Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    22. Pierapałki sołtysa Nowaha Tryścianoha (2)

    Stanisłava Żynela sudzili za toje, szto byŭszy nimieckim soltysam „vymagał bezwzględnego podporządkowania się zarządzeniom władz niemieckich, uciekając się nawet do przemocy w wypadku, gdy ktoś uchylał się od stawianych przez niego żądań, a nawet biciem terroryzovał ludność swego sołectwa”. Prakuratar dakazvaŭ, szto ad 1942-ho da…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    10. Siêta nauka ne dla mene

    Ślubuję uroczyście, że będę: a) zachowywać postawę moralną i obywatelską godną studenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej; b) systematycznie i pilnie zdobywać wiedzę w celu należytego przygotowania do pracy zawodowej oraz aktywnego uczestniczenia w budowie socjalizmu… („Ślubowanie studenta”, 1977) Čom ja pujšov studyjovati fizyku, a ne, prykładom,… ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Tożsamość, czyli wyższa matematyka

Facebook.com

Zbierając informacje do kroniki wydarzeń natrafiłem na wiadomości, że coraz mniej dzieci chce uczyć się białoruskiego, w podstawówkach nie powstają nowe klasy z tym językiem, coraz mniej młodzieży wybiera licea w Bielsku i Hajnówce z dodatkowym językiem białoruskim, a filologia białoruska na Uniwersytecie w Białymstoku została zlikwidowana i nie ma w ogóle chętnych do studiowania takiego kierunku. Czy to znaczy, że już zniknęli na Podlasiu Białorusini? Że właśnie ostatni Mohikanie odchodzą?

Zapatrzeni (ze strachem w oczach) w statystyki, a więc w liczby, zapominamy, że one same w sobie nic nie znaczą i dopiero wypełniając te liczby konkretną treścią zaczynamy je rozumieć. Logika myślenia oparta na liczbach bywa bowiem przewrotna. I prowadzi do zaskakujących wniosków. Białostocki uniwersytet zamyka filologię białoruską, bo nie ma chętnych do studiowania. Proste i logiczne – ktoś powie. Niekoniecznie jednak. A może jest tak: Nie ma chętnych do studiowania białoruskiego, bo uniwersytet zamyka filologię? Tak postawione pytanie jest co najmniej równoprawne z tym „niby-logicznym” pierwszym. Tylko ma w sobie więcej treści i zmusza do zastanowienia się nie tylko nad liczbami. I pojawia się pytanie o rolę uczelni wyższej w życiu społecznym, nie tylko tym związanym z istniejącym i narzucającym się stanem rzeczy, a o jej zadania kreujące i inspirujące społeczne trendy, w tym i te kulturowe. Przecież to w końcu Alma Mater (matka karmicielka), karmiąca strawą duchową, intelektualną („Nie samym chlebem…”, jak to Ktoś mądrze i pięknie powiedział). A tu czytam gdzieś wypowiedź, że uniwersytet odpowiada na zapotrzebowanie społeczne i cywilizacyjne, z czego wynika, że tak w zasadzie to potrzebni nam są jedynie… informatycy.

Profesor Oleg Łatyszonek, białoruski historyk z UwB, w dyskusji o tożsamości Białorusinów Podlasia, która odbyła się w kwietniu tego roku, powiedział wprost, że nie wie na czym młodzi Białorusini mają swoją tożsamość budować, bo po prostu nie ma ich teraz na uniwersytecie. – Nawet nie ma komu służyć wzorem i przykładem – dodał nieco prześmiewczo.

To oczywiście taki śmiech przez łzy, cieszyć się nie ma z czego. Szczególnie cieszyć się nie mają z czego… Polacy. Oto bowiem jeden z podstawowych atutów Podlasia, czyli odmieniana przez wszystkie przypadki wielokulturowość i różnorodność, z pięknej przekładanej apetycznie rolady zamienia się w paćkowatą mielonkę – że użyję kulinarnej nomenklatury. Smacznego!

Podczas tej samej dyskusji kontrowersyjny jak zwykle Leon Tarasewicz wprost powiedział, że bez Białorusinów Białystok i całe Podlasie czeka kulturalna degradacja. Polska jest dość dużym krajem bowiem i niewątpliwie ma daleko prężniejsze intelektualne ośrodki niż nasz wciąż wschodzący Białystok i jego dookolne posiadłości. Tak, tak, zabraknie Białorusinów, wykruszą się Tatarzy, na tle globalnych zjawisk (wojna w Ukrainie) wyblakną podlascy Ukraińcy (bez urazy, bracia!) i zostanie na Podlasiu polskość – no jednak zaściankowa trochę „na tle”.

Patrzę dziś na dorobek naukowy i kulturalny podlaskich Białorusinów i widzę jak jest naprawdę wartościowy. Jest z czego czerpać, na czym się oprzeć. I co? Wychodzi, że chyba powinni z niego korzystać tylko sami Białorusini (w fazie zanikania, jak wiemy). Ewentualnie jakieś tam uniwersytety – a to może Warszawski, Jagielloński, może Adama Mickiewicza (naszego, z Liwy, czyli Białorusi, jak wiadomo) w Poznaniu albo w Gdańsku… Ale nie w Białymstoku. Po co naszemu uniwersytetowi białoruskość, jak sami Białorusini (których już właściwie nie ma) jej nie chcą? To sami podlascy Białorusini są winni temu, że nie mają ani instytutu, ani wydziału, ani katedry, no nic po prostu. Bo faktycznie, gdy odwiedziłem stronę internetową UwB, to nic tam białoruskiego nie znalazłem. Zadałem sobie nawet trud i przestudiowałem „Strategię UwB na lata 2022-2030” (35 stron w pdf) i też nic.

Pisząc to wszystko zapewne nie mam racji (w tischnerowskim rozumieniu prawdy). Nie ma co kogokolwiek obwiniać za złą kondycję białoruskiej mniejszości i jej polonizację. Sami jesteśmy sobie winni. Sam jestem sobie winien, że polazłem na spotkania BAS-u pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, sam winien temu, że wstąpiłem do Białoruskiego Zrzeszenia Studentów od pierwszego dnia moich studiów, że organizowałem z kolegami rajd „Baćkauszczyna”, koncerty i „Atrasiny” w warszawskich akademikach, próbowałem z innymi reaktywować na chwilę pismo „Sustreczy”, że organizowałem Basowiszcza, że wybrano mnie na przewodniczącego BAS-u, że w końcu zacząłem pisać do „Czasopisu” i gdzieś tam jeszcze, że moje dzieci uczyły się języka białoruskiego w szkole, śpiewały piosenki białoruskie, recytowały wiersze… I co z tego? – ktoś zapyta cynicznie. Co odpowiem? Coś tam na pewno. Bo to nie jest pytanie pesymistyczne i obezwładniające. Wręcz przeciwnie. Tego wszystkiego, co dała mi białoruskość i jej przeżywanie nikt mi już nie odbierze. I szczerze mówiąc, to średnio mnie obchodzą uniwersyteckie majstrowania na liczbach i tzw. rzeczywistości. Sam pracuję w szkole i wiem z doświadczeń, które przez lata zdobywałem w szkołach całej naszej europejskiej wspólnoty, że jak ludzie nie odpowiadają na edukacyjną ofertę, to wcale nie znaczy, że tych ludzi nie ma, a najczęściej rzeczona oferta nie bardzo jest trafiona, jak to mówią prymitywnie: „nie przyciąga”.

Gdy zaczynałem swoją przygodę z pisaniem, miałem wątpliwości, czy po polsku można pisać o białoruskich sprawach. Dziś oczywiście takich wątpliwości nie mam. Język to przede wszystkim narzędzie komunikacji, a dopiera za nią idzie jego emocjonalna wartość. Obecna sytuacja w Ukrainie i w Białorusi pokazuje, że bycie Ukraińcem i Białorusinem oznacza przynależność do wspólnoty losu, a nie do językowego monotypu. Ukraińcy z Ukrainy mówią po ukraińsku i po rosyjsku, Białorusini z Białorusi mówią po białorusku i po rosyjsku. Białorusini z Polski mówią po białorusku, „podlasku” i… po polsku. Język jest częścią naszej tożsamości. Nie jedyną. I dobrze, że tak jest.

Zapomniałem o Irlandczykach, sorry!

Jerzy Sulżyk

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў чэрвені

    530 – 1494 г. – атрыманьне горадам Высокае самакіраваньня паводле магдэбургскага права. 220 – 1.06.1804 г. у Наваспаскім на Смаленшчыне нар. Міхал Глінка, кампазітар, заснавальнік рускай клясычнай музыкі. Найбольш вядомыя яго творы: оперы „Жыцьцё за цара” (1836), „Руслан і Людміла” …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (215) – 1809 г. –  заснаваньне ў Магілёве першай у Беларусі мэтэаралягічнай станцыі.
  • (193) – 15.06.1831 г. у Селішчы Наваградзкага павету нар. Вінцэсь Каратынскі (пам. 7.02.1891 г. у Варшаве), паэт, перакладчык, журналіст. Пісаў у асноўным творы на польскай мове на беларускія тэмы, таксама зьяўляецца аўтарам беларускамоўных вершаў. Пахаваны на Старых Павонзках.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2024 Czasopis