Tundra

10. Z czym wrócę? Co czynić? Jeżeli wrócę, to będzie bezowocnie stracony jeden dzień, być może decydujący dla Haliny. Lecz skąd mogę mieć pewność, że w końcu fiordu znajdę ludzi? Myśli plątały się w głowie, wytwarzając chaos. „Jeżeli ginąć, to razem” – przypomniały mi się jej słowa. Wracałem. Przed zapadnięciem ciemności powinienem wrócić do niej. Przyśpieszyłem kroku.

Wzdłuż brzegu raz po raz pojawiały się wydeptane drożyny, lecz ludzi nie napotykałem. Czasem drożyny te doprowadzały do szałasów. Zachodziłem do wnętrza. Lecz nic nowego w nich nie znajdywałem. Takie same urządzenia wewnętrzne, te same gazety, przeważnie z datą czerwcową. Pudełka od zapałek i papierosów fińskich, puszki od konserw i bańki od nafty. Oto wszystko. U wejścia znajdywałem drzewo opałowe. Wziąłem to pod uwagę. A więc można będzie rozpalić ognisko, ogrzać się i dać sygnał alarmowy.

W jednym z szałasów znalazłem nawet instalację i żarówkę elektryczną pod stołem. Zapewne gospodarz przywoził ze sobą akumulator.

Kurier Wileński” nr 157, 10.06.1938 r., s. 6

W jednym miejscu zrobiłem odkrycie o charakterze całkiem odmiennym: po raz pierwszy za czas naszej tułaczki przez tundrę napotkałem kwiaty – liliowe dzwoneczki. Chciwie rzuciłem się na kwiaty. Niechże z kwiatami chociaż wrócę do niej! Ułożywszy bukiet, ruszyłem dalej. Z artykułów spożywczych nigdzie nic, pomimo bardzo starannych poszukiwań. Ze wszystkiego wynikało, że brzeg ten jest nawiedzany tylko przez ludzi i całkiem bezpłodny. Wtem, z góry, dostrzegłem na zatoce statek, podążający ze wschodu na zachód. Rzuciłem się mu na spotkanie. Na brzegu morza wdarłem się na szczyt wzgórza. Stojąc na nim, zacząłem krzyczeć, machać rękami, czapką, chustką.

Bukiet zawadzał. Cisnąłem go precz. Statek się zbliżał, trzymając się równolegle brzegu, kierując się ku zachodowi. Nagle zmienił kierunek, zbliżając się do brzegu. Zauważono mnie! Jesteśmy uratowani! Promieniałem z radości i szczęścia. Moje wołania z krzyków rozpaczy przeistoczyły się w krzyki triumfu. Zacząłem wymachiwać czapką i chustką jeszcze silniej. Lecz będąc już blisko brzegu, statek skierował znów na zachód. Próżna radość, triumf i szczęście. Nie zauważono mnie. Błyskawicznie zebrałem rozrzucone po ziemi kwiaty, wsunąłem do kieszeni i z rozpaczą rzuciłem się w pogoń za statkiem, skacząc, padając na ziemię, podnosząc się, machając rękami.

Lecz rychło przekonałem się, że trud mój daremny, odległość między nami zwiększała się. Wciąż jednak nie przestawałem krzyczeć, wymachując rękami, dopóki statek za zakrętem przybrzeżnym nie zginął mi z oczu. Byłem zdruzgotany i zgnębiony. Jedno nie ulegało wątpliwości, że zarówno na wschodzie w końcu zatoki, jak i gdzieś na zachodzie powinny być jakieś zamieszkałe punkty, między którymi utrzymuje komunikację ten statek. A może to tylko statek rybacki, który przybywa tutaj tylko na połów ryb? Wszystko jest możliwe. Spojrzałem na zegarek, była siódma. Całą godzinę straciłem na przyzywanie statku. Do zmroku pozostawały tylko dwie godziny. Zacząłem biec, by przed zmrokiem zdążyć do żony. Rozpacz dodawała mi sił. Tego dnia nic prawie nie jadłem. Dwa razy trochę się orzeźwiłem kilkunastu jagodami. Nigdy w życiu nie dążyłem ku niej z taką siłą, jak tego dnia.

Każdy nerw, każdy mięsień dążył ku niej. Jedna tylko myśl niepodzielnie panowała nade mną, przenikała całą moją istotę: „Prędzej, jak można prędzej ku niej”! Biegłem, skacząc po głazach i kamieniach. Dziwię się, skąd wtedy miałem tyle siły i energii. By skrócić sobie drogę, parłem górą, spoglądając na brzeg, czy nie widać naszej buchty. Lecz ciągle jej nie było. Już ciemniało. Rozpacz mną ogarnęła. Zacząłem krzyczeć i wołać: „Hala! Hala!” Zdawało mi się, iż miejsce naszego popasu jest blisko, że ona oczekuje mnie w pobliżu szałasu, że usłyszy. Wołałem znowu, lecz odpowiedzi nie było. Przyglądając się miejscowości uważniej, zacząłem wątpić, czy jestem w pobliżu upragnionej buchty. Poszedłem na wschód. Biegnąć już nie mogłem, sił brakło i zresztą ciemności nie pozwalały na to. Rzeczka – potok przegrodziła mi drogę.
– Czy jest to ten strumień, który wyprowadził nas wczoraj w nocy ku morzu? Bądź co bądź zdecydowałem się przedostać na drugą stronę.

Kurier Wileński” nr 158, 11.06.1938 r., s. 6

Jeżeli to jest ten, który wyprowadził nas ku morzu, więc doszedłszy do końca zatoki „rybackiej” będę przynajmniej wiedział, że idąc górami, minąłem Halę i będę wiedział gdzie mam jej szukać. U samego ujścia sterczały spod wody skały i kamienie. Prąd wody był silny. Zdecydowałem się w tym miejscu przedostać się na przeciwległy brzeg. Zbyt już byłem zmęczony, by się rozebrać i przejść w bród. Zacząłem więc skakać z kamienia na kamień. Na razie przeprawa odbywała się szczęśliwie. Lecz na środku rzeczki noga mi się pośliznęła i wpadłem do wody po szyję. Czapka zleciała mi z głowy i popłynęła. Ociekający wodą wylazłem na brzeg. Tego tylko brakowało. Silny północno-wschodni wiatr zamrażał mnie, gdym jeszcze był suchy. Pierwszą myślą było rozebrać się i wykręcić wodę z ubrania. Lecz nowy silny poryw nord-ostu kazał mi zaniechać tej myśli. Nic więc innego mi nie pozostawało, jak być w ruchu, by nie zamarznąć. Szedłem dalej na wschód. Idąc w ciemnościach, posuwałem się prawie po omacku. Myśl o żonie nie porzucała mnie ani na chwilę.
– Tylko prędzej wracaj z ludźmi – raz za razem dźwięczało w mych uszach. – Czy nie zwariowałem, ciągnąc kobietę w ciąży za sobą do tundry, do tej dzikiej, na setki kilometrów bezludnej pustyni? – zadawałem sobie niezliczone razy to pytanie. Rozpacz moja była bez granic i miary. Z siłą nie do pokonania
ciągnęło mnie w dół do przepaści, nad którą się przedzierałem. Lecz znowuż myśl o niej powstrzymywała mnie od tego.
– A jeśli ona żyje?! Czy nie będzie to najpodlejszą, najnikczemniejszą zdradą jej, leżącej bez sił na brzegu w oczekiwaniu pomocy?! Czy nie będzie to najhaniebniejszą małodusznością? Czy nie będzie to jej zgubą, jeśli jeszcze żyje? Znajdź ją przedtem żywą lub martwą, a potem rób z sobą co zechcesz!

„Cały do dna trzeba wypić kielich życia swój
Czy też z wodą życiodajną czy trucizną”,
i z tymi słowy Janki Kupały odszedłem od przepaści. Miejsce, jak na złość, było odsłonięte przed zimnym, przeszywającym do szpiku kości nord-ostem. Nie pozostawało nic innego, jak ukryć się za skałą nad samym urwiskiem. Ziemia była wilgotna i zimna. Lecz znalazłem wyjście. Na szyi miałem jedyną suchą część garderoby – szal. Zrzuciwszy mokre buty i skarpetki, okręciłem nim nogi. Sprawiło mi to znaczną ulgę. Lecz drżałem od zimna jak poprzednio. Szczególnie dotkliwie odczuwałem brak czapki. Nie widząc innego ratunku, zdjąłem swój mokry płaszcz i przykryłem nim głowę. To mi pomogło. Oddechem swym ogrzałem siebie. Ciężkie, gniotące myśli nie dawały spokoju i teraz.
– Co będzie, jeśli w końcu zatoki, na wschodzie, nie znajdę ludzi? Czy nie pójść i nie poddać się „tym”? Nie, za nic! Lepiej śmierć tu, na wolności! Potworne zmęczenie wzięło jednak górę nad wszystkim. Zbudziłem się wskutek dokuczliwego zimna. Rozpoczynał się szary świt. Wstałem szczękając zębami z chłodu. Bez wiary, bez żadnej nadziei poszedłem przed siebie. Szedłem z opuszczoną głową, jedynie z obowiązku coś robić, coś czynić. W pewnej chwili spojrzałem na morze i zamarłem, nie wierząc swym oczom. W zatoce stał szkuner. W najwyższym podnieceniu rzuciłem się ku niemu.
– Men! Men! Lente! Lente! Ludzie! Ludzie! – krzyczałem
nieustannie.

Kurier Wileński” nr 159, 12.06.1938 r., s. 8

Lecz na szkunerze nikt nie dawał znaku życia. Czyżby tutaj nikogo nie było! – pomyślałem z przerażeniem, oglądając się dokoła. Za drzewami ujrzałem dwie chaty. Z płomienną nadzieją podbiegłem do pierwszej: pusta! Z rozpaczą rzuciłem się ku drugiej. Tu byli – ludzie!

U fińskich rybaków

Zacząłem walić pięścią w drzwi. Otworzono. Wszedłem do izby pełnej ludzi, którzy leżeli na łóżkach i podłodze
– Do you speak english? Sprechen Sie deutsch? Goworitie po ruski? Milczenie było mi odpowiedzią. Wszyscy patrzyli na mnie ze zdumieniem. – Do you speak..? – zacząłem znowu.
– Yes I do… – przerwał mi jeden z obecnych, podnosząc się z łóżka.
– I am a political emigrant from Russia – kontynuowałem. – Uciekłem z żoną. Ona jest bez sił, niedaleko stąd… Szukając ludzi, zgubiłem ją… Obawiam się o nią… Od wczoraj nic nie jadła… Proszę was, pomóżcie ją odnaleźć! – skończyłem swoją krótką historię. Lecz on nie zrozumiał mnie. Znalazł zaledwie parę słów angielskich. Na szczęście jeden wśród obecnych trochę rozumiał po rosyjsku. Zostałem w końcu zrozumiany. – Gdzie jest ona? – zapytano. – Przypuszczam, że na wschód od tego miejsca. Mój rozmówca wyraził powątpiewanie. Wyjąłem mapę i pokazałem im miejsce, w którym dotarliśmy do morza i trasę mojej wczorajszej podróży. – Ona znajduje się na zachód stąd – zawyrokowano.
– Tea or coffee? – spytano mnie krótko.
– Coffe – odrzekłem. Rzekł coś po fińsku. Rozpalono ogień w piecu. Następnie, zbliżywszy się ku mnie i zauważywszy, iż mam ubranie doszczętnie przemoczone, kazał mi się rozebrać. Szybko rozebrałem się do naga. Wówczas jak z rogu obfitości, posypały się ku mnie bielizna, wełniane skarpetki, ubranie i duże buty fińskie z zakrzywionymi nosami. Rzeczy zaś moje natychmiast powędrowały nad płytę. Słów mi było brak dla wyrażenia im swej wdzięczności. Na kawę niedługo trzeba było czekać. Na stole jednocześnie ukazał się chleb, cukier, ryba. Rzuciłem się chciwie na jedzenie. Widząc mój apetyt, znawca nielicznych słów angielskich
zbliżył się ku mnie i rzekł:
– Nie jedz tak dużo od razu. Zachorujesz. Potem powtórzysz…
Z wdzięcznością spojrzałem na niego.
– Macie rację – odparłem.
Rybak uśmiechnął się dobrodusznie. Inni już byli gotowi do drogi.
– Idą szukać waszej żony – rzekł „Anglik”.
– Pójdę z nimi – odrzekłem.

Ubrano mnie natychmiast w watowaną kurtkę, a ponadto dano do nałożenia na wierzch kurtkę skórzaną bez rękawów, czapkę i jeszcze jedną drugą parę skarpetek wełnianych. Byłem rozczulony wprost tą troskliwością matczyną, z jaką ubierali mnie ci po raz pierwszy spotkani ludzie. Jeden zaś z nich ładował tymczasem do plecaka artykuły spożywcze. Ruszyliśmy. Rybak, który ładował prowianty, umiał trochę po rosyjsku. Pomagając sobie mimiką, zaczął mi wyrażać swoje współczucie, a wrogi stosunek do Sowietów.
– Siostra moja jest aresztowana i siedzi już półtora roku w Usłonie. Nas Finów tam gnębią i prześladują, ja tam również byłem. Lecz my jeszcze się porachujemy – zakończył, spoglądając z nienawiścią na wschód. W czasie tej rozmowy przyniesiono wiosła i zaczęto spychać łódź na wodę.

Kurier Wileński” nr 161, 14.06.1938 r., s. 5

Leon Moenke

Сdn

Komentarze

  1. uTZpIf Wow! Thank you! I continually needed to write on my blog something like that. Can I include a part of your post to my site?

  2. Generally I do not learn article on blogs, however I wish
    to say that this write-up very pressured me to try and do it!

    Your writing taste has been amazed me. Thank you, quite
    nice post.

  3. I do consider all the ideas you’ve offered in your post.
    They are very convincing and can definitely work. Nonetheless, the posts
    are very short for starters. May just you please extend them a bit from
    next time? Thank you for the post.

  4. I like the helpful info you provide in your articles. I’ll bookmark your weblog and check again here
    frequently. I’m quite sure I’ll learn many new stuff right here!
    Good luck for the next!

  5. Hmm is anyone else experiencing problems with the
    images on this blog loading? I’m trying to find out if its
    a problem on my end or if it’s the blog. Any suggestions
    would be greatly appreciated.

  6. whoah this blog is wonderful i really like reading your articles.
    Stay up the good work! You recognize, a lot of persons are looking round for this information, you can aid them greatly.

  7. My relatives every time say that I am wasting my time here at web, but I know I am getting
    experience all the time by reading such nice content.

  8. Hello are using WordPress for your blog platform? I’m new to the blog world but I’m trying to get
    started and create my own. Do you need any coding
    knowledge to make your own blog? Any help would be greatly appreciated!

  9. I was wondering if you ever considered changing the page layout of
    your blog? Its very well written; I love what youve got
    to say. But maybe you could a little more in the way of content so people could connect
    with it better. Youve got an awful lot of text
    for only having one or two pictures. Maybe you could space it out better?

  10. I know this if off topic but I’m looking into starting my own weblog and was wondering
    what all is required to get setup? I’m assuming having a blog like yours would
    cost a pretty penny? I’m not very web smart
    so I’m not 100% positive. Any tips or advice would be greatly appreciated.
    Many thanks

  11. Good post. I learn something totally new and challenging on websites I stumbleupon everyday.
    It’s always exciting to read through articles from other
    authors and use something from other websites.

  12. Having read this I believed it was very informative.
    I appreciate you finding the time and energy to put this short article together.
    I once again find myself spending way too much time both reading and commenting.
    But so what, it was still worth it!