Zmoŭkła naša ptušačka-saławiejka… – Helena Głogowska

Tak napisano o Oldze Jakucie w nekrologu, zamieszczonym w „Krynicy” (nr 7) z 18 października 1919 r. Nikt się pod nim nie podpisał. Przedstawiono w nim Olgę Jakutę jako jedną „sa ščyrejšych pracoŭnic na honiach Biełarusi”. Trudno było na to stwierdzenie nie zwrócić uwagi, wszak była ona młodziutką osobą, która w 1918 r. ukończyła seminarium nauczycielskie w Świsłoczy i białoruskie kursy nauczycielskie w Wilnie w 1919 r.

Pamiętam, jakie wrażenie w latach 90. zrobiła na mnie ta nikomu już nieznana osoba. Jej postać jawiła się zagadką, jak i miejsce, w którym zmarła – Waroni Łuh w powiecie sokólskim. Zdawało się, że przepadła jak „kamień w wodę”, razem z zagadkowym Waronim Łuhem. Od czasu do czasu przypominałam w różnych gremiach jej postać, ale nic nikomu to nie mówiło. Podobnie, jak i młodziutka nauczycielka Naścia Kiszkiel z Krynek, która zmarła niedługo po niej – 17 maja 1921 r. Naród nie umie uszanować swych bohaterów, nawet tych najszczerszych, a zwłaszcza kobiet…
Wszystko to działo się prawie sto lat temu, więc w tradycji białoruskiej to dawno i prawie nieprawda. Dlatego, pisząc na łamach Cz w 1997 r. o białoruskiej Sokólszczyźnie, mogłam stawiać tylko pytania, kim była Olga Jakuta, co się stało z Waronim Łuhem, którego próżno szukać na mapach. Z nadzieją, że ktoś na nie kiedyś odpowie. Musiało minąć 17 lat, by o swoje upomniała się z tamtego świata zapomniana bohaterka.
W połowie października odezwał się do mnie Jerzy Szach z Sokółki, oświadczając że jest wnukiem siostry Olgi Jakuty, a ja przecież o niej pisałam w Cz. Od razu uznałam tę informację za sensację roku, a jednocześnie za największe odkrycie 2014 r., który nie szczędził mi przeżyć osobistych, związanych z pracą na rzecz kultury białoruskiej. To tak jakby Olga Jakuta chciała z tamtego świata powiedzieć, że w 1919 r. było jeszcze gorzej.

Wróciłam do dawno skopiowanego z „Krynicy” nekrologu Olgi Jakuty, by wczytać się, kogo stracił naród białoruski w 1919 r. „Biełaruskaja wučycielka” – tak ją nazwano. Tam też na wieczność wpisano ku pamięci potomnych: „Pamiać ab mučanikach narodnych budzie hłyboka zachawana ŭ našych sercach”. Ale historia zadrwiła sobie z białoruskich męczenników narodowych. Nikt już dziś nie pamięta ani o Tekli Staniszewskiej – białoruskiej nauczycielce z Grodna, która zmarła w Wilnie 21 maja 1919 r. i została pochowana na cmentarzu Rossa w Wilnie obok swego ojca, ani o Aleksandrze Hrykouskim – białoruskim nauczycielu z Grodna, który zmarł na suchoty 13 marca 1919 r. i został pochowany w Grodnie. Chyba nikt nie jest w stanie znaleźć ich grobów, bo zapewne dawno nie istnieją – ani Tekli Staniszewskiej, ani Aleksandra Hrykouskiego, ani Naści Kiszkiel. Wszyscy oni zmarli na suchoty. Pewnie też zostawili w żałobie swoich bliskich. Byli bardzo młodzi – Tekla miała zaledwie 21 lat, Aleksander – 26 lat, Naścia – zapewne nie więcej. Marzę, by do nich na tamtym świecie los się też uśmiechnął, jak do Olgi Jakuty, skazanej latami na zapomnienie.
Tymczasem okazuje się, że pamięć o niej przechowuje się skrzętnie w zbiorach rodzinnych Jerzego Szacha w Sokółce. I grób również ocalał na cmentarzu prawosławnym w Sokółce, razem z innymi grobami Jakutów, Szachów, Mikułów – przy głównej alei. Mimo zachowanych pamiątek rodzinnych wiele wątków, związanych z krótkim życiem Olgi Jakuty, osnutych jest tajemnicą. Niewiele przekazywano informacji w rodzinie o udziale przodków w ruchu białoruskim, ale dokumentów i zdjęć strzeżono jak oka w głowie. Dlatego można zobaczyć, jak wyglądała piękna młoda dziewczyna, która w sprzyjających warunkach miałaby szansę na napisanie podręczników języka białoruskiego, na organizację szkolnictwa białoruskiego. Niestety, od wiosny 1919 r. władze polskie na Białostocczyźnie nie pozwalały na organizowanie szkolnictwa i wojska białoruskiego oraz na działalność białoruskich organów władzy, a aktywnych Białorusinów wsadzały do więzienia – Łukasza Dziekuć-Maleja, Naścię Kiszkiel, Aleksego Szacha oraz innych. Po 25 marca 1918 r. zdawało się, że budują niepodległą Białoruś, tworząc organy władzy, zakładając białoruskie szkoły w Grodnie, Krynkach, Wierchlesiu oraz w innych miejscowościach na Białostocczyźnie. Po roku wszystkie nadzieje prysły.

Olga Jakuta 12 listopada 1918 r. ukończyła jako jedna z pierwszych sześciomiesięczny kurs w Białoruskim Seminarium Nauczycielskim w Świsłoczy. Zachowało się z tego czasu świadectwo: „Hetym swiedčycca, što Olga Jakuta z dwara Waronij-Łuh Sokolskaho pawietu 12 listapada 1918 hoda wielmi dobra akončyła nawuki u Swisłackaj Biełaruskaj Wučycielskaj Sieminaryi i pryznana być wučycielkaj u Biełaruskich škołach”. Podpisali pod nim Bolesław Poczopka, Bolesław Kwieciński, A. Chwiedosiuk. Na dole znajduje się adnotacja: „Adna z pieršych”. Olga Jakuta była „wučycielkaj u biełaruskaj škole Sakolskaho pawietu”. Pytaniem otwarym pozostaje, w jakiej miejscowości? Wiadomo, że w 1918 r. powstała taka szkoła w Krynkach. Prawdopodobnie także w innych miejscowościach.
Olga Jakuta latem 1919 r. była też na białoruskich kursach nauczycielskich w Wilnie. Po ich ukończeniu razem z Marią Ziniewicz otrzymała uprawnienie Centralnej Białoruskiej Rady Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny do pracy w szkole białoruskiej w Wierchlesiu. Młode nauczycielki nie uzyskały jednak zgody na nauczanie w szkole białoruskiej od inspektora szkolnego. 20 września 1919 r. napisały skargę do Centralnej Białoruskiej Rady Nauczycielskiej Grodzieńszczyzny:

„Па выслуханьні Беларускіх вучыцельскіх курсаў у м. Вільні мы атрымалі мандат на права вучэньня ў вёску Вярхлесье Горадзенскае губ. Сакольскага павету, з якім трэба было зьвярнуцца да павятовага інспэктара. У Саколцы мы даведаліся, што там адчыняюцца толькі польскія школы, ад якіх катэгарычаскі адказаліся беларускія праваслаўныя, і дзеля таго польскі інспэктар абяцаў ім рускія, якіх народ і чакае, як спосаб збаўленьня ад прымусу польскае ўлады пасылаць дзяцей у польскую школу і на якія зусім няма вучыцялёў. Калі мы заявілі, што мы беларускія вучыцялькі, якімі і прасілі нас зацьвердзіць, то пан інспэктар на гэта адказаў, што ніякай Беларусі і вучыцелькаў беларускіх не прызнае, і як беларускім вучыцелькам не пазволіць нават і заставацца ў Сакольскім павеце, а калі мы прадставілі заяву ў тым, што народ жадае беларускае школы, то ён на гэта ня зьвярне ніякае ўвагі і будзе глядзець, як на палітычную агітацыю, што народ зусім ня хоча беларускае школы, а жадае рускае, якая і будзе яму дадзена на такіх варунках: лекцыі будуць выкладацца ў польскай мове, і руская, як прадмет, гадзіну ў дзень. Гэта жаданьне народу было заяўлена інспэктару нейкім памешчыкам Лазоўскім, Сакольскага павету праваслаўнага вероіспаведаньня, каторы састаіць на службі ў палякаў, быццам выбранага прэдстаўніком праваслаўнага народу. На колькі нам ведама, народ прэдстаўніком яго ня выбіраў і на варункі гэтыя ніколі ня згодзіцца. «Народ ня хоча беларускае школы», але чаму яе «не хоча…», таму што німа ведома кім нагаворэна гэтаму цёмнаму народу, што прызнаючы беларускія школы яны падпадаюць пад цяжкое ярмо жыдоў, якія і цяпер працуюць у ва ўсіх Беларускіх Радах. Пан інспэктар сказаў нам, што ён зацьвердзе нас толькі рускімі вучыцелькамі, калі згодзімся вучыць на вышэй памянутых варунках, на гэта мы яму адказалі, што мы Беларусы і народ свой згодзімся вучыць толькі ў роднай мове”.
List napisany w Sokółce został opatrzony datą 20 września 1919 r. Z taką datą wpłynęły też skargi od Wiery Matejczuk z Grabowca oraz Wolki Rubanichy i Heleny Bubianki z Łunny. Wszystkie je opublikował ze źródeł archiwalnych Uładzimir Lachouski w białoruskim periodyku „Spadczyna” (1994, nr 6). Najpewniej było ich dużo więcej, gdyż ze 150 szkół białoruskich, które istniały na Grodzieńszczyźnie i Wileńszczyźnie za okupacji niemieckiej, do jesieni 1919 r. zachowało się ich koło 20. Szkoły białoruskie zamieniano na polskie, a opornych nauczycieli zwalniano i pozbawiano środków do życia. W takiej sytuacji znalazła się też Olga Jakuta, która „jak ščyraja patryotka nie zachacieła wučyć biełaruskich dzietak u čužoj mowie i zastałasia biez pracy i biez kuska chleba čakajučy lepšych dzion dla swajej Baćkaŭščyny. U dabawak ciažka zachwareŭ jaje baćka… Dzieci małyja, hałodnyja… Nia wydzieržali słabyja siły niaboščycy i z hetaho hora-biady dastała zapaleńnia mazhoŭ. Chwareła niadoŭha…”.
W nekrologu podano datę śmierci Olgi Jakuty – „1-ho kastryčnika u wioscy Waroni-Łuh Sakolskaho paw. addała Bohu dušu”. Według parafialnych dokumentów zmarła ona 19 września 1919 r. Czy mogła więc podpisywać pismo 20 września, jak wskazują dokumenty archiwalne? A może datę jej śmierci celowo wpisano przed 20 wrześniem? W relacjach rodzinnych zachowały się domysły, że Olga popełniła samobójstwo z powodu niespełnionej miłości. O białoruskich sprawach milczano. W archiwum rodzinnym Jerzego Szacha zachowały się zagadkowe kartki pocztowe, niestety nie datowane. Jedna z nich została napisana przez niejakiego Doryka, który wyznawał jej miłość: „Жить не могу, так люблю Вас. Л… до безумия рвалось мое сердце поверте, что страдаю Оленька Л-ю-бл-ю Страдаю простите до гроба Ваш на век – Dorik”. Na następnej zachowanej kartce, również bez daty, wiele jest gorzkich słów, pisanych prawdopodobnie przez jakąś kobietę: „Милая Оленька! (…) Дорогая прошу я Вас забудьте все обиды и меня. Последний раз пишу я Вам и целую Вас крепко. Не воспоминайте меня ни плохим ни хоршим и еще раз прошу забудьте навсегда, потому, что я Вам противня. Любимая за что Вы меня так мучаете?”. Nadawcy tych kartek pozostają wciąż zagadkowi. Czy rzeczywiście znali tajemnicę śmierci młodej nauczycielki?

Zbiory Jerzego Szacha wyjaśniają drogę młodej białoruskiej dziewczyny do ruchu białoruskiego. Jej rodowód był podobny do innych działaczy z Białostocczyzny, którzy pochodząc z niebogatych rodzin pragnęli najpierw się kształcić, a następnie stali się świadomymi białoruskimi działaczami, chcącymi budować państwowość białoruską u schyłku I wojny światowej.
Olga Jakuta urodziła się 27 lipca 1897 r. w Białymstoku i została ochrzczona w białostockim soborze prawosławnym, w którym jej ojciec Anton Jakuta, urodzony 4 listopada 1861 r. w Linowie (10 km na południe od Prużan), 17 lipca 1893 r. wziął ślub z 19-letnią Marią Ignatiewną Repniewską z Olmont. Według zachowanej książeczki wojskowej i wspomnień Jerzego Szacha Anton Jakuta był sadownikiem. Zawodu tego nauczył się w armii carskiej, w której służył od 1 stycznia 1885 r. do 10 listopada 1888 r. Po zwolnieniu ze służby wojskowej pracował w różnych majątkach i dworach, zajmując się sadownictwem. Pewnie więc w ten sposób trafił do podbiałostockich sadów jako fachowiec. Tu też poznał swą przyszłą żonę. 22 lipca 1894 r. urodziła się pierwsza córka Maria (babcia Jerzego Szacha). 3 listopada 1895 r. urodził się syn Józef. Następnie po dwóch latach na świat przyszła Olga. Wszyscy urodzili się w Białymstoku i zostali ochrzczeni
w soborze prawosławnym.

2 marca 1901 r. urodziła się córka Anna. 30 sierpnia 1903 r. przyszli na świat bliźniacy Marta i Aleksander, a 5 stycznia 1906 r. – bliźniaczki Zofia i Luba. Wszyscy byli ochrzczeni w cerkwi w Szudziałowie, co zapewne wiązało się z przejazdem Marii i Antoniego Jakutów do majątku Słójka, który należał wówczas do Aleksandra Annienkowa.

19 kwietnia 1909 r. urodziła się Lidia, a 25 września 1911 r. – jako dziesiąte dziecko w rodzinie – Zina. Obie zostały ochrzczone w cerkwi w Sokółce, co świadczy o tym, że Anton Jakuta pracował wówczas w dworze Waroni Łuh pod Sokółką, gdzie też i mieszkał.

W 1912 r. zmarła Maria Jakuta, osieracając dziesięcioro dzieci, z których najstarsza Maria miała 18 lat, a najmłodsza Zina – zaledwie roczek. Anton postanowił kształcić Olgę. Jeszcze przed I wojną światową wysłał ją do żeńskiego monasteru Chrystusa Zbawiciela w Wirowie nad Bugiem w guberni siedleckiej. Monastyr powstał w 1893 r. przy wsparciu cara Mikołaja II i jego żony Aleksandry Fiodorowny. Mniszki zajmowały się głównie pracą społeczną – prowadziły szkołę, szpital, aptekę oraz sierociniec. Cały kompleks klasztorny otoczony był sadem. Czy przy jego zakładaniu pracował Anton Jakuta i dlatego oddał tam swą córkę Olgę, pewnie po śmierci żony? Zachowały się pocztówki z widokami monasteru z wiosny 1913 r., które Olga pisała do Waroniego Łuhu – do ojca. Na jednym z zachowanych zdjęć Olga (pierwsza z lewej) stoi z koleżankami na schodach. Według zachowanych przekazów uczono tam dziewcząt gotowania, krawiectwa, tkactwa oraz pisania i czytania. W 1915 r. mniszki ewakuowały się w głąb Rosji – do Moskwy. Tuż przed I wojną światową było ich tam około dwustu, w sierocińcu było 320 dzieci. I wojna światowa, zwłaszcza dla miejscowej ludności prawosławnej, wiązała się z „bieżeństwem” w głąb Rosji – taka była propaganda władz carskich i duchowieństwa prawosławnego – by okupantom niemieckim zostawić spaloną ziemię. Cóż miał robić w 1915 r. z ośmiorgiem niepełnoletnich dzieci Anton Jakuta. Tylko Maria miała 21 lat, a Józef – 20. Olga w 1915 r. miała 18 lat, ale musiała wyglądać dziecinnie, skoro rok później w niemieckim paszporcie wpisano jej wiek 14 lat. Wystawiono go w Sokółce 1 września 1916 r. Wynika z niego, że Olga mieszkała wówczas w Kraśnianach pod Sokółką. Paszport ten służył jej w jeszcze w 1919 r. – odnotowano w nim meldunek w Wilnie 2 sierpnia przy ulicy Ostrobramskiej 9, gdzie mieszkała w internacie przy Gimnazjum Białoruskim w Murach Bazyliańskich, będąc słuchaczką białoruskich kursów nauczycielskich. W dokumentach Białoruskiego Związku Nauczycielskiego, przechowywanych w zbiorach Narodowego Archiwum Republiki Białoruś w Mińsku, przy nazwisku Olgi Jakuty podano Chomsk (miasteczko na Polesiu) jako miejsce jej nauki, zanim ukończyła kursy nauczycielskie w Świsłoczy i w Wilnie. Można się tylko domyślać, że kształciła się tam w latach I wojny światowej. W 1918 r. znalazła się w sierocińcu w Grodnie.

Można by zadać pytanie, dlaczego tak liczne rodzeństwo Olgi Jakuty nigdy nie ujawniło informacji o swej siostrze, białoruskiej nauczycielce – zwłaszcza po 1956 r., kiedy powstało Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, zaczęła się ukazywać „Niva”, a w szkołach na Białostocczyźnie nauczano języka białoruskiego. Najważniejsze jednak, że w rodzinie Jakutów zachowano dokumenty i zdjęcia – być może czekając na lepsze czasy dla publicznej pamięci. Przechowała je siostra Anna, a następnie jej córka Ludmiła, która zmarła 9 maja 2001 r. Anton Jakuta zmarł jesienią 1944 r. bądź zimą 1945 r., jego dzieci: Maria – 28 marca 1980 r. w Sokółce, Józef – w 1920 r. wyjechał do Związku Radzieckiego i ślad po nim zaginął, Anna – zmarła 12 maja 1968 r. w Sokółce, Marta – w 1998 r. w Kraśnianach, Aleksander – w 1962 bądź w 1964 r. w Sokółce, Zofia – 19 stycznia 1999 r. w Sokółce, Luba – nie wiadomo kiedy i gdzie, Lidia – zmarła 8 lutego 1947 r. w Sokółce, Zina – 22 sierpnia 1979 r. w Sokółce. Ich dzieci niewiele mogą powiedzieć o Oldze Jakucie poza tym, że była najbardziej wykształcona z rodzeństwa. Tylko Jerzy Szach został „zobowiązany” przez nią do przypomnienia jej postaci. Zresztą nie tylko jej, ale także innych członków rodziny – Szachów, Paruków, którzy za działalność na niwie białoruskiej zapłacili niezwykle wysokie ceny – ukrywania się, prześladowań, a być może nawet śmierci. Ale to już temat na inne opowieści…

Helena Głogowska

Komentarze