Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Wspomnienie

Mikołaja Wołkowyckiego sny i jawa

Białowieża wydała na świat co najmniej dwóch ponadprzeciętnie uzdolnionych Mikołajów Wołkowyckich. Obaj urodzili się w Zastawie – dawniej wsi na Polanie Białowieskiej, która obecnie jest częścią Białowieży. Sławę wykraczającą poza białowieskie opłotki zyskał tylko jeden z nich – białostocki artysta malarz i rzeźbiarz. Ten drugi, znany w Białowieży głównie pod przydomkiem Adamaŭski, miał w życiu mniej szczęścia. Pozbawiony warunków do kształcenia, imał się w rodzinnej miejscowości różnych zajęć. Mówiono o nim, że ma „złote ręce”. I rzeczywiście – potrafił zrobić wszystko!

Adamaŭski przyszedł na świat w 1920 roku – pięć lat przed narodzinami swego bardziej znanego ziomka. Przydomek zawdzięczał dziadkowi Adamowi. Rodzice Mikołaja, Teodor i Teodora (nazywana zdrobniale, po miejscowemu, Chwadosia), mieli jeszcze jednego syna – Wiktora.

Mikołaja już od dziecka interesowały sprawy związane z techniką. W wieku dwunastu lat zaciekawił się aparatem fotograficznym, którego zobaczonym u jednego z mieszkańców Białowieży. Wyprosił go na jakiś czas, by móc poznać zasady działania. Aparat rozebrał na części, a następnie złożył. Postanowił wykonać własny sprzęt. Szklane części aparatu zrobił ze starych okularów, a powiększalnik z puszki po konserwach. Może nie perfekcyjnie, ale jakieś zdjęcia wychodziły. W ten sposób Mikołaj został fotografem-amatorem.

W 1943 roku Niemcy wywieźli Mikołaja na przymusowe prace pod Gołdap. Po wyzwoleniu tych terenów przez wojska radzieckie został wcielony do nich jako żołnierz. Swój szlak bojowy zakończył na Łabie (Elbie). Śmierć nieraz zaglądała mu w oczy, ale był przekonany, że wróci do domu. Wierzył w sny. Uważał, że kryją w sobie wiele prawdy. Któregoś razu, gdy leżał w okopie, przyśniło mu się, że spłonął ich rodzinny dom. Wróciwszy z wojny, domu nie zastał. Spalili go w lipcu 1944 roku odchodzący z Białowieży okupanci, a dokładniej – kolaborujący z Niemcami oddział Węgrów. Na jego miejscu sterczał tylko osmalony piec, taki jak mu się przyśnił.

Ojciec Mikołaja był rolnikiem. Zawsze powtarzał swym synom, aby trzymali się roli, bo ona zapewnia chleb. Odradzał im naukę, zachęcał natomiast do poświęcenia się rzemiosłu. I tak Mikołaj został w Białowieży. Zajmował się wszystkim, czym tylko było można. Tuż po wojnie był szewcem. Ludzie z wiosek zabierali go do siebie. Mikołaj z ich materiału robił im buty. W 1948 roku wziął go do pracy masarz z Orli. Mikołaj, pracując w masarni, dobrze się zapoznał z wyrobem wędlin. W Orli też się ożenił. Ale życie z żoną jakoś mu się nie układało i z czasem każde zaczęło żyć w swojej miejscowości. Dzieci nie mieli.

Powróciwszy do Białowieży, Adamaŭski zatrudnił się w masarni, która mieściła się w budynku zajmowanym obecnie przez Bar „Leśna Dziupla” (przy ul. Stoczek 7). Pracował w niej z przerwami. Zajmował się też świniobiciem u okolicznych gospodarzy.

Parał się także fryzjerstwem. Strzygł białowieżan i sam siebie, tyle że wtedy maszynkę ustawiał drugim końcem. Robił też chomąta, zajmował się rymarstwem. Dużo zajęcia miał z motorowerami i rowerami. Iglice do gaźników wykonywał sam.

W wolnych chwilach poświęcał się fotografowaniu. Wykonywał fotki swoim najbliższym, sąsiadom a nawet turystom odwiedzającym Białowieżę. Później nabył aparat do zdjęć pięciominutowych. Dorobił do niego statyw i fotografowanie szło pełną parą. Następnym krokiem było zrobienie ciemni.

Pamiętam, że w latach pięćdziesiątych Adamaŭski stale się kręcił z aparatem po parku pałacowym. W owym czasie duża liczba białowieżan w niedziele i święta udawała się tam z dziećmi na spacer. Przy okazji korzystali z możliwości upamiętnienia ich rodzin na tle ruin zniszczonego w 1944 roku pałacu carskiego lub parkowych pejzaży, tym bardziej że w Białowieży zakładu fotograficznego wówczas nie było. A przecież każdy chciał mieć zdjęcie na pamiątkę.

Z czasem zainteresowanie Mikołaja fotografiką wygasło. Wtedy zafascynował go rower. Wspólnie z bratem wykonał drewniany welocyped. Wszystko w nim było z drewna, oprócz metalowych szprych. Jeździć na nim było trudno, ale jakoś się jeździło.

Później przy pomocy brata wykonał ciekawy przyrząd do robienia listewek z prętów leszczyny. Używano ich do wyrobu tzw. korobek i koszy. Następnie wspólnie reperowali zegarki. Z cienkiego druta miedzianego robili włos, zastanawiali się, ile dać zwojów, by uzyskać odpowiednią sprężystość. I zegarek pracował jak nowy. Wiele z nich wymagało tylko nowych śrubek. Nie mieli skąd ich wziąć, więc wpadli na pomysł, by odwracać na drugi bok stare. I zegarek służył właścicielowi dalej. Mikołaj wykonywał też wiele precyzyjnych przyrządów, jak chociażby zapalniczki.

Ponieważ w Białowieży był duży popyt na figurki z drewna, Mikołaj zaczął rzeźbić statuetki żubrów i koników. Jedna z jego najbardziej interesujących prac to rzeźba na osiemdziesięciocentymetrowej desce olchowej, przedstawiającej oracza, pradziada Mikołaja, który orał sochą. Drugą, większą pracą, była figura przedstawiająca ni to diabła, ni to człowieka. Turyści bardzo szybko ją kupili.

Czasami oddawał się ciesielstwu. Na początku lat pięćdziesiątych, wspólnie z kuzynem Janem Wołkowyckim, który później zmienił nazwisko na Wołkowski, wybudował z drewna krąg taneczny (podest do tańców) na lewym brzegu Narewki, naprzeciwko szkoły podstawowej. Krąg ten nie cieszył się jednak wielkim powodzeniem. Białowieżanie częściej wybierali podobne miejsce w południowej części parku pałacowego, nazywane powszechnie „Patelnią”. Wybudowane przez Wołkowyckich miejsce zabaw przetrwało do początku lat sześćdziesiątych, po czym zostało zdemontowane.

Od powrotu z Orli do Białowieży Mikołaj cały czas żył już samotnie. Posiadał własną chatkę w Zastawie, z kaflowym piecem po środku, własnoręcznie zrobionym. Mebli w domu nie miał. W izbie stał tylko stół, stolik i coś, co przypominało łóżko, pod którym stale leżała pułapka na myszy. W kącie ustawił pralkę ręczną, którą kupił po obniżonej cenie i przerobił na elektryczną. Na ławie leżały przyrządy do łowienia ryb własnego wyrobu. Wcześniej miał skrzypce, na których lubił grać. Często spotykał się ze swoim niedalekim sąsiadem, fryzjerem Grzegorzem Buszko, który grał na harmonii. I tak wspólnie sobie muzykowali. Później Mikołaj zaczął grać na bajanie.

Choć był utalentowanym człowiekiem, niczego poza niezbędnymi do życia rzeczami nie posiadał i o nic specjalnie nie dbał, także o siebie. Żył dniem dzisiejszym. Po śmierci matki opuścił się, zaczął nadużywać alkoholu. Nie golił się i nie wkładał lepszego ubrania. Niczego nie hodował. Były jednak czasem chwile, w których żałował, że życie jego tak bezsensownie upłynęło.

Zwierzał się z tego pod koniec lat siedemdziesiątych dziennikarzowi Michałowi Chmielewskiemu, który zainteresował się tym oryginalnym mieszkańcem Białowieży. Poświęcił mu zresztą artykuł, opublikowany w białostockim tygodniku „Niva” (Nr 31/1978). Mikołaj tłumaczył redaktorowi, że to wszystko przez sen, który zapowiadał mu bliską śmierć. W ogóle, w rodzinie Mikołaja bardzo wierzono w sny. Jego ojcu, który czuł się dobrze, przyśniło się któregoś razu, że złazi ze stogu i siada na białego konia. biały koń we śnie to zapowiedź śmierci. I rzeczywiście, ojciec zmarł przedwcześnie. Złaził ze strychu i tak jakoś upadł na ziemię, że odbił sobie nerki i tydzień później zmarł. Matce Mikołaja przyśniło się natomiast, że spała z białym kotem. Biały kolor jest związany ze śmiercią, jak czarny z chorobą. Matka niedługo potem umarła.

Mikołaj przeżył wiele wypadków, które negatywnie odbiły się na jego zdrowiu. Pewnego razu, nieco podpity, jechał rowerem i upadł na butelkę, którą miał w kieszeni. Złamała ona mu dwa żebra, ale sama się nie rozbiła. Później złamał nogę. Trzymał ją w gipsie, ale tak się źle czuł, że po dziesięciu dniach gips zdjął. Innym razem w pobliżu nieistniejącej już restauracji „Sarenka” wpadł pod traktor, który przygniótł mu piersi. Długo cierpiał.

Pod koniec życia Mikołaj został pensjonariuszem Domu Pomocy Społecznej „Rokitnik” w Białowieży. Ale długo w nim nie wytrzymał. Twierdził, że jedzenie mu tam nie odpowiada. Zamieszkał w domu swego kolegi – Edwarda Waśkowskiego. Niestety, nie na długo. Zmarł 3 lipca 1995 roku w wieku 75 lat. Spoczął na białowieskim cmentarzu.

Piotr Bajko

 

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis