Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Archiwum zbrodni

„Tolik” już nikogo nie zabije

Podanie do sądu to podstawa: „Przewodniczący III Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Białymstoku. Zwracam się z uprzejmą prośbą o dostęp do akt sprawy o sygnaturze II K 39/79 (dotyczy osoby Anatola Firsowicza) i robienia notatek. Chciałbym tej sprawie poświęcić swoją publikację. Jestem podlaskim korespondentem miesięcznika „Reporter. Czy istnieje prawem regulowana możliwość reprodukcji zdjęć i innych materiałów z tych akt? Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby”.

Potem była wizyta w białostockim sądzie, w 2014 roku z TV Podlasie, stacją telewizyjną z Hajnówki. Próba nakręcenia dokumentu spaliła jednak z różnych względów na panewce. Powstał za to tekst do gazety, z którego czerpały i czerpią nadal obficie inne media. Publikacja wymaga jednak uzupełnienia. Postawienia przysłowiowej kropki nad „i”.

Mężczyzna w marynarskim mundurze

2 listopada 1977 roku Eugenia I. zgłasza na milicję zaginięcie córki Basi. 19-latka poprzedniego dnia poszła w stronę miejscowego dworca. Miała jechać na studia do Lublina. Na dworzec nigdy nie dotarła, gdyż została brutalnie zamordowana w okolicach jednego z mostów, a następnie na wpółobnażone ciało porzucono nad rzeką.

– Na miejscu zabezpieczyliśmy męską ortalionową kurtkę. W kieszeniach znaleziono popularne w owym czasie karty do gry z wizerunkami nagich kobiet – rekonstruuje tamte wydarzenie Bolesław Niewiński, wtedy funkcjonariusz operacyjny Milicji Obywatelskiej.

Na miejsce dawnej zbrodni idziemy razem z jego ówczesnym szefem, kierownikiem referatu operacyjno-dochodzeniowego Jerzym Sowierskim.

– Czas zaciera wspomnienia, ale pamiętam, że stawaliśmy na głowie, żeby ująć sprawcę lub sprawców. Powoli też w mieście rodziła się ogólna psychoza, tym bardziej, że wcześniej pojawiały się doniesienia, o tym, że ktoś zaczepia kobiety, napastuje je – opowiada były milicjant.

Zaczęły się przesłuchania potencjalnych świadków, osób, które tragicznego dnia, a był to dzień świąteczny, odprowadzały bliskich na pociąg, albo mają posesje w okolicy. Okazało się, że kilka osób wspomniało o młodym mężczyźnie w marynarskim mundurze, który przez kilka godzin kręcił się w pobliżu dworca.

– To był przełom, bo ilu takich z małej miejscowości mogło służyć w marynarce i być w tym czasie na przepustce? – pyta retorycznie Niewiński. – WKU podało nam jedno nazwisko. Radiowóz udał się w stronę Widowa. I proszę sobie wyobrazić, że jak raz podejrzany szedł sobie w marynarskim mundurze w stronę rodzinnego domu. „Tolik, zapraszamy do środka”, powiedział z właściwą dla siebie ironią jeden z moich kolegów. Nie protestował, nie stawiał oporu.

Milicja przeprowadziła eksperyment z użyciem butów, w tym buta zatrzymanego przez MO Anatola Firsowicza. Pies dwukrotnie po obwąchaniu rękawiczek zabezpieczonych 50 metrów od zwłok wskazał na jego but.

– Nie było wątpliwości, mieliśmy mordercę Basi. Nikt jednak nie przeczuwał, że to dopiero początek. Że mamy do czynienia z prawdziwym potworem – wspomina Niewiński.

„Po zastanowieniu się i przemyśleniu wszystkiego…”

Starszy marynarz Anatol Firsowicz, rocznik 1956, od 28 kwietnia 1977 służył w Świnoujściu. Przed pójściem do wojska cztery lata spędził w zakładzie poprawczym, bo od dziecka były z nim kłopoty. Włamywał się i kradł.

Po zatrzymaniu przez bielską milicję i przejęciu sprawy przez Komendę Wojewódzką MO w Białymstoku sprawa nabrała tempa.

„Jednocześnie podtrzymuję i to, że nie miałem zamiaru pozbawić życia Barbary Iwaniuk, a jedynie ją zgwałcić – w sytuacji, kiedy odmówiła mi dobrowolnego oddania się. Jedynym powodem jej zaatakowania przeze mnie, obezwładnienia oraz założenia i zaciśnięcia sznurka wokół jej szyi była chęć odbycia z nią stosunku płciowego”, zeznał przesłuchującemu go podporucznikowi Igorowi Cywoniukowi z komendy wojewódzkiej. Ale co było dalej, tego nie spodziewali się najbardziej doświadczeni śledczy.

24 listopada prokurator wojskowy kpt. Zenon Kotus zadaje Firsowiczowi pytanie: „Czy podejrzany oprócz zabójstwa Barbary Iwaniuk dopuścił się innych, zwłaszcza podobnych czynów?”. Ten beznamiętnym głosem odpowiada: „W związku z zadanym pytaniem, po zastanowieniu się i przemyśleniu wszystkiego, a także przekonany przez przesłuchującego mnie o celowości mówienia całej prawdy, chciałbym dobrowolnie ujawnić fakt popełnienia przeze mnie drugiego zabójstwa, w ubiegłym roku w Siemiatyczach…”.

Anonim podrzucony do kościoła

Firsowicz po wyjściu z poprawczaka pracował w przedsiębiorstwie remontowym w Bielsku Podlaskim. Jego zakład świadczył usługi w całym ówczesnym województwie białostockim. Wiążą się z tym kilkudniowe wyjazdy i samotne popołudnia w hotelach robotniczych. 26 sierpnia 1976 roku „Tolik” zostaje sam w hotelu. Jego koledzy udają się do jednej z knajp, on nie ma ochoty na alkohol. „Od samego rana myślałem tylko o jednym, chciałem »być z kobietą« – zeznaje śledczym.

Wychodzi z hotelu i kilka godzin krąży po Siemiatyczach. Obsesja odbycia stosunku płciowego nie daje mu spokoju. Rusza w stronę rogatek miasta.

Na drodze z Siemiatycz do Słowiczyna dostrzega samotną nastolatkę. Idzie za nią, próbuje ją zagadywać w wulgarny sposób. Dziewczynka przeczuwa niebezpieczeństwo i zaczyna uciekać. Firsowicz ją dopędza, przewraca na ziemię i zaciąga do pobliskiego lasu. Dusi pętlą z jej bluzki, ale podobnie jak w przypadku Basi Iwaniuk, nie udaje mu się jej zgwałcić.

Ciało dziewczynki grzebie w ziemi.

Po roku ktoś podrzuca anonim do siemiatyckiego kościoła, że widział w lesie zmumifikowane zwłoki. Zagadka zaginięcia 14-letniej Teresy Olszowej została rozwiązana, ale zabójca jeszcze ponad rok pozostanie anonimowy.

Tornister Toni

9 stycznia 1971 roku w drodze ze szkoły do domu zaginęła 10-letnia Antonina W. z Widowa. Mieszkańcy gminy straszą się nawzajem „czarną wołgą”, która jakoby miała porwać Tonię. Milicja i prokuratura również prowadzą postępowanie pod kątem porwania. Po kilku miesiącach śledztwo zostaje umorzone.

– Pies doprowadził nas wtedy w okolice brogu, na jednym z pól Widowa, ale to była sroga zima, zaspy, zawieje. Zgubił ślad, a nikt, niestety, na wiosnę tego wątku nie pociągnął. Uratowalibyśmy kilka istnień ludzkich – nie ukrywa rozgoryczenia Niewiński.

1978 rok. Anatol Firsowicz zeznaje w sprawie 10-latki: „Jak pamiętam w tym celu opowiadałem jej, że przy tym brogu złapałem we wnyki zająca i żeby poszła tam ze mną. Wtedy ja, chcąc odbyć stosunek z nią bez przeszkód, wziąłem cienki drut, który leżał w pobliżu brogu i zawiązałem jej wokół szyi”. Do gwałtu, jak przy następnych zabójstwach nie doszło.

Śledczy z kopca w brogu wydobyli czaszkę i piszczele. Tornister Toni zachował się w dobrym stanie.

Wymaga intensywnego leczenia

Do wyroku sądu wojewódzkiego w Białymstoku z dnia 14 stycznia 1980 roku „Tolik” przebywa na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego w Grodzisku Mazowieckim. Jedna z opinii lekarskich stwierdza, że „Anatol Firsowicz w stosunku do zarzutów objętych aktem sprawy miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozumienia znaczenia czynów, jak i pokierowania swoim postępowaniem (…). Aktualnie Anatol Firsowicz nie wymaga intensywnego leczenia. W razie wyroku skazującego powinien przebywać w oddziale skazanych z anomaliami psychicznymi”.

Sąd biorąc pod uwagę takie opinie wymierza mu łączną karę 25 lat pozbawienia wolności. Pozbawia go też praw publicznych na okres 10 lat. Sąd Najwyższy trzy lata później podtrzymuje ostatecznie decyzję sądu w Białymstoku. Rodziny zamordowanych i prokurator bezskutecznie wnioskowali o karę śmierci.

„Przykład dla innych”

27 kwietnia 1994 roku, po siedemnastu latach, wliczając w to okres przebywania w areszcie śledczym, „Tolik” opuszcza zakład karny w Strzelcach Opolskich. W uzasadnieniu przedterminowego zwolnienia czytamy: „Zachowanie się skazanego w czasie odbywania kary utrzymuje się na dobrym poziomie (…). Jest przykładem dla innych. Korzystał z przepustek, z których wracał w terminie. Krytyczne ocenia swoją przeszłość. Ma sprecyzowane plany na przyszłość”.

Firsowicz wraca do Widowa. Wiadomość o jego zwolnieniu roznosi się lotem błyskawicy po Bielsku Podlaskim i okolicach. Pojawia się ponownie psychoza strachu. On sam zdaje sobie sprawę z własnego zagrożenia, prawie nie opuszcza rodzinnego domu. – Widziano go czasami z przyklejoną brodą w sklepie spożywczym, ale z nikim nie rozmawiał – wspomina jeden z mieszkańców Bielska.

Jednak dochodzi do prób samosądu. Jeden z bielskich policjantów: – Kilkakrotnie został dotkliwie pobity. Chyba doszedł do wniosku, że ludzie mu nie darują i wolał wyjechać.

Wyjechał skutecznie. Ludzie mówili, że się ożenił i ma dziecko.

„Tolik” już nikogo nie zabije

W ubiegłym roku, jego imię i nazwisko do wyszukiwarki na stronie Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Warszawie wpisał mój kolega z TV Podlasie. Data urodzin była w stu procentach tego, a nie innego „Tolika”. Seryjny morderca z Widowa zmarł w wieku 48 lat. Koleżanka spod Warszawy zrobiła na Cmentarzu Północnym kilka zdjęć. Pochowano go jako rzymskiego katolika.

Ktoś go musiał naprawdę kochać. Wystarczy spojrzeć na grób.

Arkadiusz Panasiuk

Fot. archiwum własne

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў верасні

    770 – 1252 г., першыя летапісныя зьвесткі пра гарады Наваградак (Новогородок), Слонім (Услоним, Вислоним), Ваўкавыск (Волковыеск). 700 – У 1322 г. дружыны Гарадзенскага княства (у склад якога тады ўваходзіла ўсходняя Беласточчына) на чале з князем Давыдам Гарадзенскім разграмілі пад Псковам нямецкіх і дацкіх …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis