Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Car Mikołaj II wciąż obecny w Białowieży

Białowieża może się pochwalić tym, że gościła u siebie niejedną koronowaną głowę. Do białowieskich ostępów zjeżdżali, głównie na łowy, wielcy książęta litewscy, królowie polscy oraz carowie rosyjscy. Jeśli chodzi o tych ostatnich, to w Puszczy Białowieskiej przebywali Aleksander II w 1860 roku, Aleksander III w 1894 roku i Mikołaj II, który przyjeżdżał tu aż sześciokrotnie – w 1894 (wówczas jeszcze jako następca tronu), 1897, 1900, 1903, 1912 i 1915 roku.

Mieszkańcy Białowieży zapamiętali przede wszystkim ostatniego władcę rosyjskiego, który od 2000 roku jest także świętym cerkwi prawosławnej. Trzeba też dodać, że bardzo go lubili. Jako białowieżanin od urodzenia, nigdy nie słyszałem od starszych osób – świadków carskich odwiedzin – aby wyrażały się o nim źle. W 1983 roku miałem sposobność przysłuchiwania się rozmowie, prowadzonej przez Kazimierza Rosińskiego – dziennikarza białostockich „Kontrastów” – z jednym z mieszkańców białowieskich Podolan, Emilianem Rusko. Redaktor zapytał staruszka, w jakim okresie białowieżanom żyło się najlepiej? Ten od razu odrzekł: – Za cara! Na twarzy dziennikarza zauważyłem lekkie niedowierzanie, ale Rusko powiedział prawdę. Takie zdanie mieli również inni najstarsi białowieżanie.

Car Mikołaj II z żoną i córką udaje się z pałacu do cerkwi na „obiednię”
Car Mikołaj II z żoną i córką udaje się z pałacu do cerkwi na „obiednię”

Mikołaj II był dla nich władcą, który doprowadził do szybkiego rozwoju Białowieży, zapoczątkowanego jeszcze przez Aleksandra III. Ta niewielka wieś, zagubiona pośród ogromnej puszczy, raptem zaczęła być miejscowością znaną i w jakimś stopniu liczącą się w Europie. Starzy autochtoni twierdzili, że był to „złoty okres” w dziejach Białowieży. Mnóstwo prowadzonych wówczas inwestycji dawało miejscowemu chłopu szansę niezłego zarobku. Kto się nie lenił, w szybkim czasie dorabiał się dużych pieniędzy. Sąsiad często chwalił się sąsiadowi, że ma zapewniony byt nie tylko swój, ale także swoich dzieci, a może nawet i wnuków. Że ta pewność okazała się złudna – to już inna sprawa, bo przecież nikt wówczas nie mógł przewidzieć, że wybuchnie wielka wojna i zrobi z ludzi nędzarzy.

Zatrudnienie znajdowano na każdym kroku. W owym czasie doprowadzono do Białowieży kolej, wybudowano nowoczesną szosę Bielsk Podlaski – Hajnówka – Białowieża – Prużana. W pejzażu Białowieży pojawił się okazały dworzec kolejowy. Wokół pałacu, wybudowanego w latach 1889-1894 na zlecenie cara Aleksandra III, powstawały liczne budowle towarzyszące. Założono dwa parki. Wzniesiono murowaną cerkiew, także nowy gmach Zarządu Puszczy Białowieskiej oraz budynek szkoły ludowej. W puszczy zakładano infrastrukturę łowiecką.

Chłopi znajdowali zarobek również podczas każdego polowania carskiego czy wielkoksiążęcego. Zatrudniani byli przy przygotowaniu łowisk, naganianiu zwierzyny, zwożeniu upolowanych sztuk. Kobiety najmowały się do posługi w pałacu – jako pomoce kuchenne lub sprzątaczki.

Białowieżanie byli bardzo dumni, że to właśnie do ich miejscowości przyjeżdża car z dworem i liczną arystokracją, często z zagraniczną, że własnymi oczami mogą oglądać najważniejsze osoby w kraju. Dlatego też nieco z góry spoglądali na mieszkańców okolicznych wsi. Czuli się po prostu wyróżnieni.

Carską rodzinę spotykano w Białowieży z niebywałym entuzjazmem. Na powitanie wychodzili wszyscy – poczynając od stawiających pierwsze kroki dzieci, a kończąc na wiekowych starcach. Droga od stacji do pałacu zawsze była usłana dywanami, dzieci sypały imperatorowi i jego rodzinie kwiaty pod nogi, a carska służba obsypywała zgromadzonych złotymi monetami. Caryca w tym czasie rozdawała kobietom chustki na głowę i materiały na bluzki.

Odwiedziny carskie wyrobiły u białowieżan nawyk utrzymywania obejść w należytym porządku. Przed wizytą monarchy kozacy jeździli po wsi i nakazywali ludziom, by wysprzątali ulicę i podwórka. Właściwie to było tak tylko na początku, później chłopi sami o to dbali, bez przypominania. Nawyk utrzymywania posesji w czystości przetrwał w Białowieży do chwili obecnej. Wciąż żywe tutaj jest również powiedzenie z tamtych czasów: „Nie ma cara, nie ma porządku!” – to w reakcji na bałagan wokół kogoś. Wielu przyjezdnych nie zna kontekstu tego stwierdzenia i odbiera je jako dość dziwne sympatie polityczne miejscowych ludzi.

Mikołaj II i jego żona odwzajemniali sympatię mieszkańców. Bardzo lubili Białowieżę i otaczające ją lasy. Chętnie tutaj wracali, także wspomnieniami, o czym zaświadczają dzienniki monarchy i ich prywatne listy.

W Białowieży dość długo opowiadano o wizytach i spotkaniach z monarszą parą. Większość wspominających była wtedy jeszcze dziećmi, uczyła się w miejscowych szkołach ludowych. Doskonale pamiętano, że podczas pobytu carskiej pary w Białowieży służba dworska przynosiła do szkoły i rozdawała im czekolady oraz inne słodycze, także zeszyty, przybory szkolne. Podczas przejazdów monarchy obok szkoły dzieci wybiegały na ulicę i chórem wołały: „Boże, cara chrani!”. Te wiernopoddańcze okrzyki każdorazowo były nagradzane cukierkami.

Olga Smoktunowicz pamiętała do późnej starości, że podczas powitania imperatora trzymała w mocno zaciśniętej rączce kwiatki. Jej koleżanki z kolei wręczyły carowi jabłka, miód oraz pięknie wyszytą poduszkę.

W niedziele i święta car z rodziną oraz ich goście obowiązkowo uczestniczyli w nabożeństwie, odprawianym w miejscowej cerkwi przez ówczesnego proboszcza Michała Szyryńskiego. Carska para zajmowała miejsce po prawej stronie. Dla carycy podstawiano krzesło, z którego od czasu do czasu korzystała. Z przodu, po lewej stronie, ustawiali się uczniowie. Śpiewały dwa chóry. Na zakończenie nabożeństwa Mikołaj II podchodził do regenta i – podając mu rękę – dziękował za ładne wykonanie. Julianowi Bajko utkwiło w pamięci, jak na zakończenie Liturgii car z rodziną podchodził ucałować krzyż, a następnie całował batiuszkę w rękę. Julian powtarzał: „Jakiż to był budujący przykład dla wszystkich parafian – to całowanie w rękę naszego proboszcza”.

Trofim Buszko z kolei zapamiętał, że któregoś razu caryca za pośrednictwem fligel-adiutanta zwróciła się z prośbą do skromnie stojących u wejścia do cerkwi oficerów, aby się nie krępowali i zajmowali zawsze miejsce tuż za carską rodziną.

Wyjście cara z cerkwi odbywało się zawsze w obecności tłumu parafian. Ustawiali się po obu stronach alei prowadzącej wprost do znajdującego się nieopodal pałacu. Wykorzystywano ten moment nie tylko dla ujrzenia cara, ale też dla załatwienia jakiejś ważnej sprawy osobistej lub społecznej. Opowiadano w Białowieży, jak pewnego razu jedna z mieszkanek wyskoczyła ze szpaleru ludzi i upadła przed monarchą na kolana. Na schylonej do ziemi głowie trzymała tzw. „proszenije”, w którym przedstawiła swój problem. Car „proszenije” przyjął i wkrótce kobieta otrzymała pozwolenie na bezpłatne pozyskanie w Puszczy Białowieskiej sosnowego drewna, z którego zbudowała na Stoczku własny dom. Stoi do dzisiaj.

Nie był to odosobniony przypadek, bo choć policja starała się nikogo nie dopuszczać przed majestat carski, nie była w tym zbyt stanowcza. Pilnowała głównie, by nikt carowi za bardzo nie przeszkadzał.

Pewnego razu jeden z mieszkańców Białowieży odważył się podać carowi prośbę w momencie, gdy ten jechał na polowanie. Jakoś udało mu się zmylić strzegącą przejazdu policję i wybiec na drogę. Car zatrzymał się i kazał adiutantowi wziąć od klęczącego chłopa papier. Prośba była od wszystkich mieszkańców Białowieży, a dotyczyła cofnięcia zakazu wypasania bydła w lesie. Car do tej sprawy ustosunkował się pozytywnie, po pewnym czasie zakaz anulowano. To zdarzenie głośnym echem odbiło się w całej okolicy, a odważnego chłopa noszono niemalże na rękach.

Ujrzeć imperatora i jego rodzinę pragnęli nie tylko białowieżanie, marzyli o tym także mieszkańcy wszystkich okolicznych wsi. Grzegorz Nasuta wspominał, jak jego matka, wówczas mieszkanka Janowa k. Narewki, wybrała się z grupą mieszkańców do Białowieży. Car akurat wrócił z żoną i synem z lasu. Wysiedli z bryczki i szli do pałacu. Za nimi podążała ochrona w wojskowych mundurach, z błyszczącymi epoletami. Obserwujący ich ludzie krzyczeli: „Uraaa!”. Gapiów było sporo. Żeby lepiej widzieć cara, niektórzy wspięli się na drewniany płot nieopodal pałacu. Płot w pewnym momencie złamał się i ludziska popadali na ziemię. Syn cara krzyczał: „Tato, zobacz, jak naród pada!”. Car zatrzymał się i śmiał razem z żoną. Po wejściu carskiej świty do pałacu, ludzie rozeszli się.

Białowieżanie mieli także okazję dość często widywać członków dworu carskiego i ich gości. Księżne każdego ranka robiły konne przejażdżki na wierzchowcach. By dotrzeć do lasu, musiały przejechać przez wieś. Na odgłos dobiegających z parku pałacowego rozkazów oficera, skierowanych do dyżurujących żołnierzy, z chłopskich domów wyskakiwali nie tylko stali mieszkańcy, ale także kwaterujący w nich wojskowi. Księżne, przejeżdżając obok salutujących oficerów, pozdrawiały ich pochyleniem głowy. Ci z kolei głośno wykrzykiwali pozdrowienia. Księżne widać bawiło to, bo za którymś razem zdecydowały jechać nie w grupie, a pojedynczo, w odległości 20-30 kroków od siebie. Wówczas okrzyk „Zdrawija żełaju!” niósł się po całej wsi.

Czasem ludziom udawało się spotkać i powitać carycę Aleksandrę Fiodorowną, która często jeździła powozem sama lub z synem, a czasem ze swym mężem.

Anna Buszko twierdziła, że car lubił przejażdżki po polu. Jej babcia opowiadała, że kobiety szykowały wtedy wianki z polnych kwiatów oraz żyta i jak imperator przejeżdżał, to klękały, trzymając wianek przed sobą. Car hojnie je wynagradzał, dawał po pięć czerwońców, a to był solidny grosz.

Antoni Makarewicz, stróż w pałacu, mówił, że car któregoś razu, będąc na polu, poprosił jedną z kobiet, by dała mu dziesięć kartofli. A kobieta odpowiada: „Oj, panoczku, ale one bardzo brudne”. Wytarła ziemniaki o fartuch i podała. Car schował je do kieszeni, a kobiecie wręczył kilka czerwońców.

Nieistniejcy juї paіac carski w Biaіowieїy
Nieistniejcy juї paіac carski w Biaіowieїy

Mikołaj Kopczuk odnotował w „Czasopisie” (nr 4/2000) opowieść innego mieszkańca Białowieży. Było to w 1912 roku. Chłop, kopiąc z rodziną kartofle na swym polu, spostrzegł w pewnej chwili, że na przełaj, przez zagony, idzie ku nim jakiś wojskowy w zielonej bluzie, granatowych spodniach i długich butach. Chłop szybko uświadomił sobie, że to car. Imperator przywitał się ze wszystkimi, zapytał, jak żyją i jaki w tym roku urodzaj. Na koniec poprosił, aby mu dać kilka ziemniaków, bo chce je upiec w pałacowym kominku. Chłop podstawił monarsze koszyk z kartoflami, ten nabrał ich do dwóch kieszeń spodni. Dał za nie pięć rubli, za które można było wtedy kupić buty z cholewami, po czym pożegnał się i odszedł w kierunku pałacu.

Na pole często też udawały się nudzące w pałacu frejliny. Szły po zagonach, unosząc wysoko długie, bufiaste suknie. Podchodziły do ognisk, które paliły dzieci. Dawały im czekoladowe cukierki i piszczały z radości, wybierając z ognia pieczone ziemniaki, które jadły ze smakiem. Po ziemniaki na pole wyprawiały się nieraz córki carskiej pary. Próbowały nawet pomagać chłopom je kopać motykami. Inną ich rozrywką były próby pływania na jakiejś balii po stawie. Piszczały przy tym z emocji, aż słyszano je we wsi.

Wszyscy dawni białowieżanie twierdzili zgodnie, że car Mikołaj II i jego rodzina pozbawieni byli jakiejkolwiek pychy, do wszystkich odnosili się uprzejmie. Mniej podobał się może tylko carewicz Aleksy, który był zanadto rozpieszczonym chłopcem. Jan Kruk opowiadał, opierając się na wspomnieniach spokrewnionego z nim pałacowego stróża Nazaruka, że Aleksy zapragnął któregoś razu popływać na łódce po pałacowych stawach. Stróż zasiadł do wioseł. W pewnym momencie carewicz tak go pchnął, że ten wpadł do wody. Gdyby nie pomocna dłoń towarzyszącego im Czerkiesa z ochrony, Nazaruk mógł utonąć. O całym zdarzeniu ochroniarz zameldował carowi. Imperatora mocno wzburzyło postępowanie syna. W drodze rekompensaty za sprawioną przykrość, Nazarukowi podarował złoty zegarek. Innym razem carewicz kazał Nazarukowi podnieść bardzo ciężki kamień, którego ten nie mógł udźwignąć.

Wspomniana już Anna Buszko zapamiętała, że carewicz, wypływając łódką na staw, rzucał do wody zegarek i kazał towarzyszącej mu ochronie go wyciągać.

W okresie międzywojennym i PRL-owskim, z wiadomych przyczyn, pamięci o pobytach carskich w Białowieży nie pielęgnowano. O ile jednak prezydent RP Ignacy Mościcki nie miał oporów przed umieszczeniem w białowieskim pałacu swoich apartamentów reprezentacyjnych, to już władza ludowa nie zawahała się rozebrać ruin tej największej i najpiękniejszej budowli na tym terenie, którą okupant podpalił w lipcu 1944 roku. Rozbiórki dokonano w 1961 roku. Na PRL-owski okres wypada także zniknięcie z powierzchni ziemi kilku innych obiektów, wzniesionych za czasów Mikołaja II. Jeśli o ostatnim carze Rosji wspominano, to wyłącznie w negatywnym kontekście.

Dopiero po ostatnich zmianach ustrojowych w Polsce car Mikołaj II jakby wrócił do łask w miejscu, które chętnie odwiedzał i tak wiele dla niego zrobił.

W październiku 1998 roku w Ośrodku Edukacji Przyrodniczej BPN w Białowieży zorganizowano okazałą wystawę fotograficzną pod nazwą „Carskie polowania w Białowieży”. Była ona rezultatem współpracy Białowieskiego Parku Narodowego z Rosyjskim Archiwum Filmu i Fotografii w Krasnogorsku oraz osobistego zaangażowania jej kuratorów – Andrzeja Keczyńskiego (pracownika naukowego BPN) i Galiny Koroliowej.

Na wystawie pokazano 51 fotogramów, na których zostały uwiecznione różne momenty z polowań cara Mikołaja II w 1897, 1903 i 1912 roku. Wystawa wywołała niezwykłe zainteresowanie nie tylko wśród mieszkańców Białowieży, ale także licznych osób z Hajnówki, Bielska Podlaskiego i Białegostoku. Wystawę zwiedzano całymi rodzinami, łącznie ze starcami i dziećmi. Szczególnego wzruszenia doznawali podczas oglądania zdjęć naoczni świadkowie carskich łowów, mający wówczas po kilka lub najwyżej kilkanaście lat. Płynęły wspomnienia, nierzadko z łezką w oku…

Widząc ogromne zainteresowanie mieszkańców i turystów okresem carskim w Puszczy Białowieskiej, Ewa Moroz-Keczyńska i Andrzej Keczyński przygotowali stałą wystawę „Pałac Carski w Białowieży”, którą pod koniec kwietnia 2002 roku otwarto w zabytkowej bramie pałacowej. Przez kilka lat wystawa ta przenoszona była na okres jesienno-zimowy do pomieszczeń Ośrodka Edukacji Przyrodniczej BPN lub do Muzeum Przyrodniczo-Leśnego.

W 1998 roku ukazała się książeczka Mikołaja Patejuka „Lilia wodna z Puszczy Białowieskiej”, w której autor opisał polowanie cara Mikołaja II w 1900 roku, łącząc je z miejscowymi legendami o rusałkach.

Car Mikołaj II „powrócił” do Białowieży także pod koniec czerwca 2000 roku, tym razem za sprawą Jewgienija Kryłowa i Wiktora Graczowa – twórców 70-minutowego filmu „Wieniec niebiesnyj” (Korona niebiańska). Film ten został w całości poświęcony nagrywaniu w białowieskiej cerkwi płyty kompaktowej z muzyką do liturgii kanonizacyjnej cara Mikołaja II i jego rodziny. Muzykę, opartą na tradycji Irmołogionu Supraskiego, napisał prof. Anatolij Konotop, jej wykonawcą był zaś męski chór moskiewskiego podworja Świato-Troickiej Siergiejewoj Ławry pod dyrekcją ks. Włodzimierza Gorbika. Płyta ukazała się w lipcu 2000 roku. Rosyjska Cerkiew kanonizowała carską rodzinę 12 i 13 sierpnia 2000 roku.

Kanonizacja Carskiej Rodziny i jej „białowieskie akcenty” skłoniły członków białowieskiego chóru cerkiewnego do zakupu w 2002 roku do miejscowej cerkwi ikony poświęconej tym świętym męczennikom, z myślą o upamiętnieniu ich pobytów w Białowieży.

Okres carski w historii Białowieży zaczął być dostrzegany i wykorzystywany w turystyce, hotelarstwie i gastronomii.

Do tradycji carskich polowań w Puszczy Białowieskiej nawiązali twórcy nowego szlaku turystycznego pod nazwą „Carska Tropina”. Został on otwarty w październiku 2001 roku, na terenie obrębu ochronnego Hwoźna w Białowieskim Parku Narodowym. 4,5-kilometrowa trasa prowadzi od miejscowości Narewka do wieży widokowej przy tzw. Kosym Moście i dalej biegnie krawędzią doliny rzeki Narewka do kolejnego punktu widokowego.

Odtworzona w 2015 roku carska rampa kolejowa
Odtworzona w 2015 roku carska rampa kolejowa

W lutym 2005 roku w budynku dawnego dworca kolejowego „Białowieża Towarowa”, zbudowanego za cara Mikołaja II, Michał Drynkowski otworzył „Restaurację Carską”, która charakterem i wystrojem wnętrz nawiązuje do czasów ostatniego imperatora Rosji. Sporo tutaj mebli z tamtego okresu, fotografii. Serwowane są także dania kuchni rosyjskiej. W zabytkowej wieży ciśnień mieści się tradycyjna ruska bania, a w stojącym na torze składzie pociągu znajdują się luksusowe wagony stylizowane na carskie salonki.

W 2007 roku powiatowy sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy‘2008 w Hajnówce ogłosił konkurs plastyczny pod hasłem „Ocalmy od zapomnienia Pałac Carski w Białowieży”. Wzięło w nim udział piętnastu artystów, którzy wykonali kilkadziesiąt prac w różnych technikach. Plon konkursu pokazano pod koniec roku na wystawie w Muzeum i Ośrodku Kultury Białoruskiej w Hajnówce. W styczniu 2008 roku prace te były licytowane, a dochód z ich sprzedaży zasilił konto WOŚP.

Choć niektóre obiekty wybudowane w okresie carskim zdążyły już zniknąć z powierzchni ziemi, to zdarzają się odwrotne sytuacje – niektóre z nich są rekonstruowane. Na razie jedynym przykładem takiego działania jest carska rampa kolejowa, która w 2015 roku znów pojawiła się w białowieskim pejzażu i cieszy oko wszystkich, którzy ją oglądają. Wprawdzie obiekt ten nie został zrekonstruowany do najdrobniejszego detalu, lecz to nie ma większego znaczenia. Rampa została odtworzona dzięki staraniom Olimpii Pabian. Weszła ona w skład powstałego tutaj kompleksu rekreacyjno-edukacyjnego „Park Wiedzy i Zabawy”.

W ostatnim okresie zaczynają pojawiać się wydawnictwa albumowe i filmy poświęcone carskim wizytom w Białowieży oraz zabytkom carskiej architektury drewnianej i murowanej w tym regionie. W 2009 roku ukazał się album Świetlany Czesnych i Karen Kettering „Białowieża – carska rezydencja”, wydany przez warszawskie wydawnictwo Hartigrama. Album ten został wznowiony już w następnym roku. A w 2014 roku Beata Hyży-Czołpińska zrealizowała 35-minutowy film dokumentalny „Carska Białowieża”, którego producentem jest Stowarzyszenie „Dziedzictwo Podlasia”.

Wydawane są także widokówki z wizerunkami pałacu, gdyż turyści stale o nie pytają. W 2011 roku Wydawnictwo „Zet” z Wrocławia wypuściło serię składającą się z 10 kart, a rok wcześniej Agencja Fotograficzno-Wydawnicza „Mazury” w Olsztynie wydała dwie kartki pod wspólnym tytułem „Pałac carski w Białowieży”.

Można więc rzec, że car Mikołaj II wciąż jest obecny w Białowieży.

Piotr Bajko

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis