Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

30 lat wolności. BAS* subiektywnie (1)

BAS po wyborach. Białystok, rok 1990

Któregoś dnia, całkiem niedawno…

Zadzwonił telefon.

– Słuchaj – mówi głos – robimy tu spis wszystkich przewodniczących BAS-u i brakuje nam kogoś na tej liście. Kto był szefem po tobie?

– Tomek Topolewski oczywiście – odpowiedziałem od razu i dodałem parę istotnych szczegółów z tamtych wczesnych lat 90. ubiegłego stulecia, żeby uwiarygodnić swoją informację. Że Tomek został przewodniczącym po dwóch moich kadencjach. Że razem organizowaliśmy festiwal Basowiszcza… Pamiętam, jak przyjechali dziennikarze z Warszawy – z Wiadomości – i nagrywali z nim wypowiedzi do głównego wydania. Jak entuzjastycznie wtedy Polacy reagowali na nasze białoruskie: Jesteśmy! I jak my mocno przeżywaliśmy te nasze „pięć minut”. Zobaczcie – mówiliśmy – wszyscy nas pokazują, piszą o nas. O nas – studentach – dzieciakach, można powiedzieć, którzy złapali wiatr w żagle i płyną… Dokądś.

Navigare necesse est. Dokąd, jaką trasą, którędy, gdzie cel w ogóle się znajduje? Ktoś myślał o tym zapewne, ale nie my, studenci. Bardziej interesowała nas sama podróż niż jej cel. W końcu, ile człowiek ma żyć?

Dziś, po latach, dostrzegam znaczenie tamtej podróży.

 

Baćkauszczyna 1991

Baćkauszczyna 1992. Mętna (gm. Mielnik). Leon Tarasewicz i Dorota Sulżyk (wtedy Kuźmicz)

W warszawskim kole BAS-u tak planowaliśmy na początek wakacji tę pieszą wędrówkę po podlaskich wioskach, żeby po niej był jeszcze czas zajrzeć do naszych rodzinnych domów i potem ruszyć do Gródka na przygotowanie Basowiszcza. Łączyliśmy czasem zakończenie rajdu z Kupallem – tak było w Orli. Przed pierwszą Baćkauszczyną przyjechałem do Jurka Wappy (który był studentem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie) pociągiem – ze stolicy bezpośrednio do Witowa, niedaleko Hajnówki. Czekał na mnie na motorze – jeśli dobrze pamiętam, była to czeska „Cezetka”. Władowałem się jakoś z tyłu ze swoim plecakiem na stelażu z aluminiowych rurek (bardzo popularne były wówczas te plecaki) i ruszyliśmy na objazd trasy. „Cezetka” była zrywna, a plecak ciężki… Jechaliśmy przez wszystkie wioski, które leżały na trasie rajdu, a tam, gdzie zaplanowaliśmy noclegi, ustalaliśmy szczegóły naszego pobytu. Najczęściej spaliśmy w wiejskich świetlicach i wystarczały krótkie rozmowy z sołtysami, żeby sprawy załatwić, ale na przykład w Milejczycach nocowaliśmy na plebanii u miejscowego prawosławnego proboszcza, więc nasze rozmowy musiały być bardziej kurtuazyjne. Nie wiem dlaczego, ale słowo „studenty” było dziwnie skuteczne podczas tych rozmów. Zagadywaliśmy w naszym miejscowym białoruskim języku i natychmiast ludzie się otwierali. Byliśmy „naszymi chłopcami”, a zarazem studentami z Warszawy, co tworzyło bardzo pozytywna mieszankę. I co tu dużo mówić: Byliśmy po prostu fajni!

 

Atrasiny 1992,

czyli bitwa pod Grunwaldem+

Otrzęsiny białoruskich studentów staraliśmy się robić tematycznie. „Lejtmotyw” był ważny – nie mógł być niemądry, nieinteligentny, bo byliśmy w końcu studentami, musiał być „białoruski” w swoim przekazie – to oczywiste! – i powinien był być zabawny, bo w końcu była to impreza rozrywkowa. Atrasiny miały też przyciągnąć młodych studentów do BAS-u. Były atrakcyjne po amatorsku, spontaniczne i naturalne. W 1992 r., po długich i ciężkich nocnych naradach (bojach), warszawskie koło BAS-u zdecydowało, że będzie bitwa. Oczywiście ta najbardziej znana – pod Grunwaldem! Nasz niezwykle kreatywny kolega, czyli Wałodzia Pac, zaproponował, żeby nieco poprzestawiać główne akcenty i zepchnąć na dalszy plan sienkiewiczowskie stereotypy. Dać do przodu bardziej białoruskie chorągwie, księcia Witolda wyciągnąć z „wilczych dołów” i uczynić głównym architektem i zarazem beneficjentem grunwaldzkiej wiktorii. Jagiełło nie został obsadzony w głównej roli, a szczerze mówiąc, żadnej roli nie dostał. Nu sztoż, bywaje… – tak mówiliśmy wtedy zawsze, gdy nie bardzo wiadomo było, co powiedzieć. „Nowy” przebieg bitwy pod Grunwaldem (bitwa pod Grunwaldem+) Wałodzia zrelacjonował potem w „Sustreczach”, studenckim czasopiśmie białoruskich studentów w Polsce, które reaktywowaliśmy w 1993. Wyglądało to tak.

Atrasiny. Bitwa pod Grunwaldem

Studenty-pierszakurśniki byli pieraapranutyja u biełyja płaszczy z kryżami na placzach dy hrudziach. Studenty starejszyja (…) byli apranutyja biełaruskimi (ci jak kamu wyhodna – litouskimi) wajarami. Adnymi kirawau wialiki mahistr Ulrich von Jungingen (autar hetych radkou), a druhimi Wialiki kniaź Witaut (Jurka Hryharuk). (…) Za narratara byu apranuty u barda Jurka Sulżyk. Raskazau jon pra bitwu, a dokładniej, jak baczać jaje BASaucy. Zatym adbyłasia i sama bitwa. Wajary Witauta wyzwalili raniej źniawolenych żanczyn. Wialiki mahistr nie pahadziusia z hetym, wysłau swaich rycarau nakazauszy im, kab nie wiartalisia z pustymi rukami… Karaciej, dajszło da wajny, jakoj usie tolki j czakali. Zhodna z histarycznaj praudaj Ulrich prajhrau adzinaborstwa z Witautam i tamu jon dy jahonyja wajary byli wymuszanyja dawać prysiahu, szto buduć sumlenna wuczycca, pahłyblać wiedańnie biełaruskaj mowy (fragmenty relacji, zaczerpnięte z tekstu W. Paca, „Sustreczy” Nr 1/1993).

Najbardziej niezwykłym momentem na Atrasinach było wspólne śpiewanie. Dźwięk gitary, ludzie stojący wkoło, piosenki, które miały dla nas wtedy tylko sens, gdy śpiewało się je razem. Byliśmy mistrzami zmiany nastrojów, błyskawicznego, nieudawanego dopasowywania się do atmosfery śpiewanej piosenki. Jak nam się chciało śpiewać!

 

Jacek Kuroń 1993

Jacek Kuroń przyszedł ze swoją żoną Danusią tak po prostu – jakby przed chwilą spacerował. Bez żadnej ochrony, młodych dzielnych, którzy dziś aż się rwą do obrony wszystkiego, co tylko się da bronić, choć niczego tak naprawdę bronić nie trzeba. Wszedł na nasze Atrasiny w swojej nieśmiertelnej dżinsowej bluzie, tak samo, jak wchodził w niej na najważniejsze salony Polski i Europy. Pamiętam go jako człowieka, który rozmawia, pyta i odpowiada, a przy tym słucha. Jacek Kuroń, minister, topowy (jak dziś się mawia) polityk, znany wszem i wobec, usiadł z nami na niewygodnych krzesłach przy stoliku i gdzieś tak przez godzinę prawie „bałakau”. W międzyczasie odśpiewaliśmy mu Mnohaje leta. Stał pośrodku sali, wzruszony, sam próbując podśpiewywać… Jacek Kuroń był naszym przyjacielem.

Baćkauszczyna 1992. W drodze. Wyjście z Dubicz Cerkiewnych

Pisząc dziś te słowa wciąż się zastanawiam: Jak ten Wałodzia Pac zaprosił wtedy Jacka Kuronia na nasze białoruskie Atrasiny? Zapytam go kiedyś. Cdn.

Jerzy Sulżyk

Fot. ze zbiorów autora

*BAS – Biełaruskaje AbjadnannieStudentau, czyli Białoruskie Zrzeszenie Studentów

 

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis