W Orli byli wspaniali ludzie

fota1

1935 r. Orla. Dzieci: I rząd, od lewej: 1 NN, 2 Andrzej Laszewicz 3. Jankiel.. II rząd 1. Tatiana Ogijewicz, 2. Maria Martynowicz, 3. Walentyna Kaczan, 4. Anna Kubajewska, 5. Maria Fiedorowicz, 6 Sara Serlin, 7.Musia Szwarc, 8. Ludmiła Kaczyńska, 9.Walentyna Martynowicz, 10. Nina Nazarewicz, 11 Sara Olszańska. III rząd, od lewej: 1. NN 2.NN 3. Jan Gonta, 4. Luba Bogacewicz, 5. Nina Gołownia, 6. Anna Garłowska 7. Mikołaj Rybaczuk, 8 Bazyli Orda. IV rząd, od lewej: 1.NN, 2.NN. 3 NN 4..NN, 5. NN. 6. Eliasz Sokołowski 7. Eliasz Laszewicz, 8 Borys Bogacewicz, 9 Walenty Laszewicz, 10. Aleksander Kuźmin. Dorośli: po lewej siedzi Kierownik szkoły w Orli Tadeusz Wróblewski, po prawej nauczyciel Tomasz Bielecki. Fotografia ze zbiorów Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej Fundacji EDM w Orli

Wiesław Wróblewski, rocznik 1928, z Jedlicza na Podkarpaciu, syn kierownika orlańskiej szkoły powszechnej w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, po niemal siedemdziesięciu latach nieobecności 16 lutego 2009 roku na krótko nawiedził Orlę i szkołę, a rok temu nawiązał kontakt ze mną. Dzięki lekturze Czasopisu z Internetu wspomina dawną Orlę i jej mieszkańców, losy swojej rodziny. Oto zapiski jego ciekawej, wzruszającej relacji.



Jestem już staruszkiem… Bardzo cenię Pańskie wywiady z mieszkańcami Orli (publikowane w Czasopisie w minionych latach, dostępne też w Internecie – M.M.). Niektóre nazwiska osób, które przekazały Panu swoje wspomnienia, są mi znane z dzieciństwa i dlatego, odczytując ich wspomnienia, bardzo się wzruszyłem. To, co Pan robi, jest cennym wkładem w historię Orli. Ta miejscowość jest tego warta.

 

O prawosławnych kolegach

Orla – to moje dzieciństwo, to świat dziecka, które było szczęśliwe. Dziecka, które w szczęśliwej rodzinie i wśród przyjaciół różnych narodowości, zamieszkujących Podlasie, cieszyło się życiem. Ja bardzo mile i z pewną dozą rozrzewnienia wspominam rodzinę księdza prawosławnego parafii orlańskiej Włodzimierza Wiszniewskiego, matuszkę Aleksandrę i ich synka Sławka, który był moim serdecznym kolegą. Z rodziną księdza przeżyliśmy wiele radosnych świąt – prawosławnych i katolickich. Prawosławny ksiądz Włodzimierz Wiszniewski i katolik, kierownik szkoły, Tadeusz Wróblewski, mieli podobne poglądy w sprawach dotyczących wzajemnych relacji szkoły i Cerkwi, w sprawach wychowania młodzieży. To pod ich wpływem między uczniami obu wyznań chrześcijańskich nie było żadnych nieporozumień na tle narodowościowym i religijnym (kierownik szkoły na inaugurację roku szkolnego 1934/35 zwracał się pismem do ks. W. Wiszniewskiego z prośbą o odprawienie nabożeństwa ekumenicznego – M.M.).

 

O Żydach

Po wojnie, po holocauście, mieszkańcy Orli dość mile wspominali swoich żydowskich sąsiadów, co wyraźnie uwidacznia się w Pańskich wywiadach, przeprowadzonych z mieszkańcami Orli. O swoich dawnych sąsiadach mówią zawsze dobrze. Nie zamierzam zaprzeczać ich wspomnieniom, każdy ma prawo do takich, czy innych wspomnień. Po lekturze Pana wywiadów zastanowiłem się, jakie są moje wspomnienia o orlańskich Żydach i ich białoruskich i polskich sąsiadach? Bardzo zróżnicowane.

Wśród moich żydowskich rówieśników nie miałem przyjaciół. Moi rodzice nie byli antysemitami. Ja też nie czułem nienawiści do tego narodu. Jako uczniowie siedzieliśmy w sąsiednich ławkach. Mieliśmy wspólne szkolne podwórka, na którym nie było wspólnych zabaw. Chodziliśmy i biegaliśmy po wspólnych ulicach, ale zawsze osobno. Nauczyciele starali się zintegrować klasową społeczność. W tym celu wyznaczali miejsca, gdzie mają siedzieć uczniowie tak, aby nie wyodrębniać grup narodowościowych i religijnych. Nie skutkowało. Uczniowie żydowscy zawsze wracali na poprzednie miejsca, tworząc w ten sposób swoiste getto ławkowe. Nie przeczę, były wyjątki, zwłaszcza wśród uczennic. Żydowskie dziewczyny były bardziej koleżeńskie, niż żydowscy chłopcy. Chętniej uczestniczyły we wspólnych zabawach i organizowanych w szkole imprezach. Między dziewczynami, niezależnie od narodowości, zawiązywały się przyjaźnie. Wśród chłopców raczej nie. A jak było wśród dorosłych? Różnie. Jeszcze w latach trzydziestych wracały wspomnienia tych, którzy po powrocie z „bieżeństwa” nie mieli gdzie mieszkać, bo ich dom zajęła rodzina żydowska, albo gorzej, gdy ich wiejską chałupę rozebrali Żydzi i przenieśli do Orli – licząc, że jej prawowici właściciele nigdy nie powrócą. Na takich wspomnieniach nie buduje się przyjaźni. Te krzywdy, choć w jakiś sposób złagodzone, jednak nie do końca były zapomniane.

Gdy porównuję swoje wspomnienia z wypowiedziami Pańskich rozmówców i z wywiadami przeprowadzonymi przez Pawła Buszko, autora książki „Żyd Żydem. Wizerunek Żyda w kulturze ludowej podlaskich prawosławnych Białorusinów. Miasteczko Orla”, to rysuje mi się obraz, że współżycie społeczności orlańskiej nie było sielanką… Że na co dzień i po sąsiedzku było spokojnie i na pozór po przyjacielsku, ale gdzieś w głębi tkwiły wzajemne urazy.

 

Przyjaciele i wrogowie

Z wielką przyjemnością, wśród wypowiedzi Pana rozmówców znalazłem kilka słów wypowiedzianych przez Ludmiłę Jodłę z domu Kaczyńską (Czasopis, październik 2008 r., „I teatr był w Orli”). – Kierownikiem szkoły był Tadeusz Wróblewski, bardzo porządny człowiek. Gdy aresztowano stryja mojej koleżanki Tatiany Ogijewicz, to Wróblewski poręczył za niego swoją pracą. A wtedy ryzykować utratą pracy, to było coś. Tadeusza Wróblewskiego, męża Marii, dziś ktoś z Orli zapewne umieściłby pod kategorią „nie nasz”. Trudno. Ten nie nasz bronił Białorusina, któremu działa się krzywda. Do tej „nie naszej” Marii Wróblewskiej, wywożonej z dziećmi na Sybir, białoruskie kobiety przybiegały na stację do Bielska (10 km), żeby się pożegnać. Każda coś przyniosła – chleb, kawałek słoniny, trochę kaszy itp., choć same nie miały tego pod dostatkiem. Gdy o tym mówię, piszę, łzy cisną mi się do oczu. W Orli byli wspaniali (dużymi literami) LUDZIE.

Były i wyjątki, do takich, między innymi należał Konstanty Murawski, który dość szybko zdobył zaufanie władz sowieckich i jako funkcjonariusz NKWD czynnie uczestniczył przy aresztowaniu mego ojca Tadeusza Wróblewskiego i wywózce jego rodziny na Sybir.

Relacja siostry, Danuty Kowalskiej, rocznik 1926.

– Co jakiś czas wzywano ojca do NKWD i namawiano go do współpracy. Tato odmawiał… 20 czerwca 1941 roku, około 2-3 nad ranem, zastukano do drzwi naszego mieszkania. Weszło kilku mężczyzn w mundurach NKWD. Jednym z nich był były uczeń moich rodziców o nazwisku Murawski. Godzinę wcześniej mama z koleżanką wyjechały furmanką do Bielska, miały jechać do Białegostoku. Murawski pojechał motocyklem po mamę. Przeprowadzono rewizję i mimo że nic nie znaleziono, aresztowano ojca. Nam kazano pakować się. Ja byłam chora. Rodzice byli szanowani, więc mieszkańcy bardzo nam współczuli. Przychodzili się pożegnać, każdy przyniósł coś na drogę…

Był jeszcze Żyd, który na jakimś spotkaniu towarzyszom komisarzom z rejonowego miasta Bielska w perfidny, zakłamany, sposób, opowiadał, jakim to wspaniałym człowiekiem jest pan Wróblewski. Że był legionistą, że walczył z bolszewikami w 1920 roku, że za ofiarną służbę dla Polski został odznaczony Krzyżem Niepodległościowym. Może tych, co nienawidzili rodziny Wróblewskich, było więcej, ale ci dwaj się ujawnili.

 

Na zsyłce

20 czerwca 1941 roku rozpoczęła się nasza rodzinna gehenna. Areszt ojca co prawda nie trwał długo, bo gdy wybuchła wojna Sowietów z Niemcami, a enkawudziści w popłochu uciekali na wschód (razem z nimi miejscowi enkawudziści), ludność Białegostoku rozbiła więzienie. Tadeusz Wróblewski i były wójt Bogdan Wańkowicz wrócili do Orli.

Maria Wróblewska z dziećmi Danutą i Wiesławem oraz babcią przez lata zesłania (od 1941 do 1946 r.) przebywała w Ałtajskim Kraju (południowo zachodnia część Syberii), początkowo w Katunskim Sowchozie, a po zawarciu układu Sikorski-Majski i tak zwanej amnestii, w Bijsku. Tak zwanej, gdyż amnestia wiąże się zazwyczaj z darowaniem przestępstw, a jakie przestępstwo popełnili Polacy wywiezieni na Syberię. 17 maja 1946 roku dotarli do rodzinnego Jedlicza i spotkali się z ojcem.

Tadeusz Wróblewski podczas niemieckiej okupacji prawdopodobnie pracował w Orli w urzędzie niemieckim, odpowiedniku gminy, znał język niemiecki. Wiadomo, że wznowił działalność polskiej szkoły w Orli na rok szkolny 1944/45 (figuruje w dokumentach szkolnych), a od 1945 roku (z obawy o aresztowanie) przebywał już w Podniebylu na Podkarpaciu. Pełnił obowiązki kierownika miejscowej szkoły podstawowej do końca swych dni. Zmarł 30 kwietnia 1954 roku. Swoje wojenne dzieje na Podlasiu przekazywał rodzinie stopniowo pod koniec życia.

 

Zapisał
Michał Mincewicz

Komentarze

  1. FjqxUC Some genuinely excellent information , Gladiolus I observed this.

  2. I have been browsing on-line greater than 3 hours these days, yet I never found any fascinating article like yours.
    It is pretty worth enough for me. In my view, if all webmasters and bloggers made
    just right content material as you probably did,
    the net can be much more helpful than ever before.

  3. Hey there! Quick question that’s entirely off topic.
    Do you know how to make your site mobile friendly?
    My blog looks weird when viewing from my iphone. I’m trying to
    find a template or plugin that might be able to resolve this issue.
    If you have any suggestions, please share. With
    thanks!

  4. Great blog here! Also your web site loads up fast!
    What web host are you using? Can I get your affiliate link to your host?
    I wish my web site loaded up as quickly as
    yours lol

  5. Hello there, just became aware of your blog through Google, and found that it
    is really informative. I am going to watch out for brussels.
    I will appreciate if you continue this in future.
    Many people will be benefited from your writing.
    Cheers!

  6. Generally I do not read post on blogs, however I wish to say that
    this write-up very forced me to check out and do
    it! Your writing taste has been surprised me. Thanks, very nice
    article.