Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ

    Nidaŭno minuło 70 let ad baluczaj tragedii, jakaja zdaryłasa ŭ Harkawiczach. Za Niemca, 8 marca 1942 r., hitleraŭcy razstralali tam dziewiacioch życialej. Pry darożcy za wioskaj, dzie adbyłasa egzekucja, da dzisia staić niewialiki kamienny pomniczak...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Trava zabytia

    13. Druha i tretia stryń

    Dobrych deseť liêt tomu, koli ja robiv zakupy v „ Biedronci” v Biêlśku, pudyjšła do mene neznakoma starša kobiêta, pryvitałasie i skazała: A viête znajete, što my z vami svojaki?..ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Zapiski

2022. Dni i myśli

Sądzę, że z form prozatorskich jedynie zapiski, dzienniki, jeszcze mają sens. Może też baśnie. Krótkie i o rzeczywistości. Trudno tu o manipulację, bo jedno i drugie musi zawierać prawdę życia, musi być szczere. Jak poezja. Nie ma mowy o autocenzurze. Oczywiście cenzura może zadziałać z zewnątrz. I co z tego. Nie jest na wieczność i nie jest wszechmocna.

Będę zapisywać dni i myśli. Obym wytrwała. Szczegółowej daty nie będę stawiać, tym samym mniej spostrzegę przemijania. Jeśli zaznaczę jaki to rok, to już wystarczy. Poza tym nazwa dnia nie ma znaczenia dzisiaj, może ten dzień, tę godzinę rozwalić nie moja bomba. Kiedyś napisałam: Ja nie mam wojska.

Tolo: Wiesz, że w Chinach pozamykali ludzi w wieżowcach, bo znowu covid? Choć już po covidzie? Niemcy podawali. Ludzie zaczęli przeraźliwie krzyczeć – wszyscy. Darli się, jęczeli. I powstało wrażenie, że to domy jęczą, że płaczą, że wołają: ratunku! Innego dnia wszyscy jak jeden zaczęli bić w garnki, i znowu wrażenie, że hałasują same domy, w całości, ściany, dach. Ludziom nie wolno było nawet na korytarz wyjść. A jakże mieli tak żyć? Bez jedzenia, bez lekarzy? Niezła produkcja covidów trwa, trwa. Bo skąd, jak nie z rąk człowieka? Ulepszona straszność. W straszności żyć nie można. I o to chodzi. Masz być, człowieku, przybity i „zorganizowany” w maszynce, czyli nigdzie: w każdej chwili możesz zostać, człowieku, wyciszony. Klik, klik. Nie ma cię. Można z tych wieżowców dzwonić i dzwonić po pomoc, ale nikt się nie zgłosi. Duś się. Zaraz będzie inna zaraza. Już małpia ospa biegnie przez media. I tak już będzie, zaraza, wojna, i od początku. Morda w kubeł, proszę państwa.

Półkowniczki znowu w Papapilo u nas. Temat od Hani: „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”.

Już się wzdrygam, bo ma. Najemnicy, ale i najemniczki z karabinami. Albo, albo. Albo jesteśmy żony mironosicy, albo się relatywizujemy, że niby ta wojna dobra, tamta zła… Albo jesteśmy żony mironosicy, albo nie. Co prawda na FB dałam ten cytat z Aleksijewicz, mówić, że kobiety dla siebie takie zdanie mają. Musi być rozumiane bezwarunkowo, apodyktycznie. Wybrnę tak: te baby w mundurach to takie facety. Ewa, smutno, zrezygnowana: To znowu wojna penisów.

Czytam na Półkowniczkach zwrotkę po białorusku:

Nad nami nocz, harejuć zorki,

fialeta nieba duszacza trupnaść.

My wam pakiniam żalezałomy

i hłucho kpiaczy śmiech biahuczych.

Nie wiedzą, z kogo ta zwrotka, nie rozumieją, więc czytam oryginał:

Nad nami noc, goreją gwiazdy,

dławiący trupi nieba fiolet.

Zostanie po nas złom żelazny

i głuchy drwiący śmiech pokoleń.

Długi, długi namysł, czyje to. No. Baczyński. Nasza pamięć szwankuje. Ważkie słowa odchodzą w niebyt.

Czytam jeszcze moje zapiski z kartki o żałosnej reakcji „cywilizowanego świata”, amputowanie światowej kultury, bo rosyjska… Autocenzura mi się wtrąca jak byk. Nu i chaj. Ni abraszczaju uwahi na jaje. Była Jok z Anglii. Mówi: człowiek Zachodu nie interesuje się Słowianami, żadnymi. To nikt. Ani kultura, ani historia. Ani Polacy, ani Białorusini, ani Ukraińcy, ani Rosjanie, ani Czesi, itd. Nic. Nikt. Szczególnie wschodni Słowianie to nikt. Co roku lecą ci nasi cywilizowani z dziećmi na święta na „Dziadka do orzechów”. Jak się ci nasi cywilizowani dowiedzą, że kompozytor Czajkowski to Rosjanin, to już nie polecą. No z wiadomościami wszędzie manipulacja. Już widzę i boli mnie to. Mówię, że bez Dostojewskiego nie byłoby Camusa, ani Tomasza Manna i jego „Czarodziejskiej góry”, i w ogóle najwybitniejszych. Bez Czechowa kultura światowa? Wolne żarty analfabetów kulturowych (słowa Sokrata). Jok: Poza tym „cywilizowana” popkultura likwiduje najwybitniejszych pisarzy, szkoda gadać. Mówię: To może trzeba usunąć Sieniewicza, bo się inspirował u Bułhakowa i Gogola. Jak już, to już. A nowe „rewizory” będą do nas przybywać – bez komentarza, bo to rewizor od ruskich, no i był komentowany przez ruskiego autora. Żałosne ciosy na ślepo, a to wojny nie powstrzymuje, ani tego, że ludzie giną, że domy klęczą i padają na twarz. Żeby usunąć Putina, to trzeba było aż wojny? Jok: O niej, jak ty mówisz, nie wiemy nic. Ja: Ano nic. A my, ci lepsi, ci cywilizowani? Żałosne ciosy w kulturę. Poza tym mechanizmy prowadzą mnie w stronę rozwałki Rosji przez Putina. On z jakichś powodów Rosję rozwala, jakby się z kimś umówił. Jok: Co? Chociaż… może tak być. Chyba nie. Ale powody? Ja: Powodów nie znam. Ale wyczuwam to i obym się myliła. Musiałabym znowu zacząć medytować. Medytacje nie kłamią. Kartezjusz dobrze wiedział, co robi, kiedy tytułował swoje rozprawy słowem „Medytacje”. A, wiesz co. Na FB czytam, że jest jakaś „poezja komercyjna”! Poezja nie może być komercyjna. To patologia. Bzdura. Koszmar!

Dobrze, że chociaż ktoś jednak powie to, co ja, że ciosy w literaturę, w sztukę są żałosne i należą do cywilizowanego durnia, i chodzi o całkowite zamordowanie literatury. Wacław Sobaszek na Fb wyraził to samo. A wojna. To nie jest „wojna cywilizacji”, lepszych z gorszymi. Ewa ma rację – to znowu wojna penisów (cywilizacji wszelkiej).

Angela Merkel nakrzyczała na analfabetów kulturowych za usuwanie kultury rosyjskiej. Przedtem trzymała za pysk zwolenników wojen. Kultura rosyjska ma wymiar światowy.

Dilthey: „Na tym także polega głęboki sens śmiałych słów, że prawdziwym człowiekiem jest poeta”. Komercja jest zaprzeczeniem śmiałości. Za daleko sięga, bijąc w śmiałość poetów i domagając się od śmiałych komercji, czyli przystosowania, inaczej: mielenia jęzorem, językowej sraczki. Śmiała językowa sraczka? Za wielu tych tak śmiałych. Jak za wielu, to jest: nikt!

Dawno temu Aleś Czobat napisał w „Małym skrzypku”: „Kultura czasem powinna schodzić do podziemi”. Ba! Jeśli biorę słowa Jok poważnie, a biorę, to dla „człowieka Zachodu” ktoś taki, jak Aleś Czobat, nie istnieje. Nie istnieje białoruskość, język białoruski, cudowny folklor białoruski, kałychanki zabaǔlanki. Dla nich białoruskość to tylko Łukaszenka, budzący wstręt. Polityczna krótkość! Tyle bogactwa kulturowego nie istnieje. Zastępuje go polityczny wstręt, sezonowy; w następnym politycznym sezonie kto inny wzbudzi wstręt do białoruskości. No i nasza kochana białoruskość postrzegana jest przez wstręt. Za długo to trwa! Jeśli za długo ten wstręt, to znaczy, że „cywilizowany Zachód” widzi jedynie polityczną piankę polityków, czyli penisów, jak to ujęła Ewa. Oczywiście że powinien promować kulturę białoruską zamiast hodowli wstrętu do Łukaszenki, i jak najwięcej mówić o białoruskości w sposób niepolityczny. Ja zrobiłam więcej niż cywilizowana Europa dla kultury białoruskiej czy polskiej na Zajazdach Do Naraju, żadnej kultury nie pomniejszając, ani nie powiększając. Dla cywilizowanego durnia Cichanoǔska jest niewidzialna, przesuwa się gdzieś tam po telewizjach. Ot, tam ktoś, nikt specjalny.

Wstręt do Łukaszenki i to, że Białoruś zrasta się z Rosją, staje się powodem do dyskryminacji naszych Białorusinów. Z przerażeniem czytam o tym w Czasopisie. Samo słowo „białoruski” staje się przestępstwem, choć dotyczy zespołów muzycznych?!

Zwracam delikatną uwagę Półkowniczkom na przeżywanie telewizji w wierszach, a nie wojny. Przeżywacie to, co wam pokażą media. Ja o niej nie wiem nic. Tyle, co mi Ukraińcy prześlą na priv, ale każdy, kto choć raz da na FB coś w rodzaju „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, tych przyjaciół nagle traci (piszą też do mnie o tym inni na priv). I mogę przeżywać, mogę opisywać tyle, co widzę na własne oczy.

Idziemy z Tolem na Wsienoszczną, a tam tłum dzieci z Ukrainy. Poruszający widok. Dzieci pięcioletnie, dziesięcioletnie. Wszystkie poważne. Ładnie ubrane. Ładne. U nas nie było nigdy tyle dzieci. Jedno, dwoje. To widzę, to przeżywam. Nie jesteśmy w stanie wejść do świątyni. Nasza świątynia malutka, straszny ścisk. Zawsze był ścisk. A tu ścisk co najmniej potrojony. Do ścisku z laską ja się nie nadaję. Jak siądę, to zostanę uduszona, wcale nie w przenośni. Przez moment rozmawiam z Polką, która przyjęła uchodźców. Oni o wojnie mówić nie chcą. Wygnańcy. Ta Polka też jakoś ostrożnie rozmawia. Tylko ja wiecznie mówię, co myślę w sposób wolnomyślicielski. Niektórzy nienawidzą mnie za to.

Na stronie naszej cerkwi czytam, że prawosławnych uchodźców tak dużo, że Kościół rzymskokatolicki, na prośbę naszego Kościoła, tu i tam odprawia nabożeństwa prawosławne dla nich w świątyniach rzymskokatolickich. Piękna sprawa, katoliccy księża!

W Biedronce jacyś roześmiani rośli młodzi Ukraińcy chcą płacić dolarami, i dziwią się, że nie można, przecież tu wolność, Europa. Wypytuję na ulicy Ukraińców, jak tam jest, czy strasznie, ale oni nie chcą szczerze rozmawiać. Niektórzy (więcej takich) mówią, że nie jest strasznie tam, skąd pochodzą. I ja nie wiem, co myśleć. Smutna młoda kobieta z ośmioletnim synem krzyczy: A żeby to mocarstwo wreszcie rozpadło się na kawałki, bo inaczej zeżre, co zechce, będzie nas okupować. Żeby go już wreszcie nie było. Tyle nienawiści w jej głosie. Wzdrygam się, bo ja co wieczór modlę się do najżywszej cząstki mnie, do sumienia, do Boga, do Absolutu: Proszę, nie daj mnie nienawidzić, kogokolwiek. Nie rozwijaj we mnie nienawiści. Uwolnij mnie od niej. Nie pozwól na nią. Sczesuję ją jak włosy – usilną myślą na bok, odsuwam daleko, odejdź, wszelka nienawiści ode mnie.

Mówię do Viol., że Ukraińcy mają naiwne spojrzenie na polską czy europejską wolność, dolarami chcą płacić w markecie. Viol.: A ja wiesz co, widzę i słyszę? Ukraińcy, jeśli mają biznes, są zaskoczeni niemile tym, że u nas muszą płacić podatki, ubezpieczenia. Wręcz są zszokowani. U siebie nie musieli płacić nic! Robili swój biznes i na nim swoje pieniądze. I żadnych opłat. No to wracają. Nie spodziewali się, że tyle tych europejskich opłat. U siebie bogacili się. Ale czy to normalne państwo?

Niemieckie telewizje mówią o tym, że na polsko-ukraińskiej granicy kwitnie handel ludźmi. Dziewczyny dostają się w łapy sutenerów. U nas ani słowa o tym.

Przedtem Borussia zorganizowała konferencję prasową z poparciem dla Ukrainy. Wywołana, nie wiem, co powiedzieć. Mówię, że nie wiem, co powiedzieć. Okolicznościowych wierszyków nie piszę, nie rozciągam telewizji na kartki, nie wierzę telewizjom. Ani mediom jako takim. Chyba że będą to na przykład wolnemedia, ale te wolnemedia ocenzurowano i zamknięto. Wolnemedia wcale nie były trafiające w punkt niekiedy, ale jednak było tam sporo wolnych artykułów. Zamknięte.

Dawno temu pisałam, że taka wojna będzie. Nikt nie słuchał. Sorry. Dziś będę milczeć. Mówiłam, co będzie przecież. Sprzeciwiałam się wielkoruskiemu traktowaniu Białorusinów i Ukraińców jako odin narod. Ale robiłam to bez nienawiści, jednak uporczywie. Kurde!

Ukraiński głos z ulicy (miła starsza pani): Tę wojnę mogą powstrzymać tylko Rosjanie. Oni protestują, ale Zachód tego nie pokaże. Tylko sami Rosjanie! Ja tu do wnuczki, inaczej bym się nie ruszyła z domu, i żałuję, że wyjechałam, bo stary człowiek tu ma upiornie marnie, ale wnuczka pomoże, radzi sobie na szczęście. Inny głos: Ukraińcy zaczęli masowo przechodzić na język ukraiński, nawet jeśli dotąd byli rosyjskojęzyczni. Dobrze znają ukraiński, czy gorzej, ale przechodzą. Opór masowy. To piękny opór. To jest opór Ghandiego. Tego oporu nikt nie zdusi.

Gdyby tak zaczęli robić Białorusini! Epizod współpracy z Hitlerem i wtedy ożywienie języka białoruskiego skutkuje tym, że mocarstwowi Wielkorusy uznają język białoruski za nazistowski! Głos białoruski: U nas po białorusku rozmawia tylko opozycja. Moje pytanie: A Cichanoǔska? Ona gada po rosyjsku. Czyli to nie opozycja? Nic nie rozumiem. Piana medialna. Władza ulega rozdwojeniu w tej pianie. Rozdwojenie dostrzegam. Więcej nic.

Córka: O czym ty mówisz, jacy Rosjanie, to niewolnicy, za cara i Stalina, i tacy do dziś. Mówię: To nie są niewolnicy, ty mówisz slangiem tych cywilizowanych. Córka: Nie wierzę w rosyjski opór.

To nie kwestia wiary, tylko obserwacji. Na priv otrzymuję te obserwacje wprost z zakazanego państwa. Czasami sprzeczne, ale wiarygodne, bo jest tam opór i go nie ma, rozdwojenie społeczeństwa, jak wszędzie. Oby liczba opornych rosła. Tacy sami ludzie, jak my.

Tolo: Niemcy podają, że obie strony wojny na Ukrainie używają broni, zakazanej przez międzynarodowe konwencje. Obie! Ja: Co? Jednak powiedzieli to?

Każda strona wojny ma swoje mięso armatnie. Odwet przedobrzony. I znowu. Skończcie z tym prawem odwetu – daremnie wołała Uta Ranke-Heinemann. A kto słucha bab.

Cdn

Tamara Bołdak-Janowska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў ліпені-жніўні

    955 – 10.07.1067 г. на Дняпры каля Воршы адбылася сустрэча князёў Яраславічаў з полацкім князем Усяславам Брачыславічам. Кіеўскі князь Ізяслаў пад прысягай цалаваў крыж ды прысягаў, што не прычыніць зла Усяславу і яго сынам. Аднак яны былі спайманы, закаваны ў кайданы, адвезены ў Кіеў …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis