Pa prostu / Па-просту

  • Płacz zwanoŭ

    21. Samaabarona i śmierć Żyda Berszki (2)

    Savieckaje vojsko i pahraniczniki spaczatku ŭsich ludziej z hetych troch viosak vyvieźli za Śvisłacz na zborny punkt u Nieparożnicach. Zahadali im usio z saboju zabrać, szto tolko mahli ŭziać na furmanku. Pośle saviety mieli ich parassyłać dalej u Biełaruś. Raptam pryjszoŭ zahad, szto kali chto…ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Po pudlaśki / По-пудляські

  • Kinoman

    8. Kuneć sielanki

    Nocami z pod ramion krzyżów na rozdrogach sypie się gwiazd błękitne próchno chmurki siedzą przed progiem w murawie to kule białego puchu dmuchawiec Księżyc idzie srebrne chusty prać świerszczyki świergocą w stogach czegóż się bać (Józef Czechowicz, „Na wsi”, 1927) Jak mniê diś dumajetsie, dekada… ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

RSS і Facebook

Ne može byti!

Koležanka z liceja

Vincent van Gogh „Agostina Segatori v kavjarni Tambourin” (1887)
Vincent van Gogh „Agostina Segatori v kavjarni Tambourin” (1887)

Ja sidiêła v kavjarni v Biłostoku i piła kavu, čekajučy svojoho muža, kotory šče kudyś povołôksie. Mniê boliêli nohi od chodiênia po miêsti, i ja skazała, što pudoždu v kavjarni. Pry susiêdnium stolikovi sidiêła eleganćko odiahnuta kobiêta, bôlš-menš u mojôm viêkovi, z velikimi temnymi očyma, z vołosami trochi nedbało zobranymi v štoś napodobi koka. Vona tože piła kavu, pered soboju miêła rozłožanu knižku, ale ne čytała jijiê, ono perelistuvała i raz-po-raz hulkała v moju storonu. Było štoś znakomoho v jeji očach, i ja starałasie prypomniti sobiê, de jijiê mohła vstrêtiti…

Znaju! – raptom dojšło do mene. – To ž to bude Lena, najchorôšča diêvčyna z našoho ročnika, svojačka Aliny z mojeji klasy.

– Lena? – skazała ja do jijiê. – Tak?

Vona usmichnułasie i potaknuła hołovoju.

My obiêdvi vstali, pryvitalisie, i vona prysiêła do mojoho stolika. Ja hlanuła na knižku, kotoru vona trymała u rukach. To byli „Słova na viêtrovi”.

– Baču, pudlaśku klasyku čytaješ, – zažartovała ja.

– Normalno ne poviêryła, koli počuła, što ty pišeš po-našomu! – odkazała Lena. – Gratuluju! Ja vže davno zbirałasie jijiê kupiti, ale ne viêdała de, a diś ja hovoryła z mojeju koležankoju, i vona mniê pudkazała. Akurat diś ja maju vôlny deń i postanoviła pochoditi po kniharniach… Taki prypadok…

– Nic ne diêjetsie prypadkovo, ja v žadny prypadki ne viêru, – odkazała ja. – I jak dobre, što ty maješ čas.

Ja poklikała kelnerku, zamoviła nam šče po odnôj kavi i štoś do kavy.

– Što v tebe? Rozkazuj, – poprosiła ja. – Ja mało koho zhaduju z našoho liceja, ale tebe akurat tak. Často dumała pro tebe, a od momentu, koli stała pisati, to šče častiêj. Use chotiêła znati, jak skłałosie tvoje žycie, ale jakoś nikoli ne trapiła na nikoho, chto môh by što-leń konkretnoho skazati. Ale diś, musit, pryjšov na siête čas.

Vona podiviłasie na knižku, potum na mene. Poniała. I stała rozkazuvati.

*

Ty znaješ, što ja pochodiła z tak zvanoho „dobroho domu”. Baťko dyrektor, mati ksiengova, hrošy nam nikoli ne brakovało. Nas, diti, było dvoje: ja i mołodšy na pjať liêt brat, Słavik. Žyli my v velikum domi v Studzivodach, miêli i sobaku, i kota, dostavali vse bohaty prezenty pud jôłku. Ja dobre včyłasie v pudstavôvci, tak što pujšła do liceja. Divčata mniê zajzdrostili mojeji vrody, odežy, nu i vołosuv…

Lena nesmiêło dotknuła svojeji hołovy.

– Teper vony tože chorošy, – skazała ja ticho.

– Nu, ono trochu pudfarbovuju, bo vže sivych mnôho, – zasmijałasie vona.

Koli my perejšli do druhoji klasy, ja spotkała na vakacijach chłopcia, mojoho Pavła.

Najperuč ja joho pobačyła na urodzinach u koležanki. Urodziny byli v restauraciji, a Paveł tam kelnerovav. Štoś mene v jôm zacikaviło, ale tohdy starałasie zanadto namôlno jomu ne pryhladatisie.

– Fajny facet, – skazała do mene koležanka. – Ale bez nohi i šče do toho biêdny jak mysz kościelna.

– Jak – bez nohi?! – ja zdivlano podiviłasie na jijiê.– To ž chodit…

– Nu, ne maje pravoji nohi, tak deś od koliêna. Protezu nosit i kulhaje, ty ono dobre prydiviś. Vôn naš kuzyn, tomu ja viêdaju. Žyve v babci, baťki zhinuli v vypadkovi, koli jomu było deseť liêt, a vôn ostavsie bez nohi. Rentu po baťkach dostav, babcia maje emeryturu, i tak jakoś bidujut. De ono može, tudy chodit doroblati, môj baťko vse załatvlaje jomu takije roboty. Paveł praciuje i učytsie, choče studyjovati, na inžyniêra vybirajetsie, – lohkovažno skazała moja koležanka i pujšła tanciovati.

Potum, na počatku liêta posli peršoji klasy, ja znov była v toji koležanki, i tohdy z jim poznakomiłasie. Lubov, jak kažut, udyryła nas oboch jak obuchom u hołovu. Ja ničoho takoho nikoli ne perežyvała. Tiahnuło nas odno do odnoho jak mahnitom, my ne znali, jak siête vsio skônčytsie.

A skônčyłosie żałośnie. Chto tohdy učyv nas, jak zabezpečytisie pered beremiênnostieju? Ja zagrubiêła i zrozumiêła siête zapôzno. Može, kob raniêj zorjentovałasie? Ale miêsečnu ja miêła tohdy vse neregularno, tak što spočatku zavelmi ne perejmałasie, a koli počuła, jak ditia vo mniê povorušyłosie, to na skrobanku było vže zapôzno. Zreštoju, diś ne znaju, čy ja siête sama z sebe zrobiła b. Ale baťki, pevno, prymusili b…

Pavłovi tohdy było devetnadceť liêt, mniê šysnadceť. Nedorôstki. Ja dumała, što ošaliêju. Baťkam pro ditia ja skazała razom z Pavłom.

– Ty zavołoko! – kryčav do mene rozčyrvoniêły baťko. – Von z mojoho domu! Dla takich jak ty tut nema miêstia! A ty što tak stojiš? –baťko kinuvsie v storonu Pavła. – Wypierdalaj! – kryknuv. – Kaliêko proklaty!

– Jak ty mohła! – dokładała svoje mati. – Ne miêła vže z kim tiohatisie?

I my pujšli z toho domu, kotory do siêtoji porê ja nazyvała svojim. Ja ono kurtku na plečy nakinuła i šapku z šalikom vziała. Ja ne čuła slozuv, kotory kotilisie po mojich ščokach, išła koło Pavła jak otupiêła, naveť ne znaju, jak mniê vdavałosie perestavlati nohi. My ničoho ne hovoryli odno do odnoho, ono pomniu, jak Paveł mocno stiskav moju ruku.

Joho babcia pryniała vsio siête spokujniêj. Ono koli doznałasie, jak zareagovali mojiê baťki, to až ruki złožyła.

– Diêtočki, vam tak tiažko bude, – prošeptała. – Ale na diś vže chvatit. Zavtra podumajemo, što robiti.

Vona pohładiła mene po plečovi i pujšła pryšykovati nam večeru. A ja sobiê podumała, što naveť majtok na zmiênu ne maju, i znov rozpłakałasie. Ustydałasie divitisie Pavłovi v očy, čerez toje, jak vyhovoruvali nam mojiê baťki.

Na druhi deń ja pujšła do matery, kob choť bilijo na zmiênu vziati, ale ničoho ne dobiłasie, ono šče raz musiła vysłuchati, što vony dumajut pro mene.

– I kob bôlš tvoja noha ne stupiła na naš poroh! – počuła ja na dovidzenia.

Na ruciê ja miêła zołotyje časy i dva prakôvci. Ja jich tohdy prodała, kupiła sobiê bilijo, nohavici i dva svedryki, a reštu hrošy oddała babci. To byv ciêły môj majontok, kotory ja vynesła z chaty.

Zo škoły mene vykinuli, i z toho, što pomniu, to ščê sobaki na mniê viêšali, pogadanki dla učenikôv spicijalny robili, a najbôlš starałasie naša wychowawczyni, žônka dyrektora škoły, do kotoroji ja pujšła poraditisie, što mniê robiti v takôj sytuaciji. Oj, mołodoje i durnoje tela z mene tohdy było. Šče ne znała, jakije lude mohut byti podły i kryvodušny. Mojiê koležanki, koli mene spotykali, to v očy mniê smijalisie. A zo mnoju napravdu było tohdy kiepśko, ja kiepśko perenosiła beremiênnosť, nu i psychika mniê vagovała…

Babcia vmiêła bajki šyti i popererobluvała mniê zo starych rečy płatija, takije, u kotorych ja mohła vmiêstitisie zo svojim žyvotom.

Potum my tajno vziali šlub v cerkvi, batiuška na ščastie zhodivsie, a zapisalisie my vže tohdy, koli mniê było vusimnadceť liêt.

A potum babcia vydumała takoje:

– Słuchajte, diêtki, – skazała vona odnoho razu. – Ja dumaju, što nam treba prodati siêtu chatu i placa, i kudyś zsiôl vyjichati…

My ono vytryščyli očy.

I tak stałosie. Prodali my babcinu chatu, vona mnôho varta ne była, ale sam plac, bliźko centrum, byv veliki i dorohi, try domy na jôm možna było postaviti. Kupeć znajšovsie velmi chutko. My šče požyli tam trochu, poka za tyje hrošy ne kupili mieškania v Biłostoku, na ščastie Paveł miêv mieškaniovu ksionžečku. Ja do dochtora chodiła pryvatno, bo bojałasie, što zaberut mniê ditiatko, jak nepovnoliêtniuj, koli vrodžu. Toj dochtor velmi nam pomôh, ja jomu vsio ščêro rozkazała, jak to z nami je, dochtor pomôh naveť zapisati našu dočušku v USC. Irenkoju my jijiê nazvali. Paveł zdav maturu i egzaminy na politechniku. Ja počała učytisie v večorovum liceji. Babcia, koli nas ne było, dohladała ditiatka. Paveł dobre včyvsie i dostav stypendium, a do vsioho šče chodiv dorablati, de ono dałosie. Dumaju, što vsio siête my dali rady vytrymati ono tomu, što velmi lubili odne odnoho, i što miêli babciu. Bez jijiê my propali b, jak rudyje myšy.

Lena chvilinu pomovčała.

Ja skônčyła licej, zdała maturu, a potum pujšła zaočno studyjovati, teper ja geodetka, maju svoju firmu, ale vže ne praciuju w terenie, ono šefuju, znachodžu klijentuv, podpisuju umovy i takoje tam.

Nam vrodivsie šče syn, ale až po deseti liêtach posli Irenki, Kacperom my joho nazvali.

Ja nikoli ne odviêduvała svojich baťkôv, naveť dovho ne znała, što v jich diêjetsie. Ot, časom chtoś štoś rozkazav, ale ja ne velmi i cikaviłasie.

Ale odnoho razu chtoś zazvoniv do našych dvery. My same siadali do obiêda, była subota, nikoho ne spodivalisie. Pujšov odčyniti Paveł, a potum stanuv u dverach i ticho mene poklikav. Ja ne poviêryła svojim očam – na porozi stojała moja mati…

– Nu što ty? Ne može byti! – ja pokrutiła hołovoju.

– Može, može, bo tak było, – zareplikovała Lena.

Po pravdi kažučy, to mene zatknuło. Mati môcno postarêła, ale ž ja jijiê puznała.

– Lenočko! – prohovoryła vona. – Ditiatko moje!

Ja ne znała, što maju robiti, što mniê skazati.

– Čoho chočeš? My tebe ne zaprošuvali, mojiê baťki vže davno vmerli, – skazała ja narešti.

Sercie mniê valiło jak durnoje, zrobiłosie mniê słabo i mlejko, i ja stratiła prytomnosť. Dochtor potum oprediliv, što zaveliki stres i wzruszenie ja perežyła. Oprytomniêła ja v špitalovi. Paveł sidiêv pry mojomu łôžkovi i drymav. Ja diviłasie na joho, na mojoho najdorožšoho, i dumała, kôlko my razom vsioho perežyli. Protiahnuła ruku do joho i lohko pohładiła. Vôn pročnuvsie i pochilivsie nado mnoju.

– Nu i jak tobiê? – zapytavsie.

– Normalno. A što stałosie? Čom ja tut, u špitalovi?

– Nu, ty nas nekiepśko postrašyła… Ja velmi perelakavsie. Kob ty bôlš mniê takoho ne robiła, – vôn posvaryv na mene palciom.

– A čoho vona pryvołokłasie do nas? Čoho jôj było treba? Ja ne choču nikoho z jich v našum žyci…

Paveł pomovčav trochu, poklepav mene po rucie.

– Oddychaj tut, a ja pujdu dochaty. Zavtra tebe vypišut, i ja po tebe pryjiêdu.

Vôn pujšov. A mniê ne do spania zrobiłosie. Ja počała dumati pro mojich baťkôv, kotory od toho času, jak mene vyhnali z domu, ne šukali zo mnoju žadnoho kontaktu, ne interesovalisie naveť, čy ja žyvu, što nam urodiłosie. To ž normalny baťki tak roblat. Pro toje, što v jich diêjetsie, ja doznavałasie prypadkom, od koležanok z Biêlśka, jakich čas od času vstryčała. Deś zusiêm nedavno ja doznałasie, što môj brat z simjoju zhinuv u vypadkovi, ja joho po pravdi i ne znała, vôn byv šče zusiêm mały, koli mene vyhnali z domu, jomu tohdy było neciêłych odinadceť liêt. Słavik nikoli ne šukav kontaktu zo mnoju, a ja tože…

Koli ja vyjšła zo špitala, Paveł rozkazav mniê, jak to było z mojeju materoju. Vona velmi płakała i pereprošuvała za toje, jak vony zo mnoju postupili.

– Lenko, i što ty z siêtym zrobiš? – zapytavsie môj čołoviêk. – Ja ničoho tobiê ne budu raditi, bo ne viêdaju, jak ja sam u takôj sytuaciji postupiv by. Jak skažeš, tak bude.

Babcia povtoryła mniê toje same.

Ja rozłožyła ruki. Musiła vsio obdumati. Nedovho posli siêtoho naša babcia vmerła. U mojôm žyci nichto mniê tak ne pomôh, jak vona. Dała mniê tak mnôho dobra, zastupiła mniê materu, takaja łaskava była dla mene i dla Pavła. Do diś moja duša płače, koli jijiê zhaduju.

– Lenko, ja ne viêdaju, jak ja postupiła b na tvojôm miêsti, ne mohu tobiê nic skazati. Tak by chotiêła tobiê pomohčy i poraditi, ale ne vmiêju. Musiš sama, – hovoryła babcia do mene šče para dion pered smertieju.

– I što ty vyryšyła? – ne mohła dočekatisie ja.

– Ničoho. Šče vse dumaju, choť projšło vže tak mnôho liêt. Ja tak zapekłasie v svojôm hniêvi i žalovi, što nijak ne mohu jôj vybačyti, baťkovi zreštoju tože. Viêdaješ, ja sobiê dumaju, što kob ne zhinuv Słavik, to vony nikoli v žyci ne chotiêli b zo mnoju miêti nic spôlnoho. Teper to ja vže dla jich dobra, bo nichto z jich znakomych vže ne viêdaje abo ne pomnit, jak to zo mnoju było. Nu i vnukami vony mohli b chvalitisie. Ne choču ja ani jich, ani jichnioho bohactva. Nam chvataje svojoho. Svojim diêtiom ja rozkazała pravdu, zusiêm nedavno, i vony mniê tože skazali, što to moja sprava, i ne budut do siêtoho mišatisie. Može to i strašne, ale ja napravdu ne odčuvaju žadnoji potreby, kob do našoho žycia zahladali tak zvany mojiê baťki. Ono pytajusie čas od času koho v Biêlśku, čy šče žyvut, ale bôlš ničoho. Štyry roki tomu ja stała babcioju, maju vnučku, od dočki, synova čerez try miêseci tože bude roditi, ale ne viêdajemo, što bude. Aby tôlko zdorove było!

Halina Maksymiuk

Пакінуць адказ

Ваш адрас электроннай пошты не будзе апублікаваны.

Календарыюм

Гадоў таму

  • ў красавіку

    980 – у 1044 г. пачаў княжаньне ў Полацку Усяслаў Брачыслававіч, званы Чарадзеем. Яго славутая дзейнасьць была апісана ў паэме „Слова аб паходзе Ігаравым”. 920 – у 1104 г. адбыўся вялікі паход кааліцыі князёў Кіеўскай Русі, арганізаваны Уладзімірам Манамахам на …ЧЫТАЦЬ ДАЛЕЙ / CZYTAJ DALEJ

Календарыюм / Kalendarium

Сёньня

  • (134) – 12.04.1890 г. у вёсцы Шчорсы на Наваградчыне нар. Янка Нёманскі (сапраўднае прозьвішча Іван Пятровіч) – пісьменьнік, грамадзкі дзеяч. Расстраляны НКВД 30.10.1937 г.
  • (55) – 12.04.1969 г. у Пэнлей у Вялікабрытаніі памёр доктар Сяргей Малафееў (нар. 25.09.1901 г. у Вільні), адзін з заснавальнікаў Беларускага Студэнцкага Саюзу ва Унівэрсытэце Стэфана Баторыя ў Вільні ў 1920 г. Закончыў Мэдычны факультэт УСБ, з

Новы нумар / Novy numer

Папярэднія нумары

Усе правы абаронены; 2024 Czasopis