Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

A serce zostało w Domanowie… (1)

Domanowo nad Wilją
Domanowo nad Wilją

Żadne słowo nie odda istoty życia Profesora Telesfora Poźniaka, pracowitego, bogatego poprzez wrażliwość i twórczą dążność do prawdy, dobra i piękna. Życia dla ludzi i nauki. Rodzina, przyjaciele i praca naukowa to filary zainteresowań i uwagi Profesora, który bez wątpienia kochał ludzi i zawód, który także uprawiał con amore. Pisząc to wspomnienie odwołuję się jednak do słów, gdyż Profesor wielokrotnie mówił, że mają moc kojącą. Działają na nas tak, jak piękno, które nie może wprawdzie zbawić świata, ale może go wyraźnie ukołysać. Jego dobroć także znajdowała odbicie w słowach. Powtarzał często: trzeba człowiekowi pomóc. Doświadczyłam i ja tej pomocy, nie znając wówczas Profesora, gdy przeszło dwadzieścia lat temu, zwróciłam się do Niego z prośbą o sporządzenie recenzji wydawniczej książki Strażnicy pamięci. Poezja białoruska w Polsce po roku 1956, którą postanowiłam przedłożyć jako pracę habilitacyjną. Byłam dla Profesora osobą anonimową, a otrzymałam szybko nie tylko pozytywną odpowiedź, ale bardzo serdeczny list, w którym donosił, że bardzo się cieszy, iż podjęłam taki temat. Niepostrzeżenie minęło ćwierć wieku… I dzisiaj mogę stwierdzić, że Profesor bez wątpienia wzbogacił moje życie. Ten czas wypełniły kontakty naukowe, korespondencja, wymiana książek i artykułów. Kilka razy Profesor był gościem Spotkań z poezją i muzyką, co poczytywałam sobie za zaszczyt, które przez dziesięć lat prowadziłam na wrocławskiej weterynarii. Miałam też przyjemność uczestniczyć w V konferencji z cyklu Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich ( 20-22 listopada 2003 r.), zorganizowanej przez Instytut Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego i w reprezentacyjnej Auli Leopoldina (perła barokowej architektury) Uniwersytetu Wrocławskiego wygłosić wykład Symbole i mity w twórczości poetów Białoruskiego Stowarzyszenia Literackiego „Białowieża”.

Profesor Telesfor Poźniak, gdy tylko była o Nim mowa, kojarzył mi się nieustannie z Dewajtisem, tytułowym bohaterem powieści Marii Rodziewiczówny, olbrzymim prastarym dębem w dąbrowie, położonej w widłach Dubissy i Ejni. Gdy jesienią tracił liście, Żmudzini szeptali: Dewajtis opłakuje stare czasy. Profesor, którego po 1945 roku wyroki historii i fałszywe traktaty wygnały z rodzinnego gniazda, przesiedlając na zachód Polski, chociaż do ostatnich dni nosił w sercu tęsknotę i ból, starych czasów nie opłakiwał – czerpał z nich moc i siłę trwania. Był odporny na przeciwności losu i twardy jak dębowe drewno. Miał także swoje święte dęby, które pielęgnował i hołubił na jawie i w snach. Rosną do dziś na ziemi przodków, w zaścianku Domanowo, oddalonym kilkanaście kilometrów  od rodzinnego Trepałowa, położonym między Wilejką a Mołodecznem, gdzie stał dom dziadków, Józefa i Rozalii z Gasińskich Poźniaków, rodziców ojca Profesora, Stanisława Poźniaka. I był to z pewnością szczęśliwy dom, ludzi prawych i szlachetnych, skoro jeden z tych dębów upodobały sobie bociany zakładając gniazdo, które pozostało tu na wiele lat. Gdy był dzieckiem, nieraz wędrował tam z zaścianka Trepałowo, w powiecie wilejskim, przed rozbiorami oszmiańskim, gdzie przyszedł na świat 28 listopada 1932 roku. Rodzice – ojciec Stanisław i matka Maria de domo Głębocka, byli średniozamożnymi rolnikami. Obydwie rodziny od pokoleń były mocno zakorzenione w Ziemi Wileńskiej, co znajduje potwierdzenie m.in. w Metryce Litewskiej, datowanej na rok 1690  Metryka Litewska. Rejestry podymnego. Województwo Wileńskie, 1690. Oprac. A. Rachuba, Warszawa 1989), która odnotowuje wysokość tzw. podymnego, który przodkowie Profesora wpłacali do skarbu Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zaścianek był typowy dla tamtych stron, położony na pograniczu kultur, wyznań i języków, toteż w specyficzny sposób wpływał na życie mieszkańców. Trepałowo  było zaściankiem polskim i katolickim, z lokalnymi wpływami obyczajowymi i językowymi białorusko-litewskimi. Jego historię, obyczaje i realia  życia codziennego, szczegóły architektoniczne budynków mieszkalnych i gospodarczych, wyposażenie mieszkań, otoczenie – ogrody, warzywa i kwiaty, ubiór mieszkańców, potrawy, zabawy, instrumenty muzyczne, Telesfor Poźniak opisał sugestywnie i z precyzją etnografa w artykule Realia białoruskie w polskim środowisku zaściankowym powiatu wilejskiego 1918-1939 (w: Droga ku wzajemności. Tom jubileuszowy dedykowany Profesorowi Aleksandrowi Barszczewskiemu, red. Mikołaj Timoszuk i Mikołaj Chaustowicz, Katedra Białorutenistyki, Wydział Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2006, s. 188-200).

Omówił tu także polszczyznę zaścianków i okolic polskich Wilejszczyzny sprzed 1939 roku, podkreślając liczne zapożyczenia z języka białoruskiego nie tylko w zakresie onomastyki (nazewnictwa), ale przede wszystkim fonetyki, morfologii, składni, stylu oraz leksyki (Zob. też: Telesfor Poźniak, O białorutenizmach w polszczyźnie zaściankowej Wileńszczyzny 1918-1939, w: Język polski dziś i w przyszłości, red. Jan Sokołowski, „Seminaria Naukowe Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego”9(60), Wrocław 2010, s. 169 – 172).

I przytoczył całe bogactwo przykładów wzajemnych powiązań polsko-białoruskich na wielu płaszczyznach życia polskich zaścianków powiatu wilejskiego. Tak wierną pamięć mógł zachować tylko ktoś niezwykle wrażliwy, otwarty, kochający ludzi, przywiązany do stron rodzinnych, do świata natury, piękna krajobrazu. Ktoś, kto zachował głęboko w sercu pamięć tej tak dramatycznie doświadczonej przez historię ziemi oraz szacunek dla jej wieloetnicznych mieszkańców (Białorusinów, Żydów, Tatarów, nadbałtyckich Niemców, emigrantów rosyjskich i wędrownych Cyganów), widząc w nich współbraci. To szczególne miejsce ukształtowało także późniejsze zainteresowania naukowe Profesora, wytyczając szeroko zakrojone zagadnienia badawcze, o których pisał mądrze i pięknie.

Telesfor Poźniak wiek szkolny osiągnął w roku 1939. Wybuch II wojny światowej, inwazja sowiecka oraz powołanie ojca do Korpusu Ochrony Pogranicza uniemożliwiły rozpoczęcie normalnej nauki w polskiej szkole powszechnej. Podjął ją dopiero w 1940 roku w szkole sowieckiej, ponieważ polskie zostały zlikwidowane. Pracujący w niej nauczyciele nie tyle uczyli, ile agitowali (Telesfor Poźniak, Szkic życiorysu naukowego. Maszynopis. Archiwum domowe Ewy Poźniak).. posługiwali się mieszanką języka rosyjskiego i białoruskiego, więc musiał uczyć się obydwóch z pomocą rodziców, podobnie jak uczniowie Białorusini. W czasie okupacji nauki szkolnej nie przerywał, zmieniał jedynie szkoły położone w sąsiednich miejscowościach – we wsi Iwoncewicze oraz w miasteczkach Kurzeniec i Wilejka.

Wojna rzuca długi cień. W wieku mocno dojrzałym wspominał swoje dziecięce lata jako czas wszechogarniającego strachu: przed wywózkami na Syberię, przed krwawymi pacyfikacjami przeprowadzanymi przez Niemców, nocnymi napadami band rabunkowych, podających się za partyzantów, przed donosem na rodziców, którzy pomogli ukryć się znajomemu Żydowi, lekarzowi z Kurzeńca. Odtrutką dla chłopięcego umysłu na to wszystko, co się działo dookoła – wspominał – był cudem ocalały dom rodzinny, nauka religii w kościele kurzenieckim oraz lekcje prywatne udzielane przez wujka, absolwenta wydziału prawa Uniwersytetu Stefana Batorego i ciotki – byłych uczniów gimnazjów w przedrewolucyjnym Petersburgu – uciekinierów z Wilna. W rodzinnym zaścianku mogłem się dowiedzieć, m.in. kim byli Władysław Jagiełło, Michaił Murawiow-Wieszatiel, Józef Piłsudski, otrzymać odpowiedź na pytanie, skąd się wzięły bratnie mogiły żołnierzy napoleońskich w naszym lesie, dlaczego trzeba pamiętać, również ze względów rodzinnych, o powstaniu 1863 roku, o wojnie polsko-bolszewickiej, mówić po polsku… Tutaj wzbogacano, przez odpowiednio dobraną lekturę, moją domową polszczyznę, ale też tłumaczono, co to znaczy mówić „po prostu”, czyli po białorusku (Tamże, s. 2) . Tu zapoznał się w oryginale z wierszami Nikołaja Niekrasowa i opowiadaniami Antoniego Czechowa, dowiedział się o istnieniu poezji białoruskiej, usłyszał wiersze Jakuba Kołasa, poznał białoruskie bajki, przysłowia i pieśni, nauczył się na pamięć wiersza-hymnu Pogoń Maksima Bahdanowicza, przeczytał Królewicza i żebraka Marka Twaina w tłumaczeniu na język białoruski. W domu rodzinnym spotkał się również z utworami Marii Konopnickiej, Daniela Defoe, Ferenca Molnara oraz powieściami historycznymi Józefa Ignacego Kraszewskiego, Władysława Reymonta (Rok 1794) i Henryka Sienkiewicza, którego Trylogię przeczytał w czasie wojny dwukrotnie. Książki te dość wcześnie rozbudziły jego zainteresowania dziejami Rzeczypospolitej wielu narodów, przede wszystkim zaś wschodnimi Słowianami.

Po konferencji aliantów (Rosja sowiecka, USA i Wielka Brytania) w Jałcie, po zakończeniu II wojny światowej, w ramach zarządzonej przez władze sowieckie i lubelski Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, akcji ewakuacyjnej ( tzw. „repatriacji”), w końcu grudnia 1945 roku opuścił dom rodzinny, który pozostał gdzieś za snem. Nie mógł zabrać domu i ziemi, zabrał więc pamięć o etosie budowanym przez pokolenia, tak istotną w przezwyciężaniu tęsknoty za krajem lat dziecinnych oraz późniejszych kryzysów materialnych i duchowych. W styczniu 1946 roku, na kilka miesięcy, wraz z rodzicami zatrzymał się w opuszczonej przez Niemców wsi Świętno, w powiecie wolsztyńskim, a w marcu 1946 roku osiedlił się na terenie przedwojennego Pomorza. Rodzice zajęli się pracą na roli, a syn gruntowną edukacją. Szkołę powszechną oraz liceum ogólnokształcące, początkowo prywatne, później upaństwowione, ukończył (1951 r.) w Więcborku, miasteczku położonym niedaleko Bydgoszczy. W latach szkolnych rozwinął i utrwalił swoje zamiłowania do przedmiotów humanistycznych. Istotną rolę odegrała w tym procesie rodzina – wujkowie: Mieczysław Syliwanowicz (spokrewniony z malarzem Nikodemem Syliwanowiczem) i Mieczysław Głębocki, ciocia Anna Wereszczakowa oraz nauczyciele ze szkół więcborskich, których zawsze wspominał z wdzięcznością. Należał do nich przede wszystkim kierownik szkoły powszechnej Bernard Zakrzewski, który uczył języka polskiego oraz śpiewu. Ważną rolę odegrali też nauczyciel łaciny w więcborskim liceum Artur Seelieb, założyciel i dyrektor tej szkoły, anglista Klemens Pyszora, rusycystka Maria Wanda Seeliebowa. Prawdziwym mistrzem i przewodnikiem po literaturze polskiej był polonista Waldemar Liedkiewicz. Na lekcji języka polskiego, krótko przed maturą, przedstawił referat dotyczący Słowa o wyprawie Igora, wykorzystując tłumaczenie Juliana Tuwima, w wydaniu Biblioteki Narodowej i w opracowaniu profesora Mariana Jakóbca (1910-
-1998), który w latach studenckich stanie się jego mistrzem, kiedy w roku 1951 rozpocznie studia rusycystyczno-slawistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Tam spotkał wielu wspaniałych profesorów, przedwojennych wykładowców uniwersytetów w Wilnie i Lwowie, którzy obronili wrocławską rusycystykę przed próbami nadania jej charakteru ideologicznego i zdecydowali o wysokim poziomie studiów. Cieszyli się szacunkiem, a ich wykłady autentycznym zainteresowaniem studentów. Historię literatury rosyjskiej oraz innych literatur słowiańskich wykładał Marian Jakóbiec, historię Rosji Ludwik Bazylow, literaturoznawstwo Stanisław Pietraszko, teorię literatury Jan Trzynadlowski, literaturę powszechną Władysław Floryan, pedagogikę Stanisław Tync. W programie studiów Profesora znalazły się lektoraty języka  greckiego i łacińskiego oraz (do wyboru) angielskiego, niemieckiego lub francuskiego. Język bułgarski z elementami kultury bułgarskiej wykładała gościnnie Sabina Radewa z Uniwersytetu Sofijskiego.

