Tam, gdzie wciąż trwa Wielkie Księstwo

Od samego początku coś budziło moje zdziwienie i kazało wybić myśl o sobie na plan pierwszy. Niby to wciąż to same Podlasie, a jednak w powietrzu unosiła się już inna pieśń. Inne słowa, zaś melodia mniej więcej ta sama. A może jednak na odwrót? Właśnie słowa znane na pamięć, a muzyka zapętlona i ze znanej sobie równostajnej przeszła we wznosząco-opadającą nutę sokólskich wzgórz? Trudno było mi stwierdzić od razu. Busły jak usiudy – myślę. Siedzą i niańczą małe łebki swoich młodych, doglądając okolicy z gniazd. Ale już prócz tego wszystko trąciło obrazami bardziej znanymi ze szkolnych lektur niźli zjeżdżonymi, a właściwie schodzonymi dróżkami prawosławnych wsi nadnarwiańskich czy nadbużańskich. Brakuję tylko Pana Tadeusza i jego bryczki dwukonnej. Spojrzeń pełnych ni to rozrzewnienia znaczonego tęsknotą, ni to pierwszego zachwytu. Planów amerykańskich z ekranizacji Andrzeja Wajdy oraz maszerujących wojsk napoleońskich. Polska li to współczesna czy czekająca wyzwolenia Rzeczypospolita?

  1. Suchowola

Sokólszczyzna przywitała mnie cudowną czerwcową pogodą i od razu zasypała gradem pytań i niejednoznaczności. Dokładniej biorąc przywitała mnie jej zachodnia brama – Suchowola. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że wszystko w tym miejscu aspiruje do świętości. Czy to poprzez białą bryłę kościoła w sercu miasteczka, czy poprzez wielką konstrukcję, będącą nie tak dawno częścią ołtarza, gdzie mszę sprawował papież Jan Paweł II, czy w końcu przez wzgląd na syna tej ziemi i pamiątki jemu poświecone – księdza Jerzego Popiełuszkę. Fakt pochodzenia STĄD podkreśla zresztą napis na okazałym pomniku, stanowiącym wraz z kamieniem znaczącym środek Europy punkt centralny miejscowości. I o ile z tego „środka kontynentu” nic w gruncie rzeczy nie wynika i stanowi wyłącznie atrakcję turystyczną, to już postać księdza wykracza poza zwyczajne ramy oddania czci katolickiemu męczennikowi. Jest manifestem społeczności. Jest dowodem na wierność. Wierność Panu Jezusowi, wierność Maryi i w równym stopniu wierność Polsce. Jest ofiarą złożoną, by taki a nie inny charakter tych stron potwierdzić.

Gdy przed 130 laty nawiedzał te strony etnograf Michał Fedorowski (patrz „Czasopis” 5/2016), pisał o miejscowym języku, ludziach i wierzeniach. Świat ten odchodził w niebyt już wtedy, gwara białoruska tych stron polonizowała się, a dawne miejscowe pieśni zastępowały słowa polskich pieśni religijnych, aczkolwiek jeszcze długo utrzymywał się pewien stan przejściowy. Mazurzy, których przodkowie przyszli tu z zachodu i północy, mieszkali i mieszkają ledwie kilka, kilkanaście kilometrów na zachód od Suchowoli. Zgodnie ze świadectwami Fedorowskiego, od wieków jedni i drudzy pamiętali o pewnych różnicach w leksyce czy zaśpiewie sąsiadów. Co bystrzejsi zwracali uwagę na obco brzmiące nazwiska. Zamierzchłą melodię z czasów przednarodowych. Nawet świadomość suchowolan wpierw konstruowała ich religia, a dopiero potem jakakolwiek przynależność etniczna. Znając takie a nie inne realia i oddając cześć bestialsko zabitemu księdzu, należy rozumieć konsekwencje jego męczeństwa również w szerszej perspektywie. Jego posługa, rozgłos jaki uzyskał za życia, a potem wydarzenia 1984 roku ugruntowały to, co jeszcze dawniej można było postawić pod znakiem zapytania – etniczny charakter tych ziem. Ofiara księdza, złożona Kościołowi i Polsce, niejako zakończyła proces budowania tożsamości narodowej i zawiesiła w próżni wszystkie późniejsze pytania, jakie ewentualnie można było postawić. Dziś ktokolwiek, kto próbowałby podważać polskość tych stron, język młodości księdza i jego rodziny nazywał wschodniosłowiańskim, albo zwracał uwagę na fakt, iż nazwisko księdza to nic innego jak białoruskie Папялушка (pol. Kopciuszek), uznany będzie bezsprzecznie za piątą kolumnę, bluźniercę, wroga Polski i Kościoła, a nade wszystko za kogoś, kto obraził samą jego pamięć. Nawet nie dlatego, że nie miałby argumentów świadczących o skomplikowanych wyborach przynależności narodowych dzieci Sokólszyczyzny, co targało tymi stronami przed wojną, ale dlatego, że właśnie ofiara, jaką ksiądz Jerzy złożył w posłudze największemu zrywowi narodowemu polskiego narodu po II wojnie światowej, takich pytań już stawiać po prostu nie pozwala. Nawet nie wśród krakusów czy warszawiaków, skłonnych do akademickich dyskusji czy dzielenia włosa na czworo, ale przede wszystkim wśród samych suchowolan.

Wiedząc powyższe, nie zamierzałem jednak poprzestać na odwiedzinach samego miasteczka, a odwiedzić również wieś rodzinną księdza – leżące cztery kilometry na wschód Okopy.

1-krzyz-w-drodze-do-okopow

Krzyż w drodze do okopów

Droga do wsi, znaczona przez przydroże krzyże i kapliczki, kazała mi przywołać obraz młodego, wątłego chłopca o mądrych oczach, jaki przemierzał tę drogę tysiące razy w życiu. Nie sposób nie zatrzymać się przy wrosłym w potężne drzewo krzyżu, jaki mógł stanowić tak przystanek na krótką modlitwę, jak i osłonić przed deszczem czy słońcem na otwartej przestrzeni. Drzewo stoi dziś przy ładnej asfaltówce, a obok informacji, przywołanej powyżej na doczepionej tabliczce, dumnie powiewają też polskie i watykańskie flagi. Wszystko się zmienia – pomyślałem. Dawniej zamiast tego asfaltu była zapewne szutrówka, a w samej Suchowoli cisza i spokój. Przeszło trzydzieści lat po śmierci księdza ryk załadowanych po ostatni cm3 tirów na litewskich, polskich czy białoruskich rejestracjach, a pędzących tuż obok parafialnego kościoła księdza Jerzego, nie pozwalałby na beztroską zadumę. To jednak Suchowola. Droga do Okopów jest cicha i prócz sporadycznie przemykającego samochodu osobowego ciszy czerwcowego dnia nie mąci żaden huk czy jazgot. Jedynymi moimi towarzyszami były świergolące ptaki, a w zaczynającym się nieopodal lesie już nawet i one zamilkły.

Wiele pięknych wsi mieści mój ulubiony obszar między Narwią a Bugiem, od którego parę lat temu zacząłem poznawanie Podlasia, ale morenowe wzgórza i pagórki, które z lubością obserwowałem już jadąc autobusem z Białegostoku do Augustowa, i które towarzyszyły mi cały czas w dniach następnych, nadają każdej najmniejszej kolonii nimb wręcz bajkowej krainy. Podobnie z Okopami, których nazwa w oczywisty sposób nawiązuje do nierówności terenu. Przy wejściu do wsi kolejny krzyż. Żelazny. Dumny. Z fruwającymi na wietrze wstążeczkami. Co obejście to kapliczka. Co obejście to piwniczka. Drewniana – na podobieństwo małej chatki, albo obrośnięta trawą jak islandzkie domy. Ludzi mało, ale nie wiedziałem jeszcze czy to wskutek żaru, środka tygodnia, czy tych samych przyczyn, co w białoruskich wsiach pod Hajnówką. Starsza pani, z którą początkowo pragnąłem porozmawiać, poszła w kierunku małego potoczku na posesji za chatą, a ja – niezrażony zamkniętą bramą – zagadnąłem starsze małżeństwo siedzące przed chatą obok:

– Dzień dobry. Można z wami pahawaryci?

– A pan kto? Repatriant?

– Nie. Ja pryjechał zapytacca czy tut jest ludzi, katory haworać pa prostu.

– Nie. Ja nie wiem o co chodzi. A pan skąd jest?

– (po namyśle) Z Białegostoku.

– Panie. I pan chcesz powiedzieć, że tak mówią w Białymstoku? Ja byłem kiedyś w Białymstoku i wiem, jak tam się rozmawia. Nie tak na pewno. Tu niczego takiego nie ma. No może bardziej tam bliżej granicy. Tu to różnie mówią, ale nie tak. Pod Sztabin niech pan pojedzie. Tam jak czasem jakieś słowo powiedzą, to ni cholery nie można zrozumieć. Podaj mi cośtam. A ja mówię: czego ty chcesz? Co ci podać? A oni: no to, tutaj. A ja w śmiech. Tak czasem zagadają…

Skierowałem wzrok na siedzącą na zydelku żonę owego pana. Odzywała się rzadziej, miała na głowie chustkę, twarz opaloną i ni to pełen zakłopotania, ni to rozbawienia uśmiech.

– Czyli tu nie mówią państwo po prostu?

– No może by i mówili, ale nie ma z kim… Jak z dziećmi tylko po polsku, to z kim można.

– My tu normalnie rozmawiamy – wtrącił się niezbyt zadowolony mąż.

– A dzieci wyjechały?

– Tu pusta wioska, panie. Tu to ani roboty. Za granicę powyjeżdżali, albo do miasta. I tyle tego.

Na koniec postanowiłem przeczytać napotkanemu małżeństwu spisany przez Michała Fedorowskiego pod koniec XIX wieku fragment dawnej hutorki ze wsi Dryga, leżącej około dziesięciu kilometrów na południe od Okopów.

Kiedy chadziu Buoh pa świeci i z swaimi apostołami, widzić aż na boku z darohi dym kuryć, tak pytajecsie apostoła (niby to nie wiedau): Co tam kuryć? Jeny każuć: heto czort żenie. Może tak mówiono?

– (śmiech) Ja tu nic nie rozumiem, panie…

O ile z pustoszeniem wsi spotykałem się już dziesiątki razy w niemal wszystkich przewędrowanych kątkach południowo-wschodniej części województwa, to jednak odrzucenie pamięci o gwarze mnie zaskoczyło. Ciekawy byłem następnych spotkań i rozmów, bo też jasne stawało się dla mnie, że powtórki z okolic Bielska czy Hajnówki raczej tu nie zastanę.

Pośrodku Okopów stoi murowanka. Przed nią kaplica, ukryta w gęstych gałęziach. Można wejść, usiąść na ławce i pomodlić się. Absolutna cisza. Rozglądam się po małym pomieszczeniu – tu plastikowy Chrystus w czerwonej szacie, tam krzyż drewniany, obok mały obrazek z Jezusem, przypominający wyblakłymi pastelami ołtarzyki spotkane tak w prawosławnych, jak i katolickich chatach. Co najmniej kilkudziesięcioletni. Stoi w towarzystwie nowoczesnej, taśmowej reprodukcji. Zdecydowanie bardziej podoba mi się ten stary. Po prawej sztuczne kwiaty, po lewej duży portret księdza Jerzego i małe zdjęcie zmarłej wiele lat później matki Marianny. Wciśnięte w lewy dolny róg. Tak, by nie przysłonić syna, ani nawet kawałka stuły. Tak, by zająć jak najmniej miejsca. Na usta ciśnie się uwaga o powtórzeniu męki Pańskiej i o Mariannie Popiełuszko jako Maryi. Gdzieś w cieniu syna-męczennika. Wycofanej, niewidocznej.

Rychło wróciłem do Suchowoli. Nie dziwię się, że kościół w miasteczku mógł zachwycać przybywających do niego okolicznych chłopów. Przy całej swojej potędze robi wrażenie przytulnego. Eklektyzm dodaje mu uniwersalności. Figury apostołów są kolorowe, ale nie kiczowate. Buszujące w okolicznych drzewach jaskółki, jakie słychać w pustym kościele mimo grubych murów, cieszą. Mnóstwo światła, jakie dają okna po bokach, potęgują wrażenie obcowania z czymś wielkim a jednocześnie oswojonym, czystym, jasnym. Również i tu ołtarz boczny poświęcony jest księdzu Jerzemu. Klękam i czytam modlitwę dziękczynną za wstawiennictwem błogosławionego: „Boże, Źródło wszelkiego dobra, dziękuję Ci, że w swojej miłości obdarzyłeś błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę godnością kapłaństwa. Posłałeś Go, aby gorliwie głosił Twoje słowo, szafował świętymi sakramentami, mężnie działał w Twoje Imię i zawsze był blisko każdego człowieka, wzywając do przebaczenia, jedności i pokoju. Ty obdarzyłeś Go łaską męczeństwa, przez co upodobnił się do Chrystusa na drodze krzyżowej…”.

 

  1. Dąbrowa

Kto pamięta czasy, gdy pociąg dojeżdżał do największych niemal zadupi, na peronie w tychże zadupiach czekała pokaźna liczba pasażerów, a kasa miast być zamkniętą na trzy spusty, pracowała? Ja trochę, ale jak przez mgłę. Przypuszczam, że nie jest to jednak skala znana choćby z lat siedemdziesiątych, kiedy opłacało się jeździć nawet do Szuszalewa. A do Dubrowy jechałem właśnie pociągiem. Podróżni różnego typu, ale spora część to z pewnością turyści. Uśmiechnięci, rozgadani, z wielkimi plecakami i przygodą wypisaną na twarzach. Panie w średnim wieku z koszykami na kolanach podzielały ich entuzjazm jedynie częściowo. Trasa znana zbyt dobrze, a sprawy zbyt przyziemne. Trudno o byle jaką ekscytację. A że podróżny może ekscytować się tym, czym właściwie nie powinien, to wiem po sobie. Np. opuszczonym dworcem. Dworzec zaś dąbrowiański jest w stanie agonii. Pusto, głucho, batona nijakiego nie kupisz, a i o bilecie zapomnij. Tylko u konduktora. Brakuje jedynie uschniętych krzaków, przelatujących w polu widzenia jak na tanich filmach o Dzikim Zachodzie.

Sama zaś Dąbrowa, przy swym nad wyraz malowniczym położeniu, cierpi na podobną wielu miasteczkom Białostocczyzny przypadłość – klockowate bloki upchnięte w najładniejszych jej miejscach. Z tym już nic nie zrobisz. Ludzie mieszkać gdzieś muszą, zaś o konsekwencjach dla krajobrazu niepodobna myśleć przed zaspokojeniem tych najważniejszych z potrzeb w piramidzie Masłowa. Wszak nie dla fotografów, przyjezdnych, ani amatorów estetycznej harmonii budowano je w PRL. Stojąc na wzgórzu przy starym cmentarzu katolickim nie sposób się jednak nie zachwycić perspektywą. Jest tu inaczej niż za Narwią – znów powraca mi ta myśl. Jeśli zwrócimy się w kierunku wschodnim, niemal zobaczymy dawną drogę na Grodno. Furmanki, zaprzęgi, świerzop, dzięcielina, gryka. Po jednorodnej Suchowoli pojawiła się też i pierwsza cerkiew. Stojąca na uboczu, robi wrażenie dość zahukanej. I faktycznie trudno by było inaczej, gdy nad miasteczkiem góruje olbrzymi, a przez swe ulokowanie na wzgórzu robiący jeszcze większe wrażenie, kościół katolicki. Niedaleko zajazdu na kolejnym pagórku widzę wymazany żółtym sprayem napis ONR. Ciekawe czy to przyjezdni czy – co pewniejsze – do szukających wyrazistej tożsamości młodych, dąbrówiańskich katolików dotarła już idea narodowa. Tak głośna i tak widoczna w niedalekiej Sokółce, że o Białymstoku nie wspomnę. Żeby czasem ktoś nie pomyślał, że my inni, żeby czasem nie wyszło, że kacapy, o nie! Właśnie my się od tych kacapów musimy jasno i radykalnie odciąć. Z tego prostego napisu i tych trzech liter bije neofickość. Bije jakiś skrywany kompleks i pragnienie zakrzyczenia niezbyt jasnej tożsamości ojców i dziadów. A zakrzyczeć można głośnym krzykiem: jam Polak – katolik. Co mi zrobicie? Białoruś to tam, proszę bardzo, ale tu jest Polska. Tylko Polska. Skierowałem się zatem „na Białoruś”.

4-tablice-w-ostrowiu

Tablice we wsi Ostrowie

Dobrze mieć towarzysza drogi, a ja miałem takiego począwszy od wsi Ostrowie. Wesoły szczeniaczek o żółtawej sierści to szedł ze mną spokojnie, to wskakiwał w zarośla, to przysypiał pod dębem. Najwięcej radości miał jednak z przegonieniem blisko dwudziestu bocianów, które niby plastikowe posągi wyczekiwały Bóg wie jakiej kulinarnej okazji tuż za wsią. Przemieszany charakter tej i innych osad na Dubrouszczynie widać na każdym kroku. Sohrani nas Gospodi/Wybaw nas Panie proszą dwujęzyczne tablice przy żelaznych krzyżach. Domy prawosławnych, domy katolików, domy mieszane.

Przepraszam. Czy u waszoji wioscy ludzi razmaulajuć pa prostu?

– Oj, ja to słabowato. Rozmawiają, rozmawiają, ale ja przyjezdna. Z Augustowa. Tutaj to wie pan większość wsi to prawosławna. Katolików to na palcach obu rąk nie wiem czy zliczysz. Jak na całym Podlasiu. Wie pan, przemieszane.

– No ja wiem, ale tutaj nie tak jak pod Hajnówką, prawda?

(śmiech i machniecie ręką) Oj, tam to już w ogóle.

Miałem wrażenie, że dla moje rozmówczyni było to już wskazanie na świat tak odległy, jak sama Białoruś. Za moment natknąłem się na dwie panie, szukające cienia przed palącym słońcem u drzwi chaty.

– Haworać tut ludzi pa prostu?

– Nu tak, tak. Ale ja to nie za bardzo. Ale pewno, że haworać.

– A pani stul? Prawosławna?

– Nie. Katoliczka. Mieszkam w Dąbrowie. Tu do cioci przyjechałam. Niech idzie tam dalej popytać (wskazanie na południe).

– Może Hania? Musi u chaci sidzieci – odezwała się starsza z pań.

– O! Pani rozmawia.

– A nie. Ja to słabo. Ja nie wiem.

– A pani prawosławna?

– Nu ja tak.

Moja droga biegła od tej pory już wyłącznie przez szutrówki, wijące się w kierunku wschodnio-południowym. We wsi Harasimowicze rozmowy wyglądały podobnie. Katolicy owszem – przyznawali, że mówi się tu po prostu, ale sami wyraźnie wzbraniali się przed tym, argumentując że mówią słabo, albo jak jeden pan, że „ja katolik”. Również w Harasimowiczach zauważyłem coś, co każe przypuszczać, iż mimo danych ze spisów powszechnych, jakie nie pozostawiają pola do zbytniego optymizmu, kultura białoruska musi cieszyć się tu zainteresowaniem. Na tablicy z ogłoszeniami widniał plakat zapraszający na „IV Dąbrowskie spotkania z kulturą białoruską”, w tym na występ zespołu Ad Rem z Dąbrowy i Grand z Grzebieni. Może więc to znaczenie terenu sprayem przez ONR nie jest takie od rzeczy?

Najpiękniejszym zakątkiem okolicy zdała mi się być jednak wieś tak urokliwa, że dobre pół godziny spędziłem na samym robieniu zdjęć i łapczywej obserwacji. Siedziba parafii prawosławnej okraszona dumnym błękitem kopuł cerkiewnych – Jaczno. Cmentarz leżący dawnym zwyczajem możliwie blisko Boga, a zatem na wzniesieniu obfitował w napisy cyryliczne, ale nie brakowało też mogił, gdzie łacinką pisano już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Jakże różni się to jednak od Bielska czy Hajnówki, gdzie łacinka jest gościem coraz częstszym, ale jednak te trzydzieści lat temu wręcz niespotykanym. Proces adaptacji i polonizacji zaczął się tu więc dużo wcześniej, ale czy dziwić się temu, gdy od reszty żywiołu prawosławnego dzieli północną Sokólszczyznę zwarty pas wsi katolickich? Murowaną cerkiew w Jacznie postawiono już po upadku PRL na miejsce drewnianej, jaka spłonęła w 1985 r., trawiąc wraz z sobą Jaczniańską Ikonę Matki Bożej z XVII wieku. I choć żal, zwłaszcza po ikonie, przeogromny, to współczesna prezentuje się na tyle pięknie, że śmiało może konkurować z cerkwiami w Czyżach czy Narwi.

– Dzień dobry. Haworać tut ludzi pa prostu?

– Dzień dobry. Haworać, haworać…

Coś mówiło mi, że napotkana koło cerkwi staruszka będzie lepszym rozmówcą niż dotychczasowi.

– A wy chto taki?

– Ano jakraz szukaju razmoucau. Interesujusia prostaj mowaj.

– Aha, aha. Nu tut naszych ludziej to jest, ale nie tolko czym była. Tuta naszych prawaslaunych to miesznaje uże.

– A kolko adnych i druhich?

– Nu pa pałowi dzieścika. Ale pryjeżdżajuć da nas pamalicca. Z Siderki tam ło…

– Ale baczu szto jest życie u wioscy. Nie takaja pustota jak pad Bileskam, abo Hajnowkoju. O tut taki choroszy maszyny ralniczy pracujuć…

– A heto tu ło szto tyje maszyny majuć heto Polakie. Jeny uże tut pracujuć u poli tolko.

– Pryjezny, tak?

– Nie. Zsiul. Kataliki.

Uśmiechnąłem się po tej rozmowie, bo też jasne jest, że to już ostatnie przykłady świadomości przednowoczesnej w tych stronach. Ostatni ludzie, jacy prawosławie stawiali w opozycji do polskości. Zapewne moja rozmówczyni nie korzysta z internetu, nie słyszała nigdy o grupie „Prawosławni” na znanym portalu społecznościowym, toteż nie miała możliwości dowiedzieć się, że podług co głośniejszych Polaków-prawosławnych z tych stron to po prostu pozostałości po pierwszym chrzcie w obrządku wschodnim, jaki Polska przyjęła jeszcze przed Mieszkiem. Nie widziała też i pewnie już nie zobaczy alergicznej reakcji, jaką we wzmiankowanym gronie wywołuje każdorazowe wspomnienie, że prawosławie na dzisiejszych krańcach Rzeczpospolitej to po prostu konsekwencja ruskich/rusińskich fal osadniczych, jakie te kilkaset lat temu przyniosły ze sobą i język, i pieśni, i wiarę. W tym przodków mojej rozmówczyni, jej krewnych, dzieci i członków grupy „Prawosławni”. Nie widziała, bo też w mikroojczyźnie mało kto takich informacji potrzebuje. Mikroojczyzny po cichu odchodzą wraz z najstarszymi tych mikroojczyzn życielami. I ani nikt specjalnie ciekawy ich granic i specyfiki, ani też płakać w zglobalizowanym świecie po nich nie zamierza. Dzielny piesek, który dotarł tu wraz ze mną, rozumiał to nie gorzej niż dawni mieszkańcy okolicy. Mając za transport swoje krótkie nóżki, nie mógł liczyć na bardzo dalekie eskapady. Ta fizyczna przeszkoda, polegająca na trudzie pokonywania wielkich odległości, naprawdę związuje. Tu był jego dom i tu też go pozostawiłem.

 

  1. Sokółka

Był czas, że Sokółkę kojarzono przede wszystkim z zacofaniem. Pijanymi rolnikami w kufajkach i śpiewnym akcentem. Być może i dziś wizja ta znajduje miejsce w umyśle przeciętnego Polaka, odgrzewana dodatkowo, jak każdy regionalny stereotyp, przez kabarety, media, a przede wszystkim ludzi, którzy nie mieli okazji być w Sokółce. Przy wszystkich swoich małomiasteczkowych ułomnościach trudno jednak nie przyznać, że Sokółka dziś to miasto czyste, zadbane, a nade wszystko przyjazne w odbiorze. Tablica na placu Kościuszki informuje o naprawdę ważnych zabytkach, reklamy w przestrzeni miejskiej nie przesłaniają ładnych fragmentów miasta, zaś dla zgłodniałych swe podwoje otwiera serwująca wyborne jedzenie „Karczma pod Sokołem”.

Cerkiew i kościół znajdują się w pewnym oddaleniu od siebie i nie sposób nie odnieść wrażenia, że są metaforą całej okolicy. To dwa płuca, pozwalają oddychać tak miastu, jak i całej Sokólszczyźnie. Jedno nie może funkcjonować bez drugiego. Drogi na północ, na południe, na zachód i na wschód. Axis mundi. Może nawet bardziej niż w Suchowoli.

Plac Kościuszki to punkt zborny, jaki poprzedniego dnia wyznaczyłem sobie z fotografem Jerzym Rajeckim. W sumie trudno o spotkanie właściwszego człowieka we właściwszym miejscu. Tu – na rozstajach dróg – spotykam oto osobę, skupiającą w sobie jak w soczewce historię tej ziemi. W tym przypadku multi-kulti to nie wizja przyszłości, a najzwyczajniej w świecie krew w żyłach.

– Długo myślałem o swojej tożsamości, ojczyźnie i powiem ci, po zastanowieniu, że dziś  ojczyzną, jaką noszę w sercu, jest Wielkie Księstwo Litewskie. Wielikie Kniażewstwo Litowskie – o! To jest to, co łączy nas wszystkich tutaj. Zobacz, w mojej rodzinie są Białorusini, Polacy, Niemcy, Żydzi, nawet Tatarzy. Jestem po prostu stąd.

– A masz jakieś swoje ulubione miejsce na Podlasiu? Jedno jedyne? Jakiś region, wieś?

– Chyba tak. Region między Bielskiem a Hajnówką. Znam tam każdy kamień. Zaweży dla mene chustku na hołowie, kob niczoho ne baczyw i tebe powedu de choczesz. Każdy krest, dorohu. Ale i tu wsio znaju. Zjezdił tyje okolice wże kilkanacet let.

– Ty dobre howorysz po swojomu!

– Wże stolko let żywu w Biłostoku i ne miew z kim prosto howoryti po swojemu. Ale wsio pomniu, bo ż i rodom z Hajnowki.

Jechaliśmy, gwarząc tak, w kierunku wiosek na południe od Sokółki i szybko przeszliśmy już zupełnie na hajnowśku howorku. Celem były zaś luźne rozmowy o mniej lub bardziej etnograficznym zacięciu, a przede wszystkim spotkanie z ludźmi. Jak zawsze zresztą. Jerzy Rajecki zjadł zęby i na robieniu ciekawych zdjęć odchodzącego Podlasia, i na samych rozmowach. Prowadząc funpage „Podlaskie klimaty”, zgromadził tam już tysiące zdjęć starych obejść, twarzy mieszkańców, przyrody, sprzętów – słowem wszystkiego, co składa się na podlaską codzienność. Tę, której zaraz już może nie być.

– Do kożnoho czołoweka treba odpowiednio pudyjti. Ne tak szto cyk fotku i jazda. Treba zahoworyti, spytati szto u joho, koli na zhadżajetsia na zdjęcia to ne robiti. Tut ważna rozmowa i sam czołowek. Czołowek zwyczajny. Ne sławny, ne celebryta. Ja stolko wże nahoworywsie, że znaju szto kożny maje cikawy rozkazy.

– Ale toje wsio odchodit.

– Pewno, że tak. Ja i tomu roblu siety znymki. Bo znaju szto za deset’ liet tamtoj chaty może ne bude, toj krest rozwalitsia, a toj czołowek umre. A tak to bude dla potomnych.

Zatrzymaliśmy się we wsi Pawełki, przed domem pana Jana Ancypo – propagatora sokólskich tradycji. Tych kulinarnych przede wszystkim, ale nie wyłącznie. Jak się okazało, trafiliśmy na doskonałego znawcę lokalnych nazw, haworki i jej osobliwości.

– Zobaczysz Mateusz, jak tu Janek fajno zrobiw takuju izbu regionalnu – uprzedził Jerzy.

I rzeczywiście. Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze wejść na posesję a gospodarz już przywitał nas jeszcze ciepłą kiszką ziemniaczaną. W chacie, do której weszliśmy, było wszystko, co można było odnaleźć na dawnej wsi sokólskiej. Stare narzędzia, koszule, suknie, a nawet rzeczy już zupełnie zaskakujące.

– Nu jak chłopcy dumajecie, szto heto? – pan Jan postawił przed nami ni to kaganek, ni to czarkę. Otworek na górze wskazywałby na to, że służy do picia, ale gdzie zatyczka?

– Ni chaliery nie znajemo.

– Heto na muchy. Tut wliewałoso małako, mucha jak uże raz wlecić to nie maje jak ucieczy i utopicca.

– No proszę! Tut naprawdu usio wy nazbirali. Baczu jakraz soroczki wisiać.

– Tak. Heto dla kobiety takaja. Biełaja.

– A dla mużyka? Takaja z uzoram czerwonym na hrudzi?

– Nie. Takich to tut nie była. Wyszywanok takich tut nie nasili.

Prócz tych nazbieranych w izbie wspaniałości mogłem też zobaczyć, czym jest dbałość o kulinarną spuściznę. Obok izby, w specjalnym pomieszczeniu, w absolutnej ciemności, wisiały solone udźce wieprzowe. Suszący się kumpiak mamił silnym zapachem. Na co komu prosciutto? – pomyślałem.

– Usio robicca tak jak kiedyści.

Zainteresowany tym słowem – swoistą polsko-białoruską hybrydą – zapytałem:

– A haworać ludzi u wioscy pa prostu?

– Mało. Usio razumiejuć, ale kab hawaryli, to nie bardzo. Ja tut hawaru tak naprawdu adzin i haczu kab hetaho ni zabyć.

– A miesna nazwa wioski jakaja budzie? Pawałki?

– Pawiałkie. Bolsz tak. Tut jaszcze problem u hetym, chto skul pachodzić. Adzin moża być rodam z inszaj wioski, ale tut żywie i jak jaho spytacca jak heta wioska nazywajecca, to jon odkaża jak pomnić z dzieciństwa.

– No tak.

Ale tut usie nazwy szcze pomniać: Wajnachie, Ihryły, Padkamianka, Jelenia Hara…

Po wizycie u pana Jana pojechaliśmy do Wierzchlesia, a że wioska niemała, to i ludzi całkiem sporo. Jerzy bywał tu już wiele razy, a z niektórymi mieszkańcami jest nawet po imieniu. Zjeżdżając z całkiem sporej górki zatrzymaliśmy się przed pracującą w ogrodzie panią.

– Dzień dobry. Jak trymajecce tut haworka? Haworać ludzi pa prostu?

– Nu peuna szto tak. Usieńkije. Biez roznicy czy katalik, czy prawaslauny.

– A tut budzie „kiedyści” czy „kaliści”?

– A i tak i tak jest. Pa raznomu. My tut usie sibie razumiejem, ale tam pajadźcia tam ło. Tam to czudakie takije. Zapalniaki.

– Jak?

– Nu zapalniaki. My tak jich nazywajemo. Bo za palami żywuć. Hetyje Knyszewiczy, Harkawiczy, Sukawiczy. Tam to ciekawo razmaulajuć!

– A tut heto Wiarchles, tak każuć?

– Wiarchles, Wiarchles (śmiech)

Tymczasem Jerzy był w swoim żywiole. Mimo tylu lat spędzonych w podlaskich zakamarkach, wciąż odkrywał coś ciekawego. Starą piwniczkę, okienko na poddaszu z ozdobami w kształcie słońca, ramę z roślinnym ornamentem, kapliczkę z Matką Boską, gdzie ktoś położył świeże kwiaty, czy łubin oświetlony wiosennym słońcem. Cyk, cyk – niósł się świst wyzwalacza.

– Dawaj pojedziem szcze do Tolika. Maju nadieju, szto je doma.

Przywitał nas starszy pan o pogodnej twarzy. Pan Anatol dzieli los wielu podobnych sobie na całym Podlasiu. Mieszka sam w kilkupokojowej chacie. Kawaler. Odkąd matka odeszła na wieczny spoczynek, szuka sobie zajęć, by zapełnić czas.

– Słuchaj Tolik. Ty chyba majesz sietu znimku, kotoru ja dla tebe zrobiw koliś, tak?

– A maju, maju. Tuta wisi ło.

Na pooranej bruzdami twarzy widać było iście dziecięcą radość. Portret pana Anatola wisiał na honorowym miejscu w towarzystwie innych obrazków. Nad nimi górowały zaś prawosławne ikony, tradycyjnie strzegące mieszkańców z rogów izby.

– Piękna taja ikona. Tolik, można zrobiti tut znimku?

– Peuno szto można.

– Dawaj, siadaj to szcze razem zrobim pered pieczkoju.

Siedząc tak, uwieczniając te krótkie chwile, rozmawiając o prostych sprawach i ciesząc się z prostych rzeczy nie mogłem nie odnieść wrażenia, że mimo samotności w świecie pana Tolika panował absolutny ład i porządek. Elementy układanki pasowały do siebie. Przyjrzałem się dokładnie mieszkaniu. Prócz chińskiego radyjka nie było chyba ani jednej rzeczy, która pochodziłaby z innego świata niż ten podlaski. Piec kaflowy, krzesła, stół z biało-niebieską ceratą. Wszystko jakby zatrzymane w czasie i związane z miejscem urodzenia. Tutejszość na Podlasiu nie jest zatem tylko konstruktem umysłu, pomocnym do wskazania swego miejsca na ziemi. To jest cała rzeczywistość, jaka tę myśl otacza. Każdy sprzęt codziennego użytku, ikony w pokojach, rośliny za oknem, każdy krok w kierunku kościoła lub cerkwi. Słowem wszystko. Jakże różni się to od nowobogackich willi dorobkiewiczów, albo hipsterskich domostw z wielkich miast. Ludzie ci, żyjąc w innym wymiarze poznania niż mieszkańcy Sokólszczyzny, zdają się mieszkać wszędzie i nigdzie, a łaknąc wszystkiego tracą punkt odniesienia. Posążek afrykańskiego czarownika na stole, sushi na obiad, a w okno zaglądają już nie malwy, a reklama McDonalda.

s2-str42

Atrybuty Wielkiego Księstwa w domu w Zwierżanach

  1. Zwierżany

Śródtytuł może mylić, toteż od razu śpieszę z wyjaśnieniem, że kolejny dzień zaczynałem jeszcze w Sokółce. A dokładniej spędziłem go na spotkaniu z kimś, czyjej obecności w sporym jak na Podlasie mieście raczej bym się nie spodziewał. Bądź, co bądź świat Białorusów, czy też ostatnich Tutejszych w tych stronach każe nam kierować wzrok, ucho, a nade wszystko kroki raczej na wieś. I to im mniejszą i im bardziej na uboczu, tym lepiej, bo tym pewniejsze, że coś się tam jeszcze zachowało. Podobnie jak to jednak bywa w świecie imigrantów w Europie Zachodniej, jacy w przeciwieństwie do asymilujących się ojców poszukują na nowo jasnej tożsamości, tak coraz częściej do swych korzeni dochodzi się w środowisku miejskim. W nawale informacji wyłapuje się mapy, świadectwa przodków, porównuje języki, po czym dochodzi do własnych wniosków. W tym sensie jest to droga odwrotna od wskazanej w poprzednim akapicie. Kluczem do samoidentyfikacji jednostki staje się nie zakorzenienie oparte o oderwanie od bodźców płynących ze świata, a właśnie wyłapanie z tego szumu tego, co może stać się nową platformą zbudowania własnego ja.

Edwarda Łukasza Holsztyńskiego znałem dotychczas jedynie z rzeczywistości wirtualnej, ale to, iż mówi i pisze po białorusku, a nawet więcej – hanarycca tym, szto jon Biełarus – to wszystko kazało mi zgłębić zagadnienie, jak mając lat 23 i żyjąc w mieście, które lubi przypominać o miejscowych Tatarach, ale już o Białorusach niespecjalnie, nie idzie z prądem, a prędzej pod prąd.

– Pomniu szto kaliś, jak był mały, to jak usie dzietki z Sakołki bolsz smijausia z haworki czym jaje paważau. Pryjeżdżali raznyje babuli na rynak i hawaryli pa prostu, a my heta krychu parodiowali. To był taksama czas Radia Chleu. Słuchałosia hetych pieśniau pra pjanych rolnikau, pra pryjeznych z wiosak, tak szto i nia było czaho paważać. Ale pryjszou taki czas, kali pajechau ja pierszy raz na BAS-y (Basowiszcza) i stau słuchać jak tam ze sceny haworać. Ja baczu, a to usio taja mowa jakuju ja dobra znaju i razumieju bolsz za hetych katory przyjechali dzieś z Polszczy. Tady stau ja dumać pra swaji kareni.

– A szto sionnia twoja ajczyna?

– Ja dumaju szto najlepsz skazaci, szto heta Litwa. Aposznim czasam ja paczau interesawacca Jaćwiahami. Pasłuchaj hetaho: Laban vakran! Majas emenis esti Edwardas. As asmu peisotunas ir as buvina en Sūdavai…

– Hata jaćwieski?

– Tak. Usio z hetaj ziamli. Heta taksama wielmi cikawa. A pry tym ja katalik. Z Ulaj Szubzdaj szto pracuje u Radiu Racyja my śmiajemsia, szto my aposznije Biełarusy-kataliki na Sakolszczynie.

Opowiadając tak Edward zaprowadził mnie na miejsce, o jakim słyszałem, ale nie miałem okazji nigdy widzieć – na sokólski kirkut. Jeszcze jedna nieco zapomniana melodia przeszłości, jaka w świecie mało wyrozumiałych deweloperów i włodarzy miejskich nieraz przypomina gorący kartofel. Nikt tu raczej modlić się nie będzie, a miejsce „niewykorzystane”. Na szczęście z sokólskim kirkutem nie jest jeszcze tak źle jak z wieloma innymi w Polsce. Po założeniu strony w internecie, która ma przypominać o roli tego miejsca w historii miasta i jego dawnych mieszkańcach, przyszła i chęć pomocy ze strony pani burmistrz. Edward jest pełen nadziei, że coś z tego będzie.

– Tut użo krychu wykarczawali i wielmi dobra, bo pierachodzić praz hety hustyja kusty nie lohka. Niekatoryje z hetych mahiłak byli prosta u ziemli, niekatoryja stajać ale treba ich poczyścić. Hałounaje szto jość użo uwaha uladau i moża by tut sztoś zrobim kab wiarnuć hetamu miescy jaki-niebudź paradak.

Cmentarz żydowski w Sokółce został założony już w XVII wieku, a fakt, iż ocalałych macew jest blisko dziewięćset czyni z niego miejsce wręcz krzyczące o zainteresowanie. Leży na urokliwej górce w północno-zachodniej części miasta i przylega do jego żywej tkanki jak zmurszała gałąź do zdrowej części drzewa. Trudno by było inaczej, skoro prócz ogólnego zapuszczenia jest tu i sporo śmieci. Wysokie miejscami do pasa trawy i pokrzywy nie zachęcają, lecz gdy weszliśmy głębiej, naszym oczom ukazały się pokrzywione, u góry półkoliste płyty kamienne. Po trzy, po pięć, po dziesięć w jednym miejscu. Czasem jest to wyłącznie nieczytelna płaszczyzna, ledwo wystająca z ziemi, przez co naprawdę łatwo pomylić ją ze zwykłym kamieniem, a miejscami mierzące po metr wysokości nagrobki, zapisane hebrajskim alfabetem.

– Starajusia pisać pra usio szto zabytaje. Nia tolki pra Habrejau, ale i pra synou Sakolszczyzny. Tych szto stwarali BNR, pra Kastusia Kalinouskaha, dziajaczau, paetau. Tut niedaleko, na Haradzieńszczynie majem i takije historji, szto u adnoji siamji żyła troch bratau i adzin stau Palakam, druhi Biełarusam, treci Lićwinam.

– Naprawdu?

– Tak. Jerzy Iwanowski – polski ministr pierad wajnoj, Waclau Iwanouski – taksama ministr u czas BNR i Tadas Ivanauskas – litouski biolah i wykladczyk.

Ot, trudno chyba o większy paradoks i absurd – pomyślałem. Co tak naprawdę dzieli Wileńszczyznę, Grodno i okolice od tutejszych podsokólskich wsi? Wszak wszystko to dawna Litwa. Pojemna, otwarta, akceptująca. Ze swoim specyficznym rysem, tak pięknie uchwyconym przez Mickiewicza i wielu innych, Wielkie Księstwo zdaje się być najlepszą odpowiedzią na nacjonalizm. Edward zaproponował, by wybrać się do jednego z takich litouskich zakątków w gminie Sidra, gdzie stoi chata należąca do jego rodziny.

7-jacowlany

Jacowlany

Wyszliśmy więc wieczorem na jedną z dróg wyjazdowych z Sokółki, by w miarę możliwości złapać „stopa” przed zmrokiem. Po dosłownie piętnastu minutach drogi wysadzono nas tuż przed Jacowlanami, skąd szliśmy już pieszo. Zmienna aura i chmury o kolorze sino-granatowym nie zmąciły w najmniejszy sposób naszych humorów. Tocząc niekończące się rozmowy i racząc się oranżadą „Krynka” nawet deszcz, jaki po tygodniach suszy spadł na spragnioną sokólską ziemię, uznaliśmy za przyjemną odmianą wobec palącego słońca całego tygodnia. I naprawdę nie przesadzę ani na jotę, jeśli powiem, że zostawiliśmy daleko w tyle współczesną Polskę. Kierując się cały czas na wschód, przechodząc obok stacji kolejowej w Racewie, a potem zostawiając za sobą ostatni sklep, trafiliśmy w inny wymiar. W świat, gdzie nabrzmiałe wodą chmury niemal dotykały zielonych pagórków i przydrożnych krzyży. W świat, gdzie samochód stał się nie lada atrakcją, a miast asfaltu słały się wysłużone kocie łby. Przeszliśmy obok kolejnego wzgórza, z którego jak na dłoni widać było całą okolicę. Zapach trawy po deszczu i lekkie mgły tworzyły wraz z opadającym słońcem wręcz malarską kompozycję. Kolejny krzyż. Tym razem przyciągnął uwagę trupią czaszką i skrzyżowanymi piszczelami. „Za dusze w czyśćcu cierpiące, które od nas ratunku żądają, proszę o trzy Zdrowaś Marya. 1861 r.”. Dotarliśmy do celu podróży. Do Zwierżan. Byłem absolutnie oczarowany nie tyle chatą, na jaką się nastawiałem, a prędzej dworkiem drewnianym o zielonych okiennicach, przytulnym ganku i zadbanym ogrodzie.

– Ty kazau, szto heto chata i ja tak dumau. A tut baczu pańska siedziba!

– Zara koty pryleciać i buduć prasić o jeżu (śmiech).

I tak oto trafiłem do jakiejś niesamowitej enklawy Wielkiego Księstwa. Wiedząc, że ojciec Edwarda, pan Piotr Holsztyński, jest dowódcą Sokólskiego Pododdziału Kawalerii im. 10. Pułku Ułanów Litewskich, słusznie przewidywałem, że mogę spodziewać się akcentów romantycznych, ale wnętrze siedliska przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Tu każdy metr sześcienny bił przywiązaniem do dawnej Rzeczypospolitej i szlacheckich wnętrz. Świeczniki i lampy naftowe. Mundury i hełmy. Drewniane stoły i szafy. Poszedłem do kilimu zawieszonego w dużym pokoju. Obok pałaszy zawieszona strzelba oraz szabla. Biorę ją do ręki, wyjmuję z pochwy i czytam wyryty napis: „Amor Patriae Nostra Lex”. Nad tym wszystkim portret Adama Mickiewicza i godło z czasów powstania styczniowego: orzeł, pogoń i archanioł Michał. Po krótkiej zabawie z kotami, jakie faktycznie nawiedziły nas w oczekiwaniu na poczęstunek, przyszedł też czas na sowitą nagrodę za nasze trudy – wieczerzę. Usiedliśmy przy marynowanych rydzach, pysznym bigosie i dębowym duchu puszczy, który nie palił, a smakował nad wyraz aromatycznie.

5-kapliczka-w-wierchlesiu

Kapliczka w Wierzchlesiu

Oglądając film „U Pana Boga za piecem”, a potem  „Ogniem i Mieczem”, a w przerwach wznosząc kolejne toasty za pomyślność, nie mogłem nie powracać myślą do faktu, iż tak jak w wiejskiej kapliczce w Okopach, chacie pana Tolika w Wierzchlesiu czy izbie pana Janka w Pawełkach, wszystko tu do siebie pasowało. Pasowało, choć tu krzyż katolicki zastąpił prawosławną ikonę, tam kilim zastąpił obrus, a gdzie indziej szabla dawne narzędzie rolnicze. Mimo wszystko czułem, że cała ta wycieczka ukazała moim oczom rzeczywistość może i już mocno odmienną od tej dawnej, ale z zachowanym zdrowym korzeniem. Tutejszym. Miejscowym. Udowodniła, że Wielkie Księstwo żyje, bo też żyją jego rozsiani tu i ówdzie synowie. Mickiewicz by się cieszył.

– To szto? Za Litwu?

Podniosłem swój kieliszek.


– Za Litwu!

Mateusz Styrczula
Fot. Autor

Komentarze

  1. I simply had to thank you so much yet again. I do not know what I might have undertaken in the absence of the entire thoughts shared by you on this area of interest. Previously it was an absolute difficult condition in my view, but viewing the very professional style you processed the issue made me to weep over gladness. Now i am happy for this help as well as trust you really know what a powerful job you’re undertaking instructing the others via a blog. I’m certain you haven’t come across all of us.

  2. After all, what a great site and informative posts, I will upload inbound link – bookmark this web site? Regards, Reader.

  3. xgwzMu You ave made some good points there. I checked on the web to find out more about the issue and found most individuals will go along with your views on this site.

  4. hello there and thanks to your info – I have definitely picked up something new from proper here. I did however experience some technical points the usage of this web site, since I experienced to reload the site lots of occasions prior to I may just get it to load correctly. I had been brooding about if your web host is OK? Not that I’m complaining, however sluggish loading circumstances times will often impact your placement in google and can harm your quality rating if advertising and ***********|advertising|advertising|advertising and *********** with Adwords. Anyway I am adding this RSS to my email and can glance out for a lot more of your respective exciting content. Ensure that you replace this once more soon..

  5. I got this web site from my friend who shared with me on the
    topic of this web site and at the moment this time I am browsing this web page and reading very informative articles or reviews here.

  6. I’m really enjoying the design and layout of your website. It’s a very easy on the eyes which makes it much more pleasant for me to come here and visit more often. Did you hire out a developer to create your theme? Fantastic work!

  7. Good ?V I should certainly pronounce, impressed with your website. I had no trouble navigating through all the tabs as well as related info ended up being truly simple to do to access. I recently found what I hoped for before you know it in the least. Quite unusual. Is likely to appreciate it for those who add forums or anything, web site theme . a tones way for your client to communicate. Excellent task..

  8. Hi, I think your site might be having browser compatibility issues. When I look at your website in Safari, it looks fine but when opening in Internet Explorer, it has some overlapping. I just wanted to give you a quick heads up! Other then that, fantastic blog!

  9. I haven’t checked in here for a while since I thought it was getting boring, but the last several posts are great quality so I guess I will add you back to my everyday bloglist. You deserve it my friend 🙂

  10. You should take part in a contest for one of the most useful websites on the web.
    I most certainly will highly recommend this web site!

  11. Very interesting topic, appreciate it for posting. „What passes for optimism is most often the effect of an intellectual error.” by Raymond Claud Ferdinan Aron.

  12. I don’t even know how I ended up here, but I thought this post was great. I don’t know who you are but certainly you are going to a famous blogger if you aren’t already 😉 Cheers!

  13. My husband and i ended up being quite cheerful Edward could do his investigations using the ideas he made from your very own blog. It is now and again perplexing just to be making a gift of solutions that many some people could have been trying to sell. And now we do understand we need you to be grateful to for that. Most of the illustrations you made, the simple site menu, the relationships you help to instill – it’s mostly remarkable, and it is aiding our son in addition to the family feel that that content is interesting, which is particularly mandatory. Many thanks for all the pieces!

  14. You could definitely see your skills within the work you write. The world hopes for more passionate writers such as you who are not afraid to say how they believe. At all times go after your heart.

  15. Thank you for any other wonderful post. The place else
    could anyone get that type of information in such a perfect
    manner of writing? I have a presentation next week, and I
    am on the look for such information.

  16. When I initially commented I clicked the -Notify me when new comments are added- checkbox and now each time a comment is added I get four emails with the same comment. Is there any manner you’ll be able to take away me from that service? Thanks!

  17. I’ve been browsing online greater than 3 hours lately, but I by no means found any attention-grabbing article like yours. It is pretty price sufficient for me. Personally, if all site owners and bloggers made excellent content as you probably did, the internet will be a lot more useful than ever before.

  18. I am sure this article has touched all the internet users, its really really nice post on building
    up new website.

  19. Greetings, There’s no doubt that your site could be having
    internet browser compatibility issues. When I take a look at your site in Safari,
    it looks fine however, if opening in Internet
    Explorer, it’s got some overlapping issues. I just wanted to
    give you a quick heads up! Other than that, fantastic website!

  20. Good day I am so glad I found your site, I
    really found you by error, while I was researching on Digg for something else,
    Regardless I am here now and would just like to say many thanks for
    a marvelous post and a all round thrilling
    blog (I also love the theme/design), I don’t have time to read it all at the moment but
    I have bookmarked it and also added in your RSS feeds, so when I have time I will be back
    to read more, Please do keep up the great work.

  21. Hey There. I found your blog using msn. This is an extremely well written article.
    I’ll be sure to bookmark it and return to read more of your useful information. Thanks for the post.
    I will certainly return.

  22. I am so happy to read this. This is the type of manual that needs to be given and not the random misinformation that is at the other blogs. Appreciate your sharing this best doc.

  23. I simply could not leave your web site prior to suggesting that I actually loved the standard information a person provide on your guests? Is gonna be back regularly to check up on new posts.

  24. I?¦ve been exploring for a little bit for any high quality articles or blog posts on this sort of house . Exploring in Yahoo I finally stumbled upon this site. Reading this information So i?¦m satisfied to exhibit that I’ve an incredibly excellent uncanny feeling I discovered exactly what I needed. I so much surely will make sure to don?¦t fail to remember this website and provides it a look on a relentless basis.

  25. hello!,I like your writing so a lot! proportion we keep in touch more about your article on AOL? I require a specialist on this space to solve my problem. Maybe that’s you! Taking a look forward to look you.

  26. Hello there! This post couldn’t be written any better! Reading this post reminds me of my old room mate! He always kept talking about this. I will forward this page to him. Pretty sure he will have a good read. Many thanks for sharing!

  27. Woah! I’m really digging the template/theme of this blog.

    It’s simple, yet effective. A lot of times it’s very hard to
    get that „perfect balance” between superb usability and
    visual appearance. I must say you have done a
    fantastic job with this. Additionally, the blog loads very fast for me on Internet explorer.
    Exceptional Blog!

  28. Thank you for the good writeup. It if truth be told was once a leisure account it. Glance complex to far added agreeable from you! However, how could we communicate?

  29. I’d have to examine with you here. Which is not one thing I usually do! I take pleasure in reading a post that may make folks think. Additionally, thanks for permitting me to comment!

  30. hi!,I love your writing so much! percentage we keep up a correspondence extra approximately your article on AOL? I need an expert on this area to solve my problem. Maybe that’s you! Taking a look forward to peer you.

  31. Magnificent beat ! I wish to apprentice while you amend your web site, how can i subscribe for a blog website? The account aided me a acceptable deal. I had been a little bit acquainted of this your broadcast provided bright clear idea

  32. always i used to read smaller articles or reviews which as well clear their motive, and that is also happening with this post which
    I am reading here.

  33. I have been exploring for a little for any high quality articles or weblog posts in this sort of house . Exploring in Yahoo I at last stumbled upon this website. Reading this information So i am glad to show that I’ve an incredibly good uncanny feeling I found out just what I needed. I most without a doubt will make sure to don’t overlook this website and give it a glance regularly.

  34. hello!,I love your writing very a lot! share we communicate extra approximately your article on AOL? I require a specialist on this space to solve my problem. May be that is you! Taking a look forward to see you.

  35. I have been absent for a while, but now I remember why I used to love this site. Thank you, I will try and check back more often. How frequently you update your site?

  36. Thank you for helping out, superb information. „If you would convince a man that he does wrong, do right. Men will believe what they see.” by Henry David Thoreau.

  37. Simply want to say your article is as astonishing. The clarity for your post is just nice and i can think you’re a professional on this subject. Fine along with your permission let me to take hold of your feed to keep up to date with approaching post. Thanks 1,000,000 and please continue the gratifying work.

  38. Hi! I’ve been following your web site for some time now and finally got the bravery to go ahead and give you a shout out from Dallas Texas! Just wanted to mention keep up the excellent work!

  39. Howdy! I just would like to give a huge thumbs up for the nice information you may have right here on this post. I shall be coming back to your blog for extra soon.

  40. Thank you for every other excellent article. The place else may anyone get that type of information in such an ideal method of writing? I have a presentation next week, and I am at the look for such information.