Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Dziennikarskie śledztwo

Zаgadkowa śmierć batiuszki (2)

O. Piotr Popławski na zdjęciu z nagrobka Fot. Arkadiusz Panasiuk
O. Piotr Popławski na zdjęciu z nagrobka
Fot. Arkadiusz Panasiuk

Wedle tych zapisów, jego sprawę prowadzono od 9 października 1970 do 26.08.1985 r. Następnie 3 tomy akt wybrakowano w 1988 r. prawdopodobnie na mocy ówczesnego ministerialnego zarządzenia nakazującego niszczyć teczki zmarłych księży.

Jaki charakter miały te kontakty? „Stwierdzenie, że przy danym nazwisku pojawia się sygnatura akt archiwalnych, nie uprawnia jeszcze do postawienia tezy, iż osoba ta współpracowała z aparatem bezpieczeństwa. Można bowiem wykazać przypadki, w których nawet kilkutomowe, wg spisu, akta agenturalne nie zawierają dokumentacji współpracy (…)” – piszą Wojciech Frazik i Filip Musiał („Akta agenturalne w pracy historyka”, w: „Wokół teczek bezpieki – zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze”, Kraków 2006).

W tym kontekście ciekawej informacji dostarcza opatrzenie akt Popławskiego kategorią B-2. Według Moniki Komanieckiej z krakowskiego IPN taka kategoria archiwalna oznaczała „teczki personalne kandydatów na TW nienadające się w przyszłości do powtórnego opracowania i pozyskania, wyeliminowanych z powodu zgonu” (w: „Wokół teczek bezpieki…”). Dodatkowo należało je zniszczyć po dwóch latach. Prawdopodobnie ze względu na małą wartość operacyjną. (W aktach „Bizancjum”, które widziałem nie natknąłem się na informatora o pseudonimie „Cygan” – dop. autora)

Koledzy z prawosławnego seminarium duchownego w Warszawie (rocznik 1956-1960) mówią niezależnie od siebie, że w szkole Popławski miał przezwisko „Cygan”. Bardzo prawdopodobne, że bezpieka o tym wiedziała i po latach tym mianem określiła swojego figuranta, osobę najpierw rozpracowywaną, a następnie typowaną do pozyskania na agenta.

„Każdy oficer pracujący „po linii 4” musiał mieć, co najmniej 2-3 pewne, wartościowe źródła. Dlatego bez przerwy szukał kandydatów do werbunku, aby uzupełnić swoją wiedzę na interesujący go temat o nowe informacje. Obowiązek prowadzenia rozległej agentury skłaniał czasem oficera SB do fałszowania dokumentacji. Odbywało się to m.in. w ten sposób, że posiadając z kimś zaledwie kontakt operacyjny rejestrował go jako TW, wpisując do jego teczki materiały, które uzyskiwał z innego źródła, np. księdza, który informował tak szeroko i obszernie, że jego wiadomości wystarczały do zapełnienia niejednej teczki operacyjnej. Trudno określić skalę tego zjawiska, niewątpliwie powodowało ono, że do dzisiaj na listach SB znajdują się jako TW nazwiska duchownych, którzy nigdy nimi nie byli i swym zachowaniem w żaden sposób nie dawali powodów do takiej klasyfikacji” (Andrzej Grajewski, Kompleks Judasza, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1999).

I jeszcze jeden cytat: „(…) Warto wiedzieć, że każdy polski ksiądz, obojętnie, jakiego wyznania, miał w SB specjalną teczkę. Zawierała ona życiorys, wyniki w nauce w seminarium duchownym, informacje o gosposi, przyjaciołach, wrogach, stosunkach z parafianami, o poglądach politycznych, o tym, gdzie ksiądz jeździ, kogo odwiedza, jacy to ludzie. Wkładano także do teczki notatki o treści kazań, a nawet ich nagrania, ogłoszenia parafialne. Rejestrowano fakty społecznej aktywności duchownego, na przykład o budowaniu z jego inicjatywy wiejskiej drogi” (Andrzej Golimont, Generałowie bezpieki, BGW 1992, patrz również rozdział: „Księża grają w karty”).

Kim są funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy bezpośrednio znali księdza Popławskiego? Ppłk Zbigniew Zielonka, naczelnik białostockiej „Czwórki” od 1 października 1985 r. (wcześniej pracował jako jej wiceszef) nie chciał rozmawiać. Nie odpowiedział na kontakt listowny. Zignorował sugestię o spotkanie poprzez innego wysokiego oficera. Wiadomo, że dokumentacja na temat Popławskiego była w użyciu wydziału IV WUSW prawie do końca sierpnia 1985 r.

Sprawa tej śmierci, co będzie do udowodnienia w innym miejscu, spędzała sen z powiek szefom centrali MSW w Warszawie. Mało tego, prokuratury różnych szczebli, w tym Prokuratura Generalna przez cały 1986 r. badały umorzone śledztwo na okoliczność popełnionych w nim błędów.

Czy jakiś z dawnych funkcjonariuszy SB z Białostocczyzny zechce złamać zmowę milczenia? To mało prawdopodobne.

Przypomnijmy, że akta Popławskiego były w użyciu funkcjonariuszy aż do 28.08.1985 r. czyli ponad dwa miesiące po pogrzebie. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż w IV wydziale SB WUSW w Białymstoku powołano grupę dochodzeniową do zbadania wszystkich okoliczności tej śmierci. Ksiądz Popławski był przecież „w zainteresowaniu” kilkanaście lat. Trudno sobie wyobrazić sytuację, że esbecy przeszli nad tą śmiercią do porządku dziennego. To psychologicznie nieprawdopodobne.

Ustalenia spec-grupy do dziś pozostają tajemnicą. Takie zespoły śledcze powoływano ad hoc bez oglądania się na resortowe przepisy. Niczego nie protokołowano, nie sporządzano notatek służbowych, o sprawie mogło wiedzieć najwyżej kilka najbardziej zaufanych osób, w tym kierownictwo pionu. I – co istotne – z ustaleniami swojego śledztwa nie dzielono się z prokuraturą. Spokój wokół resortu spraw wewnętrznych oraz potencjalnie groźne skutki społeczne były sprawą priorytetową.

„Księży i wiernych szokuje…”

W informacji z 30.06.1984 r. przesłanej do centrali MSW przez pułkownika Jana Cioska (szef IV Wydziału SB WUSW w Białymstoku do 30.09.1985 r.- dop. autora) znajdujemy ciekawy passus. Mowa w nim o prominentnym duchownym prawosławnym: „Powszechnie znane są jego praktyki ściągania haraczu z poszczególnych parafii w postaci prosiaków, cielaków i kwot pieniężnych sięgających w niektórych przypadkach kilkuset tysięcy złotych. Księża twierdzą, że jest do tego stopnia bezczelny, że za otrzymanie parafii bądź pozostanie na placówce żąda wręczenia łapówki. (…) W dniu 14.06.1984 r. zaproponował on księdzu Popławskiemu z Narwi wypłacenie 500 tys. zł, które spowoduje pozostawienie go w parafii na najbliższe lata”.

28.09.1985 r. w notatce służbowej płk Stanisław Nozderko (Wydział VI departamentu IV, komórka w centrali MSW zajmująca się niekatolickim związkami wyznaniowymi – dop. autora) napisał: „W maju ub. roku otrzymał (ks. Popławski – dop. autora) polecenie znalezienia innej parafii. Jego interwencja skończyła się uzyskaniem dobrej rady, aby wręczył 500 tys. zł, a wówczas pozostanie w Narwi. Nie zgodził się na to i poinformował parafian o zagrożeniu ze strony metropolii, co spowodowało liczne protesty i sprawa przeniesienia go ucichła. Jednak pod koniec maja br. ponownie poinformował go (ów prominentny duchowny – dop. autora), że jeśli w wiadomy sposób nie załatwi sprawy, to zostanie z Narwi odwołany”.

Czy 15 czerwca 1985 r. Piotr Popławski pojechał na spotkanie w celu omówienia swoich dalszych losów na parafii? Prawie 10 tys. zł znalezione w jego „Polonezie” nie wydaje się dużymi pieniędzmi w zestawieniu z kwotą wspomnianej łapówki. Może rzeczywiście, jak sądziły prokuratury, te pieniądze były przeznaczone na materiały budowlane? Białostocka policja w 1992 r. nie była jednak w stanie tego potwierdzić.

Krew na bucie

W postanowieniu o umorzeniu śledztwa z 11.09.1992 r. prokurator Kossakowski pisze: „(…) Z ustaleń poczynionych w trakcie postępowania, a zwłaszcza – z badań serologicznych skrzepu, z protokołu sekcyjnego, z protokołu oględzin miejsca znalezienia zwłok, z zeznań dokonującego oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok – doktora Janusza Załuskiego, zeznań Krystyny Kochanowskiej – prowadzącej badania serologiczne i z badań traseologicznych (mikroskopowych), zdjęć dołączonych do akt wynika, iż wprawdzie ślad na bucie był śladem krwi posiadającym cechy grupowe krwi Piotra Popławskiego, ale nie został naniesiony w wyniku zgonu. Za takim wnioskiem przemawia głównie ujawniony mechanizm tego zgonu, ale także inne okoliczności. (…) Końcowy wniosek opinii dotyczący czasu zgonu, który – przy uwzględnieniu wyników oględzin zewnętrznych i sekcji zwłok oraz warunków atmosferycznych panujących w okresie tygodnia od dnia zaginięcia denata oraz swoistego mikroklimatu panującego w lesie w dniu zaginięcia P. Popławskiego – nastąpił – jak wszystko na to wskazuje 15 czerwca 1985 r.”.

Ustalenie faktycznej daty śmierci księdza nie jest jednak takie oczywiste. Te wątpliwości znalazły wyraz na nagrobku oraz pamiątkowym krzyżu, jaki znajduje się w miejscu znalezienia zwłok. „19 czerwca” to data, która na nich widnieje. – Zwłoki były w dobrym stanie – zapewniają świadkowie tamtych wydarzeń. Przy okazji wraca jak bumerang pytanie, gdzie i z kim na pewno przebywał Popławski do tego czasu.

Mikołaj Snarski, przyjaciel rodziny Popławskich, zamieszkały w Doratynce (gm. Narew) do Kancelarii Sejmu PRL: „(…) Protokół wstępnych oględzin medycznych w punkcie 2 ujmuje: >>Plamy opadowe barwy fioletowo-sino-różowej rozmieszczone w okolicy pośladków, krocza, na tylnej powierzchni kończyn dolnych, częściowo na przedniej powierzchni ud oraz w okolicy kolan i podudzi (…)<<. Opinia medyczna w dziale III ujmuje:  >>stwierdzone u denata linie otarcia naskórka powstały od słabych urazów zadanych narzędziem twardym tępo- lub ostrokrawędziowym i mogły one powstać od gałęzi drzew i krzewów, np. w czasie przechodzenia przez gęste zarośla, natomiast obecne na podudziach podbiegnięcia krwawe powstały od urazów zadanych narzędziem twardym tępym. Powyższe obrażenia nie pozostają w bezpośrednim związku przyczynowym z zejściem śmiertelnym denata. Rozmieszczenie plam opadowych wskazuje, że denat przez dłuższy okres czasu po śmierci znajdował się w pozycji pionowej, z lekko zgiętymi kończynami dolnymi w stawach kolanowych (…)<<. Buty czyste w opisie oględzin, choć chodził po lesie, z których później zeskrobywano analizowaną krew; garderoba i buty czyste bez naniesień obcej substancji”.

Snarski nie poprzestał na analizie dokumentacji procesowej. „Odwiedzając miejsce śmierci w dniu 6.08.1986 r. wygrzebałem przy świerku z iglasto-piaskowej ziemi nierdzewny piękny widelec z literą W. A ten wyróżniający się wielkością jedyny w otoczeniu świerk ma poobcinane siekierą niektóre gałęzie dolne, bowiem w miejscach tych wystąpiła smoła. Ktoś tam manipuluje niespokojnie. Przecież kryminalistyka opisuje, że sprawca przychodzi z ukrycia na miejsce zbrodni w określonych odstępach czasu. No i powtórzę wprost przekonywająco zadziwiający stan opisowy – zadraśnięcia i sińce na ciele nie ujawniły naruszenia garderoby – wszystko przecież wchodzi w skład oględzin lekarskich (…). Czy ów odpis można przekazać korespondentom zagranicznym? Proszę uprzejmie o podjęcie tej sprawy. Podpisano: M. Snarski” (Biuro Listów, Skarg i Wniosków, BLSW/170/3331/86/JB – Kancelaria Sejmu, 11 VIII 86 r. – dop. autora). Ten zmarły w wyniku nieszczęśliwego wypadku emerytowany nauczyciel prowadził prywatne śledztwo w sprawie śmierci Popławskiego. – Kilka razy próbowano go wrobić w jakieś gospodarcze „wałki”. Ale ten człowiek był „czysty”. Z tego, co wiem maczał w tym palce m.in. wysokiej rangi gliniarz z przeszłością w SB, z dojściami nawet do Komendy Głównej. W nowej Polsce też nie do ruszenia. – mówi białostocki policjant.

„Prof. Byrdy nie wyklucza…”

Ksiądz Chilimoniuk mówił w prokuraturze: „Prof. Byrdy poinformowała nas po sekcji, gdy ją o to poprosiliśmy, że nie wyklucza samobójstwa”. Jeden z księży uczestniczących w sekcji na prośbę hierarchii prawosławnej: – Powiedziała nam, że to nie musiało być samobójstwo. Za tą wersją miały przemawiać poza innymi następujące fakty: nieprzerwany rdzeń kręgowy, pusty żołądek, czy brak śladów ejakulacji, jaka towarzyszy zwykle mężczyznom wybierającym ten sposób samounicestwienia.

Ksiądz Andrzej Popławski, syn: – Pani profesor powiedziała mi w zaufaniu, że ojciec nie popełnił samobójstwa. Nikt nie szuka sobie najładniejszego drzewa w okolicy i raptem się wiesza, to były jej argumenty. W takich przypadkach decydujące jest pięć minut, wtedy to człowiek, który chce się zabić podejmuje ostateczną decyzję. A nie spaceruje do tego czasu kilka godzin po lesie!.. Przyznam się, że po paru latach miałem już tego wszystkiego dość. Zacząłem się zastanawiać, czy jednak racji nie mają ci, którzy mówią o samobójstwie. W 1988 r. ojciec Paisjusz z Jerozolimy, jasnowidzący, do którego ludzie przyjeżdżali z tragediami takimi jak ta moja, powiedział, że nigdy nie wolno mi tak myśleć. – Twój tata nigdy nie odebrałby sobie życia. To inni postawili się na miejscu Boga…

Przy sekcji księdza Popławskiego prof. Maria Byrdy, twórczyni i wieloletni szef Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku występowała w charakterze konsultanta. Od kilku lat była już na emeryturze. W 1984 r. brała również udział w sekcji zwłok zamordowanego przez funkcjonariuszy MSW księdza Jerzego Popiełuszki.

Mało przychylna wzmianka o profesor Byrdy z „Tygodnika Mazowsze” znajduje zastanawiające rozwinięcie u Adama Pietruszki, jednego ze skazanych w procesie o zabójstwo księdza Popiełuszki, w załączniku do listu do przewodniczącego Trybunału Stanu z dnia 27 listopada 1986: „(…) – wobec tak zakreślonych perspektyw dalszego prowadzenia śledztwa, oddanie zwłok ks. Popiełuszki na badania w sprawie przyczyn jego śmierci do najbliższych akademii medycznych, w stosunku do miejsca znalezienia zwłok, tj. w Bydgoszczy albo w Warszawie, mogłoby powyższe zamierzenia, co do ukierunkowania śledztwa pokrzyżować, z uwagi na prosolidarnościowe postawy tamtejszej kadry naukowej. Wykorzystano więc możliwości operacyjne, jakie posiadała służba w Akademii Medycznej w Białymstoku, poprzez które zapewniono sobie uzyskanie opinii z badania zwłok odpowiednio do koncepcji prowadzonego śledztwa (w: „Generałowie bezpieki”).

Jeśli wierzyć Pietruszce (są podstawy, żeby jego wywody potraktować poważnie. Mamy bowiem do czynienia z człowiekiem, który desperacko się broni, a jako jeden z byłych najbardziej zaufanych ludzi w resorcie, wie na pewno, o czym mówi), to mielibyśmy do czynienia z podejrzeniem przestępstwa również na etapie sekcji zwłok księdza Popławskiego. Tylko czy adresatem tych podejrzeń musi być wyłącznie Byrdy? Jej rola ograniczała się do konsultacji medycznej, nawet jeśli to była rola aktywna. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić sytuację, żeby prowadzący sekcję nie liczyli się z jej autorytetem. Maria Byrdy zmarła w 1997 r.

Pogrzeb miał być w Białymstoku

„Dnia 24 czerwca br. w Białymstoku odbył się pogrzeb tragicznie zmarłego w wieku 44 lat dziekana narewskiego ks. prot. mgr Piotra Popławskiego.

Dokończenie nastąpi

Arkadiusz Panasiuk

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis