Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    Byli heto zwyczajnyja bandyty, ale prykidwalisa, szto jany – „Wojsko Polskie”

    U Pałudniowym Wostrawie zaraz na paczatku wioski staić charoszy dom z gankam, u jakim kaliś żyła siamja Ściapana Chmialeŭskaho. Heto byŭ moj daloki swajak. Dom staić pusty jak paru let tamu pamiarła niawiestka Żenia, a trochi raniej jaje mużyk Tolik. Dziciej u ich nie było….ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    14. Chto vpravo, chto vliêvo, chto v błudy

    Posłuchavšy v radivi 13 hrudnia 1981 promovu generała Jaruzelśkoho razy dva-try, my z Gienikom R. i Janom G. vyryšyli, što nam u Varšavi nema sensu zmahatisie ni za socijalizm, ni proti socijalizmu, i postanovili evakuovatisie na Biłostôčynu. Zreštoju, šče pered południom toho samoho dnia administracija domów studenta ohołosiła zarządzenie, što studenty povinny pokinuti akademiki i jiêchati dochaty. ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Strzałka

Janusz Korbel na Trialogu Białoruskim w Łapiczach k. Krynek. Koniec lipca 2010 r. Fot. Jerzy Chmielewski
Janusz Korbel na Trialogu Białoruskim w Łapiczach k. Krynek. Koniec lipca 2010 r.
Fot. Jerzy Chmielewski

7 sierpnia minęło siedem lat, odkąd Janusza Korbela nie ma już z nami. Janusz przez wiele lat był współpracownikiem Czasopisu. Pisał głównie felietony. W obiegowych opiniach mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie zgadzam się z tym. Janusz Korbel okazał się człowiekiem nie do zastąpienia. Trudno znaleźć kogoś kto dorównywałby mu wiedzą, erudycją, intelektem i zaangażowaniem w sprawy, którym był oddany.

Każdy numer Czasopisu zaczynałam właśnie od felietonu Janusza. Z niecierpliwością sprawdzałam, czy coś napisał – jest! Wiedziałam, że za chwilę czeka mnie intelektualna przygoda, pożywka dla moich refleksji i kolejny klocek układanki do budowy światopoglądu, który nieustannie, również pod wpływem Janusza – ewoluował. Jego felietony były dla mnie odkrywaniem nowych lądów, nieoczywistych skojarzeń, inspiracją do przemyśleń. Niejednokrotnie nie wszystko w nich rozumiałam. Czasem czytałam je powtórnie, by uchwycić myśl autora. Jego teksty wymagały od czytelnika pewnej dozy wiedzy już na wstępie. Jego światopogląd to była misterna konstrukcja lektur, przemyśleń i doświadczeń, które zbierał przez wiele lat. Tak, jego czytelnik musiał być już w jakiś sposób ukształtowany, żeby w pełni uchwycić myśl, którą on usiłował przekazać. Jego przekaz był tak różny od tego, co serwowały nam mainstreamowe media, tak inny od obiegowych opinii krążących w społeczeństwie, że zetknięcie się z oryginalnością myśli dla wielu, w tym i dla mnie, były często kulturowym szokiem.

Sprawę komplikował fakt, że Janusz zamiast dawać gotowe odpowiedzi – zadawał pytania. Nie sądzę, aby był to jedynie retoryczny chwyt, by zmusić czytelnika do myślenia. On sam tych odpowiedzi szukał. Dostrzegał skomplikowanie świata i miał świadomość, że odpowiedzi na złożone problemy nie mogą być łatwe i oczywiste. Jego umysł był wciąż otwarty na nowe, wciąż kluczył po meandrach rzeczywistości i zmagał się z jej trudną materią. Jak zachowywać lokalną kulturę a jednocześnie nie być zaściankowym? Jak pielęgnować tożsamość małych społeczności, nie stając się jednocześnie ksenofobem? Jak kontynuować tradycję, a jednocześnie być otwartym na wciąż zmieniający się świat? Ten znak zapytania wisiał nad autorem i czytelnikami, drażnił, intrygował, prowokował do myślenia. Żłobił w mózgu nowe ścieżki, którymi dalej musieliśmy kroczyć samodzielnie.

Pisał najczęściej o ochronie krajobrazu – tego przyrodniczego i kulturowego. Jako architekt był wyczulony na kwestie zabudowy naszych miast i wsi. W jednym z felietonów napisał, że w przyszłości najważniejszym konfliktem do rozwiązania będzie konflikt pomiędzy myśleniem tradycyjnym a naukowym, pomiędzy myśleniem lokalnym a globalnym. Powołał się przy tym na książkę Edwarda O. Wilsona „Socjobiologia” (dziś jest na mojej półce), w której autor badał rozwój zwierzęcych i ludzkich społeczeństw na podstawie uwarunkowań biologii ewolucyjnej. Nasz naturalny trend do lokalności, plemienności i myślenia kategoriami swój-obcy jest uwarunkowany biologicznie, może być zrównoważony jedynie przez kulturę i wysiłek umysłowy, by widzieć rzeczywistość nie tylko na podstawie subiektywnych odczuć, ale obiektywnych przesłanek nauki. Często nie jest to łatwe. Przecież wyraźnie widzimy, że to słońce krąży wokół ziemi, wschodząc na wschodzie i znikając za horyzontem na zachodzie. Dla naszych naturalnie patrzących oczu jest to oczywiste.

W jednym z felietonów Janusz zastanawiał się, jak bardzo podobne, a wręcz te same prawa rządzą światem kultury i natury. Podział na kulturę i naturę uważał w istocie za złudny. W naturze poszukiwał wzorów dla procesów społecznych i kulturowych, traktując kulturę jako kontinnum natury. Jest to bliskie mi podejście. W końcu kultura stanowi wytwór naszych ludzkich umysłów ukształtowanych przez biologiczne procesy ewolucji, powstałych w celu przetrwania naszego gatunku. A jednak spektakularny rozwój cywilizacyjny dokonywał się kosztem oddzielania się od natury, coraz wyraźniejszego uniezależniania się od kaprysów jej żywiołów. Więc jak to jest z tą naturą i kulturą?

Pamiętam pewną rozmowę, którą odbyłam z Januszem przed wielu laty. Dyskusja dotyczyła różnorodności biologicznej jako naturalnego kierunku rozwoju w przyrodzie – natura pozostawiona samej sobie ma tendencję do coraz większego różnicowania i tworzenia niezliczonej ilości gatunków i odmian. Obserwujemy to m. in. w lasach naturalnych, które składają się nie z wielkich połaci monokultur, lecz stanowią skomplikowaną mozaikę różnorodnych gatunków roślin i zwierząt. Janusz odpowiedział, że tak rzeczywiście było, ale najnowsze badania naukowe zdają się sugerować, że strzałka rozwoju w kierunku bioróżnorodności zatrzymała się, a nawet zaczęła się odwracać w kierunku odwrotnym – ku ujednolicaniu. Zdziwiło mnie to. Rozmowa jednak potoczyła się innym torem i nie zapytałam go, co konkretnie miał na myśli: czy zmiany w środowisku spowodowane przez człowieka, który wskutek migracji spowodował globalizację nie tylko w świecie ludzi, ale też świecie przyrody, wymieranie gatunków na skutek ocieplenia klimatu, czy może całkowicie naturalny trend ewolucji, która osiągnąwszy jakiś punkt kulminacyjny postanowiła nagle odwrócić kierunek rozwoju? W jakiej książce to przeczytał? W jakim naukowym artykule? Na te pytania do dzisiaj nie znalazłam odpowiedzi, a znak zapytania który zawisł nad strzałką rozwoju, nie daje mi spokoju do dziś.

Ewa Zwierzyńska

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • У красавіку

    – 9(21).04.1835 г. у Віцебску нар. Ялегі Пранціш Вуль (сапр. Элегі Францішак Карафа-Карыбут), беларускі паэт. Удзельнічаў у  студзенскім паўстаньні, за што быў сасланы ў Сібір. Апошнія гады жыцьця правёў у Варшаве, дзе з Вінцэсем Каратынскім і Адамам Плугам стварыў беларускі …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (371) – у пачатку красавіка 1654 г. пад Масквой пачалі зьбірацца войскі з намерам зьнішчальнай агрэсіі супраць беларускіх земляў – Вялікага Княства Літоўскага.
  • (179) – 4.04.1846 г. у Вільні памёр Лявон Бароўскі (нар. 27.05.1784 г. у Пінску), літаратуразнавец, пэдагог і публіцыст. У  1807-1811 гг. выкладаў рыторыку і паэтыку ў Сьвіслацкай гімназіі, з 1814 г. выкладаў літаратуразнаўства і красамоўства ў Віленскім унівэрсытэце, а ў 1831-1842 гг. -- у Віленскай духоўнай акадэміі.
  • (136) – 4.04.1889 г. у Баяршчыне каля Лепля на Віцебшчыне нар. кс. Віталь Хамёнак, дзеяч беларускага хрысьціянскага руху. З 1925 г. служыў у Друйскім кляштары айцоў мар’янаў. У 1938 г. разам з іншымі беларускімі сьвятарамі дэпартаваны з Друі ў цэнтральную Польшчу. Памёр 24.12.1971 г. у кляштары айцоў мар’янаў у Скурцы каля Седлец.
  • (134) – 4(16).04.1891 г. на Сакольшчыне нар. Язэп Варонка, старшыня і міністр замежных спраў Народнага Сэкратарыята Беларускай Народнай Рэспублікі (21.02. – 23.07.1918 г.), удзельнічаў у падрыхтоўцы і правядзеньні Першага Усебеларускага Зьезду ў Менску ў сьнежні 1917 г., быў старшынёй Выканаўчага Камітэту Зьезду,
  • (132) – 4.04.1893 г. нар. на Смаленшчыне Мікола Шчаглоў-Куліковіч – кампазытар, этнограф, паэт. Выпускнік Маскоўскай Кансэрваторыі. Працаваў настаўнікам музыкі, з 1939 г. быў дырыжорам сымфанічнага аркестра Усебеларускага Радыёкамітэту ў Менску. У час нямецкай акупацыі займаўся творчай працай у Менску. З 1950 г. жыў у ЗША. У 1950 г. заснаваў у Нью-Ёрку беларускі хор, потым  кіраваў беларускімі харамі ў Кліўлендзе й Чыкага. Памёр 31.03.1969 г. Пакінуў вялікую музычную спадчыну; быў аўтарам опэр, сымфоній, вакальных твораў, апрацовак народных песень.
  • (121) – 4.04.1904 г. у Александрове каля Дзісны нар. кс. Юры Кашыра. З 1925 г. уступіў у кляштар айцоў мар’янаў у Друі. У ІІ сусьветную вайну вёў душпастырскую дзейнасьць у Росіцы на Віцебшчыне. 18.02.1943 г. быў спалены з вернікамі ў Росіцы падчас нямецкай карнай экспэдыцыі.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2025 Czasopis