Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    21. Samaabarona i śmierć Żyda Berszki (1)

    Vielkija Aziarania, szto ŭ hminie Krynki, za Niemcami vielmi ciarpieli ad partyzantaŭ, usiakaj maści bandytaŭ i zładziejaŭ. Dajszło da taho, sztu ludzi zarhanizawali tut samaabaronu...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    7. Moja klasa

    Časom lepi vtečy z lekciji v školi i poveselitisie z kolegami, bo teper, koli ja ohladajusie nazad, moju vsmiêsku vyklikajut ne škôlny ociênki, a vspominki. P. J. Abdul Kalam) U 1970-ch liêtach u Liceji nr 9 u Hajnuvci byli štyry rumnobiêžny klasy po pryblizno 30…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Uwikłanie

30 lat w sidłach bezpieki (cz. 10)

Wiosna 1971 r. w życiu Sokrata Janowicza była okresem ciężkiej pracy zarówno fizycznej, jak też intelektualnej. W dzień zarabiał na chleb, zbijając skrzynie na składzie Wojewódzkiego Zarządu Aptek, zaś wieczorami pisał książkę w ramach stypendium Związku Literatów Polskich. Jednocześnie, będąc na czwartym roku zaocznych studiów w Warszawie, przygotowywał się do zajęć i sesji egzaminacyjnej.

Ze zrozumiałych względów pisanie książki, w której w zakamuflowany sposób opisywał też własne perypetie z organami bezpieczeństwa, posuwało się bardzo wolno. Na dobre zajął się nią dopiero w 1974 r., a ukończył dwa lata później, nadając jej tytuł „Samosiej”. Bardzo długo musiał czekać, zanim trafiła do czytelników. I to nie z winy cenzury, ale ze względu na wszechobecne w okresie PRL kolejki, w tym przypadku w wydawnictwach. Wreszcie w 1981 r. „Samosiej” ukazał się w przekładzie na język polski, ale w oryginale dopiero w 1992 r. w Mińsku. 

Sokrat Janowicz miał w swoim dorobku około dwudziestu książek. Przeważnie były to zbiory krótkich opowiadań, które zresztą w większości tomików częściowo zwykle się powtarzały. Pisarz z Krynek jest autorem tylko dwóch powieści i to nie nazbyt obszernych. Oprócz „Samosieja” napisał jeszcze „Ścianę”. W swym trudnym i intensywnym życiu nie miał warunków ani nastroju, by przysiąść do większych rzeczy literackich. 

W napisanej razem ze mną książce „Nasze tysiąc lat” z 2000 r. pisarz twierdził, że aby napisać długą prozę, „musi zaistnieć wielki po temu powód”:

„Wówczas zasiada się do komponowania powieści, dzień w dzień z przerwami na śniadanie, obiad, kolację i do późna w noc. A nazajutrz – poprawki, przeróbki wczorajszego zapisu, po czym ciąg dalszy. I tak minimum przez rok z okładem, nie dostrzegając wiosny, lata, zimy”.

W ten sposób, odkładając na bok inne sprawy, ukończył „Samosieja”, a kilka lat później „Ścianę”. Nie ukrywał, że obie powieści napisał dla pieniędzy, dzięki intratnym umowom z wydawnictwami z Warszawy i Olsztyna.

Ale to miało być potem. Latem 1971 r. Janowicz stał się figurantem w kolejnej sprawie, wszczętej przez SB. 

Operacja „Pietkiewicz”

14 lipca „przyjaciele radzieccy” z Grodna poinformowali białostocką bezpiekę, iż „w sierpniu zamierza przyjechać do Polski Aleksy Pietkiewicz, który w Białymstoku będzie chciał spotkać się z Sokratem Janowiczem”. Tym podróżnym był kierownik katedry literatury białoruskiej grodzieńskiego Instytutu Pedagogicznego. Wybierał się do Polski z żoną Marią i córka Maryną, by odwiedzić mieszkającą w Białej Podlaskiej kuzynkę Ludmiłę Mazurek. Przy okazji korespondencyjnie umówił się w Białymstoku na spotkanie z Janowiczem, którego poznał podczas jego przyjazdów do Grodna. Te kontakty z czasem przerodziły się w przyjaźń. Alaksiej Piatkiewicz (zmarł w 2022 r.) był badaczem literatury białoruskiej, autorem kilku książek oraz wielu artykułów publicystycznych i naukowych. W jego polu zainteresowania byli też białoruscy literaci z białostockiej grupy „Białowieża”, a szczególnie Sokrat Janowicz. Przy czym miał podobne jak on poglądy odnośnie sowieckiej rzeczywistości. 

Major Sieczko, w poufnym raporcie, informował wówczas „polskich kolegów” w Białymstoku, iż Pietkiewicz pozostaje w bliskim związku z Aleksym Karpiukiem i „przejawia w swojej działalności tendencje nacjonalistyczne, utrzymuje ścisłą więź z nacjonalistką białoruską Łarysą Gieniusz, jak również zaufany kontakt korespondencyjny z Janowiczem Sokratem, którzy uważają go za „prawdziwego Białorusa i człowieka o bliskich im poglądach”.

Mając takie dossier ppłk. B. Białokozowicz z Komendy Wojewódzkiej MO w Białymstoku natychmiast zawiadomił swego odpowiednika w Lublinie i „zgodnie z prośbą towarzyszy radzieckich” wnioskował o poddanie kontroli operacyjnej Pietkiewicza z rodziną podczas ich pobytu w Białej Podlaskiej. Natomiast swoim podwładnym zlecił uzyskanie informacji na temat treści jego rozmów z Janowiczem, gdy dojdzie do spotkania. 

Według zachowanych materiałów operacyjnych przebieg wizyty w Polsce Pietkiewicza z rodziną był następujący. 13 sierpnia pociągiem międzynarodowym do Berlina przyjechali do Białegostoku. Tu czekał już na nich Waldemar Mazurek, mąż kuzynki, który własnym samochodem marki Syrena zabrał ich do Białej Podlaskiej. Aleksy Pietkiewicz z aparatu telefonicznego na dworcu w Białymstoku zatelefonował do Sokrata Janowicza, z którym umówił się na spotkanie w drodze powrotnej. „Treść rozmowy nie przedstawia wartości operacyjnej” – napisano w raporcie, zatem aparat na dworcu był na podsłuchu. 

Po południu Pietkiewiczowie przybyli na miejsce. U kuzynki mieszkali dwa tygodnie. Jej mąż był technikiem dentystą, oboje pochodzili z Białorusi. 

Cudzoziemcy w Białej Podlaskiej cały czas byli pod obserwacją SB. Jednak „nie uzyskano materiałów, by utrzymywali oni jakiekolwiek kontakty z obywatelami państw kapitalistycznych bądź z osobami, znanymi z poglądów nacjonalistycznych”.

23 sierpnia po południu Waldemar Mazurek swym samochodem odwiózł gości do Białegostoku. Przenocowali oni u Janowiczów w bloku, a następnego dnia pociągiem z Berlina odjechali do Grodna. W notatce operacyjnej napisano, że „nie stwierdzono, aby Pietkiewicz Aleksy kontaktował się z innymi osobami”.

Funkcjonariusze bezpieki incognito podążali za nim ślad w ślad aż do samych drzwi pociągu. Janowiczowie swych gości odwieźli taksówką na dworzec i tam się z nimi pożegnali. 

Cały peron był obstawiony tajniakami, którzy z ukrycia ich fotografowali i podsłuchiwali. W teczce Janowicza w IPN zachowało się pięć zdjęć operacyjnych. Fotografie zrobiono za pomocą „modelu”. Tak w ówczesnym żargonie służb nazywano specjalny aparat fotograficzny, wmontowany w podręczną skórzaną teczkę-aktówkę. Miniaturowy obiektyw imitował jej metalowe zamknięcie, zaś przycisk migawki znajdował się na rączce. Tajniacy dysponowali też niekiedy sprzętem z miniaturowym aparatem, którego obiektyw był wmontowany w… guzik płaszcza.

Znów zaczął pisać do „Niwy”

Jesienią Janowicz rozwiązał umowę o pracę z Białostockim Zarządem Aptek. Jak napisał potem w „Nie żal prażytaha”, tam „utopił swój wilczy bilet”. Wypisano mu nowe świadectwo pracy już bez adnotacji, w jakich okolicznościach odszedł z redakcji „Niwy”. 

Ani on, ani żona, która dochodziła do siebie po chorobie, nie szukali już zatrudnienia w dużych przedsiębiorstwach, będących pod wnikliwym nadzorem partii i SB. Dużo swobodniej pod tym względem było w spółdzielczości. Dlatego u schyłku tegoż 1971 r. Janowiczowi udało się zamienić pracę fizyczną na umysłową w Wielobranżowej Spółdzielni Pracy Usługa, gdzie został inspektorem ds. BHP i PPOŻ. Był tam specjalistą w zakresie zaopatrzenia ślusarzy i mechaników w rękawice ochronne, kombinezony, odzież i obuwie robocze. Na tym stanowisku pracował do lutego 1973 r. z ponad półroczną przerwą w 1972 r., kiedy zastępowała go żona, a on w tym czasie kończył studia w Warszawie. Pisał wówczas pracę magisterską pod kierunkiem prof. Krystyny Kuliczkowskiej na temat obecności literatury białoruskiej w Polsce. Obronił ją – na najwyższą ocenę – już w 1973 r.

24 sierpnia 1971 r. na peronie dworca PKP w Białymstoku. Zdjęcie operacyjne IPN Białystok
24 sierpnia 1971 r. na peronie dworca PKP w Białymstoku. Zdjęcie operacyjne
IPN Białystok

Po blisko dwóch latach przerwy Janowicz znów zaczął pisać do „Niwy”. 27 sierpnia 1972 r. ukazał się jego artykuł „U rajonach Krynak”. Nie uszło to uwadze SB, której funkcjonariusz natychmiast przetłumaczył go na język polski i swoją ocenę przekazał zwierzchnikom. W tym tekście autor opisał wędrówkę ze starszym synem Sławkiem (Wiaczesławem) po podkryńskich okolicach. Artykuł był poświęcony miejscom pamięci „tych, co zginęli za Władzę Ludową”. Funkcjonariusz w swej notatce zacytował taki oto fragment:

„Sławek narwal polnych kwiatów. Złożyliśmy je uroczyście na grobach poległych”. 

Były to mogiły, istniejące do dziś, na cmentarzu prawosławnym w Grzybowszczyźnie. Pochowani tam są mieszkańcy okolicznych wsi, którzy zginęli z rąk okupanta hitlerowskiego i powojennego polskiego podziemia zbrojnego. 

„Czy u Janowicza rzeczywiście zaszły zmiany w zapatrywaniu [na ustrój państwa], czy też celowo napisał ten artykuł, trudno jest definitywnie ocenić” – konstatował autor notatki, kapitan Mikołaj Fiedoruk.

SB nie czyniła jednak przeszkód i odtąd w „Niwie” znów pojawiały się teksty byłego jej dziennikarza. Jak donosił TW „Dąb” – „Janowicz do redakcji nie zachodzi, artykuły przesyła pocztą. Honoraria przekazuje mu osobiście sekretarka poza gmachem redakcji”.

Niewykluczone, że na pisanie spolegliwych wobec władzy artykułów do „Niwy” zdecydował się, by pokazywać w nich, że nie jest „wrogiem socjalizmu”. Doskonale wiedział, że tylko pozbycie się takiej łatki położy kres jego życiowym kłopotom. Dlatego też jeszcze trzykrotnie pisał podania z prośbą o przywrócenie mu członkostwa w szeregach PZPR. Zdawał sobie sprawę, na ile to może być dla niego zbawienne. Widział z jaką ulgą odetchnęli jego koledzy Pawluczuk i Nasiadko, których ponownie przyjęto do partii. Po cichu liczył, że jemu też to się uda i dlatego wysyłał sygnały o swej lojalności wobec władzy. Jednak na niewiele mu się to zdało. 

Kwestia przywrócenia Janowicza w szeregi PZPR była rozpatrywana na wyższych szczeblach partyjnych. Na przeszkodzie stawała bezpieka. Świadczy o tym notatka z 19 stycznia 1972 r. naczelnika wydziału III SB dla I sekretarza KW PZPR. Stanowisko to tylko co objął Zdzisław Kurowski, który miał wtedy ważniejsze sprawy. Zwłaszcza że do notatki załączono odpis nieszczęsnego listu do Karpiuka i to najpewniej zdecydowało o nieprzywracaniu Janowicza w szeregi partii.

21 lutego 1973 r. na kolejnym jego podaniu odręcznie napisano:

„Jeśli nie ma nowych okoliczności, to nie ma szansy na rewizję. Decyzja odmowna po aktualnych ocenach i opiniach KW i Wydz. Adm. KC”.

Podobnie zdecydowano 16 października 1973 r.:

„Prezydium CKKP nie znalazło podstaw do rewizji podjętych uchwał i postanawia odwołanie Sokrata Janowicza jako bezzasadne oddalić”.

Kiedy znów zaczęły się ukazywać jego teksty w „Niwie”, poczuł się swobodniej w środowisku białoruskim. Ponownie zbliżył się do BTSK i literackiej „Bieławieży”. 

„To przykład marnotrawienia talentu”

Kontakty intelektualne podczas studiów w Warszawie zaowocowały artykułami o nim i jego twórczości w prasie centralnej. W Białymstoku znaczącego środowiska literackiego jeszcze nie było. Miało się dopiero pojawić wraz z desantem tu kilku autorów z innych miast i powierzeniem funkcji redaktora naczelnego kultowego z czasem miesięcznika „Kontrasty” Klemensowi Krzyżagórskiemu. Do tego środowiska w sposób naturalny dołączył też Sokrat Janowicz i jak się potem okazało w zasadzie nie miał tu sobie równych. Wybił się na najbardziej znanego pisarza i publicystę z Białegostoku.

Tę karierę tak naprawdę zaczął na początku 1973 r. Wówczas to zainteresował się nim Zygmunt Ciesielski, przyjezdny (pochodził z Lubelszczyzny) etnograf z Wojewódzkiego Domu Kultury. Organizował on comiesięczne Białostockie Aktualności Kulturalne – spotkania miejscowych twórców i artystów. Na jedno z nich zaprosił Sokrata Janowicza. Początkujący pisarz miał niedaleko, ponieważ BAK-i odbywały się naprzeciwko jego bloku, w kawiarni związków zawodowych (dzisiejszej „Famie”). 

Do udziału w spotkaniu, które odbyło sie 13 lutego 1973 r., organizatorzy z Miejskiej Poradni Kulturalno-Oświatowej imiennie zaprosili ponad dziewięćdziesiąt osób. Gośćmi specjalnymi byli redaktorzy warszawskiego tygodnika „Literatura”, Kazimierz Orłoś i Piotr Wierzbicki. 

Na sali był też oczywiście informator bezpieki, niejaki Jerzy Ł. Z obszernej notatki sporządzonej z jego słów przez funkcjonariusza, wynika że Janowicz znalazł się tam dzięki Orłosiowi, który miesiąc wcześniej w „Literaturze” opublikował artykuł „Kto się boi Witkacego”. Autor „sokratek” został w nim opisany jako „przykład marnotrawienia jego talentu pisarskiego, bowiem zamiast tworzyć jest pracownikiem umysłowym w jakiejś spółdzielni, czy w Zarządzie Aptek”.

Wpisywało się to w ton rozgoryczenia, towarzyszący całemu spotkaniu. Sądząc z treści notatki, jego uczestnicy narzekali na władze. Prezes oddziału Związku Artystów Plastyków Polskich zarzucał im że „nic nie robią na rzecz poprawy warunków bytowych plastyków, nie zapewniają im możliwości rozwoju, nie interesują się ich kłopotami”. Podobnie prezentacja miejscowych pisarzy przekształciła się w „koncert pokrzywdzonych”, a czołową postacią tej części imprezy stał się Sokrat Janowicz. Przeczytał on swoje krótkie opowiadanie „Karolek”, które napisał specjalnie na to spotkanie. Oto jak zostało to opisane w notatce, sporządzonej przez funkcjonariusza SB:

„Treść opowiadania sprowadza sie do tego, że Karolek jako portier apteki był stale nie dostrzegany. Dopiero jego udział w walce ze szczurami, panoszącymi się w tej aptece i dotkliwe przy tym pobicie personelu administracyjnego postawiły go w rzędzie równorzędnych partnerów, zaczęto się z nim liczyć i nazywać odtąd per „panie Karolu”.

Zdaniem informatora „większość zorientowanych osób odczytało „Karolka” jako autobiografię Janowicza”.

Następnie aktor Teatru im. Aleksandra Węgierki przeczytał fragmenty opowiadań ze zbioru „Zahony” w tłumaczeniu Edwarda Redlińskiego i Wiktora Woroszylskiego. 

Potem były pytania z sali. Ktoś zainteresował się, jakie Sokrat Janowicz ma hobby. „Zarabianie na życie w spółdzielni na stanowisku zaopatrzeniowca” – odpowiedział pisarz. 

Słowa te wywołały salwę śmiechu i burzliwe oklaski. „Mógłbym też świadczyć usługi szewskie, gdyby prezes dał mi budkę przy Rynku Siennym. Obecnie jednak tej propozycji nie przyjmę, bowiem wszystkie budki przy Rynku Siennym pójdą pod rozwalenie, a ja straciłbym pracę” – dodał.

Cdn

Jerzy Chmielewski

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • у лютым

    185 – 12 (24).02.1839 г. быў скліканы сабор вуніяцкай царквы, які прыняў рашэньне пра яе далучэньне да праваслаўнай царквы. Каля 1,5 мільёна вернікаў (на беларускіх землях) было далучана да праваслаўя, частка з вуніятаў стала рыма-католікамі. Вунія на землях Каралеўства Польскага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (137) – 27.02.1887 г. у в. Новы Двор, Менскага павету нар. Алесь Гарун (сапр. прозьвішча Аляксандр Прушынскі), дзеяч беларускага нацыянальнага руху, пісьменьнік, журналіст. Адзін са стваральнікаў Беларускай Народнай Рэспублікі, беларускага войска. Памёр 28.07.1920 г. у Кракаве, пахаваны на Ракавіцкіх могілках.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2024 Czasopis