Pa prostu / Па-просту

  • Szucman z Nowaj Wioski

    Z cyklu "Płacz zvanoŭ" (Cz. 25)

    – Trzeba, żeby wszyscy Polacy chwycili się za prawo, bo jeśli Białorusy wezmą władzę w swoje ręce, to wszystkim będzie źle… Usim wiadomo, szto kali wosieniaj 1939 roku sawiety zajmali Zachodniuju Biełaruś, z wielkaj radaściu prywitali ich asobienno prawasłaŭnyja. Heto mieło swaje pryczyny, bo pad…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Hapčyna vnučka

    Siête stałosie v marciovi.

    Porankami šče trochi moroziło, ale dniom sonečko dobre hrêło, sniêh davno rozstav napreč. Posliêdnich para dion pohoda była vže vesnianaja.Agata šparko išła z dočkoju na prystanok, vony vybralisie do Biłostoku do dochtora. Marjola raz-po-raz pudbihała, starajučysie pospiêti za materoju, a siête ne było takoje proste…. ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Pogranicza

Czy Kirgiz zszedł już z konia? (cz. 6)

Ujgurscy muzykanci
Ujgurscy muzykanci

Oglądanie lokalnej telewizji to również ciekawe pole do obserwacji. Oprócz filmów o przewodniczącym Mao swoje miejsce na antenie mają na przykład programy rolnicze. Wiele audycji i kanałów jest po ujgursku, co dowodzi, że prowincja nie jest prześladowana przynajmniej pod względem językowym. Alfabet arabski pozostaje w powszechnym użyciu i to na skalę, która zaskoczyła nawet mnie. Chińczycy, zajmując w XIX wieku oazy i doliny Zachodniego Turkiestanu, nie stosowali metod, jakie wprowadzono w Związku Radzieckim. Ujgurom i innym narodom nie chińskim nie narzucono alfabetu chińskiego, lecz zostawiono arabski, o czym wspominałem w poprzednim odcinku. Dyskretnie zaglądając ludziom przez ramię w kawiarniach czy na ulicy, utwierdziłem się w przekonaniu, że jego używanie w komunikatorach i chińskich mediach społecznościowych jest powszechne. 

Na tym tle pustka wokół głównego meczetu miasta, a także brak nawoływań do modlitwy są jeszcze mocniej kontrastujące. Sam meczet został zamieniony na muzeum. Wstęp do obiektu jest płatny, a zwiedzający mają nawet możliwość spędzenia chwili czasu w kawiarni wewnątrz budynku. 

Tak jak prawosławie i katolicyzm na ziemiach białoruskich, tak islam i buddyzm przez stulecia kształtowały obraz Azji Centralnej aż do nadejścia dwudziestowiecznej obsesji na punkcie koncepcji narodu i totalitaryzmu. Stąd cios w obiekty sakralne boli dużo mocniej niż w cokolwiek innego. W żadnym mieście muzułmańskim nie czułem atmosfery podobnej do tej zastanej w Chinach. Brak dywaników modlitewnych i miejsc ablucji oraz rozbrzmiewanie z megafonów komunikatów porządkowych po mandaryńsku, zamiast wezwań do wieczornej modlitwy, potęgowały wrażenie schizofrenii. Zatrzymałem się w hotelu prowadzonym oczywiście przez Chińczyków Han na samym skraju starego miasta. Starego tylko z nazwy, bo po wyburzeniu większości budynków przed dwustu czy stu laty trudno go nazywać inaczej niż wydmuszką. Władza chińska postąpiła tutaj tak samo jak ze wszystkim, co staje na przeszkodzie realizacji własnych interesów i celów. Zawracanie rzek, budowanie kilometrowych tuneli przez góry, wysiedlanie setek tysięcy ludzi – wszystko na jeden rozkaz partii. 

Podobnie postąpiono w Kaszgarze. Zabytkowe i bezcenne budynki uznano za brzydkie i świadczące o zacofaniu. Zburzono je więc i to pomimo protestów tysięcy ludzi zatroskanych o dziedzictwo UNESCO na całym świecie. Warto nadmienić, że sami Ujgurzy nie pomagają zatrzeć wrażenia hermetyczności swoich dzielnic i własnej wspólnoty. Pilnują zawierania małżeństw tylko między sobą, czyli między współplemieńcami, ewentualnie z Kirgizami, Kazachami czy innymi muzułmanami. Widać to po rysach twarzy mieszkańców miasta. Skośność oczu, tak widoczna w niedalekim i najbliższym językowo Uzbekistanie, jest oczywiście tu spotykana, ale nie jest powszechna. Nie widziałem ani jednego małżeństwa Ujgura z Chinką, bądź Chińczyka z Ujgurką, aczkolwiek organizacje pozarządowe alarmują, że przypadki przymusowych małżeństw z Chińczykami są częste.

Pierwsza dyskusja o wyglądzie Ujgurów miała miejsce grubo przed moim wyjazdem w październiku zeszłego roku. 

– Młodzi Ujgurzy są bardziej tureccy niż my sami – tak mówiła mi koleżanka z pracy, Turczynka Çansu. – Nasi przodkowie przybyli gdzieś ze stepów Azji Centralnej, ale roztopili się w Azji Mniejszej wśród masy Greków, Ormian, Arabów i innych nacji. A już zwłaszcza na wybrzeżu. Język tych naszych kuzynów rozumiemy, ale fizycznie mocno się od nich różnimy. To fakt.

Çansu zanosiła się śmiechem albo reagowała grymasem niezadowolenia na samo wspomnienie nacjonalizmu tureckiego prezydenta Erdogana czy rojenia wielkotureckich działaczy o budowie trwałego sojuszu Turków ponad granicami. – Jest w Turcji trochę Ujgurów, którzy zbiegli z Chin, czy Uzbeków, którzy trafiają do nas, by pracować – opowiadała. – Łatwo im wtopić się w życie lokalnych społeczności. W Ankarze, Stambule, a już zwłaszcza na konserwatywnej prowincji bariery językowej nie ma, religia jest wspólna, ale ja nie mam złudzeń – nie jesteśmy tacy sami i już nigdy nie będziemy. Erdogan i ci wszyscy idioci marzący o „Turanie” od Anatolii po Syberię po prostu bredzą.

Nowo wybudowane mury starego miasta
Nowo wybudowane mury starego miasta

Przypomina to odmienność doświadczeń Białorusinów z Podlasia i Białorusinów na Białorusi. Te dwa światy rozeszły się już na tyle, że społeczność podlaska ulega dekompozycji, natomiast ta pod kontrolą Mińska stoi przed widmem całkowitej rusyfikacji. Podlascy kuzyni są dla tamtych Białorusinów najwyżej ciekawostką i wspomnieniem o wspólnym pochodzeniu, ale w życiu codziennym kierują nimi inne wektory i inna mentalność. Pracujący w Turcji Ujgurzy nie muszą kryć swojej religijnej gorliwości ani ukrywać swoich poglądów. Podobnie w krajach zachodnich. Ci w Chinach zaś zostali postawieni z islamem i myślami o własnym położeniu wyłącznie w swych czterech ścianach.

Bronisław Grąbczewski pisał o Kaszgarze z entuzjazmem. Kiedy blisko 150 lat temu przybył tam, by podtrzymywać dobre relacje między Chińczykami a carską Rosją, miasto miało jeszcze trochę z powabu, jaki przez wieki przyciągał podróżników na Jedwabnym Szlaku. Był najludniejszym miastem po wschodniej stronie gór Tien-szan. Dał drużynie Grąbczewskiego zaznać wreszcie długo wyczekiwanego odpoczynku. Jego czajchany zapewniły relaks wyczerpanym marszem Kozakom, systemy irygacyjne zasilające miasto świeżą wodą pozwalały napoić zdrożone konie. Bezwzględnie racjonowany suchy prowiant wreszcie ustąpił miejsca soczystym owocom i warzywom. Ciszę górskich przełęczy i terenów półpustynnych wypełniło tętniące życiem i przepełnione gwarem miasto. 

Dziś przy nieco zakurzonym centralnym parku stoi kilkunastometrowy pomnik byłego przewodniczącego chińskiej partii komunistycznej Mao Tse-Tunga. Ciągła rozbudowa zmieniła jego oblicze na tyle, że szutrówki i gliniano-drewniane budynki z czasów Grąbczewskiego pozostały tylko wspomnieniem z fotografii. Kaszgar to dziś po prostu jedno z wielu chińskich miast. Plakaty propagandowe, pełne uśmiechniętych ludzi i haseł wypisanych czerwonymi literami nie kłócą się z jego dzisiejszym obrazem tak bardzo, jak wydaje się to z zachodniej perspektywy. Elektryfikacja, edukacja, ochrona zdrowia to plusy, jakie bądź co bądź przynieśli ze sobą okupanci. Komuniści wychowują już czwarte pokolenie Ujgurów. Podczas pobytu tam tak jak w Mińsku uderzał mnie brak napisów i graffiti na murach, co świadczy o skuteczności karzącej ręki państwa. Poza samochodami na oddzielnych dróżkach poruszają się rozpędzone motorynki. Większość kierowców nosi kaski. Stare miasto można w ten sposób okrążyć wzdłuż jego ścian i murów zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

To, że ta atrapa jest wszak oddzielnym bytem, ilustruje fakt, że by do niego wejść i z niego wyjść, przechodzi się przez bramki bezpieczeństwa. Zostałem w Kaszgarze kilka dni i denerwowały mnie takie kontrole, co najmniej kilkanaście w ciągu dnia. Miejscowi przechodzili przez bramki obojętnie, ale młode dziewczyny z wykrywaczem metalu wykonywały swoją pracę sumiennie mimo widocznego na twarzy znudzenia. Czy to najmłodsze pokolenie pogodziło się już ze swoim losem, pokaże czas.

Jadłodajnia w ogromnej jurcie na drodze z Kaszgaru
Jadłodajnia w ogromnej jurcie na drodze z Kaszgaru

Po tygodniu spakowałem plecak i ruszyłem na południe – ku chińskiemu Pamirowi i granicy z Tadżykistanem. Konieczne było specjalne pozwolenie na poruszanie się w obszarze przygranicznym. Okazało się, że by móc uprawiać turystykę z Chińczykami, potrzeba cierpliwości. Rozmawiają bardzo dużo i bardzo głośno. A już kombinacja trzech przyjaciółek emerytek, ekstrawertycznej singielki i równie gadatliwego kierowcy działała mi na nerwy. W takim właśnie składzie – w piątkę – podróżowałem z Kaszgaru do granicy państwa i z powrotem pełne trzy dni. Mój zachodni uśmiech zazwyczaj pozostawał nieodwzajemniony, zważywszy na odmienny kod kulturowy, przez co taka mimika jest tam inaczej odbierana. Pozorne kłótnie kobiet przechodziły we wspólne śpiewanie rzewnej chińskiej muzyki, by kończyć się lawinami śmiechu. Współpasażerki były zdziwione, iż moim ojczystym językiem nie jest angielski, ani też nie były świadome bariery technologiczno-informatycznej między nami. Inne systemy zapisu i transmisji w tamtejszych modelach telefonów uniemożliwiły nam przesyłanie zdjęć.

Rola niemego obserwatora mimo wszystko mi odpowiadała. Mogłem ekscytować się samym szlakiem. Ten trakt handlowy znany był już od starożytności. Służył zarówno cywilizacjom Indusu, lokalnym królestwom, a przede wszystkim cesarstwu Chin. Był darem od losu dla podróżników pragnących napoić konie i wypasać bydło tam, gdzie góry ustępowały miejsca cieplejszej nizinie. Obecnie jest przykładem perfekcji w budowaniu dróg, w której to dziedzinie Chińczycy doścignęli zachodnią Europę. 

Karakorum Highway, czyli droga prowadząca z Kaszgaru do pakistańskiej Hunzy i dalej, przyprawia o ból głowy. Zarówno fizyczny ze względu na różnicę wysokości (kierowca rozdał nam butelki ze sprężonym tlenem), jak i w przenośni, gdyż właśnie dzięki temu, że jest równa jak stół można skupić się na podziwianiu chińskiego pasma gór Pamir i przejeżdżać wysokie przełęcze niemal niezauważenie. Rzecz nie do pomyślenia w świecie postsowieckim, gdzie lepiej zaprzyjaźnić się z wyboistą drogą jeszcze nim się na nią wjedzie. W Chinach ta łatwość pokonywania dziś tego szlaku pozbawia jednak przeżyć, jakie musiały towarzyszyć karawanie polskiego etnografa. Trudno przejezdne trasy, gdzie ponad wiek temu Bronisław Grąbczewski tracił całe dnie, my pokonywaliśmy w ciągu godziny.

Jęzor lodowca na krawędzi góry Muztagh Ata
Jęzor lodowca na krawędzi góry Muztagh Ata

Nad rozległą na kilkadziesiąt kilometrów doliną góruje Mustagh Ata – „ojciec lodowych gór”. Tak zwykli go nazywać Ujgurzy i kirgiscy koczownicy, których jadłodajniami usiane są atrakcje turystyczne po drodze. 

Tabuny jazgotliwych chińskich wycieczek wytaczały się z autobusów, by podziwiać turkus górskich jezior, a następnie stołować się w specjalnie przygotowanych jurtach. Wszyscy kirgiscy mężczyźni noszą tam wysokie nakrycia głowy, gdyż podobnie jak w Kaszgarze egzotyka na pokaz cieszy się uznaniem władz. 

Sercem i mózgiem takich miejsc są przede wszystkim rumiane kobiety, doglądające zarówno kuchni jak i obsługujące klientów. Ich płaskie ogorzałe od słońca twarze są bez wyrazu. Jeżeli cokolwiek mówią, to przede wszystkim „Jesteśmy zmęczone i nie cieszy nas turysta chiński, ani nie ciekawi ten z Zachodu”. 

Mongoloidalne twarze szybko ustępują jednak miejsca surowym, indoaryjskim rysom mieszkańców Tadżyckiego Okręgu Autonomicznego. Do takiego bowiem worka wrzuciły miejscowych Wachów i Sarykolów chińscy komuniści. O ile bowiem do momentu wjazdu do Pamirskiego Parku Narodowego dominowali Kirgizi, tak potem, aż do przejścia granicznego z Pakistanem, najliczniejsze są właśnie ludy pamirskie. 

Dobór pracowników parku nie jest przypadkowy. Biżuterię wykonaną z użyciem lokalnych agatów i innych kamieni szlachetnych prezentuje młoda kobieta w tradycyjnym nakryciu głowy. Bileterką przy wejściu do parku jest młodziutka blondynka. Mogłaby uchodzić za Polkę czy Francuzkę. Sprawia to wrażenie, że przekaz podprogowy ma być na tyle jasny, by nie było wątpliwości: Chiny były, są i będą państwem wielonarodowym, A to co się mówi w świecie demokratycznym o gnębieniu muzułmanów to zwyczajnie nieprawda. Nietrudno pokusić się o porównania z reżimem Aleksandra Łukaszenki. Na Białorusi również działają związki Polaków, istnieje Kościół katolicki, są nawet gminy żydowskie. Dla państwa stanowią jednak fasadowe znaczenie, bo powierzchownie ich sytuacja jest taka sama jak  mniejszości etnicznych czy religijnych w Unii Europejskiej. Ale tylko powierzchownie. Fasadowa jest też białoruskość – język białoruski w dokumentach, nazwach ulic, trochę w szkołach, w radiu, telewizji czy Internecie. Ale to jest tak naprawdę martwe, a pod tą zasłoną jest rozległa sieć agentów, infiltracja, kontrola, a na końcu niewola dla tych, którzy ośmielili się to zauważyć. 

Góra Muztagh Ata, pod którą można podjechać, a potem podejść na wysokość 4700 m n.p.m. robi wrażenie śpiącego olbrzyma. Z jej boku spływa jęzor lodowca. Widać stąd cały Pamir, Tadżykistan i Kirgistan. Na wzniesieniu spotkałem turystów z Pekinu. Podróżowali tygodniami wzdłuż kraju. Rozmowa po angielsku wyszła nam nawet całkiem sprawnie. 

Cdn.

Mateusz Styrczula

Fot. autor 

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны. Неабходныя палі пазначаны як *

Календарыюм

Гадоў таму

  • у ліпені-жніўні

    – у ліпені 1000 г. памерла князёўна полацкая, вялікая княгіня кіеўская Рагнеда. Разам з сынам Ізяславам адрадзіла беларускую, крывіцкую дзяржаву – Полацкае Княства. Першая ігуменьня ў Беларусі, у манастве – Анастасія. – 13 ліпеня 1260 г. войскі старабеларускай дзяржавы – …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (135) – 9.08.1890 г. у в. Чамяры каля Слоніма нарадзіўся Максім Бурсевіч, дзеяч Беларускай Сялянска-Работніцкай Грамады. Расстраляны саветамі 3.11.1937 г.
  • (115) – 9.08.1910 г. у былым маёнтку Жлобаўцы нарадзілася Ларыса Геніюш (дявочае прозьвішча Міклашэвіч) выдатная паэтка, грамадзкі дзеяч, адраджэнец. Друкавалася з 1939 г. Першы яе паэтычны зборнік „Ад родных ніў” быў выдадзены ў Празе ў 1942 г. У 1948 г. разам з мужам Янкам была пазбаўлена Чэхаславацкага грамадзянства ды былі арыштаваны НКВД.
  • (99) – 9.08.1926 г. у Міры нар. Янка Запруднік, нацыянальны дзеяч, гісторык, журналіст. З 1944 г. у эміграцыі. У 1947 г. скончыў Гімназію імя Янкі Купалы ў Міхельсдорфе, а ў 1954 г. гістарычны факультэт Лювэнскага Унівэрсытэту. З 1957 г. жыве ў ЗША. Актыўна дзейнічае на нацыянальнай ніве. Быў між іншым рэдактарам „Беларуса”. У 1996 г. у Менску была выдадзена ягоная абшырная гістарычная праца „Беларусь на гістарычных скрыжаваннях”. Віншуем!
  • (67) – 9.08.1958 г. заснаваны ў Гродне Мэдыцынскі Інстытут.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2025 Czasopis
Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com