Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Prezentacje

Opowieści podlaskich Griotów

Grupa Magia Podlasia od 10 lat uwiecznia na zdjęciach pejzaż przyrodniczy i kulturowy Podlasia. Owocem ich pracy jest kolekcjonerski album fotograficzny „Magia Podlasia”, wydany przez Krainę Bugu.

Czy Podlasie ukazane na waszych zdjęciach jeszcze w ogóle istnieje? To pytanie pada wcale nierzadko wśród oglądających album grupy Magia Podlasia. Czym jest owa „magia”? Czy nie jest jedynie mitem, atrakcyjnym, ale niemającym z rzeczywistością wiele wspólnego? Produktem promocyjnym, atrakcyjnym opakowaniem bajki o kresowej, spowitej mgłą, krainie, w której prości dobrzy ludzie żyją zgodnie z rytmem przyrody życiem swoich przodków? Tunelem czasoprzestrzennym do przeszłości, w której czas zatrzymał się niczym hinduskie koło karmy, a historia zatacza koło nienadgryzione zębem współczesnej cywilizacji? Ile prawdy, a ile fałszu zawiera opowieść o Podlasiu jako wielokulturowej krainie, w której pośród łąk i dziewiczych lasów, rozlewisk rzek i bagien, żyją pradawne plemiona autochtonów, przedstawicieli różnych religii i narodów?

Okladka albumu. Zima nad Biebrzą Fot. Tomasz Poskrobko
Okladka albumu. Zima nad Biebrzą
Fot. Tomasz Poskrobko

Fotografia jako sztuka zapisuje ten obraz, na który nakierowujemy obiektyw. Z jakiegoś powodu wybieramy ten, a nie inny wycinek rzeczywistości i unieruchamiamy go kliknięciem migawki. Dyskusja o tym, czy fotografia przedstawia rzeczywistość obiektywną, czy jest jedynie artystyczną jej interpretacją, trwa od lat, a zwolennicy jednej i drugiej szkoły dyskutują o tym zajadle. Zwolennicy fotografii jako świadectwa prawdy powołują się na jej dokumentalny charakter, podkreślając wartość obrazu niezmodyfikowanego technikami cyfrowymi czy artystycznymi zabiegami. Zwolennicy fotografii jako sztuki udowadniają, że wybierając ten a nie inny konkretny fragment rzeczywistości już dokonujemy selekcji, poza kadrem pozostawiamy bowiem wszystko, co uznaliśmy za mniej istotne czy zbędne.

Zatem, czy magiczne Podlasie istnieje naprawdę? I tak, i nie. Na podobieństwo poszukiwaczy złota, którzy muszą przepławić na sitach tony błotnistego miału, tak i my przeczesywaliśmy podlaską krainę, by uchwycić jej genius loci, genetyczny kod DNA, odróżniający ją od innych krain i mikrokosmosów. Kod genetyczny stanowi o naszej konstytucji, sprawia, że jesteśmy właśnie tym, kim jesteśmy, że nasze oczy są zielone a włosy jasne lub ciemne. Jest tym, wokół czego budujemy naszą unikatową tożsamość. Staraliśmy się w obiektywie zatrzymać to, co dla Podlasia charakterystyczne. Selekcja była prowadzona w ten sposób, by ukazać ową mityczną magię Podlasia i to, czym ten region odróżnia się od innych. A odróżnia się zarówno kulturowo, jak i przyrodniczo.

Święto Jordanu w Drohiczynie Fot. Adam Falkowski (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)
Święto Jordanu w Drohiczynie
Fot. Adam Falkowski (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)

Mit kojarzy nam się fantastycznymi opowieściami o bogach i herosach, z fikcją, z nieuzasadnionymi przekonaniami, rozpowszechniającymi się w społeczeństwie. Pierwotnie słowo to miało jednak miał inne znaczenie. W starożytnej Grecji mit oznaczał po prostu narrację, opowieść.

Świat domaga się opowiedzenia, by mógł zaistnieć i trwać. „Na początku było Słowo. (…) Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” – to pierwsze zdanie ewangelicznej opowieści wg Jana. Słowo to najstarsza forma opowieści. Korzystali z niej nasi przodkowie, siedząc wokół ogniska w długie wieczory, opowiadając sobie wciąż od nowa swój własny świat. Starożytne ludy kreśliły pierwsze hieroglify na papirusie i wyciskały rylcem znaki w glinie, dzięki czemu po tysiącach lat ich świat mógł na nowo wyłonić się z mroków niepamięci. Wędrowni opowiadacze historii, gromadzący wokół siebie tłumy słuchaczy, w dalszym ciągu funkcjonują wśród społeczności Indii czy Maroka. W Afryce przez tysiąclecia funkcjonowała oddzielna grupa ludzi, nazywanych Griotami. Były to osoby zajmujące się opowiadaniem dziejów poszczególnych rodów, wsi i panujących dynastii. Ich opowieści, połączone ze śpiewem i grą na instrumentach, opiewały historię danej społeczności i dokumentowały jej pamięć.

Opowieść to jednak nie tylko słowo. Snuć opowieść możemy poprzez sztukę, teatr, obraz czy właśnie fotografię. Środek wyrazu staje mnie mniej istotny wobec potrzeby wyrażenia subiektywnego czy kolektywnego doświadczenia, o którym chcemy opowiedzieć innym lub tylko sobie. Dzięki tym opowieściom stajemy się tym, kim jesteśmy, w świecie, który stwarza się na nowo przez nas i dla nas. Dzięki snuciu opowieści nabywamy tożsamości, potrafimy oddzielić to co nasze od tego, co inne. Zaistnieć, spoglądając w indywidualny sposób na świat, by nadać mu porządek, strukturę i sens.

Fot. Ewa Zwierzyńska (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)
Fot. Ewa Zwierzyńska (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)

Pięknie mówi o tym Olga Tokarczuk w noblowskim wykładzie „Czuły narrator”, wygłoszonym w Sali Giełdy Akademii Szwedzkiej 7 grudnia 2019 roku: „Coś, co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane, przestaje istnieć i umiera”. A więc opowiadanie sobie nawzajem świata utrzymuje go przy życiu i jest źródłem pamięci dla kolejnych pokoleń.

Ulubiony przeze mnie gatunek fotografii to fotografia dokumentalna, pozornie banalna i zwyczajna, często niedoceniana, podobnie jak nie doceniamy szarości dnia codziennego, ginącej w natłoku podobnych do siebie dni i tygodni. Zdaje się, że są one jedynie osnową wydarzeń niezwykłych, które w pierwszej kolejności utrwalają się w naszej pamięci. Upływ czasu sprawia, że fotografia dokumentalna nabiera coraz większej wartości, podobnie jak wino przechowywane w piwniczce, by mogło pewnego dnia ujrzeć światło dzienne i zachwycić bukietem smaków i aromatów degustatora, który zdecydował się otworzyć butelkę i wypuścić z niej ducha-dżina, świadka swojego czasu. Z wypiekami na twarzy potrafię godzinami oglądać i studiować stare fotografie, które wskrzeszają nieistniejący dawno świat. I oto okazuje się, że najbardziej interesujące fotografie to nie te z wyjątkowych wydarzeń i uroczystości, nie te przedstawiające prezydentów i gwiazdy ekranu, ale te zrobione jakby przypadkowo, mimochodem, uwieczniające załapanego w kadr przypadkowego człowieka i jego codzienność. Jakaż interesująca nagle staje się sukienka, w którą ubrana była nasza babcia, kanapa, na której siedziała, wygląd pokoju i widok z okna na brukową ulicę, po której spacerowały stada owiec – tło, na którym rozgrywało się Życie.

To, co nie zostało opowiedziane, przestaje istnieć i umiera. Kształt świata zmienia się nieustannie, świat jest w ciągłym ruchu, podobnie jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie, wciąż te same, a jednak układające się w coraz to nowe wzory. Podlasie śpiewa swoją unikatową pieśń, podobnie jak śpiewają ją inne regiony w Polsce, Europie i na świecie. Nie jest ono elementem oderwanym od całości, a procesy w nim zachodzące są tylko lokalną interpretacją szerszych zjawisk. Podlasie to zaledwie jeden z puzzli ogromnej układanki kosmosu.

Natura Fot. Piotr Świderski
Natura
Fot. Piotr Świderski

Ten mikrokosmos, w którym przyszło nam żyć i który zamrażaliśmy na swoich fotografiach, nieuchronnie odchodzi do przeszłości. Jest to związane z globalnymi procesami urbanizacyjnymi, trwającymi od co najmniej stu lat. Pisał o tym Włodzimierz Pawluczuk w swojej kultowej książce „Światopogląd jednostki w warunkach rozpadu społeczności tradycyjnej”. Pierwsza fala zaniku tradycyjnej kultury wsi miała miejsce w okresie międzywojennym, druga uderzyła po II wojnie światowej. W latach 50. i 60. pokolenie naszych rodziców, potomkowie chłopów od wieków przywiązanych do skrawka ziemi, po raz pierwszy dostało od losu szansę zrobienia kariery poza rodzinną wsią. Otworzyły się przed nimi drogi dotychczas zamknięte. Klasa chłopska, nobilitowana przez komunistyczny ustrój, masowo posyłała dzieci do szkół w mieście, a wieś zaczęła się powoli wyludniać. Trzecią falę mieliśmy okazję obserwować po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Miała związek z zanikiem tradycyjnego gospodarowania na roli na rzecz wielkoobszarowych gospodarstw rolnych, w pełni zmechanizowanych, co ostatecznie zmiotło tradycyjną wieś wraz z jej obrzędowością i kulturą, skupioną w dużej mierze wokół ręcznych prac polowych. Życie na wsi uległo gruntownemu przeobrażeniu. Obrzędy dożynek czy zażynek, jeśli w ogóle przetrwały, to w formie zdeformowanej i szczątkowej, sprowadzonej do gminnych uroczystości w remizach strażackich. Nie są tym, czym były dla ludzi pracujących przez kilka tygodniu w upale i słońcu, mozolnie zbierających owoc całorocznej pracy. Święty Jurij nie otwiera już ziemi na wiosnę, by mogła zazielenić się trawa i a ziemia wydawać płody przez kolejny rok. Ucichły pieśni śpiewane przy wspólnej pracy, stukot krosien tkackich i młócenie cepami w zimową porę. Na polu zżętym za pomocą kombajnu nikt nie stawia przepiórek. Nad głośną i roześmianą ulicą wsi zaległa cisza, przerywana odgłosem kosiarek elektrycznych, strzygących trawniki wokół letniskowych domków. Na ławeczkach, na których dawniej koncentrowało się społeczne życie wsi, z rzadka przysiadają ostatni Mohikanie, staruszkowie, których z roku na rok ubywa. „Nikt już tu nie został, jesteśmy jak rozbite garnki, zostało kilka niepotrzebnych nikomu skorup” – tak się określiła mieszkanka wsi pod białoruską granicą, z którą miałam okazję rozmawiać kilka lat temu. Dawniej tętniące życiem wsie zamieniają się w wymarłe skanseny zarastające chaszczami, albo w osiedla letniskowych daczy, nierzadko wykupowanych przez mieszkańców innych rejonów Polski, w przytłaczającej większości nie znających lokalnej kultury.

Te apokaliptyczne procesy końca tradycyjnego porządku wsi dotyczą nie tylko Podlasia, jest to proces globalny, toczący się w wielu zakątkach świata. Dotyczy Masajów we wschodniej Afryce, którzy z uwagi na kurczenie się pastwisk zmuszeni są porzucać prowadzony od setek lat tradycyjny pasterski sposób życia i migrować do miast w poszukiwaniu innych źródeł utrzymania. Tam zatrudniani są jako strażnicy w hotelach, atrakcja turystyczna w biurach podróżny lub zajmują się drobnym handlem. Chińscy chłopi przenoszeni są masowo do nowo wybudowanych, wielomilionowych megapolis, by mogli pracować w potężnych fabrykach zaopatrujących sklepy bogatego Zachodu. Mieszkańcy wsi chorwackich, rumuńskich, serbskich nie widzą dla siebie perspektyw zawodowych na prowincji i wyjeżdżają do miast w poszukiwaniu lepszego życia.

Święto Jurija, Muzeum Małej Ojczyzny Studziwody Fot. Ewa Zwierzyńska (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)
Święto Jurija, Muzeum Małej Ojczyzny Studziwody
Fot. Ewa Zwierzyńska (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)

Zresztą, tradycyjne pojęcie miasta i wsi także odchodzi do przeszłości. Różnice zacierają się, unifikują, homogenizują. Style życia w mieście i na wsi stają się podobne, zwalcowane walcem urbanizacji, oplecione sieciami nowych technologii, zanurzają się w coraz bardziej jednorodną i zglobalizowana kulturę. W Europie Zachodniej procesy urbanizacyjne dokonały się wcześniej i można je uznać za zakończone. Na Podlasiu, na naszych oczach, rozgrywają się jego ostatnie akty.

Transformacja odbywa się nie tylko w aspekcie kulturowym, ale i przyrodniczym. Globalne ocieplenie klimatu i związane z tym zmiany w środowisku naturalnym unicestwiają znane nam krajobrazy. Fotografując coroczne rozlewiska Biebrzy czy Narwi nie przypuszczaliśmy, że nastąpi czas, w którym ich zabraknie, a tak stało się w tym roku. Zdjęcia krajobrazu i przyrody zamieszczone w naszym albumie także powoli stają się historyczne. Od ponad dekady nie mamy prawdziwych zim, z dużą ilością śniegu i mrozem. Prawosławne święto Jordanu, obchodzone w połowie stycznia, odbywało się na rzekach skutych kilkudziesięciocentymetrowym lodem, w którym wycinano przeręble w kształcie krzyża. Te obrazy odchodzą do przeszłości. To, co wydawało się wieczne i niezmienne, nasza przyroda, będąca tłem i scenografią wydarzeń, nagle zaczęła się zmieniać, więdnąć, upadać. Walcząc o zachowanie dziedzictwa przyrodniczego Puszczy Białowieskiej, największe zagrożenie upatrywałam w nadmiernej wycince drzew. Okazuje się, że Puszcza jaką znaliśmy może umrzeć nie z powodu pił i siekier, lecz powodu zmian klimatu i nie da się tego ograniczyć prostym planem zagospodarowania lasu.

Fot. Tomasz Poskrobko (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)
Fot. Tomasz Poskrobko (zdjęcie z albumu „Magia Podlasia”)

Procesy ewolucyjne całej biosfery, ale także wszelkich zjawisk społecznych, posuwające świat na coraz wyższe szczeble rozwoju, nie powodują całkowitego zniknięcia starego. Dawniejsze formy i wzory pozostają dziedzictwem kolejnego pokolenia najczęściej w postaci atawizmów. Ewolucja jak wielka spirala zatacza coraz szersze kręgi, w których następują powtórzenia dawniejszych form, ale już zmienionych i lepiej przystosowanych do środowiska. Nigdy nie ma dokładnego powrotu to tego co było. Po naszych przodkach przejmujemy jedynie fragmenty, które są nam potrzebne w nowej rzeczywistości. Uporczywe trwanie przy starych, skostniałych wzorach, niepasujących do środowiska, prowadzi do dysfunkcji, obumierania i w efekcie do wypadnięcia z łańcucha życia, podobnie jak klocka wyciągniętego z konstrukcji przebudowanej w nową formę, nie można wcisnąć w lukę, której kształt został zmieniony. Jeśli kultura ma pozostać żywa, integrowana przez nowe pokolenia jako swoja, musi – podobnie jak żywy organizm – podlegać nieustannym, transformacjom, by nadążać za tempem zmian życia i środowiska.

Młyny globalnej zmiany nie omijają Podlasia tylko dlatego, że jest ono oddalone od wielkich centrów cywilizacyjnych. Nasze pokolenie miało okazję obserwować i fotografować świat, którego nasze dzieci już nie doświadczają i nie znają. Fotografując odchodzące w przeszłość Podlasie staraliśmy się zatrzymać je dla przyszłości. Upadek starego świata i wyłanianie się nowego nie są niczym nowym ani nadzwyczajnym. Wydarzało się w historii wielokrotnie i tylko stojąc na granicy dwóch epok , gdy stare pozostało już za plecami a nowe jeszcze nie nadeszło, patrzymy w głębinę ciemnej studni i doświadczamy niepewności, czym ów nowy świat będzie i czy w ogóle będzie. Na gruzach dawnych imperiów powstają nowe, ale stare nie znika bez śladu. Odradza się jak wąż zrzucający skórę, by zrobić przestrzeń dla nowego, bardziej adekwatnego do własnych potrzeb i wymagań rzeczywistości. Nowe cywilizacje i światy nie powstają w próżni, ale podobnie jak drzewo zakorzenione starym czerpie z głębi historii soki dla rozrastającej się korony i gałęzi. Stare tradycje wplatają się w nową materię, tkaną na wielkich krosnach Życia.

Ewa Zwierzyńska 

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis