Tamara Bołdak-Janowska – Pamiętam (7-8/2014)

felietonisci-05

Kuzyn z Zubek mówi: opowiadaj dzieciństwo, bo to już historia.
Rzeczywiście. Historia, która nam umyka. Co pamiętam? Dużo pamiętam. Już pisałam, że mam bardzo wczesne wspomnienia. I już trochę o dzieciństwie pisałam do „Cz”.
Teraz opowiem co innego.
Letnim punktem odniesienia dla dzieci była rzeka Świsłocz na granicy. W niedzielę chodziliśmy nad Świsłocz i albo kąpaliśmy się, albo chodziliśmy wzdłuż jej brzegu, prawie do Bobrownik, prawie do Mostowlan.
Było tak pięknie!
Brzeg rzeki był dla nas bulwarem spacerowym.
Nie o tym. O tym już pisałam.
Opowiem coś strasznego. Będzie to rzecz straszna dla mieszczuchów, którym wydaje się, że w wioskach działy się same straszne rzeczy i żyli tam sami straszni ludzie.
Rozbieranie świni.
Czy byliśmy aż tak dzicy, nieokrzesani, żeby pokazywać dzieciom, jak się rozbiera świnię?
Nie, nie. To nie o to chodzi. Kiedyś na wsi istniała niewidzialna, ale mocna ściana pomiędzy ludźmi, a zwierzętami, hodowanymi na mięso. Ubój świni nazywaliśmy kłuciem świni. Zakałoli parszuka. Zakałoli parasia.
Kałoli parszuki i parasiata poza wzrokiem dzieci. Zawsze był fachowiec od kłucia świni. Po zakłuciu osmalano sierść i wszędzie roznosiła się won spalenizny. Niektórzy bardzo lubili jeść bitki ze świeżego mięsa. Heta nazywałasa: świażanina.
Nie znosiłam tej świażeniny. Aż mnie mdliło. Było w tym mięsie jeszcze coś żywego, niemal ruszało się w ustach. Mogłam jeść tylko suchą szynkę.
Klucie świni było męską sprawą.
Ponieważ pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem hodowlanym istniała niewidzialna, ale mocna ściana, to nikt się do świni nie przywiązywał.
Kurę też trzeba było uśmiercić, aby zjeść. Zawsze wzywało się kobietę, która świetnie sobie radziła z toporkiem na kurzej szyi. Ciach i mamy mięso.
Nasze słowo z akcentem na końcu: kurania.
Mały kot, analogicznie: kaciania.
Mięso: cialaczyna, kuracina, świnina, jahniacina, baranina.
Ojciec gdzieś znikał na czas świniobicia i rzezania kur i kogucików. Zawsze jakoby wypadał mu nocny dyżur albo nagle był wzywany do naczelnika. Matka też się gdzieś ukrywała w tym czasie.
Zawsze latało po podwórku mnóstwo młodych kogucików z gospodarskiej hodowli. Trzeba było je zjeść, bo co z nimi robić? Nikt się do nich nie przywiązywał.
Ludzie przywiązywali się do konia, do krowy, kota i psa.
Jak się odbywa rozbieranie świni przez wezwanego rzeźnika, zobaczyłam tylko raz u naszych sąsiadów. Mieli młodszą o rok ode mnie córkę Tośkę, która była moją jedyną przyjaciółką w dzieciństwie. Posadzono nas na wysokiej szafce pod sufitem. Ze świni wyciągano wnętrzności, a my na to patrzyłyśmy jak na teatr w czerwieniach i brązach. I to wszystko. Potem kilka razy bawiłyśmy się w rozbieranie świni na kłodzie starego drewna. Drzazgi, kawałki drewna to były wnętrzności tej drewnianej świni. Nie stałyśmy od tego świńskiego teatru gorsze, mniej wrażliwe.
Max Scheler w znakomitej i wyprzedzającej swój czas książce pt. „Istota i formy sympatii” mówi rzecz następującą: nie jest tak, że los ludzki toczy się w formie przyczynowo skutkowej i nie jest tak, że przeżycia z dzieciństwa ważą na przyszłości w linearnym rytmie przyczyny i skutku. To, co przeżyliśmy w dzieciństwie, może na nas wywierać wpływ, ale wcale nie musi. Scheler występował przeciw Freudowi, freudystom, przeciw Darwinowi i darwinistom, oskarżając ich o wyjmowanie z ludzkiego losu jakiegoś wycinka i budowanie na tym teorii tak sugestywnej, że staje się obowiązująca. Oczywiście doceniał ważność dla nauki i Freuda, i Darwina, ale odrzucał, słusznie, linearność losu, na zasadzie przyczyna-skutek.
Gdyby rozbieranie świni, to widowisko u sąsiadów, miało źle ukształtować mnie i Tośkę w systemie linearnym: przyczyna-skutek, to byśmy zostały w najlepszym razie rzeźniczkami, a w najgorszym – morderczyniami. To byśmy myślały wyłącznie o tropieniu świń, kłuciu ich i nieustannym bawieniu się w rozbieranie rzeczywistej świni, jednej za drugą. Wolno mi tak pożartować.
Max Scheler dołożył też Schopenhauerowi za produkowanie przesądów o kobiecie, a to z powodu osobistego – filozof nienawidził matki. Czyli na podstawie złego charakteru jednej kobiety Schopenhauer sądził o każdej kobiecie, że jest taka sama.
My kochaliśmy nasze białoruskie matki, ponieważ dawały nam one całkowitą wolność, darząc nas zaufaniem. Po drugie: nasze matki były pracowite i przekazywały nam wzór pracowitości. Po trzecie: nasze matki były filozofkami, nie gorszymi od sławnej Betty Friedan. Betty Friedan spostrzegła, że kobieta, jeśli tylko ma tożsamość, jeśli tylko rozwinęła swoje Ja, rezygnuje z czytania literatury popularnej. O! Właśnie! Nasze matki rozróżniały książki, dzieląc je na nieistotne dla naszego rozwoju i zbędne. Ci takija kniżki tabie patrebny? Pamiętam do zdanie matki na widok sterty kiepskich książek, które pochłaniałam. Jestem jej wdzięczna za tropienie moich chwil, marnowanych na byle co. Od pewnego momentu zaczęłam staranniej dobierać lektury. Matce chodziło o to, żeby czytać to, co sprzyja fachowości w danym zawodzie, a reszta to strata czasu. W moim pisarskim fachowości sprzyjają lektury filozoficzne i naukowe, a te czyta się długo – wykluczone jest wertowanie. Pół życia mi zeszło na przygotowywaniu się do tej fachowości. Mój późny debiut pisarski skazuje mnie na zewnętrzne krzyki: poszła won, stara wiedźmo! O pisaniu myślałam od dziecka, ale wtedy ani nauczyciele, ani rodzice nie sądzili, że to plan poważny.
Wracając do kłucia świni i jej rozbierania na naszych dziecięcych oczach: nie był i nie jest to powód do degradacji rodziców. Nie byli „dzicy”, prymitywni, niecywilizowani. Te cechy można dziś scedować na właścicieli ogromnych świńskich czy kurzych ferm, hodujących przerażone mięcho. To jest dopiero bezduszność epoki.
Pamiętam baloniki ze świńskiego pęcherza, robione dla dzieci. Pęcherz nadmuchiwano, przewiązywano ściśle cienkim drutem i suszono. Na każdym podwórku dzieci latały z takim balonikiem na druciku. Potem, kiedy się znudził, walał się to tu, to tam, podnoszony wiatrem. W końcu wiatr zabierał go z podwórka i gonił po polach.
W naszym języku baloniki te zwaliśmy puzyrami. Puzyr. Puzyrok. Przeminęły na zawsze. Jany byli szeryja – zapamiętałam tę szarość. Była podobna do barwy lodu i trochę mętna.
Pamiętam chwilę, kiedy do naszego domu wniesiono duży nowy rozkładany stół, kupiony przez ojca w Białymstoku. To było w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miał okładzinę z orzecha. Połuszczył się. Stoi teraz w chałupie córki w Narejkach, czyli w naszym Naraju. Córka poprosiła, abym zrobiła coś artystycznego z blatem. Wpisałam ręcznie w rozlane szczeliny w okładzinie list do naszego kolejowego domu, którego już nie ma, i list do tego stołu. List przebija, biegnie przez cały stół, aż wybiega na
7
nogę. Dobrze jest. Jeśli ten orzechowy stół połuszczy się bardziej, przez jego doliny pobiegnie mój nowy list.
Pamiętam lampę naftową z lusterkiem, powiększającym płomień, i różne kolejowe lampy, w tym karbidówkę. Teraz takie lampy sprzedawane są na allegro. Można sobie pooglądać nasze dawne lampy.
Pamiętam, że ojciec przywiózł mi z miasta plastelinę, a miałam wtedy jakieś cztery lata. Po chwili lepienia kur i kotów spostrzegłam, że barwy zlewają się i tworzy się szarość czy też burość, a barw już nie można odtworzyć. Nowej plasteliny już nie chciałam.
Pamiętam zapach kredek i ołówków. Teraz tak intensywnie nie pachną.
Na zeszytach do matematyki, na tylnej okładce, była wypisana tabliczka mnożenia.
Okładki zeszytów były z cienkiej tektury, niebieskiej, żółtej i różowej. Zeszyty należało obłożyć papierem pakowym; książki również.
Do pisania używaliśmy obsadek. Nieustannie trzeba było w nich wymieniać stalówki. Obsadki ze stalówką maczaliśmy w atramencie. Atrament brudził nam palce, plamił zeszyty i ubranie. Kałamarze były duże, z czarną plastikową nakrętką. Nakrętka była twarda. Teraz kałamarze są identycznego kształtu, tylko mniejsze. Nakrętki nadal są plastikowe, tylko miękkie. Dziś używa się atramentu do wiecznych piór. Nasze obsadki były albo czerwone, albo wielobarwne, z wymieszanych dwunastu lub sześciu barw. Nasz atrament był ciemnoniebieski, fioletowy i zielony. W szkole uczono nas kaligrafii. Do tego trzeba było odpowiedniej stalówki.
Kałamarze mieliśmy też w szkole. Były umieszczone w specjalnych otworach w ławkach. Ławki miały pulpity ze schowkami na tornistry i tworzyły całość z częścią do siedzenia i oparciem. To były jeszcze przedwojenne ławki. Pulpity można było podnosić i opuszczać. Ławki te nadawały szkole podstawowej powagę wyższych uczelni. Wszystkie były jednakowe, jak dla dorosłych. Pierwszakom nogi wisiały nad podłogą.
Dziewczynkom włosy układano nad czołem w czub, skręcano je, spinano i dekorowano przypinaną kokardą. Splatano nam warkocze i warkoczyki, czasem podwijano je w obwarzanki nad uszami. Chłopcom golono głowy, zostawiając grzywkę. Trochę śmieszne były to fryzury. Dzisiejsze fryzury są bardziej śmieszne. Jak nie „szlachecki” czub, to inne kukuryku na męskiej głowie. Naśladowanie amerykańskiej chłopięcej fryzury „pod garnek” z grzywką na brwiach – to już mieliśmy; pad harszczok. Nic szczególnego nie dzieje się w dziewczęcych i damskich fryzurach. Mniej siwych włosów na ulicach, bo mamy barwiące szampony.
Zimą dziewczynki nosiły pod sukienką długie szarawary, dołem zebrane gumką. Taki strój odszedł na zawsze.
Pamiętam, że dzieci obu płci w wieku przedszkolnym nosiły kaftaniki ze sprzączkami, którymi przypinano bawełniane pończochy, a te zawsze były beżowe, grube i w prążki.
Sprzączki wiecznie psuły się, pękała w nich gumka z główką, a wtedy w pończosze umieszczano wymiarowy guzik, okręcano go nicią i wsuwano w klamerkę sprzączki.
Mąż mówi, że też nosił taki kaftanik. Co to za moda taka była – mówi – żeby na te pończochy, trzymane przez kaftanik, wkładano chłopcom krótkie spodenki. Tyle niewygody!
Rzeczywiście dzieciom było niewygodnie w niegdysiejszych warstwowych ubraniach, zwłaszcza jesienią i zimą, zwłaszcza w tych kaftanikach ze sprzączkami.
Ubrania szyto wtedy wyłącznie z bawełny, wełny i lnu, aby było miękko, wygodnie, ale te kaftaniki psuły wygodę materii. Ubrania niemiłosiernie się gniotły. Małym dzieciom szyto ubrania głównie z barchanu, niekiedy grubego. Barchan gniótł się najmniej. Popularne były barchanawyje dresy. Barchan kudłacił się, stawał się cienki i brzydki. Latem dziewczynki nosiły sukienki z lekkiej tkaniny, zwanej marlą.
Sukienki szyto z tzw. zapasem. Zapas adpuszczali, kali dzicia rasło. Czarawiki kuplali na wyrast. Uroczyste sukienki szyto z aksamitu, też z zapasem.
Swetry, czapki, skarpetki, szaliki, rękawiczki matki dziergały na drutach z owczej lub króliczej wełny. Czapka z króliczej wełny otaczała dziecięcą głową jak biała aureola.
Jesienią dzieci chodziły w sznurowanych trzewikach. Heta byli czarawiki, czarawiczki. Jechać w tym do miasta było obciachem. Jak chtoś byǔ i czarawikach, znaczyć heta wiocha. Usie czarawiki byli czornyje i adzinakawyje dla dziaǔczat i chłopcaǔ. My ich pawykidali, kali paszli u miastowyja szkoły.
Zimą obowiązywały walonki z czarnymi płytkimi kaloszami. Ówczesnym obciachem było jechać w walonkach do miasta, toteż w taką zimową podróż nie zabierano dzieci. Walenki dy walenki, dy nie paszyty stareńki… Taką rosyjską piosenkę śpiewaliśmy przed laty.
Kolejarze mieli własne obuwie, inne na każdą porę roku, z juchtowej żółtej skóry, którą pastowali na czarno, aby pasowały do munduru. Na lato mieli czarne pantofle. Sandały kupowali za własne pieniądze. Kolejowe obuwie było nad wyraz mocne. Można było nosić latami. Buty były zawsze jak nowe. Podobnie niezniszczalne były kolejowe płaszcze i mundury.
Pamiętam poszukiwanie miejsca w krzakach i owsie, gdzie któraś z kur zniosła „nielegalne jajka” i wysiaduje nielegalne kurczaki. Czasem udało się w porę wykryć takie miejsce. Jajca jaszcze byli niedsiasiedżanyje i można było jaszcze ich zjeści. A czasam i try kurycy wysiadzieli nielehalnyje kuraniaty, a patom byli z hetaho hniazda adnyje pieǔniki, abo i nie. Takie kurczaki wykluwały się zawsze zbyt późno i jesienią ciągle były to padranki.
Codziennie nad podwórkiem latały szulaki i zawsze dopadły kurę, i na żywca rwały ją na strzępy.
Na buhrach paświlisa naszyja karowy. Kolejarze na koszarkach mieli dużo ziemi, dużo łąki i dużo ogrodu i sadu.
Buhry trebo było kasić, tak samo, jak bałoto. Patom rasła wielizarnaja trawa.
Teraz w tym miejscu nędza i rozpacz. Buhry rozkopano, zniwelowano. Porasta je mizerna szara trawa. Po co wszystko, skoro tory pochłania mech i już ich prawie nie ma? Niechby chociaż zostały nam nasze kolejowe buhry.
Zagony w naszych ogrodach był wysokie. Pomiędzy nimi biegły głębokie ścieżki.
Kiedy byłam dzieckiem, klej robiło się z mąki lub kasztanów.
Wspomnienia z dzieciństwa oglądam jak przy zgaszonym świetle.
Czasem rozbłyska niebo i piach. Mieszają się dwie barwy – niebieska i złota. Obie są nadrealistycznie intensywne.
Pamiętam, jak instalowano nam elektryczność, najpierw u nas, w koszarce. Pozostawione przez robotników na polach i łąkach kolorowe kable traktowaliśmy jak skarb nie z tego świata. Wyplataliśmy z nich różne cuda, breloki, jakieś duże pająki, albo po prostu coś nieokreślonego. Było to dla nas nowe tworzywo.
Nie było u nas tradycji dawania dzieciom prezentów pod choinkę. Czasem otrzymywałam nową sukienkę, ale to był prezent na święto, a nie pod choinkę. Nie mieliśmy czasu na domyślanie się, jakiego prezentu kto oczekuje. Sam sobie kupi, co mu potrzebne. Krępowaliśmy się kupowania „prezentów pod choinkę”, bo to byłby zbytek. Ten rodzaj skrępowania był cechą naszego charakteru: nie chcemy żadnego zbytku, a szczególnie „pod choinkę”. Z tego powodu nasze święta były surowe, wyłącznie religijne.
Pamiętam choinkę, wystrojoną przedwojennymi bombkami. Heta byli dentki. Świeczki podtrzymywały przedwojenne świeczniki-żabki.
Pewnego roku choinka przewróciła się i zajęła od świeczek. Trzeba było ją wyrzucić. Rodzice tamtego roku nie postawili nowej.
W dzieciństwie miałam mocno kręcone włosy, ciemnoblond.
Wszystkie moje sukienki były ciemnoczerwone.
Pierwsze rajstopy były niebieskie.
Miałam futerko z zająca.
Pierwsze kapcie były też ciemnoczerwone.
Pierwsza zabawka, pluszowy miś, miał tę samą barwę, ciemnej czerwieni.
Czerwień, taka gęsta, ciemna, sukienkaǔ, papuciaǔ i cackaǔ, zachowała się nie tylko w mojej pamięci. Większość dziewczynek miała odświętne ubrania i miśki w tym kolorze. Rajstopy w sklepach były przeważnie niebieskie albo szaroniebieskie. Kupowano takie, jakie były.
Futerko z zająca nosiło co drugie dziecko. Futerka te miały kaptury w szpic. Nagle przyszła moda na dresy. Wszystkie pierwszaki zimą ubierano w dresy, dziewczynki i chłopców. Potem nagle przyszła moda na granatowe spodnie, zwane narciarami, do których nosiło się białe skarpetki. Dziewczynki i chłopcy w piątej klasie zimą pojawiali się w szkole wystrojeni w granatowe narciary i białe skarpetki. Potem przyszła moda na zakopiańskie getry i pończochy we wzory z jeleni i płatki śniegu. No i mieliśmy modę na zakopiańskie kożuszki, ale te były bardzo drogie, więc tylko dzieci oficerów je nosiły. Zawsze w naszej klasie było dziecko jakiegoś oficera, przenoszonego z miejsca na miejsce, i trafiali tu, do strefy nadgranicznej. Nasze modne stroje wystawały spod obowiązkowych granatowych fartuszków.
Były też miodne buty, zwane zakopiankami. To były takie lepsze walonki, z klamerkami.
Pisałam już o tym, że idąc kilometrami ze szkoły i do szkoły, rozmawialiśmy. Opowiadaliśmy sobie najróżniejsze historie. Wymyślaliśmy je. Tworzyliśmy długą ustną księgę.
Już tej księgi nie ma.
Pamiętam, że po wojnie ojcowie raz na kilka dni dawali dzieciom kieszonkowe w postaci zielonego papierka – to były dwa złote, odpowiednik dzisiejszych dwudziestu groszy. Takich papierowych zielonych dwóch złotych nie będzie już nigdy.
Pamiętam opowieści dorosłych o wojnie. Tuż po wojnie nie było innego tematu. Szczególnie jedna opowieść utkwiła mi w pamięci. Młoda kobieta opowiadała o tym, jak uciekała spod niemieckich bomb. Opowiadała w języku prostym: ǔziała ǔsio u tłumok, szto możno było ǔziać i ǔ nohi czeraz kaleju, a tam wysokija droty, i jak zaczapiłasa, ta ǔsio raztrasła. Hetych drotaǔ ni było widać, bo ich nikoli ni widać. Najbolsz szkada zdjeńciaǔ, bielja i paciorkaǔ. Paciorki, jany byli darahija. I hroszy prapali, ǔziała ich i razsypalisa. Ǔsio astawiła. Uciakła ǔ les. Dobro, szto les byǔ kala chaty. A patom i chaty ni było.
Kobieta dawno nie żyje. Nawet jej twarzy nie pamiętam. Zapamiętałam tę historię, bo nieustannie oglądałam zdjęcia rodzinne i podziwiałam korale kuzynek – pomagałam nanizywać rozsypane. Miałam wtedy może pięć lat, nie więcej, i słuchałam tego, co mnie dotyczyło. Pomyślałam wtedy z przerażeniem, że nie chcę uciekać do lasu z tobołkiem, pełnym zdjęć, może jeszcze zabawek, może pozbieranych w popłochu korali, i to wszystko rozsypać i zostawić. Bo potknę się o kolejowe druty. A tu bomby nade mną.
Pamiętam, jak matka chroniła jedyną pamiątkę po swojej matce, a mojej babce, której nie znałam: kwiecistą chustę, zwaną szalanoǔką. Takie szalanoǔki kobiety nosiły od święta, wkładały je do cerkwi. Szalanoǔka mojej babki była z cienkiej wełny i miała chyba ze sto lat, jeśli nie więcej. Nie rozumiałam jej wartości. Przecież to był zabytek! Zaczęłam ją nosić jako szalik. Porwała się. Dosłownie rozsypała się.
W naszych nadświsłoczańskich wioskach szalanoǔki odeszły na zawsze, a na pewno odeszła nazwa. Od lat nie słyszałam słowa szalanoǔka. Mam na myśli te najstarsze, z cienkiej wełny, bardzo miłe kolorystycznie. Była w nich makowa czerwień i łagodna czerń oraz wiśnia. Wzór z dużych kwiatów biegł wzdłuż brzegów. Chustka miała delikatne frędzle, niedoczepiane, tylko wysnute z materii. Może jeszcze w innych naszych wioskach kobiety noszą szalanoǔki i tak je nazywają. Mignęły mi one na fb, na głowach dziewczyn, a więc są, przynajmniej w folkowych chwilach.
Folklor polski zna takie chustki o tej samej nazwie: szalinówka. Szalinówki mają przeważnie łowickie wzory, mniej lub bardziej jaskrawe. Nie mogę sobie przypomnieć, jaki wzór miała prastara szalanoǔka mojej babki. Pamiętam tylko, że jej barwy były stonowane, pastelowe. Niektórzy wymawiali tę nazwę bliżej polskiej: szalinoǔka. Nie wiem, czy polska wieś używa jeszcze nazwy „szalinówka”.
W językach słowiańskich następuje zanik synonimiczności, różnorodności nazw, i chustka to „chustka”. Po co nazywać poszczególne rodzaje chust? Wystarczy nazwa ogólna. Zjawisko straszne i dotyczy każdego przedmiotu. Języki stają się ubogie.
Słowo to jednak pojawia się na pokazach mody, inspirowanej folklorem. Niektóre szalinówki były duże – jak arabskie chusty. Z nich to dziś kreatorzy mody szyją cudne sukienki. Kobiety używają ich w charakterze pareo na plażę.
To dobrze, że folklor żyje w innej formie, że stare słowa są używane na wybiegach i w pracowniach projektantów.
Jednak już nie usłyszę głosu matki: a maja szalinoǔka dzie? Znoǔ uziala? Znosisz! Heta maja adzina pamiatka pa mami. A mama u nas była dobraja. Jak biaresz sztoś staroja, ta biary na pamiatku, a ni kab chutko znasić i wykinuć.
Późną jesienią i zimą wkładaliśmy nas grzbiet świtkę. Świtka to była kapota z grubo ukośnie tkanej wełny. Pamiętam, że słowo to zniknęło w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku na rzecz „kurtki”.
Świtka dobrze chroniła od deszczu i mokrego śniegu. Pewnego razu ojciec zamówił świtkę u naszego krawca. Otrzymał świtkę tak grubą, tak ciężką, że z trudem mógł się w niej poruszać. Przeważnie wisiała w szafie. Mój mąż potem ją trochę nosił, ale też nie dał rady.
Pamiętacie, co to było pamiało (z akcentem na końcu)? Była to wąska sztywna miotła do czyszczenia chlebowego pieca, ale nie tylko. Pamiało dobrze służyło do czyszczenia miejsc trudno dostępnych, na przykład kątów pod sufitem i miejsc pod szafkami. Czasem używano formy: pamiatło. Patrebna jakojaś pamiatło da hetaj raboty.
Kaliś stryhlisa pad polku.
Kaliś hawaryli: kamaszy.
Pamiętacie fufajkę? Nazwa pochodzi od tatarskiej fofudii. Dzisiaj zmieniono fufajkę na kufajkę. W języku dochodzi do rozpodobnienia głosek, kiedy dwie takie same trudno wymówić. My niezmiennie watowane wdzianko nazywaliśmy fufajką.
Było. Nasze życie już było. I kaciłaś, i kaciłaś, i kaciłasia.

