Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Recenzja

Dialog pokoleń

Z radością i satysfakcją przyjąć należy oryginalnie pomyślaną książkę Zoi Saczko „A koliś jak było? Rozkażu Tobie, Zosia, rozkażu Tobie, Tamusia”, wydaną w tym roku przez znane z wielu cennych inicjatyw Stowarzyszenie Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Jej lektura dostarczyła mi wiele przyjemności.

Jako uczennica szkoły podstawowej kolekcjonowałam etykietki z pudełeczek zapałek. Na jednej z nich, obok barwnego kogucika, widniał napis: Sztuka ludowa – mądrością narodu. A dziś? Na naszych oczach umiera ostatnia instytucja promująca sztukę będącą wytworem ludzkich rąk. Oto właśnie likwidowana jest „Cepelia”, przedsiębiorstwo z tradycją, a piękne przedmioty z jej sklepowych półek wyprzedawane są za bezcen. Czyżby naród utracił mądrość, pozbywając się części korzeni? Przepięknie haftowanych obrusów i serwetek, misternie malowanej ceramiki czy artystycznych przedmiotów wykonanych z drewna nie zastąpi przecież masowa produkcja z Chin. W tym kontekście książka Zoi Saczko przypomina nam istotną prawdę, iż to właśnie kultura ludowa jest kanwą kultury narodowej.

Książkę wydano pod każdym względem pięknie, starannie i fachowo, na wysokim poziomie edytorskim. Na uwagę zasługują też fotografie, bardzo dobrej jakości, stanowiące istotne dopełnienie tekstu. Omawiana publikacja opatrzona jest dedykacją Wnuczkam – Zosi i Tamary. To one przede wszystkim są adresatkami i jednocześnie bohaterkami tej mądrej opowieści. Ich piękna, symboliczna fotografia umieszczona jest na początku książki. Śliczne, uśmiechnięte dziewczynki w czerwonych płaszczykach (młodsza trochę zawstydzona przytula się do siostry) trzymają bukiety pożółkłych klonowych liści. I tak młodość splata się tu z jesienią. W żywym dialogu, w kontekście tradycji, religii i obrzędowości, spotykają się na kartach tej książki pokolenia babci Zoi oraz wnuczek, Zosi i Tamary, które wpisane w historyczny kontekst kulturowy stają się częścią świata przedstawionego w książce. Babcia w formie gawędy opowiada wnuczkom o tym, jak było kiedyś. Tradycja splata się w tych opowieściach z nowoczesnością (mamy tu bociani GPS, sierp i kosę, ale także kombajny, telewizory i smartfony), co pozwala dziewczynkom prześledzić rozwój cywilizacyjny. Wiele miejsca poświęca się tu m.in. świętowaniu Bożego Narodzenia, Trzech Króli oraz Wielkanocy i zwyczajom związanym z tymi świętami oraz całym rokiem obrzędowym. Na szczególną uwagę zasługuje Wigilia (omówienie potraw wigilijnych, w tym kutii i sposobu jej przygotowania). Nie zabrakło też rozmowy o Świętym Mikołaju – tym, za którego przebierał się tata, ale i o tym prawdziwym, który żył przed wiekami i czynił dobro. Zosia i Tamara, a tym samym i ich koleżanki, czytelniczki tej książki, poznają zwyczaj kolędowania z gwiazdą, dowiadują się czym są fonary i co one znaczą, znajdują cenne wskazówki jak wykonać gwiazdę, bo tę prawdziwą (jak koliś) dzisiaj mało kto umie zrobić. Ciekawym uzupełnieniem jest informacja, że na białoruskim Polesiu kolędnicy nosili „Betlej”, czyli domek oklejany kolorowym papierem z różnymi zwierzętami (konie, owce, cielaki) w środku. Odpowiednio podświetlone rzucały na papier duże cienie. W kontekście omawianych świąt pojawiają się odniesienia do Biblii, podane w przystępnej formie. Babcia okazuje się świetnym psychologiem i znawcą duszy dziecka, gdyż tok rozmowy i sposób objaśnienia treści trudniejszych jest dostosowany do jego wieku, rozwoju umysłowego i zdolności percepcyjnych. Świetnym pomysłem jest dodanie do książki płyty z kolędami podlaskich Białorusinów w wykonaniu zespołu „Żemerwa”. Słowa tych kolęd z metryczkami ich pochodzenia (miejscowość i data zapisu) umieszczono na końcu książki.

...Zosia i Tamara dowiadują się jak wyglądało życie ich prababci Kasi. Poznają drogę, jaką musiał przebyć len, przeobrażając się w ręcznik Fot. ze zbiorów Marka Korniluka
…Zosia i Tamara dowiadują się jak wyglądało życie ich prababci Kasi. Poznają drogę, jaką musiał przebyć len, przeobrażając się w ręcznik
Fot. ze zbiorów Marka Korniluka

W publikacji znajdziemy również przysłowia, tę mądrość narodów (m.in. Hrumnici – połowina zimici; Jak na Hrumnici pieweń napiećcia wodici, to na Jurija wuoł najieścia trawici), przepisy na tradycyjne świąteczne i okolicznościowe potrawy, wplecione w tok babcinej opowieści o wielce kształcącym charakterze. I tak, na przykład, przy okazji przygotowywania ciasta do wypieku „bocianich łapek”, Zosia i Tamara dowiadują się wielu ciekawych wiadomości o bocianach, które w kulturze ludowej otaczano szczególną estymą, co wynikało z utożsamiania tych ptaków z początkiem nowego cyklu wegetacyjnego. Z niecierpliwością oczekiwano ich wiosennych powrotów do starych gniazd i każdy z przylotów bywał witany z radością. Uważano, że bociany powinny powrócić z zimowych wędrówek najpóźniej na Zwiastowanie Matki Bożej, czyli 7 kwietnia. Gdy do tego dnia się nie pojawiły, uważano to za znak nieurodzaju w danym roku. W północno-wschodniej Polsce na powitanie bocianów wypiekano specjalne pieczywo, właśnie „bocianie” lub „busłowe łapki”, gdyż rzeczywiście nadawano im kształt łapy tego ptaka. Warunkiem odniesienia kulinarnego sukcesu jest dobrze wyrobione ciasto (musi odstawać od ręki). Czytelnicy dowiadują się, iż w żadnym wypadku nie wolno było zabijać bocianów. Uważano to za śmiertelny grzech nigdy nie odpuszczony i odpuścić się nie mogący (zanotował to Oskar Kolberg w tomie 17 „Dzieł wszystkich”, na stronie137). Na podstawie zachowania bocianów przepowiadano pogodę. Biały bocian zapowiadał pogodę suchą, natomiast pojawienie się czarnego bociana zwiastowało nadchodzące deszczowe miesiące (poczytać o tym można w pracy Henryka Biegeleisena „U kolebki, przy ołtarzu, nad mogiłą”, wydanej we Lwowie w 1929 roku, na stronie 266). Rozmowa babci z wnuczkami o bocianie ma nie tylko walor edukacyjny, ale także wychowawczy. Nie zabrakło tu bowiem opowieści o opiekuńczości i „etyczności” przypisywanych tym ptakom (nie zakładają gniazd na dachach domów, w których mieszkają źli ludzie). Jeśli bocian założy gniazdo w granicach danego domostwa, to jest to również widomy znak zamożności, która czeka tego gospodarza.

Jedna z legend mówi, że gdy bocian osiągnie podeszły wiek, młode się nim opiekują i karmią go aż do śmierci. W Starożytnym Rzymie sformułowano prawo nakazujące dzieciom opiekę nad znajdującymi się w potrzebie starymi rodzicami. Prawo to nazwano „bocianim prawem” (lex circonaria). Podobnych treści zawierających walory kształcące i wychowawcze jest w tej książce znacznie więcej.

Dzięki rozmowie z babcią, Zosia i Tamara poznają legendy, wierzenia oraz zwyczaje (np. podczas burzy zapala się świece i stawia w oknach, aby uchronić dom przed uderzeniem pioruna). Dowiadują się również jak wyglądało życie ich prababci Kasi, spotykając się przy tym z wieloma elementami kultury materialnej. Poznają drogę jaką musi przebyć len, przeobrażając się w ręcznik, słuchają opowieści o tym, jak pieczono chleb i robiono masło.

Wszystkich walorów poznawczych tej książki nie sposób tu przywołać, podobnie jak szczegółowo omówić jej treści. Z pewnością jest to książka, którą warto przeczytać i mieć w zasięgu ręki. Należy ją polecić rodzicom i nauczycielom, nie tylko języka białoruskiego (tu warto zapoznać dzieci z językiem „domowym” wielu mieszkańców Podlasia, w tym Zoi Saczko, która pisze w języku swojej rodzinnej wsi). Warto, aby sięgnęli po nią także polscy nauczyciele, gdyż wspólne są nasze słowiańskie korzenie, wierzenia i obyczaje, czego nie zawsze mamy świadomość. Wspólny jest nasz los, wspólne doświadczenia, upadki i wzloty.

Na okładce omawianej pracy czytamy, iż jest to książka niezwykła. Podzielam w pełni tę ocenę. Jest to pod każdym względem książka niezwykła, przemyślana w najdrobniejszym detalu, doskonale ułożona, łącząca wiedzę w system i co najważniejsze, pokazująca, że to wszystko, co znajduje się w jej treści wciąż żyje, o czym można się przekonać uczestnicząc w warsztatach i spędzając „Lato z tradycją” w królestwie Doroteusza Fionika – w muzeum w Studziwodach, gdzie dzieją się prawdziwe cuda i czary… Dowód? – Liczne fotografie dokumentujące jeszcze liczniejsze twórcze inicjatywy. A wspaniała książka skromnej (i chyba jednak nie docenionej należycie) Zoi Saczko oraz jej uroczych wnuczek, Zosi i Tamary, może być po tym królestwie doskonałym przewodnikiem.

Drodzy decydenci i sponsorzy „od kultury”! Nie żałujcie finansowego wsparcia Stowarzyszeniu Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, skupiającemu ludzi pracowitych, twórczych i rozumnych, doceniających wartości kultury wysokiej w morzu zalewającej nas zewsząd tandety, nie tylko materialnej. To na pewno nie będą zmarnowane pieniądze. Szybko zostaną pomnożone i wydadzą owoce – posłużą wychowaniu ludzi wrażliwych i świadomych swojego miejsca na ziemi.

Teresa Zaniewska

Zoja Saczko, A koliś jak było? Rozkażu Tobie, Zosia, rozkażu Tobie, Tamusia, Stowarzyszenie Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, Bielsk Podlaski 2020, ss. 112.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў лістападзе

    450 – 12.11.1572 г. у Заблудаве памёр Рыгор Хадкевіч, гетман Вялікага Княства Літоўскага, выдатны беларускі дзеяч, апякун супрасльскай лаўры, заснавальнік у Заблудаве першай на Падляшшы друкарні, а таксама манастыра, школы ды шпіталя. 305 – 20.11.1717 нар. Георгій (пам. 13.02.1795 г.), праваслаўны архіепіскап …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis