Tamara Bołdak-Janowska. Byǔ sabie mużyk (2)

felietonisci-05Byǔ sabie mużyk. 2. Dobrze maluje się ikony pod Andersena, czytanego na głos przez Tola. Przy okazji uzupełniamy nasze braki duchowe, odnawiamy cenne lektury, które czytaliśmy bardzo dawno temu. Teraz zauważamy, że się nie zestarzały. Nic a nic.
Wpada mi do ucha zdanie z Andersena i zasmuca mnie: „Ptak ludowej pieśni przemawia ojczystym językiem i nigdy nie umiera”. Ależ tak. Tylko że dziś ptak ten umarł. Nasz ptak umarł. Nie ma wioski, nie ma tego ptaka. Co ja mówię. To moich wiosek nie ma. Ptak ten, nasz ptak ludowej pieśni, pojawia się nawet w rosyjskiej telewizji i stamtąd przemawia do mnie moim językiem, i wtedy umieram z tęsknoty za nim. Pragnę, aby siadał choć raz na miesiąc przy mnie. Niektóre osoby pogardzają ludową pieśnią. Ja nie lubię tylko niemieckich „hajmatów”, bo to takie sobie melodyjki. Potężny pozostaje folklor hiszpański, żydowski, a dla mnie białoruski. W tych trzech folklorach zawiera się codzienne i świąteczne życie. To nie jest hop-siup.
Pod Andersena maluję ikonę starowierów, Bogurodzicę Szujską. Dzieciątko opiera się łokciem o kolano, założone na kolano, a palcami przytrzymuje aureolę. W tej ikonie jest łagodny humor. Dopuszczalny humor w ikonie czyni ją bliską, niczym żywą istotę. Skracam ilość falban na Bogurodzicy. Są ich trzy rzędy. Ograniczam się do jednego rzędu. I tak jest bogato od nich w jej starowierskiej szacie.
Pod Andersena namalowałam kilka ikon, w tym ikonę Bogurodzicy Bogolubskiej, trzymającej Księgę. To kobieta Księgi. W ikonie są najróżniejsze postaci kobiece wraz ich charakterem. Bogurodzica Bogolubska to intelektualny typ kobiety. Dotąd myślałam, że to ta sama Bogurodzica wygląda raz tak, raz inaczej. A to nie to. To przegląd żeńskich charakterów, niczym u Dostojewskiego.
Pod Andersena maluję Eleuzę, to znaczy Czułość, kiedy Syn przytula się do Matki policzkiem. Najpełniejszą Czułość wyraża Bogurodzica Włodzimierska. To tę ikonę powtarzam, ale nie kopiuję. Musi dziać się historia ikony. Musi być w niej coś nowego. Daję bogate pola. Niemal przedobrzam.
Następnie, wciąż pod Andersena, maluję archaiczną Orantę – Bogurodzicę ze wzniesionymi dłońmi. Istnieje przekonanie, że jeśli Oranta opuści dłonie, nastąpi koniec świata. Zaczynam odczuwać związek z tajemniczą energią, odsuwającą od nas koniec świata. I co więcej – zaczynam myśleć, że malowanie ikon przeze mnie musi położyć kres wojnie na Ukrainie. Ale głupie – stwierdzam, aby ponownie wskoczyć w tę samą uporczywą już myśl: wzniesione pokojowe dłonie Oranty muszą powstrzymać tę głupią wojnę. Tak myślę, choć bardzo daleko jestem od religijnego świra. Bardzo mnie razi, że na Ukrainie wyrzynają się chrześcijanie, którzy umacniają swoje pozycje wojenne przez te same ikony. Ten sam Mandylion niosą na chorągwiach, oburącz na piersi i zabijają takich samych z takimi samymi Mandylionami. To dopiero jest profanacja Mandylionu i całego wschodniego chrześcijaństwa. Co to jest Mandylion, jeszcze opowiem. Tu tylko krótko powiem, że to twarz Chrystusa. Ikona zwana Spas Nierukotwornyj (Zbawiciel Nie Ręką Stworzony) jest bezpośrednim przeniesieniem greckiego starożytnego malarstwa w nasze czasy.
Lubię greckość.
Jeszcze o Orancie. Niektóre Oranty mają pokonane smoki u stóp. Po swojemu nazywam Orantę Kobietą Panującą Nad Smokami.
Można też nazwać Orantę Kobietą Panującą Nad Demonami. Nie opuszczaj rąk, Oranto.
Najpełniej włada smokami Oranta Azowska. Dwa potężne smoki tworzą jej skrzydła, a reszta malutkich smoków wije się u jej stóp, płaszczy się tam, przymila, bo pokonana. U stóp Oranty leży miecz, krzyż nagrobny i prawo, jego symbol – paragraf. Ona tym włada. Ona nad tym panuje. Taka żeńskość jest dobrem świata.
Znowu powtarzam, nie kopiując.
Byǔ sabie mużyk Andersen. Jaho życcio było ciażkaje. Jon pisaǔ dla darosłych, a z jaho zrabili bajkaǔca tolki dla dziaciej. Jon ni pisaǔu bajkaǔ. Jon pisaǔ bajkawy surrealizm. Jon jak Schagall abo Miró. Chuczej jak Miró. Jak bajkawy Miró. Mnie tak padabajecca Miró, szto biaru jaho abrazki na paciorki. Rablu sabie paciorki z jaho kwietkami i twarami. I na adnom paciorku zaǔsza piszu, szto heta uziata z Joana Miró. I jon tak u mianie żywie. Ja jaho naszu ta tudy, ta siudy na spatkannia. Usie jaho baczać.
Dalsza nasza podwójna praca. Tolo czyta teraz Diogenesa Laertiosa. Historię starożytnych filozofów. Powstają kolejne ikony.
Teraz napełniają je myśli filozoficzne, filozoficzne anegdoty. Byǔ sabie mużyk, Diogenes Laertios. Biez hetaho mużyka trudno sabie szkotolwiek padumać ab Grecji i fiłazofii. Tolo narakaje, szto kniżka razpałasa. My jaje zaczytali. Bertrand Russell pisaǔ, szto dobruju kniżku czytajam i pa sto razoǔ, i zaǔsza baczym u joj sztoś zusim nowaje. I tak u nas heta samo robicca. U ikonaǔ baczu sztoś nowaje. Ikony ni starejucca. Czytajam samych mużykoǔ, katoryje dobro baczyli żanczynu i byli dla jaje prychilnyje.
Starannie wypisuję abrewiacje (skróty imion). One same w sobie są dziełem sztuki na starych ikonach. Zakrętasy, gwiazdki, ozdobne łuki na spółgłoskami. Alfabet SCS-u i greki. Przed laty liznęłam greki, ale naukę przerwałam, ponieważ profesor zaczął nas odpytywać z fizyki, twierdząc, że bez znajomości fizyki nie będzie znajomości greki. Przeraziło mnie to.
Badacze wywodzą ikony z portretów grobowych z Fajum, z wczesnego malarstwa katakumbowego. Biorę zatem udział w starożytności. To mnie nie cofa. Starożytne portrety grobowe przedstawiały twarz osoby zmarłej w sposób w innej rzeczywistości: tak, jak była zapamiętana. Rzeczywistość pamięci nie jest materialna. Szczególny związek z tą starożytną sztuką cechuje Spasa Nierukotwornego i nie ma to związku z prawdziwością czy fałszem Całunu, tylko z niematerialną rzeczywistością pamięci: tak Spasa zapamiętaliśmy. Jeszcze przez wieki można się spierać o Całun, czy prawdziwy, czy nie, i jest to kłótnia zbędna i nierozumna.
Tolo potem czyta wiersze Eliota. Chyba z dziesięć razy.
„Wydrążeni ludzie” Eliota kończą się następującymi słowami:
I tak się kończy świat,
I tak się kończy świat,
Nie hukiem, a skomleniem.
W moją Cierpiącą Piątek żywcem wchodzi Eliot.
Maluję ją wraz ze szczegółami pól.
Byǔ sabie muzyk Eliot. Haworać, szto wierszy jamu pisała żonka. Pierarablała jaho wierszy na trywałyja i trahicznyja. U ich mnoho religii. I jość: kalor Marii. Szto heta, kalor Marii? Zwuczyć jak bajka. Biaru jetu bajku w wucho i u ikonu Paraskiewy Piatnicy. Maja Paraskiewa Piatnica musić być jak królowa. Usio piarażywie. Doǔho jaje rablu. Ikonu ni możno zrabić, śpiaszajuczy. A ja nikudy ni śpiaszaju. Maja Paraskieea Piatnica musić być najpryhożajszaja z usich Paraskiewaǔ Piatnicaǔ.
Kiedyś w dzieciństwie mieszkańców odległych wiosek łączyła szkoła – rodziców i dzieci. To było coś niesłychanego, taka więź. Szkoła skupiała dzieci z wiosek odległych od siebie o pięć-sześć kilometrów. Szkoły odwiedzały się, więc rosła skupiająca nas odległość o nowe pięć-sześć kilometrów. Skupiająca nas odległość wzrastała do dwudziestu kilometrów podczas naszych świąt, Wialikadnia i Kolad, bo wtedy łączyła nas cerkiew w Mostowlanach – wioski tłumnie zjeżdżały się na nabożeństwo. I ja tego już nie mam. Nie mam mego świata w stu procentach. Nie mam mego świata. Wraz ze mną umrą jego resztki.
Zadzwonił do mnie nasz jedyny w Olsztynie poza mną Białorus, a zrobił to po to, żeby pogadać ze mną pa prostu, bo czytał mój esej w Czasopisie, w którym skarżyłam się, że nie mam z kim pogadać pa prostu. Miła chwila. Bardzo miła. ■

Komentarze