Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Esej

Wszyscyśmy z ekotonów (Cz. 2)

Jest jednak problem – zaznaczają autorzy tekstu w „Science”. Wspomniane gatunki są tak rzadkie, że w rzeczywistości naukowcy mogą się na nie nigdy nie natknąć.

Naukowcy szacują, że w ciągu roku z naszej planety ginie ok. 20 tys. gatunków zwierząt, w większości owadów, w większości nieznanych nauce. Jeszcze nikt do nich nie dotarł, nie policzył, nie sklasyfikował. Czy odczuwamy jako stratę wymarcie gatunku mrówek, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy? Na pewno przejmujemy się śmiercią żółwi morskich, słoni albo białych nosorożców. A przecież to niewidzialna sieć owadów, grzybów i mikroorganizmów stanowi o stabilności systemu, podobnie jak niewidoczne fundamenty o stabilności domu.

Atak kornika może szybko doprowadzić do śmierci całego lasu gospodarczego, ale nie naturalnego Fot. Ewa Zwierzyńska
Atak kornika może szybko doprowadzić do śmierci całego lasu gospodarczego, ale nie naturalnego
Fot. Ewa Zwierzyńska

Las naturalny to mozaika złożona z milionów kawałeczków, a każdy z nich ma inną fakturę, wielkość i kolor, a także unikalną funkcję. To stanowi o bogactwie, trwałości i odporności lasu. Gdy w wielopiętrowej i skomplikowanej budowli splecionej siecią wzajemnych zależności powstanie wyrwa, szybko jest zabliźniania i przejmowana przez innych. Struktura jako całość nie ponosi szkody, nawet gdy w niektórych obszarach jest osłabiona czy atakowana. Puszcza Białowieska, ostatni las nizin europejskich o wysokim stopniu naturalności, to nasza lokalna dżungla. Jej zróżnicowanie i wielopiętrowa struktura stanowią o jej trwałości i odporności np. na szkodniki. Gdy jeden gatunek drzew, jak świerki, zostaną zaatakowane przez kornika, inne drzewa, jak dęby, lipy, klony – mają się świetnie. Wypadnięcie nawet wszystkich świerków z puszczy nie ma szansy spowodować unicestwienia całego lasu. Zresztą wypadnięcie wszystkich świerków w lesie naturalnym jest kompletnie niemożliwe, jako że korniki atakują drzewa chore i osłabione, a przecież w lesie naturalnym rosną świerki stare, młode, i całkiem malutkie. Inaczej jest w lasach gospodarczych, które stanowią monokultury wybranych gatunków np. sosen czy świerków w jednakowym wieku. Atak kornika może szybko doprowadzić do śmierci całego lasu. Monokultura jest struktura słabą. Monokultura jest nieodporna na ciosy i wyzwania. Monokultura jest nudna i smutna. Natura z jakiegoś powodu nie lubi monokultur i ich nie wytwarza.

Las naturalny to mozaika złożona z milionów kawałeczków Fot. Ewa Zwierzyńska
Las naturalny to mozaika złożona z milionów kawałeczków
Fot. Ewa Zwierzyńska

Postawiliśmy na ujednolicenie

Istniejące monokultury, zarówno przyrodnicze jak i kulturowe, są najczęściej strukturami sztucznie stworzonymi i podtrzymywanymi przy życiu. Starożytne imperia trwały setki, niekiedy tysiące lat. Wielokulturowe, wieloreligijne, otwarte na świat zewnętrzny, wchłaniające kultury ościenne bez strachu przed innym, obcym lub żyjące z nim w symbiozie, w wymianie, w ruchu. Siła I Rzeczpospolitej była siłą zamieszkujących ją narodów i kultur – polskiej, ruskiej, litewskiej, żydowskiej, tatarskiej, niemieckiej.

Czas wielonarodowych imperiów skończył się wraz z Wiosną Ludów, a porządek pojałtański zadał im ostateczny cios. XIX-wieczne sentymenty narodowościowe, wciśnięte w za ciasne garniturki pośpiesznie krojonych granic, szybko unifikowały tożsamość i język. Stłoczone stadka, każdy w swoim domku niczym dziurki w plastrze miodu, wyodrębniały się i izolowały, okopując na swoich pozycjach. W ojczyźnie zniknął „inny”, został wygnany, wyjechał lub z własnej woli schował się pod stół. Inność nie była w cenie. Inny – znaczył wróg. Piąta kolumna. Obcy. W narodowej ojczyźnie wszystko musiało być „narodowe”. Oficjalna wersja jedynie słusznego „języka narodowego” deprecjonowała i usuwała w cień lokalne gwary, języki, odmiany i wyjątki. Stały się one powodem do wstydu, dowodem prowincjonalności i braku wykształcenia. Zepchnięte do podziemia funkcjonowały w prywatnych domach, przy stole, z sąsiadami. Mów po polsku Jasiu, uczysz się w polskiej szkole – takie zdanie od nauczycieli słyszały dzieci rozmawiające gwarami wschodniosłowiańskimi, kurpiowskimi, mazowieckimi, śląskimi, mazurskimi. Mój ojciec nauczył się mówić po polsku właśnie w szkole. Jego pierwszy język, ten, w którym rozmawiał z matką i kolegami na podwórku, to jedna z odmian gwar wschodniosłowiańskich funkcjonujących między Narwią a Bugiem.

Do dziś językoznawcy spierają się, czy jest to gwara, czy język, a jeśli język to jaki? Ukraiński? Białoruski? A może dawny ruski? Nasze nowożytne pojęcia nijak nie chcą się wpasować w skomplikowaną naturę rzeczy. Ten nasz ludzki pęd do klasyfikowania, oznaczania, nazywania, metkowania. Pamiętam dzień, gdy porządkowałam swoją bibliotekę i przydzielałam książki do odpowiednich działów. W przypadku niektórych książek, a nawet znacznej części, to wcale nie było łatwe. Bo nagle okazywało się, że jest trochę z lewa, trochę z prawa, a pasuje co najmniej do trzech różnych działów, jak gdyby jakimś cudem doszły ją wiadomości o istnieniu trzech płci. Pewien gatunek grzyba na wczesnym etapie ewolucji w dewonie posiadał aż cztery płcie. Nawet nie chcę wiedzieć, jakie. I tak np. „Biblia witamin” powinna stać w dziale religia czy medycyna? A album fotograficzny z artystycznymi zdjęciami ukazującymi pogańskie obrzędy Polesia w dziale sztuka czy etnografia? „Bóżnice Białostocczyzny” do działu żydowskiego czy podlaskiego? A literacki opis zaułków Rzymu do działu podróże czy literatura piękna? I czy książka, która nie pasuje do żadnej szufladki, jest bezwartościowa i zasługuje na wyrzucenie?

Coraz mniej języków świata

Jak przedstawia się sytuacja na mapie lingwistycznej świata? 96 proc. ludzkości mówi 350 językami. Pozostałe 4 proc. posługuje się za pomocą 6500 różnych mikrojęzyków i dialektów. Co miesiąc umierają dwa języki, najczęściej nieskodyfikowane i używane zaledwie przez kilka osób. Czy jest sobie czym zawracać głowę? Po co nam mikrojęzyk, którym mówi jedna wieś?

Tracimy różnorodność biologiczną i lingwistyczną. Usilne promowanie języków narodowych prowadzi do zaniku całego bogactwa różnorodności, które w sposób naturalny stanowiło nasz krajobraz przez tysiąclecia. Doskonale widać to na Podlasiu, gdzie każda wioska ma charakterystyczne dla siebie słowa, gdzie po akcencie można było poznać, czy ktoś pochodzi z wioski położonej o parę kilometrów na północ czy na południe. Dziekania, ciekania, akania, okania – ileż to prac naukowych powstało o fonemach samogłoskowych i spółgłoskowych, alofonach i dyftongach. Czy fakt, że do dziś nie udało się ustalić oficjalnej formy pisania dyftongów w regionalnym języku podlaskim upoważnia nas do zdeprecjonowania go? I czy ustalenie obowiązującej formuły jest w ogóle potrzebne? Dlaczego język narodowy lub jakikolwiek standaryzowany i ujednolicany język z przeznaczeniem do użytku masowego ma być ceniony bardziej niż lokalny mikrojęzyk albo gwara? Kto o tym decyduje?

Popieram objęcie ścisłą ochroną gatunkową wilka workowatego. Tym bardziej, że w 1986 r. został on oficjalnie uznany za gatunek wymarły. Zanim wilk workowaty zniknął z powierzchni ziemi, był uznany za szkodnika i nadzwyczaj intensywnie tępiony. Od kilku lat naukowcy śnią sen o przywróceniu go do życia przez sklonowanie. Próbują wszczepiać fragment jego genomu do embrionu myszy. Swoją desperacką nadzieję pokładają w jedynym zakonserwowanym w formalinie wilczym szczenięciu. Jak na razie ich działania nie przynoszą spodziewanych rezultatów.

Bez śladu po Jaćwingach

Jeden ekoton pod Nowodworcami, a myśli więcej niż ziaren piasku w wydmie. Stojąc na wydmie widać z daleka białe wieże kościoła w Wasilkowie. Podobno są poszlaki, że właśnie na tych rozległych łąkach między Wasilkowem a Nowodworcami 13 października 1282 roku książę Leszek Czarny rozgromił ostatecznie Jaćwingów, dowodzonych przez wielkiego księcia litewskiego Trojdena. Józef Bychowski, burmistrz Wasilkowa, poświęcił czterdzieści lat swojego życia na szukanie miejsca tej bitwy. Studiował historyczne materiały, kroniki Długosza, przemierzał teren, rozpytywał, grzebał. Czterdzieści lat. Podobno ludzie z Nowodworców jeszcze niedawno wykopywali na polach szczątki zbroi. Twierdził, że za okupacji wydobyto tu z torfu całego człowieka. Wielka bitwa, czy raczej rzeź? Rżnięto Jaćwingów bezlitośnie i do końca. Znaczenie tej bitwy – nie do przecenienia. Po przegranej Jaćwingowie jako plemię już się nie podnieśli i zniknęli z kart historii. Pod Wasilkowem przebiegały granice Mazowsza, Korony i plemion bałtyjskich, tędy przebiegały szlaki jaćwieskich najazdów. Nowodworce były jedynym miejscem, gdzie można było przekroczyć rzekę. Zapragnęłam porozmawiać z człowiekiem, który czterdzieści lat swojego życia poświęcił na zgłębienie tej sprawy. O czymże może mi jeszcze opowiedzieć? O jakich znaleziskach, ustaleniach, ciekawych poszlakach? Historia wielka i ważna dla całego regionu Europy północno-wschodniej. Jak odnaleźć Bychowskiego? Był burmistrzem Wasilkowa. Dzwonię do urzędu miejskiego. Czy pomogą mi dotrzeć do Bychowskiego? Czy odmówią ze względu na RODO? Kim jestem, by wypytywać o adres byłego burmistrza? Odbiera miła urzędniczka. Pan Józef Bychowski zmarł kilka lat temu.

Jeden ekoton, a tyle historii Fot. Ewa Zwierzyńska
Jeden ekoton, a tyle historii
Fot. Ewa Zwierzyńska

Kurier Poranny, który kilkanaście lat temu poruszył sprawę badań Bychowskiego, oraz ówczesny burmistrz apelowali o badania archeologiczne w tym zakresie. Miał być wykonany próbny wykop. Czy do niego doszło i czy sprawa ostatniej bitwy Jaćwingów miała jakąś kontynuację – nie wiem. Wiem jednak, że w okolicach Nowodworców powstaje wiele wykopów. Podmiejskie osiedla domków jednorodzinnych zagarniają coraz większe połacie nadsupraskich łąk. Zbliżyły się już bardzo blisko do „mojego” ekotonu. Wracam do niego bardzo często, by pospacerować w otoczeniu niezwykłej urody przyrody, posiedzieć w cieniu wielkich drzew, popatrzeć na okoliczne łąki. Jeden ekoton, a tyle historii.

Są poszlaki, że właśnie na tych rozległych łąkach między Wasilkowem a Nowodworcami 13 października 1282 roku książę Leszek Czarny rozgromił ostatecznie Jaćwingów Fot. Ewa Zwierzyńska
Są poszlaki, że właśnie na tych rozległych łąkach między Wasilkowem a Nowodworcami 13 października 1282 roku książę Leszek Czarny rozgromił ostatecznie Jaćwingów
Fot. Ewa Zwierzyńska

Bojary bezpowrotnie utracone

Dziesięć lat temu odwiedziłam wystawę zorganizowaną przez białostockie Centrum Zamenhofa, poświęconą Bojarom. Bojary to jedna z dzielnic Białegostoku o znaczeniu historycznym i kulturowym. Stanowi inkluzję dawnej tkanki miasta, którego tradycyjna drewniana zabudowa jest ewenementem i turystyczną atrakcją dla przybyszów szukających miejsc z klimatem. Przez wiele lat toczyła się dyskusja o ochronie Bojar i przez wiele lat w tajemniczy sposób płonęły tu drewniane domy, których nikt nie chciał już remontować. Dziś historyczne Bojary to zaledwie kilka ulic, ukazujących powidoki jego dawnej świetności.

Na wystawę przybyły tłumy. Mieszkańcy i turyści łakną historii, chcą dotykać tożsamości –swojej i cudzej. Lokalna tożsamość jest w dzisiejszym świecie w cenie. Do niej pielgrzymują spacerowicze i turyści. Z jakiegoś powodu nie chcą oglądać nowoczesnych osiedli. Dla nich postawiono na Bojarach tablice, przywołujące dawny wygląd ulic. Dla nich zorganizowano wystawę w centrum Zamenhofa. Wystawa – jak zwykle w Centrum Zamenhofa – profesjonalna i zachwycająca. Nowoczesna i multimedialna. Podobno najbardziej kocha się na odległość. Im bardziej obiekt miłości jest nieosiągalny, tym mocniej. Tłumnie walimy na wystawę, napawamy się pięknem Bojar ze starych fotografii, tęsknimy za sielankową atmosferą przeszłości. Siadamy na drewnianych ławeczkach, zupełnie podobnych do tych, które stały kiedyś przed bojarskimi domami, nakładamy słuchawki na uszy i chciwie wsłuchujemy się w opowieści o świecie, który odszedł bezpowrotnie. Z głośników pieją koguty, szczekają psy, turkoczą koła furmanek. Przez chwilę jest tak, jakbyśmy tam byli naprawdę. Wirtualne Bojary wciągają jak narkotyk. Wystarczy zamknąć oczy i nowoczesne multimedia teleportują nas do raju. Jak tu pięknie. Wcale nie chce się otwierać oczu. Kto by tam chciał zobaczyć wilcze szczenię w formalinie.

Ewa Zwierzyńska

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў сьнежні

    1160 – 862 год. Першыя летапісныя зьвесткі пра Смаленск як адзін з гарадоў крывічоў, продкаў беларусаў. 785 – 1237 год. Разгром войскамі князя Данілы Раманавіча крыжацкіх рыцараў пад Драгічынам на Бугу. 660 – У 1362 годзе войскі Старабеларускай Дзяржавы (Вялікага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis