Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    22. Pierapałki sołtysa Nowaha Tryścianoha (2)

    Stanisłava Żynela sudzili za toje, szto byŭszy nimieckim soltysam „vymagał bezwzględnego podporządkowania się zarządzeniom władz niemieckich, uciekając się nawet do przemocy w wypadku, gdy ktoś uchylał się od stawianych przez niego żądań, a nawet biciem terroryzovał ludność swego sołectwa”. Prakuratar dakazvaŭ, szto ad 1942-ho da…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    10. Siêta nauka ne dla mene

    Ślubuję uroczyście, że będę: a) zachowywać postawę moralną i obywatelską godną studenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej; b) systematycznie i pilnie zdobywać wiedzę w celu należytego przygotowania do pracy zawodowej oraz aktywnego uczestniczenia w budowie socjalizmu… („Ślubowanie studenta”, 1977) Čom ja pujšov studyjovati fizyku, a ne, prykładom,… ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Felieton

Zwiędłe anioły

W mediach szeroko omawiany jest problem suszy i obniżania poziomu wód gruntowych. Głównym winowajcą jest ocieplający się klimat. To problem globalny, wymagający współpracy wielu państw, a nasze działania lokalne na klimat Ziemi mają wpływ ograniczony.

Ale to działania lokalne mają wpływ na to, co lokalne, i jeśli nie mogą rozwiązać problemu całościowo, mogą przynajmniej częściowo odwrócić jego negatywne skutki. Tymczasem gospodarka wodna prowadzona w naszym kraju i regionie nie tylko nie zapobiega dalszemu pogłębianiu się suszy hydrologicznej, lecz przeciwnie – jeśli cokolwiek pogłębia, to skalę problemu. Paweł Średziński w znakomitej książce „Puszcza Knyszyńska” jeden rozdział poświęcił rzekom i źródliskom. Z jego rozmów ze specjalistami od hydrologii wyłania się ponury obraz.

Rzeka Supraśl Fot. Jerzy Chmielewski
Rzeka Supraśl
Fot. Jerzy Chmielewski

Poziom wody w Supraśli obniża się z roku na rok, co jest związane obniżaniem się poziomu wód gruntowych. Pomimo to do Supraśli wjeżdża ciężki sprzęt, by odmulać i pogłębiać dno, a na brzegach wycina się roślinność. Nazywa się to „pracami utrzymaniowymi” i jest skutkiem decyzji z 2010 roku, kiedy w kraju miały miejsce liczne powodzie. Choć na Podlasiu ich nie doświadczyliśmy, również nasz region otrzymał środki na „prace utrzymaniowe”, które dewastują rzekę doprowadzając do zaniku rodzimych gatunków ryb, utraty bioróżnorodności gatunkowej, dalszego obniżania się wód gruntowych i zjawiska przyduchy, które obserwowaliśmy w ostatnich latach. Odmulanie i pogłębianie dna niszczy i ujednolica ekosystem rzeki, który powinien być zróżnicowany. W rzece potrzebne są płycizny i głębokie doły, by mogło dochodzić do tarła i wylęgu, różnorodna flora, przeszkody i kamienie, za które ryby mogą się schować, i drzewa, które spowalniają wodny prąd i stanowią miejsca, gdzie ryby mogą schronić się przed upałem. „Prace utrzymaniowe” dewastują całkowicie naturalne stosunki, powodując stopniową degradację rzeki. Z Supraśli zniknął już miętus, zanika koza i minogi, żyjące w dennych osadach. W czasie prac utrzymaniowych wyciągane są na brzeg, gdzie giną. Niektóre z nich to ryby chronione. Na ich miejsce wprowadza się sztucznie gatunki obce, jak pstrąg1.

Torfowiska się kurczą, źródliska wysychają a rzeki wcinają się coraz głębiej w swoje doliny powodując dodatkowo odsysanie wód podziemnych. Melioracje w czasach realnego socjalizmu zdemolowały rzeki. Częściowo uzasadnione w latach powojennych, gdy biedna wieś owładnięta była głodem ziemi i potrzebowała pastwisk dla zwierząt. W międzyczasie krowy poznikały z pastwisk, łąki przestały być potrzebne. Pojawił się jednak inny trend – ochrona rzadkich gatunków ptaków, które na łąkach bytują. Unia Europejska wprowadziła dopłaty dla rolników za koszenie łąk, by uniemożliwić ich zarastanie. Doprowadza to do absurdalnych sytuacji, że przy obfitych opadach woda stojąca na łąkach uniemożliwia ich skoszenie, więc prowadzi się kolejne melioracje2. By chronić wodniczkę, koszone są łąki biebrzańskie. Wymyślane są różne atrakcje, jak zawody w koszeniu, by zachęcić ludzi do wykonywania czynności, które z ich punktu widzenia nie przynoszą im żadnych korzyści. Jednak, czy gdy zmienia się czas, warunki życia i potrzeby, utrzymywanie na siłę status quo ma jakiś sens? Zachować gatunek, zachować krajobraz, zachować dawny świat, zatrzymać to co było.

Kurczowo trzymamy się przeszłości. Nie chcemy zmian. Zmiana przynosi ryzyko i niepewność, a my lubimy mieć wszystko poukładane w szafeczkach. Stałość przynosi uczucie bezpieczeństwa i kontroli. A przecież immanentną cechą natury jest zmiana. Przeciwdziałanie siłom natury wymaga ogromnych nakładów sił i środków, choć walka z tytanami wydaje się być skazaną na niepowodzenie.

Właściwie dlaczego mamy na siłę zachowywać to co było? Może puścić to wszystko w cholerę i niech zarasta? Przecież zanim człowiek dotarł na bagna biebrzańskie nie było tam kośnych łąk. Bytowały tam inne gatunki niż dziś. Wodniczka zniknie, na jej miejsce pojawi się coś innego. Ta nasza cholerna potrzeba kontroli. Jakbyśmy mogli kontrolować wulkany, trzęsienia ziemi i wybuchy na słońcu. Zmiana klimatu owszem, to nasza sprawka, ale zaszliśmy już tak daleko, że możemy jedynie spowolnić dziejący się na naszych oczach kataklizm. Co skłania homo sapiens, człowieka podobno rozumnego, do prowadzenia tak absurdalnych w obecnej sytuacji działań? Oprócz pieniędzy, co się rozumie samo przez się, obstawiam mentalność. Mentalność ukształtowaną przez przekonanie, że człowiek nad przyrodą może panować, ujarzmiać i regulować. Oraz wiedzieć, co dla niej najlepsze. A najlepsze jest zachowanie wszystkiego tak, jak przez całe lata było. Zmiana wymaga nakładu energii. Zmiana wymaga wysiłku i ryzyka. Najbezpieczniej jest zaś płynąć siłą przyzwyczajenia. Powtarzamy więc destrukcyjne schematy zachowań, które dawno już przestały być funkcjonalne w zmieniającej się rzeczywistości – ale nasi ojcowie i dziadowie tak robili!, tak było zawsze i się sprawdzało!

OK boomers, czasy jednak się zmieniły. Klimat się zmienił. Wiedza na temat funkcjonowania ekosystemów się zmieniła. Serio chcecie siedzieć mentalnie w XIX wieku? Albo w czasach głębokiej komuny?  – Ale my chcemy coś robić! – słyszę w odpowiedzi. –Gdy coś robimy, mamy poczucie sprawstwa, poczucie kontroli. Gdy meliorujemy, pogłębiamy, wycinamy, jeździmy ciężkim sprzętem po lasach i rzekach mamy poczucie, że zapobiegamy, poprawiamy, ulepszamy. Mamy siedzieć z założonymi rękoma i patrzeć jak samo się zabagnia, zapuszcza, naturalizuje? Że bobry robią tę robotę lepiej niż my? Że popełniliśmy błędy? Mamy przyznać się do porażki?

Niekoniecznie. Można aktywnie naprawiać błędy i pomagać w renaturalizacji. Można rozebrać zastawki, zlikwidować wielkie wodne zbiorniki, połączyć rzeki z ich odciętymi starorzeczami, pomagać w odtwarzaniu się bagien i torfowisk. Można do rzeki wrzucać głazy i drzewa, by spowolnić bieg rzeki i stworzyć różnorodne siedliska dla fauny i flory, by mogła się odbudować.

– Ale jak mamy wrzucać kamienie i drzewa do rzeki! To jest uznawane za prace budowlane, wymaga wielu zezwoleń i procedur, zaś wjechanie koparką do rzeki nie wymaga żadnego zachodu.

Więc trzeba zmienić prawo. Od tego są politycy. A oni lubią wykazywać się pracą. Niechże więc skonstruują odpowiednie przepisy, zanim ludziom w Białymstoku zabraknie wody w kranach.

Prof. Elżbieta Jekatierynczuk-Rudczyk w swej naukowej publikacji „Wody uznawane za święte na Nizinie Północnopodlaskiej w świetle analizy hydrochemicznej” zbadała 26 źródeł uznawanych za święte. Tylko osiem spośród nich zachowało samoczynny wypływ wody3. W pozostałych z powodu obniżenia poziomu wód gruntowych musiano wykopać studnie lub zamontować pompy, gdyż wypływ był zbyt słaby. W wielu z nich jakość wody pogorszyła się z powodu działalności człowieka na przylegających obszarach, a szczególnie wysychania torfowisk, które zamieniają się w gleby murszowe4. Woda z nich przesiąkająca jest mętna i żółta, zawiera związki chemiczne spływające z pól uprawnych.