Komentarze

  1. Hi there this is kind of of off topic but I was wanting to know if blogs use WYSIWYG editors or if you
    have to manually code with HTML. I’m starting a blog soon but have no coding expertise so I wanted to get guidance from someone with experience.
    Any help would be greatly appreciated!

  2. Those people who hwve normal testosterone level
    shouldn’t administer the treatment for the sheer enjoyment off it or for motives other tnan for health.

  3. Youur Post Cycle Cleanse will reset those amounts, bring them back in line and flush out anyy remaining estrogen in your body, enabling you to reap full benefits of yur Testosterone injections therapy.

  4. Hey I know this is off topic but I was wondering if you knew of
    any widgets I could add to my blog that automatically tweet my newest twitter updates.
    I’ve been looking for a plug-in like this for quite some time and was hoping maybe you would have some experience with something like
    this. Please let me know if you run into anything.
    I truly enjoy reading your blog and I look forward to your new updates.

  5. Excellent way of explaining, and fastidious piece of writing
    to get information regarding my presentation focus,
    which i am going to deliver in institution of higher
    education.

  6. Wow that was unusual. I just wrote an really long comment but after I clicked
    submit my comment didn’t appear. Grrrr…
    well I’m not writing all that over again. Anyways, just wanted to say fantastic
    blog!

  7. What i don’t understood is in fact how you are not really much more well-favored than you
    might be now. You’re so intelligent. You already know therefore significantly on the subject of this
    matter, made me individually believe it from numerous various
    angles. Its like women and men are not interested unless it’s something
    to accomplish with Woman gaga! Your personal stuffs nice.
    At all times care for it up!

  8. Its like you read my mind! You seem to know so much about this, like you wrote the book in it or something.

    I think that you can do with some pics to drive the message home a bit,
    but other than that, this is wonderful blog. An excellent read.
    I’ll definitely be back.

  9. I every time emailed this website post page to all my associates, since if like to read it then my links will too.

  10. If you wish for to grow your experience only keep visiting
    this website and be updated with the most recent news update posted here.

  11. My spouse and I stumbled over here coming from a different web page and thought I might as well check
    things out. I like what I see so now i am following you.

    Look forward to looking into your web page yet again.

  12. Thanks for your marvelous posting! I certainly enjoyed reading it, you’re a great author.I will make sure to bookmark your blog and will eventually come back
    in the foreseeable future. I want to encourage that you continue your great posts,
    have a nice morning!

  13. Hi, Neat post. There’s a problem with your site in internet explorer, could test this?
    IE still is the marketplace leader and a huge element of other folks will
    miss your great writing due to this problem.

  14. Howdy! This is my first comment here so I just wanted to give a quick shout out
    and say I really enjoy reading through your blog posts.
    Can you recommend any other blogs/websites/forums that deal
    with the same subjects? Many thanks!

  15. Thank you for the auspicious writeup. It in reality was a entertainment account it.
    Look complicated to far delivered agreeable from you!
    However, how can we be in contact?

  16. Howdy! This is kind of off topic but I need some guidance from an established blog.

    Is it very hard to set up your own blog? I’m not very techincal but I
    can figure things out pretty fast. I’m thinking about making my own but I’m not sure where to begin.
    Do you have any tips or suggestions? With thanks

  17. Hi just wanted to give you a brief heads up and let you
    know a few of the images aren’t loading properly. I’m not sure why but I think its a linking issue.
    I’ve tried it in two different browsers and both show the
    same results.

  18. Hi, I do believe this is an excellent web site. I stumbledupon it 😉 I am going to come
    back yet again since i have book-marked it. Money and freedom is the
    best way to change, may you be rich and continue to help others.

  19. I like the valuable information you provide in your articles.
    I will bookmark your weblog and check again here regularly.
    I am quite certain I will learn a lot of new stuff right here!
    Best of luck for the next!

  20. Great blog here! Also your web site loads up very fast! What host are you using?
    Can I get your affiliate link to your host? I wish my website
    loaded up as fast as yours lol

  21. That is a good tip especially to those new
    to the blogosphere. Short but very accurate info… Many thanks for sharing this one.
    A must read post!