To nasz język regionalny. Rozmowa z Marzeną Kalinowską

Czym jest program „Dialog pokoleń” i na czym polega zaangażowanie uczniów w jego realizację?
– Jest to projekt realizowany przez Towarzystwo Kultury Języka i Instytut Języka Polskiego Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, skierowany do uczniów szkół średnich. Celem jest zbieranie słownictwa używanego przez najstarszych, które ulega zapomnieniu, gdyż nie posługują się nim już młodsi, i ocalenie go w pamięci potomnych, tak jak odchodzących w przeszłość śladów kultury ludowej. Nasza placówka – Gimnazjum im. Armii Krajowej, działające w ramach Zespołu Szkół Samorządowych w Dąbrowie Białostockiej, podobnie jak kilkanaście innych w całej Polsce, w październiku 2014 r. też włączyła się w realizację. Uczniowie pod opieką nauczycieli przeprowadzali wywiady z osobami posługującymi się naszą miejscową gwarą, czyli językiem prostym, jak tu się ją określa. W dużej mierze był to kontakt z ich bliskimi – babciami i dziadkami, zamieszkującymi okoliczne wsie. Rozmowy dotyczyły zwyczajów, obyczajów, obrzędów związanych z życiem rodzinnym i towarzyskim, pracą, porami roku, jak np. urodziny dziecka, wesele, żniwa, itp. Zachęcające dla gimnazjalistów jest na pewno to, że za każde ocalone od zapomnienia gwarowe słowo otrzymują punkty, a zdobywca największej ich liczby otrzymuje nagrodę od organizatorów. Wszystkie gwarowe słowa, jak też przeprowadzone rozmowy, zostały nagrane i zapisane w sposób fonetyczny na stronie internetowej www.dialogpokolen.pl. Uczniowskie badania dialektologiczne w wielu szkołach na terenie kraju były przeprowadzane już wcześniej, jednak dopiero w 2014 roku zostały otoczone merytoryczną opieką językoznawców z polskich uczelni i dofinansowane przez Narodowe Centrum Kultury.
Jak przebiegała realizacja projektu? Jaki był stosunek pytanych, czy nie odnosili się do tej inicjatywy ze zdziwieniem?
– Zwracano się do nas bardzo sympatycznie i chętnie odpowiadano na pytania, przy czym w bezpośrednich kontaktach z nami, poza zapisywanymi materiałami, oczywiście nie używano prostej mowy, jak najbardziej polszczono swoje wypowiedzi. Myślę, że dla naszych rozmówców było to wyjątkowe doświadczenie, gdyż do tej pory nie spotkali się z takim zainteresowaniem nauczycieli i uczniów swoją gwarą. Rozmowy były przeprowadzane w okolicy Dąbrowy Białostockiej, m.in. w takich miejscowościach jak Szuszalewo, Kropiwno i Jałowo.
Jaki jest stan zachowania tej gwary? Kto i w jakich sytuacjach posługuje się tzw. mową prostą?
– Nie można powiedzieć, że na naszym terenie jest to język wymierający. Posługują się nim czynnie przedstawiciele najstarszego pokolenia, począwszy od sześćdziesięcio- i siedemdziesięciolatków, ale też, choć w mniejszym stopniu, ich dzieci, a więc osoby przynajmniej czterdziestoletnie. Język prosty, przeznaczony do komunikacji wewnętrznej, funkcjonuje tylko w zamkniętym środowisku swoich, a więc przede wszystkim na wsi, chociaż można go też posłyszeć w rozmowach między przyjezdnymi na dąbrowskim targu. Jednak w przypadku kontaktu z osobą obcą, czy tym bardziej w sytuacjach oficjalnych (wobec urzędnika czy duchownego) używana jest wyłącznie literacka polszczyzna, w odróżnieniu od języka prostego nazywana „czysto polskim”. Miejscowa gwara na pewno byłaby lepiej zachowana, gdyby wykorzystywały ją czynnie wszystkie pokolenia, jak to ma miejsce wśród Kaszubów czy Ślązaków. Nie jest tak jednak w przypadku najmłodszych, gdyż wnuczkowie swoich babć w kontakcie z nimi nie używają ich języka. Jednak, zwłaszcza ci mieszkający razem, doskonale rozumieją prostą mowę, mogą wtrącać w rozmowie poszczególne słowa, a także przekazywać je osobom postronnym. Na przykład moi synowie, uczniowie szkoły podstawowej i gimnazjum, doskonale rozumieją to co jest wypowiadane do nich w tym języku. Zakres posługiwania się językiem prostym zależy też oczywiście od wykształcenia. Moja mama, podobnie jak ja, a w odróżnieniu od babci, z racji swej dawnej nauczycielskiej pracy, na co dzień go nie wykorzystuje. Natomiast w stronach, skąd pochodzę, do tej pory prawie wszyscy w moim wieku czynnie używają gwarę we wzajemnych kontaktach.

rynek w Sokłólce

Żywą mowę prostą można jeszcze usłyszeć na sokólskim rynku

Jaki jest stosunek dzieci i młodzieży do mowy starszych?
– Wiadomo, że w wieku dojrzewania częste jest dążenie do odseparowania się i podchodzenie z dystansem do tego, co wiąże się ze starszym pokoleniem, więc podobnie może być w przypadku języka. Zauważyłam też upowszechnienie wśród młodych przekonania, że gwara przodków związana jest z językiem rosyjskim, pochodzi z czasów zaborów i jest efektem rusyfikacji. A przecież wiadomo, że z racji odwiecznego konfliktu polsko-rosyjskiego, wszystko co wiąże się z Rosją jest oceniane negatywnie. Młodzież nie chce uczyć się rosyjskiego i paradoksalnie język prosty też może nie wzbudzać dobrych skojarzeń. Często mówią, że jest to język „ruski” – ja zaś na lekcjach rosyjskiego staram się ten stereotyp wykorzenić i ustawicznie powtarzam, że słowa rosyjskie, nawet jeżeli są podobne do używanych w naszych stronach, mają często zupełnie inne znaczenie. Przykładem może być występujące w miejscowej gwarze określenie „hulać” – bawić się, wobec rosyjskiego „gulat’” – spacerować. Oczywiście użytkownicy mowy prostej absolutnie nie kojarzą jej z Rosją i rusyfikacją.
Jak przypuszczam, miejscowi nie mają świadomości białoruskiego pochodzenia wlasnego języka, czy jakiegoś poczucia związków ze wschodnią Słowiańszczyzną?
– Język jest powszechnie określany jako nasz, własny, swojski, prosty, dlatego że jest używany od pokoleń w tradycyjnym środowisku wiejskim. Nikt nie określa go jako „białoruski” – przynajmniej nie zetknęłam się z takimi poglądami wśród miejscowych. W ramach projektu „Dialog pokoleń” przeprowadzałam rozmowy z ośmioma osobami, które najczęściej ukończyły tylko kilka klas szkoły podstawowej. Nigdy też nie spotkałam się ze świadomością, że własny język to jakiś osobny byt, uważa się go raczej za wariant polszczyzny. Wśród miejscowych nazwa „białoruski” odnosi się tylko do tego, co zza granicy, a istniejąca od ćwierćwiecza Białoruś postrzegana jest na ogół jako sztuczny twór, powstały nagle z ziem na styku Rosji i Polski. Co innego określenie „ruski”, które w świadomości zwłaszcza starszych oznacza najczęściej wyznawców prawosławia. Nie ma ono żadnego pejoratywnego znaczenia,
a jest opisem czegoś normalnego, pewnego odwiecznego porządku rzeczy, np: „polska wychodzi za mąż za ruskiego”. Chcę podkreślić, że ludzie obydwu wyznań w Dąbrowie i okolicach żyją ze sobą zgodnie, szanują swoje odmienności i obyczaje.
Ale kali b pierajszou by na biełaruskuju movu usie mianie zrazumiejuć. Napeuna dahavaryusia b z jakim niebudź prostamounym czałaviekam i svojska jamu heta prahuczała b?
– Oczywiście, że tak.
Jaki jest zasięg terytorialny występowania języka prostego, o którym rozmawiamy? Czy posługiwał się nim też syn tej ziemi, ks. Jerzy Popiełuszko, o czym pisze w swoim wierszu Wiktor Woroszylski?
– Nie znam tak dokładnie bardziej oddalonych od Dąbrowy stron, jednak orientuję się, że w ten sposób rozmawiają mieszkańcy wszystkich okolicznych terenów, tych położonych na północ od nas, czyli za Biebrzą – w okolicach Lipska, na południe – np. w Reszkowcach, Nowince, wokół Sidry, na wschód – w gminie Nowy Dwór, jak też na zachód – np. w Bagnach, Kopciówce, więc też pewnie i w Okopach. Nie wiem jak to jest w Suchowoli, o której mówiono, ze to takie „pańskie” miasteczko. Bł. ksiądz Jerzy mówił po prostemu, chociaż, tak jak inni, nie nazywał tego języka białoruskim. Na pewno znał słowo „baćka”, ale określenie „prabacz, kali łaska” tu nie jest używane.

Jak doświadczenie związane z realizacją projektu może wpłynąć na uczestniczącą w nim młodzież? Może spowoduje jakieś silniejsze utożsamienie z własnym regionem, poczucie jego odmienności, wyjątkowości w odróżnieniu od innych części Polski?
– Dla uczniów było to na pewno ciekawe doświadczenie, wzmagające ich zainteresowanie tym problemem. Wywoływało pytanie: „dlaczego babcia tak rozmawia?”, pomagało też poznać gwarę najmłodszym mieszkającym w Dąbrowie i już nie mającym z nią kontaktu. Sądzę, że to ich działanie wpłynęło na aktywizację dwóch grup wiekowych i jednocześnie zacieśniło międzypokoleniowe więzi. Myślę, że wśród uczniów szkoły podstawowej nasza regionalna specyfika nie jest jeszcze uświadamiana, ale gimnazjalistom już mówi się o dialektach i gwarach, np. o tym, że Ślązacy i Kaszubi mają swoje, a u nas jest nasza własna. W związku z tym często powtarzam uczniom, że nie należy się jej wstydzić i kojarzyć z Rosją.

Rozmawiał Krzysztof Goss ■

Komentarze