Studia filologiczne wymagały wiele wysiłku i nie należały do najłatwiejszych, ale zawsze znalazł czas, aby posłuchać interesujących wykładów na innych wydziałach. Cenił wykłady profesora Mariana Morelowskiego z historii sztuki śląskiej. Na ostatnim roku studiów chętnie dyżurował w bibliotece Katedry, z pasją poznawał też zasoby slawistyczne biblioteki uniwersyteckiej oraz Biblioteki Narodowej (Ossolineum), brał udział w spotkaniach z pisarzami odwiedzającymi Wrocław, m.in. z Antonim Słonimskim i Julianem Przybosiem.

Profesor Telesfor Poźniak, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami badawczymi, wybrał seminarium literaturoznawcze, prowadzone przez profesora Mariana Jakóbca. Pod jego kierunkiem napisał pracę magisterską O pierwszych inscenizacjach sztuk Antoniego Czechowa w Polsce, na podstawie której w 1955 roku uzyskał tytuł magistra. Był wyróżniającym się studentem o szerokich zainteresowaniach humanistycznych, toteż już na ostatnim roku studiów został zatrudniony na wniosek promotora na stanowisku asystenta. Prowadził zajęcia dydaktyczne z literatury i języka. Pod kierunkiem mistrza, profesora Mariana Jakóbca, rozpoczął pisanie pracy doktorskiej Dramat rosyjski na scenach polskich na przełomie XIX i XX wieku. Z recenzjami prasowymi zapoznawał się w Polsce, ale odwiedził też archiwa Muzeum Moskiewskiego Teatru Artystycznego oraz Muzeum Teatralnego im. Bachruszyna , studiował zasoby biblioteki Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Konsultacji udzielali mu znakomici historycy teatru – Władimir Filipow oraz Bolesław I. Rostockij, który zachwycił go wykładami o Wsiewołodzie Meyerholdzie. Pracę doktorską obronił w 1962 roku. Jej recenzentami byli profesorowie Samuel Fiszman (Uniwersytet Warszawski) i Zbigniew Barański (Uniwersytet Wrocławski). Siedem lat później (1969) Samuel Fiszman, Zbigniew Barański, Marian Jakóbiec i Wiktor Jakubowski wystąpili w roli recenzentów pracy habilitacyjnej Telesfora Poźniaka Dostojewski w kręgu symbolistów rosyjskich, która została opublikowana w 1969 roku przez Wrocławskie Towarzystwo Naukowe. Uzyskany stopień doktora habilitowanego pozwolił na zatrudnienie Telesfora Poźniaka na stanowisku docenta i otworzył drogę do dalszych awansów naukowych – tytułu profesora nadzwyczajnego (1983), a następnie profesora zwyczajnego (1991).

Dokończenie nastąpi

Teresa Zaniewska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis