Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    21. Samaabarona i śmierć Żyda Berszki (1)

    Vielkija Aziarania, szto ŭ hminie Krynki, za Niemcami vielmi ciarpieli ad partyzantaŭ, usiakaj maści bandytaŭ i zładziejaŭ. Dajszło da taho, sztu ludzi zarhanizawali tut samaabaronu...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    7. Moja klasa

    Časom lepi vtečy z lekciji v školi i poveselitisie z kolegami, bo teper, koli ja ohladajusie nazad, moju vsmiêsku vyklikajut ne škôlny ociênki, a vspominki. P. J. Abdul Kalam) U 1970-ch liêtach u Liceji nr 9 u Hajnuvci byli štyry rumnobiêžny klasy po pryblizno 30…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Felieton

Tutejsi mówią

Joanna, Tutejsza z gminy Mielnik, gdzie gospodaruje od ponad 30 lat:

Opinia w całej Polsce jest taka, że Tutejsi z Podlasia to ludzie serdeczni. Są, owszem, ale tylko dla przyjezdnych. Ja w tej wsi mieszkam od 31 lat. Często przyjeżdżają do mnie turyści po mleko, po jajka, bardzo miło z nimi sąsiedzi rozmawiają, ale wystarczy, że odjadą, już zaczyna się obmowa: bo cwaniaki, bo tanio by chcieli. Jeśli chodzi o stosunki we wsi, to wieś jest podzielona na kilka „gangów”, które prowadzą ze sobą wojnę od wielu lat. Gdy ktoś trzyma sztamę z jedną grupą, to mieszkańca z innej traktuje źle. Ludźmi rządzi zawiść. W rodzinach rządzi zawiść. Wśród rodzeństwa panuje zawiść. Wszystko rozbija się o to, że ktoś coś ma, a oni nie. To kole w oczy. Moi teściowie bardzo biednie żyli, mieli stary malutki domek, teść popijał, a teściowa powoli budowała większy dom, ale trwało to latami. Gdy pobraliśmy się z mężem i wzięliśmy się porządnie za budowę tego domu, ludzie zaczęli się śmiać: prędzej mi tutaj kaktus wyrośnie niż oni dom postawią! – mówili. Kaktus nikomu nie wyrósł, a my mamy porządny dom, w którym żyjemy już od wielu lat. Ludzie się dziwią – jak mąż mógł to zrobić? Przecież to biedna rodzina była. Im się wydaje, że jak trzy pokolenia do tyłu przodkowie byli nieporadni życiowo, to i wszyscy tacy będą, a tu ktoś wyszedł poza ten schemat. Moja córka skończyła studia, ma prestiżowy zawód, sąsiedzi nie mogą pojąć, jak to jest, że ojciec doi krowy, a córka w wielkim mieście jest szanowaną postacią. I nawet jak chwalą, to z takim jadem, zazdrością, nieszczerze.

Fot. Ewa Zwierzyńska
Fot. Ewa Zwierzyńska

Koleżanka z dzieciństwa od wielu lat wyjeżdża do Belgii do pracy, ale latem przyjedzie czasami na urlop w rodzinne strony i zazdrości mi życia, jakie tu prowadzę. Tobie to dobrze – wzdycha – masz pracę, duży dom, krowy, a ja nie mam nawet domu. Przecież i tobie jest dobrze – odpowiadam – ty też masz tu dom, jeździsz do pracy na Zachód i zarabiasz pieniądze. To nie to samo – odpowiada. Tu jest pięknie, zielono, wokół natura, możesz sobie pójść do lasu się odstresować, a ja nie. 

Zawiść z reguły dotyczy spraw materialnych, ktoś ma ciągnik, ktoś nie ma. Ktoś ma krowy, ktoś nie. A przecież wiele osób ze wsi miało krowy, lecz z nich zrezygnowali. Mówili, że się nie opłaca. A ja lubię krowy. Będę je trzymać nawet jak się nie będzie opłacać. Teraz ich podwórka zarastają zielskiem i pokrzywami. Proszą mnie, abym przyganiała swoje krowy na ich podwórka, aby jadły zielsko. Zaganiamy, ale z reguły kończy się to kłótnią, a bo to muchy latają, a bo to krowa placek zostawi, śmierdzi. 

Najgorzej jest mieszkać przez miedzę. Te zadawnione konflikty trwają pokoleniami, rodzice wrogość przekazują dzieciom, tamte z kolei swoim dzieciom. Ludzie nie rozmawiają ze sobą przez dziesięciolecia. Moja teściowa miała konflikt z sąsiadem przez miedzę, a nasze dzieci razem do szkoły chodziły, i teściowa mówiła: wy się z nimi nie bawcie, bo to tego i tamtego syn. Ale dlaczego? Co dzieci mają do tego? Myślę, że źródło tej zawiści tkwi w dalekiej przeszłości i ciągnie się jeszcze z czasów zaborów i pańszczyzny. Zło i patologia rodzi się z poniewierki, niesprawiedliwości, wykorzystywania, nędzy i głodu. Wtedy zaczyna się walka o przetrwanie, bo albo ty wydrzesz i zjesz, albo umrzesz. 

Ta trauma dziedziczona jest chyba w genach, lecz trzeba przyznać, że gdy chodzi o jakąś wielką wspólną sprawę, na przykład budowę świetlicy, ludzie potrafią się dogadać i solidarnie pomagać. Pamiętam też przypadek samotnego mężczyzny z szóstką dzieciaków. Miały tylko jedną krowę i cierpieli głód. Cała wieś się skrzyknęła, by im pomóc. Ktoś zawiózł zboże, ktoś coś innego dał. Wszyscy pomagali jak mogli. Zasadą jest, że wszyscy mają żyć tak samo, na tym samym poziomie. Jeśli ktoś wychyla się poza schemat, jest ścinany jak dzikie wybujałe pędy, a jak ktoś pnie się w górę, to ściągają go w dół, do swego poziomu.

Podoba mi się sielskość podlaskiej wsi, bo tutaj jeszcze zachowały się prawdziwe wsie, a nie wielkie gospodarstwa obszarowe gdzie świnie i krowy nie widzą nieba. Tu jeszcze krowy mogą pochodzić po łące, pić wodę z rzeki, a cielaczki beztrosko brykają wokół mamy i nie są uwięzione w plastikowym igloo. Sielskość podlaskiej wsi to ogrody warzywne, malwy i inne kwiaty które od wieków są widziane na wsi, no i oczywiście drzewa owocowe. Coraz częściej wypierane są przez planowane ogrody wykładane sztucznym tworzywem i obsadzone tujami. Sielskość to pianie koguta, beztroskie poszczekiwanie psów i ludzie którzy rozmawiają ze sobą przez płot albo miedzę.

Bardzo mi się nie podoba poniewieranie kotami i psami. Często można usłyszeć od starszych ludzie słowa: a ch* z tymi sobakami. Z kotami jest podobnie. Mnożą się bez sensu, bez opamiętania A przecież sterylizacja jest ogólnie dostępna i nie jest bardzo kosztowna. Można na to około 200 zł wysupłać lub skorzystać ze sterylizacji finansowanej przez gminę lub fundację. 

Razi też mnie na Podlasiu fanatyczna religijność. Nie wiem skąd się to bierze, czy stąd, że funkcjonują obok siebie dwa wyznania, czyli prawosławie i katolicyzm? Nie mam nic przeciwko osobom chodzącym do kościoła czy do cerkwi, ale już jak ktoś bije pokłony a zachowuje się brzydko, to nie wiem jak to określić. Także w pracy da się to odczuć. Katolickie święta są wolne ustawowo, a o urlop na święta prawosławne trzeba się wykłócić z nadzorem i współpracownikami. Bywa nieraz tak, że na koniec dniówki wszyscy się rozchodzą w milczeniu i nikt sobie nie życzy wesołych świąt.

 

Roman, Tutejszy z gminy Hajnówka:

Większość swego życia spędziłem w Hajnówce, ale kilka lat temu przeprowadziłem się do podhajnowskiej wsi na skraju Puszczy Białowieskiej. Jestem więc tutejszy, choć urodziłem się gdzie indziej. Przyjeżdżają do mnie turyści i zachwycają się pięknym otoczeniem i życzliwością mieszkańców. Otoczenie rzeczywiście mamy wyjątkowe, lecz co do serdeczności tutejszych mam zupełnie inne zdanie. Oni rzeczywiście są bardzo mili, ale tylko wtedy, gdy pojawia się ktoś obcy. Gdy spotka się sąsiad z sąsiadem, najchętniej wyciągnęliby kosę z kieszeni. O co? O wszystko. A najwięcej o to, że ktoś coś ma, a ty nie. Tu panuje potworna zawiść, wszyscy nawzajem obgadują się za plecami.

Gdy się tutaj wprowadziłem, rozpoczęła się walka o moje względy. We wsi funkcjonują dwa-trzy obozy i każdy chciał przeciągnąć mnie na swoją stronę. Ludzie przychodzili do mnie i obgadywali, że ten taki owaki, trzymaj się od niego z daleka, tamten to samo mówił o pierwszym. Cóż mogłem powiedzieć? Nie znałem tych ludzi, nie wiedziałem kto jaki jest, więc nie zająłem żadnego stanowiska, dlatego do dzisiaj jestem traktowany jak obcy, chociaż mieszkam tu już kilka lat. Urodziłem się tutaj, w Puszczy Białowieskiej, a jestem traktowany jak nawołocz.

Mieszkańcy wsi stale ze sobą jakieś konflikty mają. One ciągną się z pokolenia na pokolenie. Moi sąsiedzi ze sobą już drugie pokolenie nie rozmawiają. Jaki jest powód? Sąsiadka pracowała w mleczarni, skupowała mleko od ludzi i badała jego skład. Pewnego dnia wykryła w mleku sąsiadki jakiś dodatek, okazało się, że mleko jest oszukane. Zwróciła jej uwagę, by tego nie robiła, za co została zwyzywana od najgorszych i od tej pory ich rodziny są wrogami. Obok u sąsiada odbywała się przemoc domowa, nie można już było patrzeć na to, co się tam wyprawia, więc jedna kobieta zgłosiła to na policję. Odbyła się rozprawa w sądzie i oprawcy musieli zapłacić wysoka karę – ten konflikt ciągnie się już 30 lat.

Otworzyłem tutaj agroturystykę i zacząłem oprowadzać ludzi po puszczy. Jestem przewodnikiem. Po pewnym czasie sąsiad również otworzył agroturystykę. Byłem z tego faktu bardzo zadowolony, bo nawiązała się fajna współpraca. Wymienialiśmy się doświadczeniami, on podsyłał mi swoich turystów, których mogłem zabierać na spacery do puszczy, a ludzie ze wsi zaczęli przychodzić do mnie i szczuć na niego. Zobacz – mówili – konkurencję ci pod nosem zrobił. Gdy we wsi zamieszka ktoś obcy, tzw. nawołocz, miejscowym najczęściej się to nie podoba, ponieważ przyjezdni żyją inaczej niż oni. Tutejsi nie lubią inności. Gdy ktoś występuje przed szereg, jest odcinany. A ile gadania na tę nawołocz! Najbardziej o to, że nie pracują a mają pieniądze. Są przez miejscowych traktowani jak nieroby, a to najgorsza obelga we wsi. Fakt że oni przyjeżdżają tutaj najczęściej odpoczywać, a pracę mają gdzie indziej, albo pracują w inny sposób np. zdalnie w domu, a tego nie widać. Więc gdy nie kosisz w polu i nie targasz worków z kartoflami – jesteś dla nich nierobem.

We wsi mieszka ok. sześćdziesięciu osób. Ja jestem społecznikiem, organizowałem wiele imprez i współpracowałem z różnymi podmiotami. Dopóki robiłem wszystko tak jak oni chcieli, było w porządku, ale gdy chciałem zrobić coś inaczej, po swojemu, współpraca była natychmiast zrywana. Gdy się tu wprowadziłem myślałem, że można tu stworzyć fajną, zgraną społeczność. Dzisiaj nie mam już żadnych złudzeń.

Wysłuchała

Ewa Zwierzyńska

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • у лютым

    185 – 12 (24).02.1839 г. быў скліканы сабор вуніяцкай царквы, які прыняў рашэньне пра яе далучэньне да праваслаўнай царквы. Каля 1,5 мільёна вернікаў (на беларускіх землях) было далучана да праваслаўя, частка з вуніятаў стала рыма-католікамі. Вунія на землях Каралеўства Польскага …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (137) – 27.02.1887 г. у в. Новы Двор, Менскага павету нар. Алесь Гарун (сапр. прозьвішча Аляксандр Прушынскі), дзеяч беларускага нацыянальнага руху, пісьменьнік, журналіст. Адзін са стваральнікаў Беларускай Народнай Рэспублікі, беларускага войска. Памёр 28.07.1920 г. у Кракаве, пахаваны на Ракавіцкіх могілках.

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2024 Czasopis