Tamara Bołdak-Janowska. Rozciągłość

Tolo mówi: powiem ci, jak jest po białorusku „ziewać”, bo na pewno nie pamiętasz. Ciekawe, czy pamiętasz. Pamiętasz?

– A ty skąd znasz to słowo? Usłyszałeś na Biełsacie?

Tolo: Na Biełsacie. I bardzo mi się to słowo podoba. Pamiętasz, czy nie?

– Zaraz. Przecież muszę je znać. Matko. Nie pamiętam. To jak brzmi?

Tolo: Paziachać.

Paziachać. Słowo z dzieciństwa. Przecież mówiliśmy: dzieci paziachajuć, para spać. Przecież mówiliśmy: ceły dzień paziachajacca, bo nawat ni prylahła u dzień choć na pahadziny. Mai słowy ad minie adychodziać nazad, i tam trymajucca majej chaty z żywymi baćkami. Jak ja mahła tak pazabywać sztadzionnyja słowy! Pamiać miascami heta adłoh. Tam lażać słowy jak mahiłcy. Aliż heta słowo żywoja, kali ty czu jaho na Biełsaci. Znaczyć żywie dzieś u ludziej.

Tolo: A określenie na zdarawiec, znasz?

Tak my kaliś hawaryli. Ni pamiataju, z jakoj akazji. Da dzieciaci, kali czychnuło, ci kali pili wodku?

FB pacza uspaminać majo żyćcio. Rysunki z-pierad dziasiaci hado. Zdymki, na jakich ja jaszcze maładaja. Mnie stało ni wielmi dobro, kali tak pierahladywała swajo żyćcio. U dadatak ja stała czytać sich ważnych fiłasofa, ad Platona czeraz Plotyna pa Kanta, Hegla i Heideggera, i hety fejsbukowy pierahlad iszo razam. Kaliś hetych fiłasofa że raz czytała, ali tolki cipier ja ich razumieju i heta tak samo, jakby ja piarahladywała majo żyćcio. Siahodnia adnyja fiłasofy padabajucca, druhija nie, bo ich ni możno piaracianuć u 21wiek (jany abo antysemity i mizaginy, jak amal sie, abo liczać niemca za adziny dziejsny narod, jak Hegel i Heidegger). Dla minie astajecca ważnym pierad sim Kant.

Przecież to Kant spowodował powstanie Ligi Narodów i ONZ, jako międzynarodowego ciała ludzi dobrej woli, nieustannie napominającego o obowiązku pokoju. Kant żądał apodyktyczności postulatu pokoju, a także napominał, że każdy człowiek jest zdolny do moralności: Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Nie można zapomnieć tej Kantowskiej myśli, tożsamej z wezwaniem do trzymania siebie w moralnych ryzach. Uważał, że człowiek z natury jest zły, złośliwy i zakłamany, ciągle udaje lepszego niż inni, ale zdolny do dążenia ku Dobru, do moralności, do bycia lepszym. Ciało międzynarodowe, jak ONZ, z apodyktycznym postulatem pokoju, musi być ciągle słyszalne, musi ciągle przymuszać państwa do rezygnacji z rozwiązywania konfliktów przy pomocy wojen, bez wtrącania się w wewnętrzne sprawy danego państwa, ale jednak nieustępliwie, tj. bez końca i głośno nawołując do pokoju. Kant pozostaje rozciągły, tj. jest aktualny, żywy. Był filozofem zachodnio-wschodnim. Höffe, jego wielki komentator, twierdzi, że Kant liznął rosyjskości, bezpretensjonalnej i luzackiej, za pierwszej rosyjskiej okupacji Prus, i wtedy rozkwitła jego filozofia. Kant jest nasz, tj. nieuprzedzony do wschodnich Słowian. Wg niego, czas naszego życia musi biec zgodnie z pytaniem: co widzę i co mogę zrobić na rzecz Dobra?

To, że mówię o rozciągłości w czasie, ma związek z fejsbukowym przeglądem mego życia i filozofami, dużo mówiącymi o czasie, jak jeszcze np. Plotyn, a także z białoruskością, która traci rozciągłość, i w ogóle ma to związek z człowiekiem. Człowiek traci rozciągłość losu i czuje, że traci. U starych ludzi pojawia się depresja, bo czują tracenie rozciągłości w czasie. Smutni są. Tępieją. Chorują, a zbyt często nie stać ich na leki i stają się jeszcze smutniejsi, samotni.

Wg Plotyna, nie czas nas mierzy, tylko my mierzymy sobą czas. Jeśli czuję, że mną już prawie zmierzyłam czas, to zmierzyłam według tego czucia – przez ujrzenie siebie, dobiegającej życia. Czas, wg Plotyna, nigdy nie jest dokończony. Ciągle ktoś go mierzy sobą. I ptak mierzy sobą czas. I koń mierzy sobą czas. Przede wszystkim ciało mierzy czas poprzez ruch w nim samym, aż do słabnięcia i kresu. Jesteśmy w ten sposób rozciągli. Dusza porusza się w jej własnym czasie, ale jej ruch nie jest rozciągły, bowiem nieustannie dotyka tego, co jest-jako-jest, niezmienne i nieporuszone, a co nazywamy Bogiem, absolutem, wiecznością, nie-światem, niebytem. Jakkolwiek to nazwiemy, dotykamy z nadzieją, że jednak tam coś jest. Nie ma człowieka, który by nie doznawał własnej marności, zmęczenia cielesnym życiem, poprzez dotyk tego czegoś, co widzi w tęsknocie jako niezmiennie trwające i nie podlegające zniszczeniu, spokojne, pokojowe, pozacielesne i pozazmysłowe, i być może jest to Nic, ale niekoniecznie. Może to być żywa, choć nieosobowa matematyka. Można stwierdzić oczywiście, że się tego czepiamy jak ratunku, którego nie ma, a który mogą znaleźć ludzie wierzący, dopóki żyją. Dusza w jej własnym czasie obcuje z tym, co dana religia jej przynosi, jeśli nie staje się fundamentalizmem, jeśli nie kostnieje, jeśli nie prowadzi do politycznego terroru. Duszę coś buduje, a coś niszczy i spycha w dół ku podłości i bandytyzmowi. To martwa dusza. Dusza zbyt łatwo rozprasza się przez byle kogo, kto po trupach wylezie na przywódcę i będzie zachęcał do pastwienia się nad innym narodem, prowadząc masy do takiej lepszości. Dusza staje się pozbawiona umysłu i skazana na ślepy pęd – mówi Plotyn. W ten sposób tracimy naszą obecność w wątku umysłowym. Stajemy się nierozumni.

Mówi się: prawosławie to Plotyn, kontynuujący Platona. Plotyn nie zostawia nawet cienia nadziei na życie pozagrobowe, choć mówi o duszy i duszy świata, ale mówi jedynie matematycznie, tworząc tzw. matematy. Matematyczne trwanie po śmierci nie jest tym samym, co rzeczywiste trwanie z oczami i uszami, i innymi zmysłami, a przede wszystkim z pamięcią. Duszę mamy, dopóki żyjemy. Jest związana z ciałem, z narządami, a przede wszystkim z myśleniem, z umysłem. Nieśmiertelność możemy jedynie pomyśleć naszym śmiertelnym mózgiem. Wg Plotyna, dusza po śmierci ciała nie będzie pamiętać życiorysu osoby. Związać Plotyn z prawosławiem, znaczy uznać prawosławie za filozofię egzystencjalną, jak robił to Dostojewski, Bułhakow czy Floreński. Jeśli prawosławie czy inne wyznanie ugrzęźnie w katechetycznych formułkach, traci moc filozoficzną. Dla mnie prawosławie jest nadal egzystencjalną filozofią poza formułkami. Jest tak, dopóki rozmowa z duchownymi jest interesująca i nie zawiera wyniosłych pouczeń. O życie pozagrobowe ja się nie kłopoczę. Trudno sobie robić plany na życie pozagrobowe. Czy ktoś je ma? Wg Plotyna dusza jest liczbą. Liczby nie widać. Dusza jest liczbą w wątku rozumnym. Ludzie tworzą wątek rozumny. Takim wątkiem rozumnym jest dusza zwierząt i roślin, ale bardziej prostym, bardziej zależnym od rozumu wszechświata. Ustrój kosmosu, jego ład, wynika z niewidzialnego rozumu wszechświata.

Plotyn, choć nowożytny przecież, tzn. ostatni wielki filozof grecki, odwołuje się do Zeusa jako najmocniejszego z bogów (woła: na Zeusa!), i mówi też o innych bogach, także żeńskich. I ani słowa o chrześcijaństwie, które przecież wtedy już było. Nie było doniosłe od razu? Poza tym od filozofów odrzuca mnie ich mizoginia, której najmniej u Kanta. Plotyn też okazuje się ostatecznie mizoginem, kiedy przypomina akt stworzenia kobiety: Pandorę, pierwszą kobietę na ziemi, stwarza Prometeusz i inni bogowie, jak Afrodyta i Charyta, po czym Prometeusz odrzuca ją, ale Herakles podejmuje trud wyzwolenia kobiety spod tej niechęci stwórcy – czyni ją wolną i z umysłem. A Plotyn nadal nazywa Pandorę pejoratywnie: „ten twór”. Mizoginia nie przemija. Czytający mizoginicznych filozofów utwierdzają się w mizoginii. Chrześcijański monoteizm ściska bogów w jednym Bogu Ojcu bez imienia, a Afrodyty i Charyty już nie ma, a kobieta co? Pozostaje jako „ten twór”, odrzucony przez stworzyciela Prometeusza? Przecież Herakles ją wyzwala. Mimo to Plotyn nie rozwija wątku wolnej myślącej kobiety, pomija starożytny heraklesowy trud wyzwolenia jej. Potem, w toku rozwoju chrześcijaństwa, w nowożytności, wolna myśląca kobieta nadal jest niższa w historii od mężczyzny. Wg Plotyna, tkwiącego jeszcze w starożytnej Grecji, pełnej bogów, duszę stworzył Kronos, czyli ten, który jest Syty Umysłem. I potem ścisnęliśmy tę mnogość bogów w jednym Bogu. Bogowie to były umysły i byli w naszych umysłach niby współcześni psychologowie. Wielość bogów zapobiegała fundamentalizmowi religijnemu, bo jeden bóg nie gromadził tłumu przeciw innemu tłumowi, tj. każdy bóg za coś innego odpowiadał – za taki czy inny stan ludzkich umysłów. Monoteizm sprzyja fundamentalizmowi, fanatyzmowi, bo jeden jedyny bóg jednego ludu staje przeciw jednemu jedynemu bogu innego ludu i zaraz mamy targi i wojny o to, który ten jeden jedyny bóg jest słuszny i prawdziwy. Jedynie monoteistyczny judaizm nikogo nie nawraca, nie uprawia prozelityzmu. Prawosławie powinno pamiętać filozofię grecką, skoro mówią, że to plotynizm. Nie daje mi spokoju ten związek. Przez chwilę pobiegnę przez starożytność i Plotyna. Wg Plotyna, to Kronos zrodził syna o imieniu Zeus, tj. umysł zrodził duszę. Z kolei Platon uważał, że stwórcą świata jest umysł, że Początek jest umysłem, że przyczyną umysłu jest Dobro, czyli: umysł pochodzi od Dobra, a dusza od umysłu. Byt i umysł to idea. Parmenides: to samo jest myśleć i być. Myślenie zawiera się w samym sobie i nie jest cielesne. Heraklit: ciała płyną, a to, co wieczne, jest Jedno i umysłowe. Empedokles: spór rozłącza, a miłość jest znowu „Jednem”. Platon: w człowieku jest człowiek wewnętrzny, a jest on troistością bytu, umysłu i duszy, a dusza rozumuje o rzeczach dobrych, pięknych i sprawiedliwych, a żeby mogła tak rozumować, musi mieć coś stałego i miarodajnego, np. ideę Boga. To w tym punkcie neoplatonizm Plotyna wiąże mnie z prawosławiem. Dotykam przez liturgię tego, co Jedno i niezmienne, a tym Jednym w wielości jest każde życie, które płynie, czyli jak śpiewamy: wsiakaje dychanie da chwalit Hospoda. W „Enneadzie piątej” Plotyn tworzy prefigurację Chrystusa, kiedy mówi, że można pomyśleć tylko jedno jedyne Ja, tożsame z pierwotnym Bogiem, o którym mówi Jedno lub Ono, a da się pomyśleć, tzn. zobaczyć jak promienisty otok na świetle-źródle. Poza tym otokiem są już mnogie promienie. Tzn. biegniemy trzeci po drugich, a drudzy po pierwszych. Biegniemy po rodzicach i dziadkach. Poruszyło nas Ono, a Ono jest Pierwsze. W tym biegu po rodzicach, którzy biegli po swoich rodzicach, itd. wstecz, obowiązuje nas pamiętanie, nawet jeśli biegnąc po rodzicach, pobiegliśmy do pracy w Anglii. Niech będę „tym tworem”, jak mówi Plotyn o Pandorze. W 21 wieku „ten twór” opowiada jak człowiek, a każda baba to Pandora, bo wciąż i wciąż musi mówić od nowa, że oto jest, że wskazuje na sprawy do rozwiązania i pokojowe.

Pospolicie mówiąc: czas zabiera sobie moje dawne słowa i lokuje w pamięci, która jest jego workiem, a worek to pojemne Nic. Nikt poza mną nie widzi, co w tym worku mam, chyba że opowiem. Pojemne Nic wykrada słowa i gromadzi je w worku, jakby to był, jak mówią rosyjskie wory, jego obszczag. Wykrada wszelką teraźniejszość i gromadzi u siebie. Wszystko wykrada. I słowo paziachać, i okrzyk na zdarawiec!, i moich rodziców, i moją chatę, mój pejzaż, moich ludzi, moje zabawki, moje podwórko, moje książki z dzieciństwa, tamte meble, tamte wróble, tamtą trawę, tamte bociany i tamte żaby, tamte łąki, tamte krwawniki, mlecze i rumianki itd., tj. pozbawia tamte rzeczy i osoby rozciągłości w sobie, w ich ciele, a więc i w czasie, którym sam jest, i jesteśmy z nim zrośnięci. One i oni, rzeczy i osoby, przemijają wraz z ich ciałem i niektóre już przeminęły. Ostatecznie przeminą z moim ciałem, z moją pamięcią, która jest w moim ciele, chyba że coś opowiem i będzie to trwałe – ktoś zapamięta. Z ciałem mojej chaty przeminęły rozmowy w chacie, opowieści w chacie, opowieści o strasznych wojnach i bieżenstwie, uczucia w chacie, słowa w chacie, podróże z chaty i powroty do niej, progi chaty, sień chaty, podwórko chaty i kwiaty tamtego podwórka, tamte rumianki, tamte mlecze, tamte krwawniki, i tamte drzewa, akacje, kaliny i czeremchy, i dzikie słodkie maliny. I moja dawna białoruskość przestała być rozciągła. Ona już się nie dzieje. Ona nie ma dalszego ciągu. Ona się wynaradawia. Ona zmienia narodowość. Ona wyjeżdża. Ona choruje, starzeje się, wymiera. Jeszcze nasz cmentarz w Mostowlanach pozostaje rozciągły w czasie, jeszcze żyje, tj. pojawiają się ciągle nowe groby. To bardzo smutna, wręcz tragiczna nasza cmentarna rozciągłość. I to będzie miało swój koniec, kiedy wymrzemy doszczętnie – my wszyscy w moim wieku. My z tamtą wiejską białoruskością, z naszymi opowieściami o życiu, z naszym szczęściem i nieszczęściem. Znowu sama nuci mi się nasza sakralna pieśń: Sława Bohu za sio. Za to, co dobre i za to, co złe. Żeby tak możliwy był powrót do tego, co było, złe i dobre, ale było, i nie poprzez pamiętanie, a w rzeczywistości. Choć jeden jedyny raz. Tęsknię do jednej jedynej chwili, jak każdy człowiek z traconą rozciągłością losu. Mogę tylko poprzez pamiętanie. Słyszę słowa nieżyjącej córki: to, co było, zarówno dobre, jak i złe, było jako dobre, to znaczy całość jako życie jest dobrem. Słyszysz mnie, mamo? Życie jest dobrem. Nie mogę zapomnieć tych jej słów. A kiedy miała jakieś cztery lata, powiedziała ze zdziwieniem, jakby to było odkrycie pierwszej wagi: mamo, jakie dziwne uczucie – ja jestem w sobie. I tych słów nie mogę zapomnieć. Moja mądra córka mówiła Kantem i Plotynem sama z siebie. I jeszcze pamiętam inne jej słowa: ja i mój pies z miejsca wyczuwamy dobrego lub złego człowieka.

Wzdycham i mówię do Tola: wolałabym się nie urodzić, bo kiedy czuję, że już nie mam czym mierzyć czasu, że się ciało rozsypuje, że tu i tam byłam, to i tamto zobaczyłam, że rozsypuje się ciało białoruskości, czyli to, co było wokół mnie kiedyś, co mnie tworzyło, że życie dobiega końca, że w literaturze panoszą się lekko, łatwo i słusznie mędrkujący, jak mówi Kant, że wszędzie widzę przemoc, machinację, oszustwo, to jedynie ta właśnie myśl zaczyna władać człowiekiem: niepotrzebnie się urodziłam.

Tolo: Przecież to słowa Sokratesa.

– Co? Sokrates tak powiedział? Czyli co. Czytam filozofów i zaczynam mówić jak Sokrates? Lepiej odpytaj mnie z jakichś białoruskich słów, abym się zaczepiła o moje i tylko moje życie.

Tolo mówi, że już odpytał ze słowa „paziachać” i zwrotu „na zdarawiec”! Od śmierci córki nie wiem, co to znaczy paziachać. Mnie ni paziajachacca i ja muszu brać nasonnyja tabletki. Maja maci też da kanca brała takija tabletki. Aby tolki narmalno spać i ni leźli u hoławu dumki, i ni budzili ciomnuju nocz, kab tolki ni stawili noczju na dyby. Karowa nas budziła noczju, kali joj zabrali dzicia. Hałasno płakała. Patom swajo dzicia zabyłasa. A patom zno płakała pa nowamu adobranamu dziciaci. Praz heta ja ni mahu jeść karowianoho miasa. ziać tabletku, patary abo dźwie, i ni czuć, jak zasiul świet płacza karowianym hołasam pa swaich dzieciach, a sio tak płacza, i maci, i miesco, i siastra, i baćko. Jak chtoś adorwany ad świetu, ta śpić spakojno, ni czujuczy hetaho razpacznaho lamientu. Aliż my, ludzi, dy sie żywiny, związany z saboju. Czuć sibie mnohich i hety razpaczny lamient ad mnohich musim.

Fiłasofy biaruć żyćcio jak złuczana z hadzinami. Hadziny heta nasz siabar. Kali my razsypajamsa, znaczyć zbiaremsa punkt, katorym mu że raz byli, i nasz siabar Czas – hety, zhetul, nasz – prapadzie. Mahiłka u Mastalanach heta budzia moj punkt, ali ja jaszcze hetym punkci ni razu ni była. Ta dzie była, kali minie ni było? U punkci, jakoho ni pamiataju. Dumać ab hetym straszno, a anijak ni mahu padumać, czym ja była, kali minie ni było. Z jakoho punktu ja ziałasa na hety świet? Adnak dobro, szto z kachańnia baćko, z żywata maciary. Mój baćko płaka, kali pamior mój maleńki bracik. Ja ab hetych ślozach znaju, ali jany zhinuć razam z majej haławoju.

Czas heta nasz adziny siabar, katoraho ni możam bazbycca, pakul żywiem. Czas, katory dla nas pieraznaczany jak nasza cieło. A patom? A patom budziam mieć ciażkaja cieło ziamli. A szto jaszcze, ta ja ni znaju i ni mahu znać, pakul żywu.

Jakija plany na zatra? Nijakija. Nima plana. Aby prażyć nocz i zabaczyć dzień. I paciahuszak rano nima. Ni paciahajusa, bo bajusa, szto paszkodżu sabie chrybiet i pakarocicca maja razciahłaść. Chwaroby u naszych ludziej rastuć, paszyrajucca, bo my starejam. Możno skazać: my chwory narod, bo stary. Kożny starejuczy narod chwory. Piarastaje być razciahłym. Nima kamu piaradać razciahłaści kultury, bo za mało dziaciej i jany imknucca da druhoho, da swajaho madniejszaho.

Zno wiasna. Takaja jak papiarednia. Ni takaja, bo pahoda wisić pamiż niebam i ziamloju i ni moża stacca jak wiasieńniaja. Możno skazać, szto pahody nima. Ptuszki śpiawajuć. Adnyja zachrypło, jak piła u ćwiordaj belcy, a druhija jak zwanki, a jaszcze druhija wykrykiwajuć: kwik, kwik! Kryłatyja świnki. Pajawilisa wiarabji, katorych dano ni było. Dumała, nikoli ni wiernucca. Jany zasza wiasiołyja. Kupajucca u łużach i szczabieczuć, jak kaliś u Narejkach. Trawa jak razadrana, z płytkimi jamami z piasku, bo i jana ni znaja narowa pahody i robicca aściarożna. Pahoda, kali zmianiajacca, zmianiajamoj krywiany cisk. Mieru jaho. Tolo mieryć. Zno 127 na 227! Biahu noczju u szpital, katory pad bokam, i pytajusa, jakija tabletki uziać, hetyha ci tyja. Tabletka pad jazyk. Żywu. Maju jaszcze majo żyćcio. że znaju, jakija tabletki brać i jakija z saboju nasić u kiszeni, kali wyjdu na wulicu ci park. Cisk brykają, kali i jak chocza. Maja wolnaja wola tut ni pryczom.

Lepiaj sztoś druhoja apawiadaj, zwiazanaja z raściahłaśćju, sztoś kalarowaja. Szukaju i szukaju naszaj razciahłaści. Ja jaje znajszła na juliański Nowy Rok, a jana trywaja nawat u wiasnu. U budzia trywać da nastupnaha Nowaho Roku. I czeraz Naraj.

Dy zaraz i wiasna piarajszła pozdnuju, wyraźniejszuju, ciaplejszuju.

W tym roku, 2016, poszłam poszukać mojej rozciągłości w czasie – mojej i tylko mojej, czy też naszej i tylko naszej, żeby być choć przez chwilę u siebie. Nie zadowoliła mnie rozciągłość miejskiego Sylwestra pod chmurką, bo zamiast muzyki dali mi cierpienie dla uszu, serca i całego organizmu. Charczący łomot ani do słuchania, ani do tańca. Minęło kilka miesięcy, a w uszach mam tamten charczący łomot. Jakiś koszmar. Uszkodziło mnie to tak trwale, że jeszcze teraz czuję się zatruta. Ludzie nie wytrzymywali dłużej niż pół godziny. Uciekali starzy, dojrzali i młodzi. Toteż zapragnęłam drugiego Sylwestra i znalazłam. Jak dobrze. Omyję się z trucizny łomotliwego charczenia. Omyłam się, gruntownie. Głęboko wewnętrznie. Właściwie chciałam wyskakać trochę cukru, bo dopadła mnie cukrzyca. Jak heta skazać pa naszamu? Maju dyjabiet, jaki mie nasz Sokrat. Maci hawaryła: a heta Sońka ta uże i cukrzycy dastała. I trebo żyć da kanca na dyjeci, i brać nowyja tabletki. I trebo hroszy mieć na lekarstwa. Szto raz bolsz hrosza trebo addawać na tabletki dy raznyja prybory. Mieryć toja i toja. Mieryć kro i mieryć cukiar. Ja ni prywykła tak sibie mieryć i mieryć. Ja ni prywykła chwareć. Zaraz budu łysaja i kulhawaja. Kali ja zwaniła da naszaho Sakrata, jon zasza sztoś sabie miery, cisk abo cukiar. I zno cisk i cukiar. Cipier heta ja rablu. Wieczno hałodna, bo dyjeta. Możno zjeść na obied dźwie śliwy, adnu średniuju kartofielinu i dźwie sałaciny. Chleb tolki IG. Czamu chleb IG taki darahi? Czamu druhija pradukty dla dyjabetyka takija darahija?! Czamu chtoś chocza aż tak mnoho zarablać na chworych ludziach?! Zaczynaju razumieć Sakrata, katory hawary, szto sie hroszy iduć na maleńkuju jadu. Razumieju, szto znaczyć hetaja maleńkaja jada. Rada by jaszcze razciahnucca u losi. Naszaj biełaruskaj razciahłaści chaczu.

A chleb hety akazasa atrawaju. Darahaja atrawa! Leć wyżyła, kali najełasa. Stolko jom jadawitych składnika! Musi z dwaccać. Szto wy robicia?

Nasz baciuszka, noszący świąteczne imię, Sylwester, zorganizował nam naszego juliańskiego Sylwestra w lokalu o nazwie Kris-tan. Nareszcie nasza muzyka. Skoczna radosna wschodniość. Ostatnio słyszę w telewizji, że należy mieć zachodni punkt widzenia. Nie chcę, bo to nowomowa, propaganda, indoktrynacja, formułki, frazesy; kilka modnych frazesów. Nie chcę żadnego „zachodniego punktu widzenia”, bo taki nie istnieje. Albo myślimy, albo nie. Myśleć możemy wszędzie, tak samo jak głupieć. Ta charcząca muza, ten sylwestrowy koszmar spod chmurki to ten „zachodni punkt widzenia”? Takie obowiązujące decybele bez rytmu? Tak doskakujemy, jak mówi Heidegger, do uwspółcześnienia? Koszmar! Tak się łomot ładuje komu? Młodym? Młodzi pouciekali.

A w Kris-tan nareszcie na chwilę jestem u siebie, jak w Naraju. Mogę poskakać i wytrzepać okropny cukier. Jutro naprawdę stracę moją rozciągłość w czasie i z trudem będę stawiać kroki. Tańcz, póki czas. Te same piosenki, co w Naraju. Ukraińskie, białoruskie, rosyjskie, łemkowskie. Uczestnikami byli młodzi i starzy. Jak dobrze. Jak dobrze, że bez kompleksów wszyscy śpiewali także rosyjskie piosenki, nie bacząc po zachodniemu, że one ze strasznej Rosji. Folklor, piosenki biesiadne, romanse – to przecież nasza słowiańska dusza. Te same melodie przechodziły od Słowian do Słowian. Są trwale piękne.

Matuszka wyłożyła śpiewniki folkowe. W przerwach między tańcami, goście śpiewali z nich. Pięknie śpiewali. Z uczuciem. Dali prawdziwy koncert. Śpiewał świąteczny stół. Pierwszy raz w życiu widziałam zjawisko wyzwalania dobrych uczuć przez śpiewanie – wielkiej tęsknoty do bycia sobą w zgodzie z własną kulturą – ze słowiańskością. Ta nasza rozciągłość, wschodnia bez kompleksów, spoza narzucanej anglosaskości najgorszego rzutu, bo popkulturowego, odtruła mnie z koszmarnego doświadczenia pod chmurką, gdzie trzeba było doskoczyć do uwspółcześnienia poprzez charczący łomot. Zaspiwajmo pisniu wesełenku, pro susidku mołodeńku. Pro susidku zaspiwajmo. Serce j duszu zweselajmo. Albo: Wy szumicie, szumicie nada mnoju biarozy, kałyszycie, lulajcie swój napie wiekawy. A ja lahu, prylahu kraj haścinca staroha, na duchmianym pakosie niedaspiełaj trawy. Prawie widzę, jak zmęczona kładę się gdzieś na miedzy pamiż pałoskami wysokaho żyta. Nima takoho miesca.

Nie mogę zapomnieć słów jednego z uczestników balu w Kris-tan, a spytałam go, kim jest: a ja schodni czaławiek i takim budu.

I nie mogę zapomnieć słów Rosjanina, który emigrował do Olsztyna z Woroneża. Kiedy spytałam go, w jakim słowiańskim języku możemy rozmawiać, a nie wiedziałam jeszcze, że jest Rosjaninem, i następnie zaczęliśmy rozmowę o językach, to powiedział uroczyście, z namaszczeniem: każdyj jazyk krasiwyj.

Z baciuszkaju hawaryli pa prostu. Nasz baciuszka tańczy. Tańczyła matuszka.

Ta nasza rozciągłość działa się w europejskim kącie i cieszyła się sobą, i była ceła schodniaja. Trudno ją znaleźć na co dzień. Nasza rozciągłość staje się niemal pokątna.

Nasze koło obraca się inaczej. Plotyn mówi o życiu w zgodzie z obrotem naszej kultury i obrotem świata pod obrotem kosmosu nad nami. Nasze koło obraca w innym kalendarzowym rytmie. W innym terminie mamy święta i Nowy Rok. Wg tego ostatniego greckiego filozofa w wielkim stylu, jesteśmy końcówkami Stwórcy, tak jak gałąź i jej listki. Tyle mamy wolności, woli życia, i samego życia. Jako końcówki Stwórcy czujemy naszą tragiczność, śmiertelność. Każdy człowiek dobrej woli nie chce skracać jednego jedynego życia bliźniego, bowiem trwoga z powodu własnej śmiertelności wystarcza mu aż nadto. On ją rozciąga na bliźnich i wie, że bliźni też posiada jedno jedyne życie.

Jesteśmy końcówkami i żyjemy w końcówkach naszego życiodajnego ognia – słońca. Nie jesteśmy w bezpośrednim ogniu słońca, nie oddychamy w ogniu słońca i on nam nie pali żywcem płuc, nie giniemy w ogniu słońca. To daleki ogień. Widzimy go. Grzeje nas. Daje nam dzienne światło. Od tego ognia odgradza nas ziemska atmosfera, powietrze. Pod tym dobroczynnym ogniem słońca ludzie ludziom rozpalają zły ogień wojny. Ciągle. Blisko i daleko. Ludzie wpadli na pomysł, aby mieć armie prywatne, jak np. Black-water. Te prywatne armie angażowane są do robienia złego ognia wojny i utrzymywania stanu napięcia w upatrzonym regionie. Państwowe armie dobrze im płacą, ale już ich nie obchodzi, ilu z tych wojennych prywaciarzy zginie. Nikt nie liczy martwych żołnierzy prywatnych armii. Wiedzą, na co idą. Zależy im wyłącznie na pieniądzach i otrzymują je. Są drożsi od państwowych żołnierzy, ale skuteczniejsi, bardziej bezlitośni, bardziej naćpani, więc państwa ich wykorzystują gdziekolwiek mają strategiczne czy gospodarcze interesy. Oni są jak maszyny. Bez skrupułów zabijają ludność cywilną. Oni są w każdym miejscu na naszej planecie, gdzie w 21wieku toczy się wojna. Wg Kanta zło nie jest sprawą idei, lecz wolności. Jest człowiek liberum, czyli wolny, i jest człowiek brutum, czyli zwierzęcy, niepanujący nad zmysłowymi popędami. „Rozum stawia tamy wolności” – mówi Kant w „Krytyce czystego rozumu”. Zło jest nierozumne. Jeśli nie kształtujemy duszy, a kształtować ją możemy jedynie ku Dobru (ku złu ona leci sama jak głupia), to stajemy się brutum, zwierzęcy, popędliwi, źli, złośliwi, nieszczerzy – udajemy lepszych od innych, bardziej cywilizowanych, w pełni demokratycznych. Człowiek brutum, jedyne takie zwierzę w przyrodzie, chętnie wywołuje wojny, męczy i tępi własny gatunek, mnoży wojny, przedłuża je.

Jesteśmy tragiczni, my wszyscy pokojowo nastrojeni. Żyjemy w niezgodzie w obrotem świata. Żyjemy w zgodzie z obrotem wszechświata, ale nie świata. Dusze nam przestają się poruszać muzycznie i harmonijnie, bo wciąż nie jesteśmy u siebie, nie w pokoju, lecz w wojnie, zmieszanej z pokojem, o czym mówił Heidegger. Żyjemy pośród nieprzychylnych nam obrotów świata. Gdzieś musimy być u siebie. Gdzie?

Wg Kanta i innych humanistycznych filozofów nie ma idei zła. Idee są niezbędne, aby człowiek kształtował się ku Dobru. Potrzebna jest idea wolności, aby stawiać jej tamy tu, w cielesnym zmysłowym świecie. Potrzebna jest idea pokoju, aby o niej apodyktycznie uparcie przypominać. Jeśli zapominamy o idei pokoju, natychmiast stajemy się brutum, zwierzęcy. Jak mówię, zwierzęcość człowieka jest jedyna w swoim rodzaju, niepodobna do innej zwierzęcości, bestialska. Człowiek brutum jest w stanie zorganizować fabryki śmierci dla swego gatunku, dla podludzi. Człowiek-zwierzę to nadczłowiek. Zły ogień wojny, coraz to nowszy, pod dobroczynnym ogniem słońca, bez stawiania tam wolności, powstaje z woli istoty nierozumnej. Ludzkie zwierzę faszeruje się narkotykami, aby zabijać bez wyrzutów sumienia. Jedyne takie zwierzę na naszej jedynej życiodajnej planecie. Naukowcy ciągle szukają warunków życia dla nas na innych planetach. Potem opowiadają bajki o znalezieniu wody na odległej planecie, rzeźb czy śladów cywilizacji. W tych bajkach ja żadnych narodów nie widzę, ani śladów po jakichś narodach. Narody są wyłącznie na naszej planecie. W tych bajkach widzę antropomorfizację odległych planet. Tiaaa. Tam na Marsie zobaczą rzeźbę ludzkiej twarzy. Może jeszcze znajdą ruski walonek i białoruski samogon prosto z lasu na Marsie. Naukowcy w 21 wieku marzą o zobaczeniu ludzkich myśli. Nigdy nie zobaczą ani idei Dobra, ani idei Wolności, Sprawiedliwości, Piękna. To było i pozostanie niewidzialne. Ani tęsknoty ani uczuć nie zobaczą.

Białorusini z Białorusi są przez świat traktowani jako Nikt, bo nie rwą się do rewolucji. Jakieś głupie oczekiwanie: zrobicie u siebie krwawy majdan, to uznamy was za ludzi. Na razie nimi nie jesteście. Obroty świata są pełne przemocy, wojen, głupiego medialnego mędrkowania, zwłaszcza w byłych demoludach, które tak doskakują do uwspółcześnia: poprzez tokowanie o niczym i umocnienie wiary we własną lepszość. Nie żyję według tych strasznych obrotów, okręconych śliczną medialną nowomową o tym, jacy to my nowocześni, cywilizowani, jacy to my lepsi, jacy to my niosący wszystkim gorszym naszą demokrację. To zakłamanie. Europa jest zakłamana. Krańcowo nieszczera. Tzw. drastycznych obrazków z „naszej słusznej wojny” nie pokaże.

Skoro Plotyn jest nasz, grecki, to jeszcze coś o jego rozprawach, zwanych Enneadami. W „Enneadzie czwartej” mówi, że ziemia jest żywa, posiada duszę i chce współistnieć z ludźmi, a także jest zdolna do obserwacji ludzkiego zachowania się wobec niej – nie przy pomocy oczu, lecz poprzez głębokie wewnętrzne czucie. Udział biorą w tym żeńskie bóstwa, np. Hestia i Demeter. Żeńskie bóstwa podziały się nam w mroku przeszłości. Plotyn określa ziemię mianem bóstwa. Tak. My w to bóstwo sadzimy bomby. Trujemy nasze bóstwo. Znęcamy się nad naszym bóstwem, nieprzytomnie, nierozumnie. Eksploatujemy nasze bóstwo krańcowo nierozumnie. Przypomina mi się Janusz Korbel, związany z dziką puszczą. Tak sobie dobrze żył wśród drzew i zwierząt, a nagle go nie ma. Poprzez to jedno zdanie przywracam rozciągłość jego dzikiemu życiu. Pozostaje rozciągły w mojej pamięci. Janusz woził moich Narajów po okolicy i opowiadał historię miejsc, wymieniał zapomniane nazwy wzgórz i dolin. Robił to zajmująco. Zachwycał Narajów. Nasz redaktor też to robił. Panie Redaktorze, taka rozciągłość naszych miejsc jest konieczna, jest potrzebna także gościom Naraju. Gdybym znowu zorganizowała Naraj, to poproszę o podróże po naszych miejscach, po wioskach, lub chociaż o opowieści o nich.

Ziemię zaczyna boleć ludzkość. Boli ją wszędzie. Mówię do Tola: ziemia końcu da człowiekowi po mordzie. Tolo: mało po mordzie. Da mu porządniej, w kość.

Nasze pierwsze dziecięce doświadczenia były związane z ziemią, a nie posadzką i dywanem. Nie byliśmy uwięzieni w mieszkaniu, jak nasi współcześni wnukowie. Rośliny, piasek, kamienie, mnóstwo dzikich owoców, rzeka, łąka z mnóstwem ziół, las i maślaki, posypane po mchu jadalną rodziną. Dzikich zwierząt było mało. Zające, jeże, lisy. Mało, bo to było po wojnie. Bomby wystraszyły zwierzęta. Po wojnie nareszcie można żyć. Po wojnie ziemia wydaje się wolna, szeroka, bezpieczna. Po wojnie oczywiście należy zrobić porządek z leśnymi bandytami, dla których zabijanie to norma, patologia wyniesiona z wojny. Po wojnie trzeba powykrywać miny. Ale to najpiękniejszy czas, bo każdy myśli, że żadnej wojny nigdy już nie będzie. To jasna myśl, rozświetlająca duszę. To czas szczęśliwego dzieciństwa, nawet jeśli ono półgłodne. Najemy się dzikich owoców, jabłek, gruszek, śliwek, wiśni. Też dobrze. najemy się samego chleba. Napijemy się mleka. To nam wystarczy.

Spostrzeżenie Plotyna: powietrze jest ciemne, czarne. To światło sprawia, że widzimy przedmioty i samo powietrze jako jasne nic. Jeśli przystawimy przedmiot do oka, to zobaczymy ciemność, czerń, cień światła, a nie sam przedmiot. Przykładam drugi tom jego „Ennead” i widzę ciemność, a nie książkę. Przez chwilę bawię tak z innymi przedmiotami. Mogę sobie tak z bliska zaświecić latarką w oko, ale to sztuczne światło, z zewnątrz. Nie świecę, bo uszkodzę oko. Plotyn mówi, że wewnątrz nas możemy zobaczyć światło, a nie jest ono od słońca, lecz od duszy. Ja spostrzegam, że są myśli jasne i myśli ciemne. Jedne cudze myśli, wyrażone głośno, rozjaśniają nas, a inne zaciemniają, denerwują, przerażają, wywołują trwogę. Jak najmniej takich przybywających z zewnątrz myśli. Jak najmniej słuchania medialnego łatwego głupiego mędrkowania. Oto czasy. Trzeba bronić się przed głupiejącymi mediami. Sprawą rozumną staje się ucieczka od nich. Nie słuchać. Nie widzieć. Własnych ciemnych myśli nie posiadam. Nie posiadam myśli zawistnych, mściwych, bandyckich. A dziś trzeba to w sobie mieć! A ja nie mam. Białorusini nie mają. Wszyscy? Oczywiście nie. Linia generalna jednak jest tu nieustającym nastrojem ku pokojowi. Niezmiennie pragniemy ładu, a nie chaosu. Dziś taka rozciągłość jest naganna, bo oznacza odrętwienie, bezruch. W jakiejkolwiek chacie. Z jakimkolwiek jedzeniem. W jakichkolwiek ubraniu. Ze słoikiem zamiast filiżanki czy szklanki. Tacy jesteśmy. Obejmuję twarz rękoma. Ręce są czarne.

 

Tamara Bołdak-Janowska

Komentarze

  1. There are definitely a whole lot of details like that to take into consideration. That is a nice level to deliver up. I supply the thoughts above as general inspiration but clearly there are questions just like the one you convey up where the most important factor will probably be working in trustworthy good faith. I don?t know if greatest practices have emerged around issues like that, however I’m positive that your job is clearly recognized as a fair game. Both girls and boys really feel the impression of just a second’s pleasure, for the remainder of their lives.

  2. 6CRHch I will right away clutch your rss feed as I can not in finding your e-mail subscription hyperlink or newsletter service. Do you have any? Please allow me recognise so that I may subscribe. Thanks.

  3. Have you ever considered about including a
    little bit more than just your articles? I mean, what
    you say is important and everything. But think of if you added some great pictures or video clips to give your posts more, „pop”!
    Your content is excellent but with images and clips, this site could definitely be
    one of the greatest in its field. Wonderful blog!

  4. Magnificent beat ! I wish to apprentice at the same time as
    you amend your site, how could i subscribe for a blog
    site? The account helped me a applicable deal.
    I had been tiny bit familiar of this your broadcast offered shiny clear concept

  5. Howdy! I could have sworn I’ve been to this blog before but after browsing
    through some of the post I realized it’s
    new to me. Anyways, I’m definitely delighted I found it and I’ll
    be book-marking and checking back often!

  6. I blog frequently and I really appreciate your content.
    This great article has really peaked my interest.
    I am going to bookmark your blog and keep checking for
    new details about once a week. I opted in for your RSS
    feed too.

  7. Awesome blog! Is your theme custom made or did you download it from somewhere?
    A design like yours with a few simple adjustements would really make my blog jump out.
    Please let me know where you got your design. With thanks

  8. hi!,I love your writing so so much! proportion we keep up a correspondence more approximately your article
    on AOL? I require an expert in this house to unravel my problem.
    May be that’s you! Having a look ahead to peer you.

  9. I’m more than happy to find this great site.
    I wanted to thank you for ones time for this fantastic read!!
    I definitely loved every part of it and i also have you saved to
    fav to check out new stuff in your web site.

  10. Hi i am kavin, its my first time to commenting anyplace,
    when i read this post i thought i could also create comment due to this brilliant piece of writing.