Strona główna » Ostrów — Krynki » Mój widnokrąg » Pozdrowienia od niebieskiej skody
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...
Pozdrowienia od niebieskiej skody
Jerzy Chmielewski

Jestem stąd, z Ostrowia Południowego. Moja wieś liczy co najmniej pół tysiąca lat, podobnie jak niedalekie i równie bliskie mi Krynki, które z początkiem tego roku odzyskały historyczne prawa miejskie. Przyszedłem na świat 46 lat temu w rodzinie Eugenii i Jana (a raczej — jak do dziś się tu mówi — Żeni i Wańka) Chmielewskich. Z wykształcenia jestem inżynierem elektrykiem, ale w tym zawodzie jakoś nie przyszło mi pracować. Zostałem redaktorem, dziennikarzem, wydawcą, a od niedawna także urzędnikiem — dyrektorem Gminnego Centrum Kultury w sąsiednim Gródku. Chociaż mam dom i rodzinę w Białymstoku, to stron rodzinnych nie porzuciłem jak inni, bo niezwykle silnie z nimi się utożsamiam. Zagłębiłem się w ich historię, tradycję i kulturę. Śmiało mogę dziś powiedzieć że jest to jakby cudem zachowany skrawek Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Niestety, mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego twardo postanowiłem sobie, że nie dopuszczę do zatarcia tego niezwykłego oblicza mej rodzinnej Ziemi Kryńskiej, a nawet szerzej, bo całego regionu Białostocczyzny.

Nieraz się już przekonałem, że moi ziomkowie tak naprawdę nie wiedzą nawet gdzie mieszkają. Wracając z pracy z Gródka często zajeżdżam do rodziców w Ostrowiu. Moją niebieską skodę na białostockich numerach od czasu do czasu zatrzymuje straż graniczna. Jakoś tak się składa, że kontrolują mnie funkcjonariusze o tutejszych nazwiskach — Oleksza, Carewicz... Bardzo się zdziwiłem, że podczas jednej z kontroli niewiele młodszy ode mnie pan nijak nie mógł zrozumieć, dlaczego w dowodzie mam napisane, że urodziłem się w Krynkach, bo tam przecież Chmielewskich nie ma. Najwyraźniej nie wiedział, że kiedyś był tu szpital z porodówką... Strach pomyśleć, jaką to pamięć o stronach rodzinnych zachowają następne pokolenia. Bardzo groźne są też zapędy niektórych osób do fałszowania lokalnej historii. Nie można do tego dopuścić. I po to między innymi zainicjowałem ten swój projekt w Internecie. Niemal wszystko na tej witrynie w większym lub mniejszym stopniu jest mym udziałem. Sam się zdziwiłem, że uzbierało się tego tak wiele i postanowiłem zebrać to w jednym miejscu. Strona nie jest jeszcze kompletna, będę ją wciąż uzupełniał i wzbogacał. A mam naprawdę wiele jeszcze w zapasie.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby dobry los nie zetknął mnie ze wspaniałymi i niezwykłymi ludźmi. To przede wszystkim Sokrat Janowicz, mój wielki sąsiad z Krynek (wialiki dziakuj Wam, panie Sakracie). Mam jeszcze drugiego zaprzyjaźnionego sąsiada, ale z drugiej strony za lasem. To znany artysta Leon Tarasewicz z Walił pod Gródkiem. Mam jeszcze niemałe grono innych przyjaciół, gównie skupionych wokół „Czasopisu”, z którymi robimy naszą wielką sprawę. Chcę tu szczególnie podziękować Alikowi Maksymiukowi, programiście. Ta niezwykła witryna to w dużej części i jego dzieło.

Myślę, że na początek wystarczy. Zapraszam do komentowania i dyskutowania.

Jurek Chmielewski, Ostrów Południowy 60

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Daniel Paczkowski
Comment
Gratuluję
Komentarz #1 wysłany 2009-05-06, 13:57:40
Dziękuję i jednocześnie gratuluję powstania serwisu internetowego z prawdziwego zdarzenia. Od paru lat regularnie zaglądam do Czasopisu i uważam to pismo za najciekawsze na Podlasiu.

Pozdrawiam
(danielpaczkowski.blogspot.com)
wschody słońca
Comment
słów kilka
Komentarz #2 wysłany 2009-06-02, 21:35:42
Wersji papierowej "Czasopisu" jednak nic nie zastąpi. Choć nie jestem Białorusinem, czytuję Czasopis regularnie. Dzięki niemu, a także Wiestkom (www.westki.info) z Pojezierza Wileńskiego i Naszej Niwie (www.nn.by) mam możliwość szlifowania pięknego języka białoruskiego. Zmartwiło mnie tylko jedno - już lada dzień pan Arłukowicz wyjrzy pewnie także z mojej lodówki. Zapewne nie przez przypadek wywiad i wspaniałe zdjęcia wiceprezydenta pojawiły się tuż przed wyborami do PE. Wydaje mi się, że w Białymstoku i w regionie wszystkie dziedziny życia są wystarczająco upolitycznione i upartyjnione, i nie warto się w ten nurt wpisywać. Pana wiarygodność i wielu innych autorów "Czasopisu" jest tak ogromna, macie tak duży kapitał zaufania, że nie warto się rozmieniać na drobne. Przychylność władz regionu wobec mniejszości narodowych czy grup etnicznych nie jest aktem łaski, ani wspaniałomyślności, w UE jest to standardowy obowiązek zagwarantowany prawnie, a jeśli ktoś by próbował go naruszyć pozostają takie instytucje jak Rzecznik Praw Obywatelskich, Ombudsman w UE, czy w ostateczności Komisja Europejska.

Poza tym świetny artykuł w przedostatnim numerze "Czasopisu" o Białorusinach katolikach Krzysztofa Gosa. To temat mało znany w Polsce. Sam miałem kiedyś okazję pod kościołem w Różanymstoku słyszeć wiernych rozmawiających białoruską mową, podobnie niedawno spotkałem rodowitych Białorusinów katolików 30 km od Wilna w pobliżu Miednik Królewskich.

Co zaś się tyczy Pana stwierdzenia, że IPN maluje pacyfikacyjny obraz PRL-u, to proszę jednak pamiętać, że w czasie stanu wojennego zginęło prawdopodobnie około 120 osób, proszę pamiętać o morderstwach księży - Jerzy Popiełuszko, ksiądz Suchowolec, o podsłuchach, donosach, niszczeniu ludziom życia, łamaniu charakterów, podłych szantażach. Rozumiem, że PRL zapewnił Białorusinom awans społeczny, ale to nie może być usprawiedliwieniem. Hitlera można też przecież chwalić za to, że zlikwidował bezrobocie, budował autostrady i napędzał koniunkturę. Sam mam ledwie przekroczone 30 lat i niewiele pamiętam z czasów komunizmu, ale nigdy nie zapomnę łez mamy, która wracając z pracy widziała jak ZOMOwcy okrutnie pałowali młodego chłopaka za rozrzucanie ulotek "Solidarności".

Wniosek z tego płynie jeden - mieszkamy w jednym mieście, w jednym regionie, musimy się nauczyć szanować swoją wrażliwość, w tym także już historyczną.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego!