Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    10. Abława na kamunistaŭ (3)

    Abławu ŭ Harkawiczach Niemcy zarhanizawali ŭ nacze. Akrużyli wiosku i ludziej zahnali ŭ szkołu. Śpiarsza zrabili pieratrus-rewizju ŭ 27-mi chatach. Chadzili z sołtysam, jaki wioŭ ich na padworki i kazaŭ, chto tam żywie...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • OMELAN

    Sud’ba czołowi͡͡ecza slipaja. Dyt’iatko jak rodytsia, to uże w den’ roduw w niebianskuj tietradi sud’bu jomu zapysujut. Tropinku żytia aż do smerti. I dorożka taja nawet’ jak pokruczona, powychrowana, to niezminna...ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Słova na viêtrovi

15. Rozvôd (2)

I tohdy, jakby vsioho było zamało, začalisie problemy z robotoju…

Môj šef prodav svôj sklep z konfiskovanymi tovarami i vyjichav praciovati za hraniciu (nekotory hovoryli, što narobiv dovhôv i prosto vtiôk), a novy vłastnik zvôlniv usiêch i nabrav novych praciovnikôv, zo svojeji simjiê i znakomych.

Nu i tohdy začavsie velmi nedobry čas. Pomału kunčalisie mojiê hrošy, a tych na procentovum rachunkovi ne chotiêłosie mniê začypati. Ja prosiła Marka, kob vôn začav płatiti za dôm i pryvoziti zakupy, bo ne budemo miêti čoho jiêsti. Ale vôn skupiv mniê hroša. Naveť na pudpaski. Kôlko razy ja tohdy sidiêła hołodna i płakała. Ale deržałasie odnoho: mušu skônčyti svojiê studyji, choť by ne znaju što. I tôlko teper ja začała rozkazuvati pro vsio mojôj sestrê.

– Jak ty možeš takoje od joho terpiêti? – pytałasie mene Ola. – Ani diti ne majete, ani lubovi mižy vami nema, pošto ty z jim žyveš? Viêdaješ, voźmi kartku paperu i napišy na jôj vsiê „za” i vsiê „proti” svoho čołoviêka, i podivisie, što tobiê vyjde, a potum pohovorymo.

I ja tak zrobiła. Tych „proti” było namnôho bôlš, čym „za”. Tohdy ja postanoviła, što pokinu joho i rozvedusie, ono vperuč skônču škołu, kob ne rozsypatisie dorešty i ne zmarnovati tych liêt, kotory vže pujšli na nauku. Mniê treba było vyderžati šče odin rôk.

Na studyjach ja podružyła z Izoju, kotora była rozvediana i žyła odna zo svojoju dočuškoju. Praciovała i včyłasie, i jakoś davała sobiê rady. I była šče odna bližša koležanka, Ania, nezamužnia, uže po trydciatci, velmi vesioła diêvčyna. My často razom učylisie, chodili na kavu i odviêduvali odna odnu. Iza, koli poznakomiłasie z Markom, podiviłasie na mene z dohanoju.

– Ależ buc! Jak ty z im wytrzymujesz? Uciekaj od niego jak najszybciej! – skazała mniê.

Liêtom ja pojiêchała z turystami do Hišpaniji, kob zarobiti na dôm i na daliêjše studyjovanie. Naniało mene turystyčne bjuro z Sopotu. Na počatku ja trochu tremovałasie, ale pud kuneć turystyčnoho sezonu vže zachovuvałasie jak veteranka. Ja vse lubiła historyju, pered tym, jak vyjichati, počytała sobiê raznych knižok pro Hišpaniju, pryšykovałasie jak sliêduje. Turysty traplalisie razny, ale naohuł ja davała rady. A potum ja poznakomiłasie z Javier’om, kotory zaproponovav mniê praciu na ciêły turystyčny sezon. Vôn miêv try hoteli i potrebovav rezydentuv. Ja vže dobre znała hišpanśku movu, a turysty v joho byli perevažno z Pôlščy. Sezon u Hišpaniji dovhi, bo tam velmi tepło, až do pazdziernika, nu i dovoli rano začynajetsie. Turysty jak to turysty, razny byvajut, odny liêpšy, druhi hôršy. Ale Javier płativ dobre, tak što ja była zadovolana, a vôn, musit, tože, bo na kuneć sezonu ja dostała šče i nekiepśku premiju. Spuvpraciovniki mene lubili, ja vse chodiła z usmiêškoju, často žartovała, z turystami oformlała vsio na spokôjno, naveť tohdy, jak budili mene o druhuj vnočê, bo jim akurat skônčyvsie toaletny papiêr. U sezoni čerez môj hotel projšło bôlš za tyšču ludi, ale ja dała rady, choť lohko ne było. Z siêtoho sezonu odnak najbôlš mniê zapometałosie, jak môj čołoviêk ne pomôh mniê, koli ja joho pomoščy potrebovała. Ja same tohdy brała hormony, bo miêła problemy z babśkimi spravami, i zabyłasie v Pôlšcy pujti do dochtora, kob mniê vypisav na zapas. Pozvoniła ja do Marka i poprosiła, kob joho baťko abo mati vypisali mniê potrêbny hormony, vony oboje praciovali v špitali, i kob vôn mniê prysłav tabletki čerez kirovciu, kotory same miêv pryjiêchati z turystami. Vôn mniê poobiščav, ale koli pryjiêchała nova grupa turystuv, to kirovcia nic dla mene ne miêv. Ja znov pozvoniła do muža.

Nic dla ciebie nie będę wysyłać, nie mam pieniędzy, żeby wykupić takie drogie leki, – počuła ja.

Ja tohdy popopłakała. I siête zavvažyv odin z kirovciuv, kotoromu ja vperuč pomohała załatviti jakijeś papery, a koli joho schvativ prystup cólico nefrítico (kolka nerkowa), to ja z jim jiêzdiła do špitala i vsio dochtoram tłumačyła, a potum sidiêła z jim i čekała, što vykažut analizy. I podumajte: vôn posłav svoju žonku do dochtora, i vona potrêbny mniê tabletki dostała, a vôn pryvjôz.

Gośka, – skazav vôn, – nie gniewaj się, ale takiego skurwysyna to ja bym od razu wyrzucił z domu, co to za człowiek? Taka fajna babka z ciebie, gdzie ty taki egzemplarz znalazłaś?

Ola, koli pro siête počuła, dovho ne mohła dojti do sebe.

– Jak vôn može tak postupati, to maje byti čołoviêk? Čužyje ludi tobiê pomohajut, a vôn svojiê sraki ne povorušyt? – hovoryła čerez slozy. – Pokiń joho. Pošto tobiê taki muž?

Ne było mene doma bôlš čym puv roku.

Rachunki nepopłačany, usiudy naličyli mniê kary, i v spółdzielni, i za elektryčnosť, i za televiziju, ono telefon byv zapłačany. Čuť mene šlag ne trapiv. Ja dumała, što za zaroblany mnoju hrošy kupimo štoś diêlnoho abo remont kuchni zrobimo… A tut połovinu mojoho zarôbku zjiêli rachunki i kary, bo jak ne płatiš, to naličujut karny procenty. Jomu naveť sviêtło odrêzali, jak potum mniê pryznavsie. A ja jomu i orêškuv pryvezła, i tequilu, i košulku polo. A potum znajšła v našuj posteli dovhi čorny vołus – ja ž blondynka, i ne z takimi dovhimi vołosami. Ja odrazu pominiała postiêl na čystu, ale vsio-taki zapytałasie:

– Koho ty tut miêv, i to v našum łôžkovi?

Kuzyni mniê odwiedzili i zostali na noc, ja spałem na kanapie, – tłumačyvsie.

Puv roku my ne bačylisie, a vôn naveť do mene ne dotknuvsie.

Wybacz, taki zmęczony dzisiaj jestem, – skazav, koli ja do joho prytuliłasie. – Muszę porządnie się wyspać, bo jutro od szóstej zaczynam jeździć.

Rano pozvoniła Ola, i ja vsio jôj rozkazała.

– Zmučany? A jomu niby šêsťdesiat liêt? – skazała Ola. – Ne buď durnaja, jakujuś babu maje! I šce toj vołus. Jakije kuzyny?! Gosiu, čy ty napravdu ne bačyš, jak vôn tebe obduvaje?

– Mušu šče škołu skônčyti, teper ne maju času.

Sestra ono tiažko vzdychnuła.

Ja počała pisati svôj licencyjat, a môj čołoviêk šykovavsie do matury. Nu i, jasna sprava, do stodniôvki.

Nie gniewaj się, ale nie pójdę z tobą na studniówkę, bo ustaliliśmy, że tylko we własnym gronie… – tłumačyv mniê odnoho razu pry večery.

Ne skažu, prykro mniê zrobiłosie, bo dumała, što može šče damo rady vratovati naše małžeństvo.

Kilka dion posli siêtoji večery ja pujšła do fryzierki. I tak sobiê tam čekaju na svoju koliêjku, perehladaju jakiś časopis i słuchaju, ob čôm gandorat kobiêty.

No i wiesz, Irenko, – rozkazuje fryzierci jakajaś pani, – ona normalnie oszalała, ta nasza kuzynka. Dom piękny mają, samochód, dziecko dwa latka. Mąż za granicą ciężko pracuje, ma za rok wrócić, a ona kończy teraz liceum, ma zdawać maturę. I wyobraź sobie, poznała tam takiego taksówkarza, przystojny, nie powiem, ale on też żonaty. Ciągają się ze sobą już chyba z pół roku i teraz razem idą na studniówkę. I po co jej to wszystko? On ponoć na tym osiedlu mieszka…

Ja nastaviła ušy, ale fryzierka znała, što ja maju muža taksôvščyka, i jich rozmova oburvałasie. Ja mało zavału ne dostała. Posli ja trochu pudpytała fryzierku i doznałasie, što taja diêvčyna nazyvajetsie Vanda, vona nihde ne praciuje, bo ditia małoje, dva roki maje, čołoviêk za hranicioju zaroblaje, choče jakujuś firmu zakładati, a vona žyve z baťkami i na dokładku maje dovhi temny vołosy.

Jaki siêty sviêt mały…

Do domu ja pryjšła jak otumaniêła, siêła na kanapu i stała dumati. Po ščokach tekli mniê slozy. Usio vskočyło na svoje miêstie, usio vže było jasno.

– Proviêr joho komôrku, – poradiła mniê Ola, – može što-nebuď znajdeš.

U nediêlu my vybiralisie do testiôv na prošany obiêd. Ja eleganćko odiahnułasie, a naverch nałožyła kožušok, kotory łoni kupili mniê baťki.

Co ty na siebie założyłaś? – zapytavsie mene Marek. – Wyglądasz grubo, jak stara baba.

Mnoju až strepenuło. Mniê velmi podobavsie siêty kožušok, lohkutki, burdoveńki i, najvažniêjše, tepły. A odkôl ja vernułasie z Hišpaniji, to mniê ciêły čas było zimno. Prosto termičny šok, tam było na 15 hradusuv tepliêj. Vôn byv noveńki, ja šče v jôm ani razu ne vychodiła.

– Prynajmi mniê tepło. Dla tvojeji pryjemnosti perediahatisie ne budu, – skazała ja.

To ja ciebie nie powiozę. Jedź sobie autobusem! – zakryčav vôn na mene i vybih z chaty.

Pravdu kažučy, ja onemiêła. Pomału stiahnuła z sebe kožušok, prysiêła na krêsłovi i zakuryła paperosa. Niê, siêtym razom uže ne płakała.

Raptom odčynilisie dvery, objavivsie Marek i, jakby nic ne stałosie, zapytavsie, čom ja ne schodžu do samochoda.

Ja vziała kožušok, znov odiahnuła na sebe, i my pojiêchali. Po dorozi ne hovoryli odno z odnym, ne było ob čôm. Testiê moho kožuška tože obhańbovali. Taki provincyjonalny, skazali.

A toje, što jichnia dočka, Mariola, chodit u šmatach, maluje pazurê na čorno i maje poperekołuvany nôzdry, huby, naveť na jazykovi nosit kolčyka, to vsio v poradku, to vže ne je provincyjonalne? – podumała ja sobiê. – Porumniali Olštyn z Biłostokom, dobre sobie!

Marek hovoryv ob čômś z materoju v kuchni, a tesť zalipav mene v kutkovi i stav poučuvati.

– Ty się zastanów nad swoją pracą, nie możesz zostawiać chłopa na tak długo samego, on jeszcze młody, zobaczysz, że drugą sobie znajdzie. Małżeństwo powinno mieszkać razem, a to jedno jeździ po nocach, a drugie szlaje się po świecie. Nic dobrego z tego nie będzie. Zastanów się, dziewczyno. Ja to bym nie chciał takiej żony, której ciągle nie ma w domu.

Mnie na siête ono chotiêłosie zasmijatisie. Uže davno było po vsiôm i ja vže ne miêła ochvoty daliêj tiahnuti siêtoho voza. Ja perestała zvoročuvati na vsio vvahu, zadumałasie.

Gosiu, ty śpisz na stojąco? – zapytałasie mene testiova, kotora zaprošuvała vsiêch do stoła.

Rozmova ne klejiłasie, my tam dovho ne zabavili. Marek odovjôz mene dochaty, a sam pojiêchav nibyto hrošy zaroblati. Ja vziałasie za nauku. Zatisnuła zuby i včyłasie, postanoviła ne zajmatisie ničym inšym, ono studyjami.

U nastupnum tyžniovi ja paskudno prostudiłasie. Miêła vysoku horačku, kašel, smorkała, što až strach. A joho ne było doma, vôn ne pryjmav telefonu, ja naveť ne miêła čoho jiêsti. Nakuneć odzvoniv i ono burčav, što vse od joho čohoś choču. Z velikoji łaski pryvjôz mniê dviê bułočki i kuračoho mjasa, a v apteci kupiv kropli do nosa i štoś na kašel. Ja čuť zvołokłasie z posteli, kob uvaryti sobiê rosôł.

Tyle, kurwa, pieniędzy wydałem na te pieprzone leki, – burčav.

– Ja za tvojiê nepopłačony rachunki vydała mnôho bôlš, – podumała ja sobiê, ale ničoho ne skazała.

Moja hrypa tiahnułasie, musit, zo dva tyžni. Koležanki przynosili mniê zakupy, bo môj čołoviêk wypiął się na mnie. Naveť ne podumavšy, što Bôh joho može pokarati tym samym.

Ja pomału pisała svoju licencyjaćku praciu, doma ne pratała, ne miêła siły, a tut odnoho dnia, jak na toje same, pryjšli testiê. Ja v šlafrokovi, povno posudy v zlevi, łôžko rozvalane. Vony zaraz pozvonili Markovi, kob popytatisie, što v nas diêjetsie.

Jaki złôsny vôn pryjiêchav i jak stav vereščati! Naveť ne chočetsie vspominati, jakije pretenziji vôn zajavlav siêtym razom.

Zamknij się wreszcie! – skazała ja i začyniłasie v pokojovi.

A vôn zjiêv toje, što ja sobiê pryšykovała na obiêd, i pojiêchav. Toho večora vôn pryjšov môcno pjany, lôh i zasnuv. A ja narešti dorvałasie do joho telefona. I čoho ja tam ne znajšła! Jakije zdymki! Vony hoły v posteli, vona pud našym pryšnicom, vona sidit na jôm verchom, vona z rozłožanymi nohami, i tak daliêj. Ludkove na sviêti! I jakijeś divny numerê telefonuv! Ja na odin pozvoniła: Dobry wieczór, tu agencja towarzyska „Wesoła Malwina”

O! Teper ja poniała, čom rachunki ne byli zapłačany.

Ja pozvoniła do Oli. A taja mniê kaže, što ja mušu siête vsio skopijovati i vydrukovati, to bude moje zabezpečenie. Ja chuteńko pozvoniła do Izy, vona bôlš znałasie na komôrkach i komputerach, zapłatiła jôj za taksôvku, i my siête vsio perepisali na môj komputer, a posli ja zhrała vsio na kompakt-dysk. To ne było jak disiaka, šaś-praś i hotovo. Ne znaju, što było b, kob Marek tohdy pročnuvsie. Takaja akcija była, jak u filmi. Do diś pomniu toj strach! My chodili na palciach, kob joho ne probuditi. Ja perelakana, a Iza šče bôlš. A jak vôn ustav, kob postiati, to my čuť pud stôł ne schovalisie. Stojali koło komputera i ne dychali.

A idź ty, Gosiu, w cholerę! – skazała mniê Iza. – Ja przez ciebie jeszcze zawału dostanę!

Na druhi deń ja pujšła do drukarni, kob siête vsio vydrukovati. Ja tohdy šče ne miêła svojeji drukarki. Tam sidiêli jakijeś mołodyje chłopci.

– A vy majete po vusimnadceť liêt, bo to zdymki dla dorosłych, a ja potrebuju jich vydrukovati? – zapytałasie ja.

Mamy, mamy, – odkazali vony mniê, zadovolany, što narešti jakajaś cikava klijentka pryjšła. – Za pół godzinki pani przyjdzie, wszystko będzie gotowe.

I tak ja zdobyła dokazy, što môj čołoviêk mene zdradžuvav.

Tym časom Ola počała kampaniju perekonuvania baťkôv, što mniê musovo rozvestisie. Zvoniła do jich kažny druhi deń i tverdiła jim, što vôn velmi nehôdny čołoviêk, i tak daliêj.

– Ale ž taki vstyd, što lude skažut?! – jenčała mama.

– Jak sobiê chočete, – skazała baťkam moja sestra. – Ja tam stoju murom za mojeju sestroju. Vona naša, ja velmi jijiê lublu, i ne choču, kob vona čerez takoho dupka stradała. A vy sobiê jak chočete, ale podumajte, chto vam važniêjšy – ziať, lude čy Gosia?

I pomału baťki stali pryvykati do dumki, što ja rozvedusie. Perevažyło vesiêle v našoho svojaka v Biłostoku. My ostatni raz vystupili tam razom. I było jak vse. Marek vypiv para kiliškuv, znajšov sobiê jakujuś panienku i z joju tanciovav, a ja sidiêła pry stoliê i starałasie ne zvoročuvati vvahi na joho. Po pravdi, mniê vže było vsiorômno.

I tato tohdy ne vyderžav, pudyjšov do joho i zajiêchav jomu z ciêłoji siły po zubach. Ažno krov Markovi z nosa potekła.

– Sestrônko, ty zastanovisie, čy varto, – skazav tohdy mniê môj dvojurodny brat i ono pokrutiv hołovoju.

My vernulisie dochaty i raneńko na druhi deń pojiêchali do Olštyna.

– Kob tvojoho duchu tut bôlš ne było, – skazav do Marka môj tato na odchôdne.

Mama posli rozkazuvała, što tato dovho płakav, čuť uspokojivsie. Ale ja vže ne počuła od jich ani słova, što mniê ne treba rozvoditisie.

Ja oboroniła svôj licencyjat. A joho Bozia pokarała, bo vôn na stodniôvci złamav nohu. Ja naveť ne zapytałasie, jak do siêtoho dojšło, pravdu kažučy, mene siête vže ne cikaviło. Koli jomu załožyli gips, to joho do sebe zabrali testiê.

– Ja ne maju času jim zajmatisie, mušu załatviti mnôho diłôv, – skazała ja testiam. – Lepi bude, jak zaberete joho do sebe.

Vony zdivlano podivilisie na mene, ale ničoho ne skazali.

Ja zhodiła advokatku.

 

*

Udupimy go, pani Małgosiu, – skazała advokatka, koli počuła moju historyju i pobačyła, štó v mene v konverti, kotory ja mocno stiskała v rukach.

– O tak! Bo vže maju siêtoho sukinkota dosyć. Dvanadceť zmarnowanych liêt. Dosyć! – odkazała ja, divlačysie jôj u očy.

Potum ja popratała na glanc mieškanie i dała ogłošenie do gazety, kob joho prodati. Šče v toj samy deń, jak ogłošenie vydrukovali, rozzvonivsie telefon.

Ja znajšła sobiê kvartiru v Biłostoku, bližêj baťkôv, i vpłatiła peršu ratu. Vybrała hrošy z konta i perenesła do inšoho banku. Usio jakoś pujšło tak chuteńko.

I rozvôd miêv odbytisie čerez try miêseci. Musit, moja advokatka miêła dobry chody v sudach…

Koli môj čołoviêk vernuvsie dochaty, to vona vže była prodana, čekali joho rozvôdny papery i kupa mandatuv, kotory narešti perestali płatiti mojiê baťki. Bo vôn ciêły čas byv zameldovany v mojich baťkôv, i vsiê mandaty prychodili na jich adres, a vony płatili. Tato tak roznervovavsie tym vesiêlom, što pujšov vymeldovati Marka i peresłav jomu vsiê mandaty.

– Musiš zsiôl vymatuvati, maješ neciêły miêseć, bo chata vže prodana, – poinformovała ja Marka.

A vôn počyrvoniêv na tvarovi i zakryčav:

Jak to! Co ty sobie myślisz?! Dokąd ja niby mam pójść?

– A kudy chočeš, – odkazała ja velmi spokôjno, choť v seredini vo mniê vsio kipiêło. – Aha, a tut maješ papery na rozvôd i tvojiê mandaty.

Von ono zaburčav pud nosom. Ja dokładno znała, što vôn takoho ne čekav, što byv velmi złôsny i zatiskav zuby, bo až muskuły na joho ščokach chodili vverch i vspôd.

Po paroch dniach vôn stav zo mnoju hovoryti bôlš-menš normalno.

A jak się podzielimy pieniędzmi? – zapytavsie kotorohoś razu.

Ja ono vsmichnułasie. Znała, što takoje pytanie musit koliś pojavitisie.

– Usioho doznaješsie v sudiê, – odkazała ja jomu.

I narešti pryjšov toj deń. Ja velmi nervovałasie, ale ničoho po sobiê ne pokazuvała.

Z jakoju satysfakcijoju ja diviłasie v sudiê, jak jomu odvisaje paščoka. A koli pryjšło na tyje zdymki… Lepi nic ne hovoryti…

Odbylisie šče, musit, dviê spravy. Pry mniê ostałosie čuť ne vsio, jomu sud pokinuv tôlki kota.

Aha, na svôj maturalny egzamin Marek ne pujšov. Dostav cykora i ne odvažyvsie.

I dobre.

(Kuneć cyklu „Słova na viêtrovi”)

Halina Maksymiuk

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў лістападзе

    450 – 12.11.1572 г. у Заблудаве памёр Рыгор Хадкевіч, гетман Вялікага Княства Літоўскага, выдатны беларускі дзеяч, апякун супрасльскай лаўры, заснавальнік у Заблудаве першай на Падляшшы друкарні, а таксама манастыра, школы ды шпіталя. 305 – 20.11.1717 нар. Георгій (пам. 13.02.1795 г.), праваслаўны архіепіскап …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Copyright © 2022 Czasopis