To skrajna nieodpowiedzialność.

Rozmowa z Agnieszką Romaszewską-Guzy, dyrektorem białoruskojęzycznego kanału Biełsat TV.

 

Od kilku lat krążyły pogłoski o zamknięciu Biełsatu. Niedawno w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski poinformował o tym, a także o przejęciu zadań Biełsatu przez TVP Polonia, wprost. Czy zaskoczyło to Panią?

Dyrektor Telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy (TV Biełsat)

– Skłamałabym, gdybym powiedziała, że w ogóle się czegoś takiego nie spodziewałam. Od pół roku docierały do mnie wieści, że coś się w ministerstwie szykuje. Do ostatniej chwili byłam jednak przekonana, że do tego nie dojdzie. Przecież takie informacje przewijają się, odkąd Biełsat istnieje. Tylko go otworzono i zaraz zaczęto zamykać. Sądziłam, że jak co roku uda się decydentów przekonać, by odstąpili od takich zamiarów.

Na razie jest mowa o „reorganizacji”. Co ona oznacza? To przesunięcie pracowników do TVP Polonia? Co to oznacza dla twórców kanału a co dla demokratycznej opozycji w Białorusi?

– Wydaje się, że koncepcja zmian jest fundamentalnie niedopracowana. W Ministerstwie Spraw Zagranicznych zdają się nie rozumieć, jakim medium jest telewizja. Tu programów nie da się ścinać mechanicznie. Jeżeli jakaś organizacja pozarządowa składa wniosek na serię sześciu seminariów, które chce przeprowadzać przez dwa miesiące, to można ich liczbę skondensować do trzech i też spełnią swoją rolę. Natomiast jeśli budżet telewizyjny zetnie się poniżej pewnego poziomu, praca stacji przestaje mieć sens. To wyrzucone pieniądze. Nieustannie przekonywałam decydentów, że nie możemy liczby pracowników zredukować do piętnastu, dwunastu lub trzech, bo ze zbyt małą grupą pewnych rzeczy zrobić się nie da. Nie rozumieli. Dowodzi tego pomysł włączenia Biełsatu do TVP Polonia. To telewizja powtórkowa i taką musi pozostać, bo nie ma sensu produkować osobnych programów dla Polaków za granicą. Byłoby marnowanie sił i środków. Telewizja Biełsat w całości składa się z programów oryginalnych, dotyczących tematyki białoruskiej. Z archiwów korzystamy w niewielkim zakresie, wyciągając z nich programy ponadczasowe, np. Makłowicza. Te stacje w żaden sposób nie są do siebie podobne. Już bardziej przypominamy TVP Info, czyli stację newsową. Mamy własny newsroom i codziennie przygotowujemy półtorej godziny informacji w studio na żywo. Inna telewizja nie będzie tego robić. Widać, z produkcyjnego punktu widzenia, że autorzy projektu zmian kompletne nie rozumieją, co i jak robimy. W dodatku część naszych pracowników nie zna na tyle polskiego, żeby była w stanie pracować w TVP Polonia.

Czuję się zdezorientowany. Jeżeli pojawiła się inicjatywa działań na rzecz budowy społeczeństwa obywatelskiego w Białorusi i teraz tę misję kończymy, to czy została ona wykonana? Może lepiej byłoby w ogóle jej nie zaczynać, niż kończyć bez sprawdzenia, czy i komu służy?

– Parokrotnie tak mówiłam. Nie ma nic gorszego niż dać nadzieję i ją odebrać, bo jak mówi polskie przysłowie – „Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera”. Biełsat był bardzo stabilną instytucją. Stabilność nie jest polską specjalnością. U nas co zmieni się rząd czy samorząd, wszystko zaczyna się od początku. A nam udało się przetrwać ponad dziesięć lat, Przez te lata poznałam Białorusinów i białoruski charakter narodowy Niełatwo zdobyć zaufanie tej nacji. Ta nieufność sprawiała, że przez pierwsze lata nikt nie wierzył, że Biełsatowi się uda. Ot, „pobawią się i przestaną”. Tak minął rok, dwa, pięć, a potem zdaliśmy poważny egzamin. To była Płoszcza 2010 roku, zajścia w centrum Mińska po wyborach prezydenckich 19 grudnia 2010 roku. Staliśmy się ważnym i potrzebnym źródłem informacji, bo nikt poza nami nie wiedział, co się dzieje w Mińsku. Nasza rola informacyjna jest nie do przecenienia.
A teraz zamilkniemy. To skrajna nieodpowiedzialność.

Czy ostatnie wizyty ministra Waszczykowskiego i marszałka Stanisława Karczewskiego oznaczają reset na linii Warszawa-Mińsk i zupełnie nowe rozdanie?

– Myślę, że tak. Nigdy nie byłam przeciwniczką tak zwanego resetu. Zawsze uważałam, że utrzymywanie z sąsiednim krajem stosunków skrajnie restrykcyjnych jest niedobrym pomysłem. Przykładem może być Kuba. Nigdy nie byłam zwolenniczką wielkiego zaostrzania kontaktów, wszystko powinno mieć swoją miarę i granice. Trzeba odróżnić odwilż i reset w stosunkach od oddawania wszystkiego.

Wydaje się wręcz, że Łukaszenka dostał więcej niż się spodziewał.

– Też mam takie przekonanie. Co więcej portal Tut.by uzyskał komentarz MSZ Białorusi (rzecznik Dzmitryj Mironczyk mówił w nim o czynniku wzajemności – przyp.red.) na ten temat. Oni tam bardzo są powściągliwi. A jeśli chodzi o TVP Polonia, to rozważą, ale to nie jest ich sprawa.

Odnoszę wrażenie, śledząc białoruski Internet, że plany w sprawie Biełsatu odbierane są przez młodą opozycję jako nóż w plecy.

– Mówiłam o tym ministrowi Waszczykowskiemu, przekonywałam, że zasadniczą cechą polityki jest stabilność, ale nie rozumiana jako bezczynność. Jeżeli już coś robimy, to róbmy dobrze, a przede wszystkim nie zakładajmy, by zdejmować i nie otwierajmy, by zamykać.

Zwłaszcza gdy mówimy o polityce zagranicznej. Wydaje się, że mądra polityka zagraniczna powinna być długofalowa.

– Koncepcja, w której co rok, co dwa wszystko się zmienia, sama w sobie jest zła. Lepsza jest choćby niedoskonała idea, ale konsekwentnie realizowana. Rozumiem to poczucie zdrady. W polityce liczy się siła ekonomiczna, ale istnieje też siła społeczeństw. Uważam ją za jeden z realnych czynników polityki. Możemy teraz uznać, że nam jest wszystko jedno, ze nie musimy wiedzieć kto tam (w Białorusi – przyp.red.) mieszka. To daleko idąca naiwność, przecież to z tymi ludźmi Polska będzie miała do czynienia. Władze polityczne, jak wiemy, zmieniają się. Łukaszenka nawet po najdłuższym życiu kiedyś przestanie być prezydentem. A Białoruś nie przestanie być sąsiadem Polski. Dlatego przynajmniej w elementarny sposób trzeba ludzi, do których kierujemy program, brać pod uwagę, nie wystawiać ich do wiatru. Białoruska elita jest obecnie w kiepskiej sytuacji. Kto się tym przejmuje? Prawie nikt. Taka jest już przykra rzeczywistość polityki międzynarodowej. Generalnie nikt się nimi nie przejmuje, myśmy przynajmniej pozwalali im odczuć, że chociaż trochę się przejmujemy.

Mam wrażenie, że u nas część decydentów jest potwornie źle poinformowana, podejmują decyzje oparte na błędnych przesłankach. Spotkałam się na przykład z opiniami o małych wpływach Andżeliki Borys w środowisku Polaków na Białorusi. A gdyby mnie ktoś spytał, to bym powiedziała, że wygra wybory. Z kolei część opinii publicznej nie ma pojęcia, kto mieszka na Białorusi, wiadomo tylko, że Polacy. A kto poza tym? To wygląda groteskowo. Prowadzimy politykę, która nie wiadomo czego dotyczy.

A może to kwestia złych doradców lub – idąc dalej – jednostki obcego wpływu? Nie da się ukryć, że takim źródłem może być Moskwa i władza Władimira Putina.

– Mogę tylko spekulować. Pod uwagę trzeba wziąć dwa czynniki. Podstawowym jest dramatyczna inercja urzędnicza naszych służb zagranicznych. W jaki sposób prokuratura mogła wydać rachunki Alesia Bialackiego? Urzędnikom trzeba by jasno wyjaśnić, kogo i po co mają chronić. Drugi czynnik to inspiracja – pytanie czyja. Jeżeli się doprowadzi do tego, że Polska będzie miała znacząco pogorszone stosunki ze wszystkimi sąsiadami, od Ukrainy, przez Białoruś po Litwę, nie tylko polityczne, to spełni marzenie Moskwy. Nie widzę nikogo innego, kto mógłby na tym skorzystać. Myślę że to jest działanie nie do końca świadome. Może im tak po prostu wychodzi? To fatalnie, ale znając realia polskiej polityki, bo przyglądam się jej z bliska od lat, wiem ile dzieje się przez przypadek. Urzędnicy patrzą na nas z takim obrzydzeniem, jakby pytali „co to w ogóle jest?”. Z drugiej strony zaniepokoiło mnie, że pan Waszczykowski nie wziął w ogóle pod uwagę aspektu rosyjskiego.

Dobrze to nie wygląda.

– Wygląda to źle i wygląda na słabe korzystanie z know-how wschodnich sąsiadów. Mam poczucie, że kręgom rządowym brakuje elementarnej orientacji w kwestii białoruskiej, a na mnie patrzą jak na dobrą wariatkę, która kocha tych swoich Białorusinów i mówi co myśli,
a przecież mądrzy dyplomaci wiedzą lepiej. Ot, kobiecina ma tych dwudziestu ludzi, żal jej ich.

MSWiA ogłosiło niedawno informację o dotacjach na 2017 rok dla organizacji mniejszości narodowych w Polsce. Środków przyznano mniej niż w ubiegłym roku, także białoruskim organizacjom, w tym Radiu Racja. Czy to się wpisuje w trend promowania to co polskie kosztem mniejszości?

– W budżecie jest bardzo dużo cięć, nie tylko dla mniejszości. Pytanie, dlaczego akurat wybrano Radio Racja. Kwoty dotacji w skali państwa są mało znaczące. Oczywiście duże kwoty składają się z małych, ale i tak to mniej niż kropla. A bardzo psuje relacje. Zadziwia mnie postawa podlaskiego ministra Jarosława Zielińskiego. W ministerstwie zajmuje się policją, ale to jego region. Promowanie polskości przez to, że się trochę krwi popsuje? Żadnych z tego nie ma korzyści. To krótkowzroczne.

Nie da się ukryć, że mniejszości raczej nie były wyborcami ministra Zielińskiego. Być może na tym nie straci.

– Wyborczo na tym nie straci, ale doświadczenie uczy, że zawsze lepiej jest prezentować regionalną solidarność.

Zwłaszcza, że przynajmniej część mniejszości może połączyć cięcia
z sympatyzowaniem władzy z organizacjami narodowymi, jak ONR czy Młodzież Wszechpolska. Takie zielone światło dla skrajnej prawicy, posługującej się hasłem „Polski dla Polaków”. Łatwo taką kalkę z perspektywy mniejszości nałożyć.

– Tak jak mówiłam, korzyści budżetowe z cięć w dotacjach są niewielkie, a szkody wizerunkowe duże. Zwłaszcza, że nieustannie mówi się o tym, że rząd chciałby swój wizerunek poprawić. A w ten sposób go pogarsza.

Dziękuję za rozmowę

 

             Rozmawiał Tomasz Sulima

8 komentarzy

  1. Out of my observation, shopping for electronic products online may be easily expensive, nevertheless there are some guidelines that you can use to help you get the best deals. There are continually ways to locate discount offers that could help to make one to hold the best consumer electronics products at the smallest prices. Good blog post.
    lawot

  2. Internet is written with a capital letter in a sentence, if that. And not a few hundredths to a point, but with a comma. This is the standard. And since all good, just veri gud!

    [url=http://chemgio.vn/forum/main-forum/150897-klonopin-25-mg-half-life] That’s it for this article begin to read this blog. Plus one subscriber 🙂
    [/url]

    http://killerkowo.cba.pl/showthread.php?tid=157616 sdfdf242345sdfd

  3. Wonderful work! That is the type of info that should be shared around the net. Disgrace on Google for now not positioning this publish higher! Come on over and seek advice from my site . Thank you =)
    [url=http://goodchoise.tumblr.com/]bigmacot[/url]

  4. Hmm is anyone else having problems with the images on this blog loading? I’m trying to find out if its a problem on my end or if it’s the blog. Any feed-back would be greatly appreciated.
    [url=http://choisetop.tumblr.com/]marisolot[/url]

Comments are closed.