Biblijny prorok Ezechiel miał wizję, w której widział świątynię przyszłości. Wypływało z niej źródło żywej wody które wpadało do morza, do wody zgniłej, która wtedy stawała się zdrowa. Dokądkolwiek dopływała woda, wszystko zaczynało tętnić życiem i odzyskiwać zdrowie. Nie ma raju bez wody. To ona sprawia, że drzewa rosnące na obu brzegach owocują cały rok, a ich liście służą do uzdrawiania narodów. Anioł wprowadził proroka do potoku, który sięgał mu do kostek i prowadził na drugi brzeg. Woda wzbierała, sięgała mu do kolan, pasa, po szyję. Aby przebyć potok należało puścić się bezpiecznego dna, oderwać stopy i płynąć poddając się nurtowi rzeki. Należało puścić kurczową kontrolę.

Ezechielowa wizja zderza się z rzeczywistością naszych czasów, w których to profanum wygrywa z sacrum. Wody ze świętych źródełek na Podlasiu wysychają i smętnie ciurkają z metalowych rurek. Pełna niegdyś wody sadzawka w Hodyszewie stoi pusta, a po dnie wiatr przewiewa opadłe liście. Woda ze źródła w Zawykach nie nadaje się do spożycia, stężenie jonów amonowych wielokrotnie przewyższa dopuszczalne normy. Złą jakość ma także woda w Kożanach i Starym Korninie, odwiecznych miejscach pielgrzymowania wiernych szukających uzdrowienia. Źle jest w Rybołach i Dobrowodzie. Nawet w Dobrowodzie! Zwiędłe anioły opuściły skrzydła i smutno zwiesiły głowy nad wysychającymi źródełkami. Odwieczny świat ojców i dziadów odchodzi, wymyka się z rąk, pomimo naszego kurczowego uścisku. Nie przywrócą go stare, wypróbowane metody. Jeśli chcemy go zachować, musimy rozluźnić uścisk, odpuścić dawne sposoby myślenia i działania. Nie ma innego sposobu, by odzyskać raj.

Ewa Zwierzyńska

Źródła:

1PawełŚredziński, Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, Paśny Buriat, Wyd.I, Kielce 2022, str.188,189,190,193.

2Tamże, str. 188.

3Elżbieta Jekatieryńczuk-Rudczyk, Wody uznawane za święte na Nizinie Północnopodlaskiej w świetle analizy hydrochemicznej, Wydawnictwo Uniwersytetu w Białymstoku, Białystok 2021, str.47.

4Tamże str. 48, 52, 53.

5Księga Ezechiela rozdz. 47, Biblia Warszawska, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1990.

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў траўні

    770 – у 1254 г. быў падпісаны мірны дагавор паміж вялікім князем Міндоўгам і галіцка-валынскім князем Данілам Раманавічам. 740 – разгром у 1284 г. войскамі літоўскага князя Рынгальда мангола-татарскіх войск каля вёскі Магільна. 530 – у 1494 г. у Гародні …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (851) – 23.05.1173 г. у Іерусаліме памерла Еўфрасіньня Полацкая (нар. каля 1110 г.), полацкая князёўна, унучка Усяслава Чарадзея, асьветніца, выдатная грамадзка-царкоўная дзяячка (пабудавала дзьве цэрквы й два манастыры), па яе заказе была выканана Лазарам Богшам самая каштоўная рэліквія Беларусі – Еўфрасіньнеўскі крыж. Яе мошчы захоўваюцца ў Спаса-Еўфрасіньнеўскім храме (манастыры) у Полацку.
  • (78) – 23.05.1946 г. памёр у менскай турме Кастусь Езавітаў (нар. 17.11.1893 г. у Дзьвінску), нацыянальна-грамадзкі дзеяч, публіцыст, настаўнік. З 1917 г. прымаў актыўны ўдзел у стварэньні беларускага войска. У лютым 1918 г. стаў камэндантам Менску й менскай акругі. Быў членам Рады БНР. З 1921 г. жыў у Рызе. У час нямецкай
  • (32) – 23.05.1992 г. памёр у Дэтройт (ЗША) Уладзімір Бакуновіч (нар. 10.12.1926 г. у Малых Сьцяблевічах, Лунінецкага пав.), грамадзкі дзеяч, эканаміст. Выпускнік Лювэнскага Унівэрсытэту. Дзейнічаў у БАЗА і Радзе БНР, між іншым быў журналістам газэты „Бацькаўшчына”.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2024 Czasopis