Strona główna » Ostrów — Krynki » Nasza historia » Ziemia magiczna
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...
Ziemia magiczna
Jerzy Chmielewski

O Krynkach i Ostrowiu mówi się dziś, że leżą koło Sokółki, Białegostoku. Ale tylko bieg historii sprawił, że nie jest odwrotnie. Krynki wkroczyły na arenę dziejową znacznie wcześniej, niż obecne stolice ich powiatu i województwa. Białystok i Sokółka tak naprawdę pojawiły się na mapie 100-200 lat temu i długo pozostawały niewiele znaczącymi małymi miejscowościami. A Krynki od stuleci kwitły jako duże rozwojowe miasto pod Grodnem, na prastarym szlaku kupieckim z północy na południe.

Dzisiejszy obszar gminy do XVI wieku porosły był ogromną puszczą. Szumiący bór jeszcze 300-200 lat temu odgradzał dookolne miejscowości, np. Ostrów, od Krynek. W ciągu tysięcy lat aż do niedawna był on stopniowo karczowany pod osady i pola uprawne. W języku starosłowiańskim tak pozyskane tereny często nazywano ostrowami. Od tego być może pochodzi i nazwa Ostrowia (w języku rosyjskim ostrov to wyspa nie tylko wodna).

Nieprawda, że porośnięte lasami te tereny — jak można przypuszczać — długo pozostawały w ogóle nie zamieszkałe. W latach siedemdziesiątych w szkole podstawowej w Ostrowiu przechowywane były kamienne ostrza toporków i inne prymitywne narzędzia, znalezione przed wojną gdzieś na placu szkolnym czy też w jego pobliżu.

Od wczesnego średniowiecza dzisiejsza gmina Krynki była zatem terenem, gdzie ścierały się wpływy jaćwieskie, ruskie i mazowieckie. Była kolonizowana od wschodu (z ośrodka grodzieńskiego), od zachodu i południa. Przeważyły jednak wpływy ruskie, jak na całym historycznym Podlasiu. Pierwotna nazwa Podlasia brzmi Podlasze i oznacza obszar koło Lachów, jak dawniej nazywano Polaków.

Tysiąc i więcej lat temu w okolicach Krynek mieszkali więc poganie z plemienia Jaćwięgów. W te strony uciekali też poganie Słowianie pod naporem krucjat chrześcijańskich misjonarzy (ci tu zaczęli docierać najpóźniej). Był to lud niewątpliwie prymitywny i barbarzyński. Wszyscy ci poganie — Słowianie i Jaćwięgowie — mieli jednak podobne wierzenia i dlatego nie dochodziło pomiędzy nimi do większych waśni. Wierzyli w bardzo wielu bogów. W potocznym języku naszych mieszkańców do dzisiejszego dnia przetrwały nazwy przynajmniej dwóch z nich — Jaryła i Piarun. Pierwszy to bóg wiosny, dlatego wysiewane po zimie zboża określane są jarymi (niedaleko, koło Bobrownik, leży też wieś Jaryłówka — być może pradawne miejsce kultu boga Jaryły). Piarun tyle ma w nazwie wspólnego z piorunem, że u naszych pogańskich przodków był to bóg niebios. Huk i błyskawica, powstające w wyniku wyładowań atmosferycznych, do dziś nazywamy gromem. Starodawna klątwa „Kab ciabie Piarun zabi” oznaczała żądanie kary boskiej, a nie śmiertelnego uderzenia pioruna (wtedy mówi się raczej: „Kab ciabie hrom zabi (spali)”).

Do połowy minionego stulecia wierzenia przedchrześcijańskie były jeszcze tu obecne, a starsi ludzie opowiadali o dobrym duchu żyjącym w polu, którego nazywano Palawik. Z tamtych pogańskich czasów pochodzi większość przesądów i zwyczajów ludowych, jak zakaz witania się przez próg czy wkopywanie wianka z kłosami żyta w świeżo obsiane pole. Jeszcze dziś najstarsi ludzie pamiętają święte kamienie i dęby.

Tubylcy mieli swoją religię, chrześcijaństwo ich nie interesowało. Już wspominaliśmy o jaćwieskich bogach Piarunie i Jaryle. Były też boginie, jak Ciocia — uosobienie dobrobytu i bogactwa, albo Lola — bogini miłości i płodności. Na Nowogródczyźnie na bociana, „przynoszącego dzieci” (wierzenie niewątpliwie pogańskie), do dziś mówi się lalek. Inni ówcześni bogowie to Ziuzia — bóg zimy i chłodu oraz Żyżal — bóg ognia i kowalstwa. Jeszcze dziś niektóre matki, wychowując niemowlęta, przestrzegają je przed chłodem słowem ziuzia (Nie rozkrywaj się, bo ziuzia. Albo: Muszę cię ciepło ubrać, bo ziuzia na dworze.). Nieprzypadkowo też słowo „żyżal” podobnie hardo brzmi jak „żar”.

Model rodowo-plemienny u Jaćwingów polegał na związku rodów bliskich sobie językowo, wyznających podobne zasady wiary i prowadzących podobny tryb życia. Taka organizacja plemienna przyjmowała wspólną nazwę (w tych okolicach była to Sudowia) oraz określała własne terytorium, którego broniła przed obcymi. Obszar ten nie miał ściśle wytyczonych granic i zależał od aktywności gospodarczej i zbrojnej plemienia.

Poganie na tych terenach zajmowali się rolnictwem — siali pszenicę, żyto, proso, groch, bób, hodowali krowy, woły, konie, świnie, owce i udomowione ptactwo. Wyrabiali naczynia z gliny i drewna oraz wytapiali żelazo z rudy, wydobywanej z mokradeł. Kobiety przerabiały wełnę, len i konopie, przędły, tkały i szyły ubrania. Mężczyźni i chłopcy w borach i puszczach polowali na tury, żubry, jelenie, dziki i inną zwierzynę, a także zajmowali się bartnictwem — miód i wosk był wtedy w wysokiej cenie.

O ich zwyczajach i obrzędach tak napisał średniowieczny latopisca: Urządzali zabawy pomiędzy osadami, i schodzili się na te zabawy na tańce i na przeróżne pieśni diabelskie. I tam wykradali sobie żony, a mieli ich po dwie, trzy. Jeśli ktoś umierał, to robili „tryznę” (obrzęd grzebalny — J.Ch.), a potem przynosili wielką kłodę, kładli na nią nieboszczyka i palili, a potem zebrawszy szczątki, wkładali je do niewielkiego naczynia i stawiali na słupach przy drogach.

Jaćwingowie początkowo nie mieli żadnych imion. Dopiero, gdy zaczęli łączyć się w większe skupiska, przestawały wystarczać nazwy: ojciec, matka, syn, córka, brat, siostra, dziadek, babcia... W omawianym okresie (X-XIII w.) na pewno już stosowali imiona. Używali ich — pogańskich — nawet po przyjęciu chrześcijaństwa. W staroruskich kronikach można spotkać podwójne imiona: Choma a Żuk. Minka da Kozieł Denisovy Dieti (1555). Cdn