. I ten mężczyzna zrobił drewniany krzyż z rosnącej obok dębiny i go tam postawił. I ten krzyż stał tam do czasu ekshumacji w 2017 roku.

I teraz najciekawsze. Kostowski twierdzi stanowczo, że mężczyzna z łopatą, to był znany mu z widzenia radziecki partyzant, a pozostali zamordowani, to prawdopodobnie również koledzy partyzanta, „leśni” przerzuceni w te okolice przez dowództwo Armii Czerwonej, aby prowadzić sabotaż w Czeremsze, która była ważnym dla Hitlera węzłem kolejowym”.

Baćka jako straszak

Po koniec ubiegłego roku kilkakrotnie rozmawiał z konsulatem Białorusi w Białymstoku. Prosił, żeby tam bardziej przyłożyli się do roboty i weszli w kontekście „Kuzawy” w ponowną, merytoryczną współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej. Miał bowiem wrażenie, że go służby konsularne Aleksandra Łukaszenki lekceważą, zbywają byle czym, mimo że on, Polak z krwi i kości, kocha Białoruś, bo gdyby jej nie kochał, nie zawracałby sobie głowy na starość „jej poległymi synami”. Ale stał się mały cud. Zadzwonił rozbawiony z informacją, że postraszył konsulat, że jak nie zaczną traktować „Kuzawy” poważnie, to on pojedzie do samego Baćki na skargę w tej sprawie. Kilkanaście dni potem dostałem od niego kopię pisma, które konsulat wystosował do IPN 8 grudnia ub.r.. Oto jego treść w oryginalnym brzmieniu:

Konsulat Generalny Republiki Białoruś w Białymstoku przesyła wyrazy szacunku i w stosunku do zwrotu Pana Zygmunta Kostowskiego, postulującego o przeprowadzenie ponownej ekshumacji szczątków siedmiu osób (prawdopodobnie Białorusinów), zamordowanych przez Niemców w 1942 roku na terenie gm. Czeremcha, ma zaszczyt poinformować o następującym.

Konsulat Generalny zapewnia o gotowości wsparcia w inicjowaniu przez stronę białoruską procedury powtórnej ekshumacji zwłok tych cywilnych ofiar w celu dalszego pochowania na terenie Republiki Białoruś w wypadku dokładnego potwierdzenia ich przynależności do białoruskiej narodowości lub pochodzenia białoruskiego.

W związku z tym wyrażamy zgodę na okazywanie wszechstronnej możliwej pomocy po stronie białoruskiej w czynnościach dotyczących tej sprawy.

Konsulat Generalny Republiki Białoruś w Białymstoku korzysta z okazji, by ponowić Instytutowi Pamięci Narodowej wyrazy poważania.

Konsul Generalny

Viktor Savchuk

I zanim w grudniu Kostowski nie trafił do szpitala, zdążył mi jeszcze wysłać swój największy skarb w tej sprawie – listę prawdopodobnych ofiar zbrodni hitlerowskiej w Czeremsze, którą zdobył podczas jednej z podróży na Białoruś. Dokładnie w Wierchowiczach w kamienieckim rejonie obwodu brzeskiego. Oto ten spis:

  1. Piotr Michajłowicz Karateń s. Michała, ur. 1898 r. ze wsi Opaka
  2. Nestor Czarniecki s. Dawida, ur. 1909 r. ze wsi Opaka
  3. Filip Stepaniuk s. Jakuba, ur. 1902 r. ze wsi Wierchowicze
  4. Warfałamiej Kreczko s. Wasyla, ur. 1896 r. ze wsi Dworec
  5. Mikolaj Kreczko s. Wasyla, ur. 1896 r. ze wsi Dworec
  6. Jakim Wasiluk s. Warfałamieja, ur. 1902 r. ze wsi Dołbizno
  7. Karp Siemieniuk s. Timofieja, ur. 1895 r. ze wsi Dołbizno

Lista została sporządzona przez miejscowy sielsowiet (odpowiednik sołectwa). Napisano pod nią, że wymienione osoby „za to, że były związane z partyzantami, zostały rozstrzelane w 1942 r. na stacji Czeremcha”. Wszystkie wsie, z których pochodziły, znajdują się tuż za polsko-białoruską granicą – w rejonie kamienieckim.

„Opiekun miejsc pamięci narodowej” z Czeremchy zmarł 30 stycznia 2022 r.

Śpij spokojnie, Panie Zygmuncie…

Arkadiusz Panasiuk

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis