Przepraszam (2) – Tamara Bołdak-Janowska

felietonisci-05W naszej wielce cywilizowanej zonie pożądany jest dobry humor i same miłe dla nas wiadomości. Najemnicy każdej strony tej brudnej wojny mają ksywy. Czuję wstręt do ludzi, ukrywających się pod ksywami. Wstydzą się imienia i nazwiska? Nie szanuję takich ludzi.

W dzieciństwie słuchałam audycji radiowych w czterech językach pogranicza: polskim, białoruskim, ukraińskim i rosyjskim. W tej chwili nie chcę niczego, dosłownie niczego, co wygłaszane jest w języku ukraińskim w mediach. W tym języku miesiącami pompowało mi się do głowy zmasowaną wojenną propagandę, czyli język jako atrapę. No i jeśli czegoś jest za dużo, to się tego nie trawi. Niechęć przenosi się na język, używany w złym celu. Niedobrze. I nie tylko ja to czuję. Przepraszam za taką szczerość. Żyć obok cywilnych trupów, nad którymi unosi się język atrapa, gloryfikujący zabójców jednej słusznej strony, nie mogę. Może ktoś może, ale ja nie. Oczywiście język ukraiński jest piękny, ale nie jako atrapa wojenno-polityczna. Języki słowiańskie, wyliczone przeze mnie, nadal kocham, jeśli tylko ktoś wygłosi w nich słowa ludzkie i wybitne. Idę inną drogą i nienawidzę wojennej propagandy.

Znowu wracam do telewizyjnego tematu. Kanał Biełsat obrzydza białoruskość, Białoruś, Białorusinów. Reportaże obrzydzające Białoruś są tak naciągane, że muszę przytoczyć przykład. Kobieta w reportażu skarży się, że rząd nie dba o mieszkania, na przykład musi przez sześć godzin spuszczać wodę, aby na jej piętro napłynęła ciepła woda! Aha, czyli musi być bardzo, bardzo bogata, skoro woda leje się u niej przez sześć godzin! Tedy brawo, Prezydencie Białorusi, za aż tak tanią wodę, że można ją spuszczać godzinami! Dziecko by się uśmiało. I nie wiem, czy śmiać się tu, czy płakać.

Naciągane reportaże takiej i śmakiej telewizji: dziecko wygłasza w gładkim języku białoruskim slogany o walce o demokrację i wolność, i przeciw reżimowi, tylko że w pewnym momencie wymyka mu się polskie słowo „żeby”. Identycznie wymykają się pojedyncze słowa polskie w dziecięcych gładkich sloganach w języku ukraińskim. Macie nas za głąbów?! Wykorzystywanie dzieci w propagandzie wojennej jest głęboko niemoralne. Uczymy je, co mają powiedzieć w duchu naszej propagandy, czyli wkładamy im w usta język atrapę. Rosja też to robiła i stała się w moich oczach tak samo głęboko niemoralna. Co za sytuacja: propaganda ma swoje wyuczone teksty dzieci! Braliście przed kamerę własne dzieci, czy jak? Pytam, bo przedzierały się te polskie słowa i robiło mi się niedobrze!

Inna sprawa: rosyjska telewizja pokazywała strach w oczach dzieci, ich życie w piwnicy, ich przerażanie, kiedy dzieci same od siebie mówią, jak się czują w ohydnej wojnie dorosłych mafiosów! To porażało i stanowiło prawdziwą informację, ale i tak było niemoralne. Niemoralne jest to, że na politykach, prących do wojny, do bombardowań, ten materiał nie robił wrażenia. Niemoralne jest także to, że nasza strona nie dostrzegała położenia dzieci w wojnie, która nie była koniecznością, lecz kolejną „fanaberią” koncernu wojny i mafii.

Niemoralne telewizyjne „używanie” dzieci, aby wygłosiły narzucone przez dorosłych słowa, spowodowało u mnie rzecz niesłychaną: ucieczkę od języka białoruskiego kanału Biełsat! Zresztą, na co zwracał uwagę nasz Redaktor, język białoruski jest tam niezbyt autentyczny, sztywny, pozbawiony tej naszej unikalnej cechy, jaką jest wielość narracji w naszych licznych barwnych haworkach. Pozostał mi tylko Czasopis na dotknięcie białoruskości i białoruscy poeci, no i nasi ludzie w jeszcze żywych wioskach. Funkcja manipulacyjna nie jest przyszłością dla żadnego języka.

Teraz jeszcze dochodzą mnie słuchy, że być może zostanie powołana europejska rosyjska telewizja. Argument: rosyjskie kanały uprawiają propagandę. Na litość boską! Europejska wersja to nie będzie nasza propaganda, jedynie słuszna, tyle że po rosyjsku? „Nowy” język atrapa? Po co? Żeby nie było możliwości myślenia? Żeby nie można było porównywać wiadomości? Wolę obcowanie z różnymi racjami, ponieważ wtedy mój umysł staje się sprawniejszy w tworzeniu własnych myśli.

Co to języka białoruskiego: czy ktoś poza mną widzi jeszcze bogactwo haworek jako nasz skarb? To jest coś – mieć różnorakie style, różnorakie narracje! Ktoś, kto chce żyć w monokulturze, kto wstydzi się naszych haworek, najczęściej mówi z pogardą: język białoruski? Język prosty? A co wy tam możecie powiedzieć. Od was słyszy się najczęściej: a pajszoǔ ty pad chaleru! Albo: kab ciabie chalera ǔziała! Rzeczywiście, z naszych ogrodów i chlewów słychać było te złorzeczenia, przeważnie żeńskie. Przepraszam, ale teraz wrzasnę w stronę każdego najemnika na Ukrainie: kab ciabie chalera ǔziała! A pajszoǔ ty pad chaleru! Popędziliście brać udział w polowaniu na ludzi. Ksywa strzela w ksywę. Ksywa ksywie wybija ludność cywilną. Do tych myśliwych czuję wstręt, przepraszam.

W 21 wieku umysł ludzki chwieje się po raz pierwszy w historii w tak straszny sposób, i wkrótce wypadnie z głów jak z gęby chory, nieleczony ząb.

W takiej sytuacji, wszechogarniającej i wszechmocnej komercjalizacji, mój umysł nie może funkcjonować krytycznie. A czyjś może? Widzę bezwład umysłowy epoki niemal w każdym języku.

Młodzi ludzie nie są w stanie przeczytać trzech stron niekomercyjnego tekstu w żadnym języku! Mózg, jeśli go nie gimnastykujemy udziałem w tęższej treści, kurczy się! To stan alarmujący, ale ani media, ani rządy, ani tak zwane gremia kulturowe tym się nie przejmą. Ich obecny status to skomercjalizowane kłamstwa.
Przyszłość języków jest taka, jaki jest stan umysłów. Stan umysłów to: zero! Ściślej mówiąc: media prezentują zerowy stan umysłów. To ośmiela głąbów i pacyfikuje myślących.

Mój umysł zaczął mi tworzyć wolne treści. Jestem na emigracji umysłowej.

Kożny moża mianie zabić. Pryjści i zabić. Kożny, kamu zachoczacca zabiwać. Usio raǔno, kaho. Zachoczacca jamu zabiwać, pryjdzia i zabje. Zrobić heta jakiś zasraniec.

Bóg widzi stan twojej duszy i obojętne, czyś wierzący, czy ateista. Sam to widzisz.

Umresz pierad czasam? Usio raǔno, kali. Heta dla duszy usio raǔno, kali. Jość tam szto? Jestem tu po raz pierwszy – mówi dusza po śmierci. Nie znam tych okoliczności, obrazów, kształtów. Nie poradzę sobie z tym, co mnie straszyło w snach. Ciapier twaja dusza tak każa ab sabie. Jaszcze żywie.

Szto ty mnie dajesz? Czyrwonyja okny. Hustyja pażary, u jakich piaczesz ludziej, katoryje dumajuć inaczej, ni tak, jak ty.

Przecież ty nigdy nie byłaś w cudzych rękach! Byłaś. W złych.

Sytuacja: tam, gdzie nic i nikt nie jest mną.

Gdzie to?

Tu. U nas. W miałkich złych językach.

Przyszłość języka prostego leży w mojej matce. Matka leży na cmentarzu. Zbyt łatwa wypowiedź wnuków: język prosty? E, to był język dziadków. Jany byli tutejszyja. Mai ni byli tutejszyja, mai byli biełarusami. Ach, nie. Tolki maci była biełaruskaju.

Bauman w książce o współczesnej manipulacji, zwanej przez niego płynną, mówi coś, co mnie znowu przeraża: inwigilowane są mniejszości, na zasadzie – „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. Internetowa inwigilacja sortuje ludzi na tej zasadzie, a że mniejszości zwykle myślą, i to krytycznie, zatem zostają zakwalifikowane jako „ nie nasi”, jako „obcy”. Z pewnością zasłużyłam sobie na bycie obcą.

Tia… O, jak dobrze, że na świecie jest unikatowy mój Czasopis.

Trzymajmy się!

Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki, rówieśnicze małolaty marzyły o wojnie. Kab sztoś nareszcie rabiłaso. Kab była wajna, ale tady by my pahulali. O. Takie marzenie gówniarzy.

Siadżu pry majem stale, pry laptopi. Pa majej prawaj staranie mużyki robiać wajnu, a potym „proces pokojowy”. Pa maim prawam boku usio ljecca kroǔ, choć mamy już „proces pokojowy”, ali ja u jaho ni wieru – ja pomniu kroǔ i jana budzia licca u maich snach, i ni tolki – jana budzia jaszczo licca napraǔdu, bo mużykam jaje było za mało. Bliskaja zahranicznaja kroǔ ljecca i ljecca, choć ja jaje ni chaczu. Snicca mnie jołka wajny: na joj wisiać dzieci zamiest dentak.

Od kogo, od jakiego rządu, od jakiej telewizji mogę żądać odszkodowania za moje duchowe cierpienia w związku z tą kolejną brudną wojną? Musi istnieć ten rodzaj odszkodowania. Należy mi się odszkodowanie za stres, za straszne sny, za cierpienia duchowe, za osaczanie mnie zmarnowanym językiem. Od kogo? Od rządu, od telewizji, od oligarchy, a zwłaszcza od Awakowa, który wojną „oczyszcza” i „odkupia”? Od kogo? Od Obamy, od Nuland, od Putina? Osacza mnie ten, który zabijać chce. Może ja za dużo chcę w epoce przeludnienia, kiedy ktoś, siedząc przy komputerze, zabija „nadliczbowych” ludzi? A mamy przeludnienie? Gdzie?

Należy mi się odszkodowanie za życie we warunkach wojny. Od dwudziestu lat żyję w warunkach wojny.

Należy mi się odszkodowanie za wieloletni stres, za nieprzespane noce, za zmarnowaną wiosnę, za zmarnowane lato, za kolejną wojnę w Europie.

Należy mi się odszkodowanie za psucie europejskich języków, którymi się posługuję.

Przepraszam za powyższe moje żądania w stosunku do mężczyzn, dla których typowe męskie napieprzanie się stanowi sens życia.

Komentarze