Strona główna » Ostrów — Krynki » Pohulanka
Pohulanka

Kola i Tolik najęli się odmalować chłopu dom. Gospodarz kupił im dwa baniaki farby i pędzle. Pokazał, które ściany mają malować, uwiązał w ogrodzie konia a sam udał się na łąkę do siana.

Nasi fachmani ostro zabrali się do roboty. Gdy pomalowali jedną ścianę, siedli do obiadu. A tu i wypić coś by się chciało. Nie mając na wódkę pieniędzy, postanowili jeden baniak z farbą komuś opylić. Tak też i zrobili, bo klienta znaleźli szybko. Popili się i dla zabawy pomazali farbą łeb konia.

Po jakimś czasie gospodarz wraca z łąki. Patrzy — ściany niedomalowane, a „malarze” pijani.

— Dlaczego nie pomalowaliście wszystkiego?

— Farby zabrakło.

— Jak to?! Przecież dwa duże baniaki wam dałem.

— Tak, ale jeden koń wypił. O, proszę popatrzeć, całą mordę ma w farbie.

— A to drań! I nie zdechł jeszcze... Tydzień temu, jak zdun stawiał piec, to zżarł mi kafle...

* * *

Kola miał stadko kur i ani jednego koguta. Zapytał Tolika, czy mu by nie sprzedał.

— Dobra, stary — zgodził się kompan. — Dam ci najmocniejszego koguta, wołam na niego Kazio.

Po trzeciej wódce dobili targu i Kola wrócił do domu z kogutem. Wypuścił go z klatki i mówi:

— Słuchaj, Kaziu, to jest teraz twoje gospodarstwo, kury na ciebie czekają. Wyluzuj się, jesteś tu jedynym kogutem, nie ma co się spieszyć, tylko mi się nie zmarnuj, kupę kasy za ciebie dałem.

Ledwo skończył mówić, a Kaziu jak błyskawica skoczył do kurnika. Ze środka tylko pierze leciało. Potem wbiegł do budynku obok, gdzie były kaczki — to samo. Kola krzyczy, próbuje go hamować. Ale gdzie tam! Pobiegł Kazio za stadem gęsi i zniknął w oddali.

Rano Kola wstaje, patrzy — leży Kaziu na podwórku, kompletna padlina. Nad nim krążą wrony.

Podbiega i krzyczy:

— A widzisz, Kaziu, mówiłem Ci, daj spokój. Ehhh, tyle kasy w błoto...

A Kazio otwiera jedno oko i syczy przez zaciśnięty dziób:

— Ćśśś, idź sobie, bo mi wrony płoszysz...